2008/12/26

Francuskie paszteciki z kapustą i grzybami.


























Jeśli przypadkiem zrobicie zbyt dużo farszu do wigilijnych pierogów i gdzieś w zamrażarce zapodzieje Wam się rolka francuskiego ciasta.. zróbcie paszteciki.
Zajmie to ok 5-6 minut, nie licząc czasu pieczenia.
Świetnie się mrożą, podgrzane w piecu są chrupiące.
Idealne ze szklaneczka gorącego barszczu. W sam raz na Święta. Lub jako ciepła przystawka w sylwestrowa kolacje.
Smacznego!


Francuskie paszteciki z kapustą i grzybami

nadzienie jak do pierogów wigilijnych (tym razem dodać jajko)
1 rolka ciasta francuskiego
kurkuma
1 żółtko lub całe jajko


Ciasto francuskie rozmrozić zgodnie z instrukcją.
Pokroić na prostokąty, nakładać farsz i zwijać w ruloniki. Ułożyć na blasze, lekko oprószyć kurkumą, wierzch posmarować roztrzepanym żółtkiem lub całym jajkiem.
Piec w 200-220 st.C do zrumienienia.

Przepis zgodny z KPP (przy zastosowaniu przepisu na farsz)


2008/12/24

Życzenia

Moi Drodzy, Wszyscy tu zagladajacy
Stali bywalcy, Przyjaciele i Ci ktorzy tylko przechodza.

Chcialabym Wam zyczyc w te Swieta jak najwiecej ciepla, spokoju, radosci.
Aby obok Was nie zabraklo tych ktorych kochacie.
Aby Mikolaj byl hojny.
By makowiec byl kruchy a ryba nie miala osci.
By otulala Was esencja tych wyjatkowych dni...

Wesloych Swiat!


2008/12/23

Sernik wiedeński

































Kiedy bylam mala dziewczynka swiat skladal sie z rytualow.
Powtarzalnosci.
Swieta zawsze pachnialy, smakowaly tak samo. Nastroj co roku inny - w swej esencji dawal poczucie bezpieczenstwa.
Uwielbialam to oczekiwanie, gdy tuz po kapieli, ubrana w odswietna sukienke stalam obok choinki wypatrujac w oknie Tej gwiazdki. Po przedswiatecznym rwetesie w koncu w domu panowala cisza, drzaca, oczekujaca. Odswietna.
Doroslam. Niewiele sie zmienilo. I moge byc pewna, ze zawsze kiedy przyjade do domu, bedzie pachnial tak samo, powietrze bedzie naladowane tym czyms co daje mi spokoj a ja bede w tej samej ciszy czekala na Te gwiazdke.
Polamiemy sie oplatkiem, jak zwykle wzrusze sie za bardzo. Bez pospiechu zjemy kolacje, prezenty pod choinka nie kaza sie spieszyc... Doroslosc docenia oczekiwanie, wie ze im dluzsze tym wieksza radosc.
A gdy wszyscy juz pojda, gdy Dziadek obierze nam na deser miseczke najslodszych wybranych, wyszukanych przez Niego na targu mandarynek, bedziemy siedzialy z Babcia w polmroku, patrzac na roziskrzona choinke i padajacy snieg. Bedziemy rozmawialy ciuchutko. Albo po prostu sobie pomilczymy.

Na Boze Narodzenie zawsze byl makowiec. Lub sernik. Lub makowiec i sernik.
Sernik byl zawsze ascetyczny. Niewiele skladnikow, najwyzsza ich jakosc.
Pachnial arakiem i rodzynkami. Odkad ledwo siegalam blatu lubilam obserwowac jak Babcia polewa go ciepla czekolada i posypuje posiekanymi orzechami.
Z biegiem czasu, zmieniala sie perspektywa a ja widzialam wiecej i blizej.

Kiedy bylam mala dziewczynka swiat skladal sie z rytualow. Powtarzalnosci. Swieta zawsze pachnialy, smakowaly tak samo...



