2008/11/30

Weekendowa Piekarnia # 9. Pelnoziarniste buleczki owsiano-korzenne.






















Wrocilam w sama pore by dolaczyc do Weekendowej Piekarni (http://twojemoje.blogspot.com/2008/11/weekendowa-piekarnia-vol-9-chleb.html)
Zaintrygowal mnie przepis na chleb z dodatkiem korzeni, platkow owsianych, prazonego sezamu.
Polaczenie dosc ryzykowne musze przyznac, dlatego tez postanowilam upiec tylko pol porcji i zamiast bochenka zwinelam male zgrabne buleczki.
Troche zmienilam procedure. Zamiast bialej wykorzystalam make razowa chlebowa, przyprawy dodalam na etapie wyrabiania ciasta (nie na koncu), konieczne rowniez bylo zmodyfikowanie ilosci dodanej wody z powodu innego rodzaju maki (maka razowa i pelnoziarnista "wypijaja" wiecej wody, trudno podac konkretna ilosc, wszystko zalezy od rodzaju uzytej maki).
Musze przyznac, ze na calym etapie powstawania ciasta chlebowego mialam mieszane uczucia: korzenie pachna naprawde intensywnie i polaczenie ich z sezamem i platkami wydawalo mi sie nader ryzykowne.
Ale do rzeczy. Tak intensywny zapach odwiodl mnie od probowania tych bulek o cala dobe (co normalnie sie nie zdarza). Zasmakuja amatorom slodkiego pieczywa ze slodkimi dodatkami.
Upieklam je wieczorem, wyjechalismy na 1 dzien, po powrocie odwazylam sie sprobowac. Wiec... po wystudzeniu korzenie nie sa juz tak natarczywe a bulki niewiarygodnie puszyste jak na pieczywo razowe.
Konsystencja do zludzenia przypomina pieczywo z maki oczyszczonej, dlatego tez na pewno upieke je raz jeszcze w wersji wytrawnej, bez korzeni i z minimalnym dodatkiem sezamu.
O rezultatach poinformuje:-)



Pelnoziarniste buleczki owsiano - korzenne
(w oryginalnym przepisie ponizej- pierwotne ilosci skladnikow, z polowy porcji upieklam 8 buleczek o wielkosci kajzerek)

370 ml wrzatku
65 gr platkow owsianych (uzylam jumbo oats)
65 gr jasnego sezamu
8 gr drozdzy instant
(w oryginale 7gr lub 25 gr swiezych))
60 ml cieplej wody (zuzylam wiecej, by uzyskac pozadana konsystencje)
2 lyzki fruktozy
2 lyzki stopionego masla
2 lyzeczki soli (uzylam Maldon)
70 gr maki pszennej pelnoziarnistej (uzylam stoneground)
500 gr maki razowej chlebowej
2 lyzki mielonego cynamonu
2 lyzeczki mielonego imbiru


Platki owsiane namoczylam we wrzatku.
Maslo stopilam, wystudzilam.
Sezam zrumienilam na suchej patelni (uwazac by sie nie przypalil), dodalam do platkow.
Drozdze (jesli swieze) rozczynic z woda i fruktoza(ja rozczyniam rowniez suche- jak zaleca Andrew Whitley).
Do platkow dodalam maslo, sol i drozdze, wymieszalam. Nastepnie dodalam obie maki az powstalo sztywne ciasto (mieszajac ciasto dodawalam wiecej wody dolewajac po 1 lyzeczce do uzyskania pozadanej konstystencji).
Przkrylam sciereczka - ciasto odpoczywalo przez 15 minut.
Po tym czasie wylozylam na delikatnie oproszony maka blat, posypalam cynamonem i imbirem (na tym etapie ciasto jest mocno klejace, nie nalezy jednak pod zadnym pozorem dosypywac maki, z kazda minuta wyrabinia nabiera ono gladkosci i sprezystosci).
Wyrabialam ok. 15 min az ciasto stalo sie jedwabiste.
Nasmarowane olejem ( z pestek winogron) ciasto ulozylam w naoliwionej misce, szczelnie przykrylam (folia spozywcza) i zostawilam na godzine w cieplym miejscu. Ciasto powinno podwoic swoja objetosc.
Nastepnie podzielilam je i uformowalam buleczki, przykrylam sciereczka i odstawilam w cieple miejsce na 1 godz.
Pieklam w 190 st. C przez 12-15 min.

P.S. Kilkudniowe, prawie czerstwe buleczki sa jeszcze lepsze.
Szczegolnie z maslem:-)

2008/11/28

Korzenie. Sliwki. Chutney. Pieczona piers kaczki.




















Pierwszy raz przygotowalam ten chutney juz jakis czas temu z powodu wyjatkowej okazji i wyjatkowej kolacji - podalam go z pieczona piersia kaczki.
Kolacje - niespodzianke zaplanowalam w tajemnicy, ze wszystkimi szczegolami i wielka pieczolowitoscia.
I do dzis wspominam ja z sentymentem.
Od tamtej pory powtarzam to danie co jakis czas gdyz smakuje nam zbyt bardzo by czekac na swietowanie jakiegos wydarzena.
Przepis na chutney zapozyczylam od Jamiego Olivera.
Zmodyfikowalam go jednak dosc mocno, dodajac mu zdecydowania i czaru.
Po modyfikacji okazal sie nie tylko swietnym kompanem do kaczki (na cieplo) ale rownie dobrym (jesli nie lepszym) do ostrego zoltego sera, camemeberta czy kanapki z pieczona poledwica wolowa (na zimno).
Wlasciwie pasuje do niemal kazdej kanapki.
I w ten oto sposob zawsze mam w zanadrzu sloiczek tego pikantnego "dzemu"...

Wszystkie przepisy zgodne z KPP oraz MM .
Smacznego!




















Chutney sliwkowy

600 gr wypestkowanych sliwek
100 gr fruktozy
1 laska cynamonu
1 gwiazdka anyzu
kurkuma
2 paski skorki z pomaranczy
3 szczypty utluczonego w mozdzierzu kuminu
pieprz, sol
sok z limonki
1/2 lyzeczki swiezo startego imbiru (raczej oszczedne pol niz szczodre)


Do rondelka o grubym dnie wsypac fruktoze, dodac szczypte swiezo mielonego czarnego pieprzu, wymieszac.
Postawic na srednim ogniu, dolac tyle zimnej wody zeby fruktoza rozpuscila sie. Zagotowac, dodac skorke pomaranczy, potrzasac garnkiem, nie mieszac(!).
Pogotowac minute i dodac szczypte kurkumy.
Po kolejnej minucie wrzucic laske cynamonu zlamana na pol.
Pogotowac minute i dodac 3 szczypty zmiazdzonego kuminu, potrzasnac rondlem aby przyprawy polaczyly sie.
Dodac anyz, gotowac do momentu az fruktoza zacznie lekko bulgotac i gestniec.
Wtedy dodac szczypte soli, odczekac minute i dodac ok 1/2 lyzeczki soku z limonki (nie moze to byc cytryna).
Po minucie dodac pokrojone w spora kostke sliwki, wymieszac dokladnie lyzka, dodac szczypte kurkumy, wymieszac.
Posypac 2 lyzkami fruktozy, wymieszac. Dodac swiezo starty imbir i gotowac az owoce rozgotuja sie.
Doprawic swiezo mielonym czarnym pieprzem oraz sola.
Goracym chutneyem napelniac sloiki, szczelnie zakrecac i odwracac do gory dnem - musza stac w tej pozycji dopoki zupelnie nie ostygna.
Po otwarciu chutney swietnie przechowuje sie w lodowce - do kilku miesiecy.




























Pieczona piers kaczki ze sliwkowym chutneyem

2 piersi kaczki
kurkuma
olej z pestek winogron
pieprz
sol
chutney sliwkowy


Piekarnik nagrzac do 175-180 st. C.

Filety umyc, osuszyc papierowym recznikiem.
Ostrym nozem gleboko naciac skore w ukosne paski.
Kazdy filet natrzec z obu stron kolejno:
szczypta kurkumy
1/2 lyzeczki oleju
swiezo mielonym pieprzem
sola.

Na dobrze rozgrzana patelnie o grubym dnie (lub teflonowa) polozyc filety skora w dol. Smazyc na srednim ogniu 10 minut po jednej i 15 minut po drugiej stronie. Wytopiony tluszcz odlac do zaroodpornego naczynia, ulozyc w nim fielty i posmarowac wierzch cienka warstwa chutneya (mozna w tym celu wczesniej zmiksowac 2 lyzki chutneya - glazura jest wtedy gladsza).
Piec ok 45 minut, zmniejszajac temp. jesli mieso bedzie sie zbytnio przypiekac. Ostatnie 15 min. opiekac pod grillem lub gornym palnikiem (podnoszac naczynie z kaczka o 1-2 poziomy)
Po upieczeniu mieso musi "odpoczac" ok. 10 minut zanim zaczniemy je kroic.
Podawac w towarzystwie cieplego chutneya (swiezo przygotowanego lub podgrzanego - ze sloika) oraz basmati lekko aromatyzowanego kardamonem.