Sernik wiedenski mojej Babci


1/2 kg poltlustego, zmielonego twarogu
1 szkl. ksylitolu (lub cukru)
1 czubata lyzka maki ziemniaczanej
6 lyzek stopionego masla
1 szczypta kurkumy
1/3 lyzeczki imbiru w proszku
4 jajka
rodzynki
1 lyzeczka olejku arakowego
3-4 krople(nie wiecej!) aromatu cytrynowego
szczypta soli


Piec rozgrzac do 180 st.C.
Zoltka utrzec starannie z ksylitolem lub cukrem, olejkiem arakowym oraz aromatem cytrynowym.

Ser ucierac mikserem, dodac kurkume, dokladnie wymieszac.
Wciaz miksujac dodac utarte z fruktoza lub cukrem zoltka oraz maslo po 1 lyzce.
Dodac make ziemniaczana, dokladnie wymieszac.
Nastepnie dodawac do masy serowej piane z bialek i delikatnie mieszajac lyzka dodawac:
rodzynki
imbir
szczypte soli
Gdy bialka polacza sie z masa serowa od razu przelewac do tortownicy wysmarowanej maslem i posypanej tarta bulka.
Piec ok. 45 minut.
Po tym czasie ostroznie uchylic piekarnik, pomiedzy drzwi wlozyc drewniana lyzke i pozostawic sernik do ostygniecia.
Wtedy przygotowac polewe:

na parze rozpuscic 100 gr najlepszej gorzkiej czekolady (uzylam 70% Lindt)
z 4 czubatymi lyzkami masla(gestosc polewy zalezy od rodzaju uzytej czekolady i nalezy ja modyfikowac iloscia masla, do uzyskania pozadanej konsystencji)
Masa polewac sernik, mozna tez posypac siekanymi orzechami wloskimi.
Smacznego!

Przepis (nieznacznie zmodyfikowalam - dodajac brakujace smaki) jest zgodny z KPP.
Nie sadzilam, ze uda mi sie wiernie odtworzyc ten smak...a jednak.
Pierwszy kes i poczulam jakbym wrocila do czasow gdy mialam 5 lat...



2008/12/16

Zytni razowy.




















Moj chleb powszedni.
Najulubienszy.
Z maslem. Konfitura. Twarozkiem. Pasta rybna.
Pasuje do wszystkiego, zachowuje swiezosc do 7 dni.
Przepis (nieznacznie przeze mnie zmodyfikowany) autorstwa Andrew Whitley pochodzi z ksiazki "Bread matters"


Zytni razowy

Wieczor poprzedzajacy pieczenie

Zaczyn:
50 g aktywnego zakwasu zytniego razowego o temp pokojowej
150 g maki zytniej razowej
300 g wody


Skladniki zaczynu wymieszac, szczelnie przykryc i odstawic na 12-24 godz.


Dzien pieczenia

Ciasto wlasciwie:
320 g zaczynu zakwasowego (z dnia poprzedniego)
280 g wody (ilosc wody nieznacznie zwiekszylam, maka "wypila" jej ciut wiecej)
480 g maki zytniej jasnej lub razowej(uzylam razowej, ktora uprzednio przesialam)
10 g soli (uzylam Maldon)


Zaczyn dokladnie wymieszalam z woda.
Nastepnie wsypalam make i sol i krotko wyrobilam (2-3 min). Ciasto powinno byc lepkie.
Mokrymi dlonmi przelozylam je do foremki nasmarowanej maslem i wysypanej otrebami.
Przykrylam naoliwiona folia i pozostawilam do wyrosniecia w lekko podgrzanym piekarniki (ok. 28 st.C).
Chleb jest gotowy do pieczenia gdy urosnie 1/2 cm ponad foremke. Wtedy jego wierzch smaruje oliwa.
Pieklam w 210 st. C przez 15 minut.
Po tym czasie zmniejszylam temp. do 190 st. C i pieklam dalsze 40-45 minut.
Studzilam na kratce.
Chleb mozna kroic po zupelnym ostygnieciu, gdy miazsz calokowicie sie ustabilizuje (ok.10godz.)