Basmati z nuta kardamonu

1/2 szkl. basmati
plukac zimna woda dopoki nie bedzie zupelnie czysta.
W stalowym rondelku ryz zalac zimna woda, dodac sol.
Gdy woda sie zagotuje dodac 1/2 lyzeczki mielonego zielonego kardamonu (najlepiej utluc w mozdzierzu, ale nie jest to konieczne, gotowy mielony kardamon nadaje sie rownie dobrze).
Gotowac na malym ogniu, lekko przykryty az ryz bedzie jedrny, wilgotny, lecz jeszcze nie ugotowany.
Przykryc pokrywka i wlozyc na sam dol piekarnika w ktorym dopieka sie kaczka (15 minut przed koncem czasu pieczenia).





















Doskonalym deserem do tego dania jest mus czekoladowy, ktory juz kiedys prezentowalam:
http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/2008/10/czekolada-mus.html
Decydujac sie na ten deser -a rezygnujac z ryzu- caly posilek uczynimy zgodnym z MM (o ile sam mus jest zgodny z MM polaczenie go z ryzem narusza ta zgodnosc - mus zawiera jajka)

Dzisiejsze danie swietnie koresponduje z rozpoczynajacym sie wlasnie korzennym weekendem:

2008/11/27

Fistaszki. Czarna czekolada. Ciasteczka.



























Nie wiem dlaczego lubię piec w nocy lub późnym wieczorem. Piec - nie gotować. Pieczenie to czynność zdecydowanie bardziej intymna. Lubie być wtedy sama.
Może to cisza i spokój jaki opanowują wzgórze. Choć właściwie spokój jest tu prawie zawsze. Cisza nocna jednak ma w sobie jakąś magię. Czas jakby się zatrzymuje. Wszystko staje się bardziej... intensywne.
W półmroku kuchni delikatne źródło światła oświetla kuchenkę, blat i moje nieśpiesznie pracujące dłonie spod których raz za razem turla się kolejna czekoladowo-fistaszkowa kulka...

Oryginalny przepis znajduje sie tu:



Fistaszkowe ciasteczka z czarną czekoladą

3/4 szkl. mąki pełnoziarnistej pszennej lub orkiszowej (w oryg. zwykła pszenna)
1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
135 g miękkiego masla
3/4 szkl. syropu z agawy lub ksylitolu (w oryg. brązowego cukru + 2 łyzki białego)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 jajo
3 łyżki mleka
1 szkl. płatków owsianych
60 g czekolady o zawartosci 70 lub 85% kakao 

1 szkl. niesolonych fistaszków




Piec rozgrzać do 160 st.C.
W większej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia.
Dodać drobno posiekana czekoladę i wymieszać.
W mniejszej misce zmiksować masło z agawą lub ksylitolem, wanilią, jajkiem i mlekiem.
Maślaną masę dodać do mąki (nie odwrotnie), wymieszać mikserem.
Do masy dodać płatki owsiane i wymieszać mikserem.
Fistaszki owinąć w ściereczkę kuchenną i niezbyt dokładnie roztłuc tłuczkiem kuchennym, dodać do masy i wymieszać mikserem.
Blachę wyłożyć pergaminem. Masę nabierać łyżeczką i dłońmi formować kuleczki, układać na blasze. Piec 15 min.
Z tego przepisu wyszły mi 42 małe ciasteczka.

Smacznego!
Przepis zgodny z KPP

2008/11/26

Wenecka zupa jarzynowa z fasola.


























Przepis przysłała mi Zawszepolka, z prosbą bym przerobilła go wg PP.
Co tez z przyjemnością uczyniłam.
Oryginalny przepis Tessy Capponi - Borawskiej zawierał boczek i makaron. Nie byłam tym połączeniem zachwycona.
Zrezygnowałam więc z boczku i makaronu. Ponadto dodałam zioła i przyprawy (w oryginale zupa zawierała tylko pieprz i sol - dla mnie była zdecydowanie zbyt mdła).
Efekt końcowy trochę przerósł moje oczekiwania.



Wenecka zupa jarzynowa z fasola

3/4 szklanki fasoli (uzylam cannellini, ale moze byc kazda drobna fasola)
1 por
3-4 zabki czosnku
1/2 peczka natki pietruszki
3 lodygi selera naciowego
1 maly patat lub marchewka

oliwa z oliwek
pieprz, sol, sos sojowy
tymianek suszony
pieprz cayenne
sok z cytryny
bazylia suszona
kminek mielony



Fasole namoczyc przez noc. Rano wodę odlać, fasolę odsączyć na sicie.*
W garnku rozgrzać 2 łyżki oliwy z oliwek.
Na oliwę wrzuciś selera pokrojonego w 3 cm kawałki, wymieszac. Dodać pora pokrojonego w półplasterki (tylko białą część) oraz zmiażdzony czosnek. Poddusić chwile mieszając od czasu do czasu. Dodać 1-2 szczypty soli i 1-2 łyżeczki sosu sojowego.
Mieszać kolejna minute. Dodać posiekana natke pietruszki.
Dodać szczyptę tymianku, po minucie patata pokrojonego w spora kostkę.
Poddusić 2-3 minuty wciąż mieszając.
Oprószyć szczypta pieprzu cayenne, wymieszać.
Dodać fasole, ponownie wymieszać. Dodać kilka kropli soku z cytryny.
Posypać 1/3 łyżeczki bazylii, wymieszać.
Wszystko zalac wrzątkiem (!) - ok. 2 litrów.
Dodać 1/3 łyzeczki kminku i gotować do miekkości fasoli.
Doprawić do smaku swieżo mielonym czarnym pieprzem, sosem sojowym i solą.
Zupa najlepsza jest po drugim podgrzaniu lub następnego dnia.
Najlepiej więc ugotować ją nawet dużo wcześniej, pozwolić ostygnąć i ponownie podgrzać.
Smacznego!


Przepis zgodny z KPP oraz MM.


* fasole po odsaczeniu można zalac zimną woda, ugotowac i taka dodac do zupy-znacznie skraca to czas jej przygotowania.

2008/11/19

Śledzie wigilijne



Atmosfera swiat "dopadla" mnie w tym roku dosc wczesnie.
Od paru tygodni za kanapa w salonie rosnie sterta wstazek, bombek, ozdobnych papierow w 5 rodzajach.
W szafkach czekaja suszone grzyby, bakalie i przyprawy.
Te swieta beda wyjatkowe, gdyz po raz pierwszy przygotuje je zupelnie samodzielnie.
By umilic sobie to oczekiwanie postanowilam przygotowac wczesniej kilka wigilijnych smakolykow (a tak naprawde przecwiczyc te ktorych nie robilam wczesniej, jak np. barszcz wigilijny, czy swiateczne pierogi).
Zaczynam od sledzi wigilijnych, czyli slodko-korzennych, marynowanych przez 3 dni.
Dopiero po tym czasie uwalniaja pelnie smakow. Moglabym jesc je codziennie.


Śledzie wigilijne 
słodko-korzenne, z rodzynkami
(przepis z archiwum wycinkow)

 

1/2 kg filetów śledziowych (matjasów)
2 łyżki ksylitolu (lub cukru )
1/4 szkl. neutralnego w smaku oleju (słonecznikowego/ryżowego/z pestek winogron)
4 łyżki octu winnego (białego)
4 łyki koncentratu pomidorowego
3 średnie cebule
garść drobnych rodzynek
2 liście laurowe
4 ziarnka ziela angielskiego
sól
imbir w proszku - 1 szczypta

1/2 łyżeczki  jasnej gorczycy

Śledzie namoczyć przez kilka godzin (lub przez noc) w zimnej wodzie z dodatkiem mleka. Następnie wodę odlać, śledzie przepłukać pod zimną, bieżącą woda. Osuszyć na sitku.
Na oleju zeszklić cebulę ze szczyptą lub dwiema soli, dopiero wtedy dodać ksylitol (lub cukier).
Cały czas mieszając dodać lisć laurowy i ziele angielskie.
Dodać koncentrat i ocet, rodzynki, szczyptę imbiru i  gorczycę.
Dusić 3-4 minuty, lub do czasu aż cebula  będzie miękka, mieszajac od czasu do czasu. Następnie dodać ok. 1/3 -1/2 szkl. wody (tyle by sos nie był za rzadki) i chwilkę poddusić.
Śledzie pokroić w paski, układać w słoiku przekładając każdą warstwę śledzi zimnym sosem.
Ostatnią wierzchnia warstwą powinien być sos.
Szczelnie zamknięty słoik przechowujemy w lodówce przez 3 dni. Po tym czasie śledzie są gotowe.