Zakwas żytni. Produkcja. Pielegnacja.

Zakwas zytni, najbardziej uniwersalny.
Przygotowanie go moze wydawac sie nieco pracochlonne, jednak zakwas raz wyhodowany towarzyszy nam przez wiele, wiele lat nabierajac sily.
Im starszy zakwas - tym lepszy.
Oto sposob w jaki wyhodowalam moj zakwas*.


DZIEN 1
225 g maki zytniej razowej
225 g wody

Skladniki wymieszac na gladka paste, zakryc szczelnie przezroczysta folia, odstawic na 24 godz w cieplym miejscu (23-27 st.C)

DZIEN 2
112 g mieszanki z dnia poprzedniego (reszte mieszanki wyrzucic)
112 g maki zytniej razowej
112 g wody

Wszystkie skladniki dokladnie wymieszac, szczelnie przykryc folia i zostawic w cieplym miejscu (23-27 st C) na 24 godz.

DZIEN 3-4-5-6-7-8-9 oraz 10
112 g mieszanki z dnia poprzedniego (reszte mieszanki wyrzucic)
112 g maki zytniej razowej
112 g wody

Wszystkie skladniki dokladnie wymieszac, szczelnie przykryc folia i zostawic w cieplym miejscu (23-27 st C) na 24 godz.
Jesli czas na to pozwoli w dniach 3-10 zakwas dokarmiac co 12 godz - za kazdym razem polowa porcji wody oraz maki. Czyli do 112g mieszanki z poprzedniego dnia należy dodać:
rano - 56g wody + 56g mąki
wieczorem - 56g wody + 56g mąki

W pierwszych dniach zakwas pachnie ziemiście, neutralnie, pęcherzyki po pierwszym dniu jeszcze nie są widoczne, to normalne. Zmiana zapachu oraz pierwsze pęcherzyki pojawią się, ale nie panikujmy w pierwszych dniach, dajmy zaczątkowi szansę na fermentację i cierpliwie poczekajmy.
Po 5-6 dniu zakwas jest gotowy do pieczenia chleba, jednak dla wzmocnienia jego mocy zalecane jest prowadzenie go kolejne 3 dni, co tez uczynilam.

Jednak tak młody zakwas wciąż nie jest dostatecznie silny, aby go wzmocnić, dobrze dokarmiać go codziennie przez kilka dni, już nic nie wyrzucając, tylko dokarmiać codziennie.
A jeśli uważamy, że wciąż jest taka potrzeba, obserwując zakwas, to jak pracuje (ilość pęcherzyków, przyrastanie), można dokarmiać codziennie, nawet tydzień i wtedy dopiero upiec pierwszy chleb, będąc pewnym, że zakwas jest dostatecznie silny by go unieść.

Zakwas powinien miec zapach dojrzałych, winnych jablek: swiezy i przyjemny nigdy kwasny/ duszący/ \silnie octowy/ nieprzyjemny.


DOKARMIANIE I PIELEGNACJA

Gdy zakwas jest juz gotowy przekladamy go do sporego szklanego sloja (ok. 1 lub 1,5 litrowego) np. z uchylna pokrywka (jak na zdjeciu).
Sloik ten przechowujemy w lodowce, pokrywka zawsze musi byc uchylona.
Zakwas najlepiej dokarmiac raz w tygodniu (oczywiscie, jesli piecze sie-wiec i dokarmia - czesciej, tym lepiej) w sposob nastepujacy:

1. Sloik nalezy wyjac z lodowki i postawic w neutralno-cieplym miejscu (stol w kuchni, zima nasloneczniony parapet, nigdy parzacy grzejnik czy gorący piekarnik!)) na 2-3 godz. aby nabral temp. pokojowej.

2. Nastepnie dokarmiamy zakwas rowna porcja maki zytniej razowej oraz wody np.
do sloika dodajemy 50 g maki oraz 50 g wody i dokladnie mieszamy cala zawartosc sloika.
Jesli w planach mamy wieksze pieczenie i potrzeba nam wiecej zakwasu, mozna zakwas dokarmic podwojna, potrojna a nawet poczworna ilosci maki i wody.