Smacznego!

2008/11/17

Pelnoziarnisty chleb oliwkowy.



























Ominal mnie chleb pieczony podczas Weekendowej Piekarni (efekty mozna objerzec tutaj:
http://aaricia-niebieskie-migdaly.blogspot.com/2008/11/weekendowa-piekarnia-odc6.html) ale wiadomo, ze co sie odwlecze...
Wprowadzilam kilka niewielkich zmian i jedna duza-moj oliwkowy bochenek zrobilam z maki pelnoziarnistej.



Pelnoziarnisty chleb oliwkowy


250 ml cieplej wody (40-45 st.C) - w oryg 3/4 kubka(w tym przepisie kubek = 240 ml)
3 1/2 lyzeczki drozdzy instant
1/4 kubka oliwy z oliwek
100 gr wydrylowanych czarnych oliwek (w oryg ok. 120-130 gr)
3 3/4 kubka maki pelnoziarnistej (w oryg. pszennej)
1 1/2 lyzeczki soli (uzylam Maldon)


Wymieszalam wode z drozdzami i zostawilam na 10 minut.
Po tym czasie dodalam oliwe i ponownie wymieszalam. Nastepnie dodalam przekrojone na pol oliwki, make, sol i wymieszalam mikserem na najnizszych obrotach hakiem do zagniataia ciasta. Trwalo to ok 3 minut. Nastepnie ciasto wyrobilam recznie przez 2-3minuty az stalo sie miekkie (nie powinno byc gladkie).
Uformowalam kule, ulozylam w naoliwionej misce, przykrylam folia i odstawilam wcieple miejsce na 1 godz (mozna na dluzej, ciasto powinno podwoic swoja objetosc).
Po tym czasie na leciutko omaczonym blacie walkowalam ciasto przy pomocy rak az utworzyl sie ksztalt walca (powinnam najpierw zlozyc ciasto na 3 ale gdy piecze sie po polnocy zdarzaja sie i takie "pominiecia";)
Nastepnie ufomowalam owalny bochenek (w oryg. najpierw podzielic ciasto na 2 czesci-bochenki- a kazdy zlozyc na 3 i walkowac dlonmi, nastepnie uformowac ksztalt cygara).
Ulozylam go na pergaminie wysypanym semolina (w oryg. maka kukurydziana), nacielam, przykrylam sciereczka i odstawilam do wyrosniecia w cieple miejsce na 1 godz.(w oryg. po nacieciu nalezy wcisnac w wierzch bochenka pare oliwek - pominelam ten punkt).
Pieklam w 200st. C przez 40 minut.

Przepis zgodny z MM.

2008/11/14

Orzechy & jablka w karmelu. Filo. Strudel.




















Do filo zabieralam sie juz od dluzszego czasu. Jest to, na skroty rzecz ujmujac, grecki odpowiednik ciasta francuskiego lecz o wiele bardziej delikatny - zawiera sladowe ilosci tluszczu czemu zawdziecza swoja strukture.
Cieniutkie jak bibulki i przezroczyste arkusze filo wymagaja duzo delikatnosci.
Wypelnilam je orzechami i jablkami obleczonymi karmelem, korzennymi przyprawami oraz bakaliami.
Przez chwile poczulam sie jakby juz byly swieta: orzechy, karmel, korzenie i bakalie... strudel pachnie i smakuje nieziemsko a z kleksem zimnej creme fraiche sprawia ze nie starcza na zbyt dlugo...
Przepis przeze mnie zmodyfikowany pochodzi z Good Food Magazine.
Smacznego!


Strudel z karmelizowanymi orzechami i jablkami w ciescie filo


6 arkuszy mrozonego ciasta filo (1 opakowanie)
4 kwaskowe jablka (uzylam Granny Smith)
1 laska wanilii
80 gr ksylitolu (w oryg. 100 gr cukru)
po 25 gr rodzynek i suszonej porzeczki
1/3 lyzeczki mielonej galki muszkatolowej ( w oryg. 1 lyzeczka)
1/2 lyzeczki mielonego cynamonu (w oryg. 1 lyzeczka mielonego ziela ang.)
100 gr niedbale posiekanych orzechow wloskich (w oryg. 85 gr)
ok. 50 gr stopinego masla (zuzylam troche wiecej)


Ksylitol/cukier wraz z nasionkami wanilii podgrzewac powoli w rondlu o grubym dnie, gdy zacznie sie zlocic i gestniec wrzucic orzechy, nie mieszac jedynie potrzasac garnkiem (trwa to ok 2 minut, uwazac aby karmel nie przypalil sie). Gdy orzechy obleka sie karmelem dodac pokrojone w kostke jablka, bakalie oraz przyprawy.
Dusic az owoce beda miekkie.
Filo rozmrozic zgodnie z instrukcja na opakowaniu.
Odlozyc trzy platy (pozostale trzy zawinac w folie spozywcza).
Pierwszy z nich posmarowc stopionym maslem posypac lyzeczka ksylitolu, przykryc drugim platem, posmarowac maslem, posypac fruktoza i tak samo postapic z trzecim. Wzdluz krotszego boku rozlozyc nadzienie i zwijac ciasto jak strudel smarujac zlaczenia maslem.
Tak samo postapic z trzema pozostalymi platami ciasta.
Oba strudle ulozyc w zarodpornym naczyniu wylozonym pergminem lekko wysmarowanym maslem. Wierzch ciasta posmarowac stopionym maslem.
Piec ok. 25 minut w 180 st. C, lub do zrumienienia ciasta.



Przepis wpisuje sie w trwajacy wlasnie Orzechowy tydzien:

2008/11/11

Czerwona kapusta. Ciepla salatka.




































Ta ciepla salatka ma niewiarygodne powodzenie odkad przerobilam ja wg. Pieciu Przemian gdyz jest bardzo lekko strawna a smak ma wyjatkowy.
Robilam ja dziesiatki razy, dodalam kilka przypraw oraz miod i w tej konfiguracji wydaje mi sie byc idealna.
Pasuje do kazdego pieczonego miesa, gulaszu czy stekow.
Najsmaczniejsza na cieplo, nie pokusilabym sie o podanie jej na zimno.
Autorem oryginalnego przepisu jest Jamie Oliver.


Duszona salatka z czerwonej kapusty

srednia glowka czerwonej kapusty
oliwa z oliwek
nasiona kopru wloskiego
1 spora cebula
150-200 gr wedzonego boczku
2 kwaskowe jablka
tymianek
kminek
syrop z agawy lub miod
suszony imbir
ocet balsamiczny
sol, pieprz
kurkuma
maslo
pieprz, sol


Na 3-4 lyzki goracej oliwy z oliwek wrzucic 1 lyzke zmiazdzonych w mozdzierzu nasion kopru, podsmazyc minute (mieszajac gdyz nasiona lubia sie przypalac).
Dodac pokrojona w kostke cebule, podsmazyc kolejna minute i dodac pokrojony boczek. Dusic pod przykryciem 2-3 minuty.
Nastepnie dodac obrane i pokrojone w kostke jablka, dusic pod przykryciem kilka kolejnych minut.
Oproszyc szczypta suszonego tymianku, dodac lyzeczke agawy (lub miodu) i dodac posiekana w nieregularne kawalki kapuste.
Wymieszac dokladnie zawartosc rondla, nastepnie dodac 3 lyzki agawy/fruktozy/ miodu, wymieszac dokladnie. Posypac spora szczypta mielonego kminku, wymieszać. Dodac duza szczypte suszonego imbiru, wymieszac ponownie. Posolic, wymieszac, odczekac minute.
Dodac 150 ml octu balsamicznego (koniecznie balsamicznego), ponownie wymieszac. Oproszyc szczypta kurkumy.
Mozna w tym momencie dodac odrobine wrzatku (kilka lyzek) jesli sok z kapusty wygotowal sie.
Gotowac pod przykryciem do miekkosci, mieszajac od czasu do czasu.
Gdy kapusta bedzie miekka ale nie rozgotowana dodac szczodry kawalek masla, wymieszac nastepnie dosmakowac pieprzem i sola.

Smacznego!

2008/11/09

Kuchnia Pięciu Przemian. Idea.

Bardzo długo zbierałam się do tego wpisu, gdyż Zasada Pięciu Przemian nie jest dla mnie tylko suchym frazesem. Razem z Medycyną Chińską oraz Ayurvedą uważam ją za fundament, który pozwala nie zagubić się w świecie fast foodu i nie daje ogłupić przez wszystko co pisze się i mówi na temat tzw. "zdrowego odżywiania".
Chciałam przekazać rzetelną informację, nie powierzchowną i łatwą do przełknięcia i...zapomnienia. Daleka jestem od stanowiska - "wiem, że to dość trudne, wiec wybierz sobie jedną rzecz, która ci się spodoba i też będzie dobrze". Niestety, nie działa to w ten sposób.