3. Tak dokarmiony zakwas stawiamy w cieplo-neutralnym miejscu (blat kuchenny, nasloneczniony parapet) i czekamy az zakwas sie uwaktywni, tzn. zacznie babelkowac, podniesie sie aby w koncu opasc . To znak, ze jest gotowy do wypieku chleba.
(Czas aktywacji zalezny jest od temp. otoczenia latem 2-6 godz. zima nawet 10-12)

Nie należy aktywnego zakwasu (który już urósł i opadł) zostawiać zbyt długo w temp. pokojowej, szczególnie latem, gdyż pozostawiony w tym stanie może skwaśnieć, lub jego kwasowość może tylko znacznie wzrosnąć, co jest efektem niepożądanym, gdyż w rezultacie prowadzi również do skwaszenia i efekt te jest nieodwracalny żadnym zakwasowym trickiem.

Z tego samego powodu należy mieć oko na dokarmianie latem. Słoik z zakwasem niebacznie zostawiony na blacie w kuchni, ciepłą porą roku, który zapomnimy dokarmić, na drugi dzień może okazać się skwaszony, Wiem co mówię, każdemu się zdarza zapomnieć, mi również, bolesna to lekcja, gdyż w jedną dobę pozostaje się bezradnym jak bez ręki, czyli bez zakwasu, który trzeba wyhodować od nowa.

4. Gdy zakwas jest aktywny, ze sloja pobieramy odpowiednia ilosc zakwasu. (np. 50 g) a zawartosc sloja uzupelniamy o to co pobralismy, czyli dokarmiamy 50 g maki zytniej razowej oraz 50 g wody. Zawartosc sloja dokladnie mieszamy i od razu chowamy do lodowki.
Tam lezakuje z lekka uchylona pokrywka do czasu nastepnego pieczenia.

5. Jesli pieczemy rzadziej, np. raz na dwa tygodnie to i tak, co tydzien nalezy zakwas dokarmic.
Trzeba wyjac go z lodowki, pozostawić w temp. pojowej na 2-3godz., dokarmic i od razu wstawic do lodowki, gdzie lezakuje do nastepnego dokarmiania/ pieczenia.

6. Słoik w którym przechowujemy zakwas, należy co jakiś czas zmienić.
Słoika na zakwas nie myjemy płynem do mycia naczyń, a jedynie bardzo gorącą wodą i na koniec wyparzamy wrzątkiem. To ważne, chemiczne płyny do mycia naczyń, ich mikro resztki, mogą zaburzyć pracę zakwasu.

7. Czasem na powierzchni zakwasu może pojawić się suchy, gruby kożuch.
Proszę nie panikować, usunąć go, wyczyścić dokładnie ścianki słoika i dokarmić zakwas jak zwykle.

8. Czasem zdarza się, że zakwas może zacząć być jakiś niemrawy, nie pracuje najlepiej lub naprawdę bardzo słabo. W takim wypadku należy ze środka zakwasu, pobrać 2 łyżki, przełożyć je do nowego, czystego słoika i dokarmić jak zwykle, przez 3 dni pod rząd.

9. Jeśli widzimy, że nasz zakwas traci siłę, pracuje gorzej, ale nadal pracuje i nie wiemy czy jeszcze próbować go ratować, czy już się poddać i wyrzucić, można spróbować trochę podrażnić jego "system immunologiczny", zebrać z wierzchu grubą warstwę, powiedzmy 1/3 objętości zakwasu, wyrzucić. To co zostanie dokarmiać dwa razy dziennie, rano i wieczorem, przez 2-3 dni. Jeśli ruszy, zaczną pojawiać się pęcherzyki powietrza, znaczy pracuje i jest aktywny.
Ten sam wybieg można zastosować w stosunku do młodego, dopiero co wyhodowanego zakwasu, aby go wzmocnić, dokarmiać go przez kilka dni, codziennie, ale tylko raz dziennie.