Wszystko co nas otacza (wiec i my sami) ma dwubiegunową naturę. Te dwa bieguny to jin i jang - są nierozdzielne, współzależne i nawzajem się uzupełniające. Tworzą parę jak kobieta i mężczyzna, niebo i ziemia, czerń i biel, pustka i pełnia, plus i minus, zimno i ciepło.
Jin i jang dotyczy również organizmu człowieka, dzieli organy wewnętrzne na narządy pełne (jin)- wątroba, serce, śledziona, płuca, nerki oraz puste (jang)- woreczek żółciowy, jelita, żołądek, pęcherz moczowy.
Narządy pełne przyswajają, przetwarzają i magazynują energię potrzebną do życia.
Narządy puste odpowiadają za trawienie i wydalanie oraz przekazują energię narządom jin.
Utrzymanie równowagi miedzy jin ijang jest kluczem do harmonii.
Pomaga w tym Zasada Pięciu Przemian(ZPP).

Zasada Pięciu Przemian nie jest żadną nowością, powstała wiele wieków temu z obserwacji przyrody i ludzkiego organizmu, charakteryzuje otoczenie i człowieka żyjącego w danym środowisku, określa pory, klimaty smaki i kolory.

Drzewo
Ogien
Ziemia
Metal
Woda

w teorii Pięciu Przemian symbolizują podstawowe elementy (żywioły).

Żywioły są uszeregowane w nastepującym porządku:

"Drzewo spalając daje Ogień
Ogien tworząc popiół daje początek Ziemi
Ziemia zawiera Metal
Metal daje początek Wodzie

Woda karmi Drzewo"

Nie można pominąć nawet jednego elementu bez zburzenia całego systemu.
Każdemu elementowi przyporządkowany jest odpowiedni smak, wynikający z natury pokarmu - bo nie oszukujmy się, wszystko co wkładamy do ust ma określoną energię.
Tak więc:
Drzewo to smak kwaśny
Ogień - gorzki
Ziemia- słodki
Metal - ostry
Woda
- słony
I tak np.:

kwaśny to kiszone ogórki, cytryny, pomarańcze, chleb pszenny, pszenica, natka pietruszki, jogurt, kwaśna śmietana, maślanka, biały ser

gorzki - kasza gryczana, kawa, tymianek, majeranek, rozmaryn

słodki - kasza jaglana, marchew, dynia, groch, ziemniaki, słodka papryka, buraki, morele, gruszki, maliny, rodzynki, banany, orzechy, kminek, wanilia, ryby słodkowodne, mleko, miód, oliwa, masło, jajka, majonez,cynamon

ostry - czosnek, por, cebula, chrzan, rzodkiewka, chili, imbir, ziele angielskie, liść laurowy, pieprz, kolendra, curry, kardamon

słony - soja, soczewica, orzeszki ziemne, sól, wegeta i "kostki rosołowe", proszek do pieczenia, ryby morskie, owoce morza, sos sojowy, tamari, miso

Zapamiętanie wszystkiego może stanowić przynajmniej na początku problem, ale są tabele, które grupują wszystkie pokarmy wg. smaków - i ja do nich zerkam, gdy nie jestem pewna lub nie pamiętam. Poza tym po jakimś czasie, zaczyna się rozumieć naturę większości pokarmów intuicyjnie.