10. Na koniec słówko o proporcjach mąki i wody.
Generalnie panuje zasada tyle samo mąki co wody, jednak mąki żytnie razowe bardzo różnią się między sobą, co młyn to mąka. Jedne będą bardziej drobno zmielone (z mało widocznymi otrębami) i wilgotne, inne suche z widocznymi i dużymi otrębami. Ta druga mąka może wymagać odrobinę więcej wody. Trzeba wyczuć czy mieszając zakwas jest on gliniasty, suchy, trudno się miesza, czy jest gęsty ale jednak miesza się swobodnie, nie ma suchych grudek. Wskazówką może być wielkość pęcherzyków: jeśli 10-12 godz. po dokarmieniu, aktywny zakwas ma maleńkie pęcherzyki, to znak, że jest zbyt płynny, jeśli jest suchy i zbity, to znak, że wody jest za mało, gdy pęcherzyki są większe, regularne (jak na zdjęciu poniżej), a zakwas po nabraniu łyżką ma w środku strukturę plastra miodu, jest jest jakby podziurkowany, to idealna konsystencja i znak, że proporcje wody są odpowiednio dobrane,

SUSZENIE ZAKWASU

Gdy nasz zakwas już nie jest młokosem, mamy pewność jego siły, upiekliśmy już na nim trochę chlebów, można część ususzyć.
Po co suszyć zakwas?
Z kilku powodów.
Po pierwsze, nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, czasem tracimy zakwas w nieprzewidzianych okolicznościach (o których pisałam w powyższych punktach) i taki ususzony to zakwasowa polisa na czarną godzinę, jeśli nasz główny zakwas dokona żywota, mamy pod ręką jego wersję instant.
Po drugie, w taki sposób można przesłać zakwas, na wszelkie odległości, osobom, które zakwasu potrzebują, a z jakichś powodów nie udaje im się go samodzielnie wyhodować. W ten sposób wysyłam swój zakwas w świat.

Aby ususzyć zakwas, musi on być najpierw porządnie aktywny, tzn. należy dokarmić go dwa dni z rzędu i wtedy cienką warstwę zakwasu rozprowadzić szpatułką na pergaminie, zostawić do całkowitego wyschnięcia, w temp. pokojowej, niczym nie podgrzewać. Zakwas ma być suchy jak wiór, bez żadnej wilgotnej plamki. Łamiemy go na mniejsze kawałki, blendujemy na proszek, lub zostawiamy taki pokruszony, przesypujemy do słoiczka i trzymamy w temp. pokojowej, w suchym, zacienionym miejscu.

Aktywowanie suszonego zakwasu
Do suszonego zakwasu dodać  trochę wodę, wymieszać, poczekać, aż wchłonie wodę i napęcznieje, może trzeba będzie dodać więcej, powinien mieć konsystencję papki/gęstej śmietany.
Zakwas można teraz dokarmić, wodą i mąką i poczekać aż się aktywuje.
Taki zahibernowany zakwas może potrzebować dodatkowego bodźca do prawidłowego działania, może nie mieć dużych pęcherzyków i pracować ospale, należy wtedy dokarmić go kilka dni i obserowować. Z każdym dniem powinien być silniejszy, mieć więcej pęcherzyków i szybciej przyrastać




Na zdjeciu aktywny, babelkujacy zakwas.



* Przepis z "Bread" J. Hamelmana

2008/12/11

Cukinia. Wolowina. Zielone chili. Stir-fry.


























Ostatnio nasz ulubiony szybki obiad.
Bardzo lubie usmazona al dente cukinie, swietnie komponuje sie z cieniutkimi kawaleczkami wolowiny i chili... i tak powstalo to danie.

Przepis zgodny z KPP oraz MM.



Tajska wolowina z cukinia i zielonym chili

450-500gr steku wolowego, poledwicy lub wolowiny gulaszowej
2 srednie cukinie
1-2 lyzeczki fruktozy
1-2 male zielone chili
3 duze zabki czosnku
1 plaska lyzka utartego imbiru
2 lyzki oleju z orzeszkow ziemnych
2 lyzki ciemnego sosu sojowego
2 lyzki sosu rybnego (Nam Pla)
1 szczypta kurkumy
1 szczypta mielonego bialego(!) pieprzu
sok z limonki (nie moze byc to sok z cytryny)


Wolowine pokroic w cieniutkie paseczki (2-3 mm) szerokosci ok 1 cm.
Chili pokroic (bez usuwania pestek) w ukosne paski, najcieniej jak to mozliwe, cukinie natomiast w gruba kostke.
Rozgrzac olej na patelni lub w woku.
Dodac imbir, zmiazdzony czosnek i pokrojone chili. Smazyc ciagle mieszajac az przyprawy zapachna - uwazac aby nie przypalic.
Nastepnie dodac lyzke sosu rybngo oraz lyzke ciemnego sosu sojowego, wymieszac.
Pokropic sokiem z limonki, wymieszac.
Oproszyc kurkuma, wymieszac.
Dodac wolowine i smazyc mieszajac do momentu gdy bedzie lekko twardawa lecz prawie gotowa.
Wtedy dodac cukinie, fruktoze. Wymieszac i podsmazyc pare minut.
Oproszyc bialym pieprzem, wymieszac.
Dodac 1 lyzke sosu rybnego i 1 lyzke ciemnego sosu sojowego, smazyc (mieszajac od czasu do czasu) do miekkosci miesa i cukinii, ktora powinna pozostac jedrna.
Na koniec doprawic do smaku sokiem z limonki. Podawac z makaronem ryzowym.
Smacznego!


2008/12/10

Piernik. Puszysty.




















Wchodze do pokoju, by po chwili uslyszec: "Ale Ty pachniesz piernikiem!"
I usmiech. Usmiech nadziei.
"Bo upieklam piernik".
"Ale kiedy zdazylas?"
Wlasnie. Ten puszysty piernik zajmuje tylko chwile.
Nie jest to tradycyjny, ciezki, miodowy, dojrzewajacy tygodniami wypiek.
Ale w sam raz gdy zapragnie sie czegos slodko-korzennego do kawy czy mocnego bergamotkowego earlgreya na podwieczorek.
Lub jako lzejsza alternatywa, gdy przejemy sie swiatecznymi makowcami i sernikami.
Zapach jaki unosi sie w domu po wyjeciu go z pieca jest nieziemski.
Dlatego tez nie moglam sie przekonac jak dlugo zachowuje swiezosc, znikl zbyt szybko. Upieklam go po raz drugi. Moze tym razem sie uda.
Przepis zmodyfikowalam, dodajac orzechy wloskie, zwiekszajac poziom slodyczy (jestem zwolenniczka ciast za malo niz za bardzo slodkich ale w oryginale naprawde brakowalo nam ciut wiecej slodyczy) rezygnujac z solonego masla (za to zwiekszajac ilosc soli) zamieniajac zsiadle mleko na niskotluszczowa maslanke oraz biala make na pelnoziarnista make pszenna. Dodalam rowniez wiecej imbiru.

Przepis, na ktorym sie opieralam znajduje sie tu
Trzykrotne przesianie maki (jak zaleca autorka przepisu) skutecznie spulchnia ja i nie dajcie sobie wmowic,ze z pelnoziarnistej maki nie da sie upiec puszystego ciasta.
Ten piernik jest tej tezy zaprzeczeniem.























Puszysty piernik na smietanie

175 g miekkiego masla
180 g ksylitolu (lub cukru)
2 jajka o temp. pokojowej
2 pelne lyzeczki cynamonu
1 lyzeczka mielonych gozdzikow (mozna utluc w mozdzierzu)
1 plaska lyzeczka mielonego imbiru
1/3 lyzeczki galki muszkatolowej
1 szczypta soli
250 g maki pszennej pelnoziarnistej (lub 200 g zwykłej pszennej + 50 g żytniej razowej, lub sama pszenna, do wyboru)
1 pelna lyzeczka proszku do pieczenia
1 pelna lyzeczka sody
100 ml kwasnej smietany
100 ml maslanki (lub kefiru)
1 spora szczypta kurkumy
garsc niedbale posiekanych orzechow wloskich
garsc drobnych rodzynek



Cala (nieskomplikowana) procedura opiera sie na wlaczeniu miksera i dodawaniu skladnikow w odpowiedniej kolejnosci (caly czas miksujac az do koncowego etapu, jedynie zmieniajac bieg na nizszy po utarciu masla z fruktoza).

Piec nagrzac do 180 st. C.
Make wymieszac z soda i proszkiem do pieczenia, przesiac trzykrotnie.
Maslo zmiksowac z ksylitolem (lub cukrem) na puch.
Do masy maslanej dodawac po jednym jajku. Dodac cynamon, imbir, gozdziki i gałkę, sól.
Dodawac make na przemian z maslanka i smietana.
Na koniec dodac orzechy i rodzynki.
Forme wysmarowac maslem i wylozyc pergaminem.
Ciasto przelac do formy, wyrownac wierzch lyzka.
Piec 45-50 minut lub do suchego patyczka.
Piernik najpyszniejszy jest w towarzsytwie zimnej creme fraiche.
Smacznego!

Przepis zgodny z KPP.

2008/12/04

Fasola. Po prostu.


























Pochwala prostoty...





Fasola z czosnkiem i oliwa

200 gr fasoli Jas (lub innej duzej)
bazylia suszona
kminek mielony
imbir mielony
natka pietruszki
cayenne
sol, swiezo mielony czarny pieprz
oliwa z oliwek, maslo (wg uznania)
czosnek

sok z cytryny

Fasole namoczyc przez noc. Wode odlac.

Do wrzatku dodac 1/3 lyzeczki kminku.
Po minucie na ostrzu noża mielonego imbiru oraz cayenne, dodac fasole, sól, 2-3krople soku z cytryny i szczyptę bazylii. Gotowac do miekkosci.
Fasole odcedzic, polac oliwa z oliwek, dodac kawalek masla (niekoniecznie), wymieszac.
Oproszyc swiezo mielonym czarnym pieprzem, dodac zmiazdzony czosnek, wymieszac.
Posypac gruba sola morska i siekana natka pietruszki.
Smacznego!


Przepis zgodny z KPP oraz MM.

2008/12/01

Pierogi wigilijne


































Babcia jawi mi się w mojej świadomości jako osoba o niezłomnym charakterze, wielkim sercu, gościnności i jeszcze większej pracowitosci.
Latami obserwowałam Ją jak lepi dziesiątki pierogów, wyrabia misę ciasta drożdżowego, trze ziemniaki na placki tylko po to by zrobić przyjemność komuś z nas, domowników.
Kiedyś tego nie rozumiałam. Teraz, coraz częściej zauważam jak bardzo w tej materii staje się podobna do Niej - stojąc kolejną godzinę w kuchni lepiąc kolejnego ruskiego pieroga (które ubóstwia mój Miły i które kojarza mu się z domem) myślę "po co mi to było", by później widząc jaka dają radość w jednej chwili zapomnieć o trudzie i powiedzieć "jeśli chcesz za jakiś czas zrobię je znowu".
Moja kuchenna edukacja zaczęła się pod Jej okiem.
Gdy po kolejnym niepowodzeniu w nadaniu pierogowi odpowiedniego kształtu oraz obowiazkowej falbanki (falbanka była standardem poniżej którego Babcia nie schodziła NIGDY,mimo że łatwiej i szybciej było po prostu zlepić brzegi ciasta) mówiłam, że chyba się tego nie nauczę, Ona spoglądała na mnie mowiac "kto w takim razie przejmie po mnie ten sposób lepienia pierogów?".
Mobilizujace, prawda?
Na te pierogi czekam cały rok. W wigilijny wieczór mogłyby być jedynym daniem (jak dla mnie) - skubnę ryby, wypije barszcz lub bulion grzybowy ale pierogi... podsmażone, złociste, obowiązkowo chrupiace to wg. mnie gwiazda tej wieczerzy.
Po latach treningu i uczenia się od mistrza mogę powiedzieć, że jestem na dobrej drodze( "zawijając mocno dociskaj falbankę", "dobre pierogi to cieniutkie ciasto i dużo nadzienia - nigdy odwrotnie").
Gdy patrze na dziesiątki ulepionych przeze mnie pierogów przypomina mi się stolnica Babci, na której leżały równo w rzadkach, identyczne niemalże co do milimetra, z cieniutkim ciastem, szczodrym nadzieniem, równiuteńką falbanką.
W te Święta nie będzie miała okazji sprawdzić czy spisałam się dobrze lecz Jej zapobiegliwość dosięgnie mnie wszędzie. Mimo, że zaopatrzyła mnie w mnóstwo suszonych, kupnych grzybów, w malej paczuszce przeznaczonej dla mnie znajduje króciutki liścik oraz sznurek pachnący Świętami:
























Babciu, dziękuję Ci za to ze jesteś. Byłaś i zawsze będziesz dla mnie nie tylko skarbnicą wiedzy kuchennej ale niedoścignionym wzorem dobroci i mądrości życiowej. Samo przebywanie obok Ciebie sprawia, że codziennie uczę się jak być lepszym człowiekiem.



Pierogi wigilijne

1 kg dobrej kapusty kiszonej, bez marchewki
100 g suszonych podgrzybków
2 cebule pokrojone w drobna kostkę, zeszklone na oleju roślinnym
1 szczypta kurkumy
pieprz, sol
olej z pestek winogron lub słonecznikowy
ew. 1 jajko


Grzyby zalać zimna woda, gotować do miękkości.




Odcedzić, wodę zachować, grzyby pokroić w drobna kostkę.
Kapustę odcisnąć, włożyć do rondla z zimną wodą, zagotować, wodę odlać.
Kapustę zalać wrzątkiem oraz wodą z grzybów (kapusta ma być przykryta), gotować do miękkości, odcedzić na sitku, następnie ostudzić i drobno pokroić.
Tak przygotowana kapustę oprószyć szczyptą kurkumy i bardzo dokładnie wymieszać.
Dodać grzyby, przesmażoną cebulkę, wymieszać.
Na patelni rozgrzać 2-3 łyżki oleju, podsmażać na niej kapustę przez 1-2 minuty, następnie posypać świeżo mielonym czarnym pieprzem. Posolić do smaku, ponownie wymieszać i podsmażać na średnim ogniu ciągle mieszając ok. 5 do 10 minut. Jeśli do farszu chcemy dodać jajko (można lub nie, wg uznania, tym razem nie dałam), procedura jest następująca: po przesmażeniu do farszu dodać parę kropli soku z kapusty oraz szczyptę bazylii i odrobinę kurkumy, wymieszać. Farsz wystudzić, dodać jajko oraz ew. pieprz i sól do smaku.

Ciasto pierogowe

3 szkl. mąki (użyłam pszennej chlebowej)
1,5 łyżki oleju
1/2 łyżeczki soli
1 szkl. wrzątku


Do miski wsypać  mąkę, sól, olej , wymieszać.
Wciąż mieszając dolewać wrzątek.
Odczekać 2-3 minuty, wyłożyć ciasto na blat i zagniatać, aż stanie się gładkie i elastyczne. Przykryć ściereczką i zostawić na 30 min..
Ciasto cienko rozwałkować, wykrawać kółka.
Każde kółko rozwałkować ponownie, nakładać na nie farsz łyżeczką, dokładnie zlepiać brzegi.
Gotować w osolonym wrzątku Ok. 8-10 min. od momentu wypłynięcia pierogów na powierzchnię.
Z podanego przepisu powinno wyjść ok 40-42 pierogów.
Oba przepisy zgodne z KPP.


Smacznego!