Zasada PP (oprócz akupunktury, ziołolecznictwa) jest częścią medycyny chińskiej, która rozpatruje człowieka nie jako zbior elementów takich jak serce, mózg, wątroba, lecz jako całość. Nie tylko ciało ale i psychikę. Jak system naczyń połączonych, które mają na siebie wzajemne oddziaływanie.
Prosty przykład: czyż ze zdenerwowania, stresu, które należą do sfery emocji (nie ciała) nie boli nas żołądek, głowa lub nie pojawiają się dolegliwości jelitowe? Chyba tak, łatwo się przekonać obserwując studentów przed egzaminem.
Poznanie i umiejętne korzystanie z zasady PP, która jest niczym innym jak zrozumieniem i naśladowaniem cyklu natury (której jesteśmy częścią) sprawia nie tylko to, że nie płyniemy pod prad własnej siły życiowej, ale wzmacniamy ją.
Pożywienie przygotowane wg PP można porównać do dobrania odpowiedniego paliwa do odpowiedniego silnika. Np. jeśli jesteśmy diesel'em, to służy nam tylko ropa - na innym paliwie silnik zatrze się (przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie "nakarmiłby" diesela benzyną, prawda?) Ale na właściwym będzie "chodził" jak burza. I oto właśnie chodzi:)
Przyglądając się bliżej zasadom Pięciu Przemian okazuje się, że są one wyjątkowo logiczne.
Czyż korzystne jest jedzenie lodów i picie zimnych napojów zimą? Czy latem chodzimy w puchowej kurtce? Czy zupa z torebki jest naprawdę tak energetyczna jak ta gotowana na prawdziwym ogniu, z ziołami i warzywami? Czy jedzenie owoców cytrusowych, picie z nich soków (które w krajach tropikalnych sprawdzaja się, gdyż mają właściwości silnie wychładzające organizm) w naszym klimacie, szczególnie jesienią i zimą, jest racjonalne? Na to wszystko zwraca uwagę ZPP.
Przez lata korzystałam z ZPP okazjonalnie, byly okresy dłuższe, gdy tak gotowalam, były okresy sporadyczne. Na początku nie jest to łatwe, potrzeba też dojrzałosci i zrozumienia, nie tylko zasad ale i idei. Cierpliwości. Jak wszystko, co wartościowe, nie przychodzi od razu.
Ale naprawdę, JEST warte tego czasu.
Proponuję prosty eksperyment, który mi otworzył oczy, właściwie to zapalił mi wielki neon, rozjasniąjący mi wszelkie wątpliwości i sprawiający, że drogi moje i ZPP nie rozejdą się juz nigdy.
Pomyślcie czy jest coś, po zjedzeniu czego czujecie się źle, Wasz żołądek nie jest w stanie tego strawić?
Weźcie przepis, pogrupujcie wszystkie składniki wg przemian (smaków) i przygotujcie raz jeszcze, tym razem w kolejności PP, jesli trzeba dodając brakujące smaki.
Zaskoczenie gwarantowane!
Po pierwszym takim "odkryciu" nie mogłam się oprzeć i sprawdzałam kolejne i kolejne potrawy, przerabiając je wg PP. Zawsze działa.
Pomijam fakt, że dzieki ZPP czujemy sie świetnie jak nigdy wczesniej.
Czego i Wam życzę:)

Korzystałam z książek: "Gotowanie wg Pieciu Przemian" Barbary Temelie, "Kuchnia, Chiny, medycyna", Claude'a Diolosy, Anny Ciesielskiej "Filozofia zdrowia" (z której pochodzi cytat)

2008/11/02

Czekolada. Maślano-solny karmel. Mini tort.


























Bardzo późnym wieczorem, gdy wzgórze śpi i nawet psu sąsiadów uszy wystają z budy w smacznym pochrapywaniu, w cichej, nieśmiało oświetlonej, samotnej kuchni przygotowuję maślany karmel ze słoną poświatą.
Rozpuszczam czekoladę czarną, lśniącą i czekam, czekam...
Niezbyt długo czekam. Przygotowanie tego mini tortu zajmuje nie więcej niż godzinę (bez studzenia poszczególnych składników).
Efekt jest zniewalający.
Wiedziałam, ze słoność i słodkość idą ze sobą w parze, ale nie wiedziałam, że aż tak. Jak powiedział Pan Tester: smak jest bardzo zrównoważony i ...wyrafinowany.
Od siebie dodam, zaskakuje również konsystencją, ale to najlepiej sprawdzić samemu.
Przepis oczarował mnie już jakiś czas temu, a znalazłam go u Anoushki.

Cóż, muszę przyznać się, że złamałam zasadę "żadnych słodyczy przed posiłkiem" i zjedliśmy po kawałku na bardzo późne śniadanie.
Ale niedzielny poranek z zasady powinien być hedonistyczny, czyż nie...? ;)



P.S. Robiąc ten deser po raz drugi zmieniłam odrobinę proporcje karmelu, który wydał mi się nieco za rzadki i za mało... słony. A w tym deserze słoność zdecydowanie dodaje charakteru czekoladzie.
Po zmodyfikowaniu wydaje mi sie idealny w smaku i konsystencji.



























Mini tort czekoladowy z maślano-solnym karmelem

Karmel:
100 g ksylitolu (lub cukru)
1 łyżka wody
(w oryg 2 łyzki)
65 g solonego masła (w oryg. 50 g)
5 łyżek creme fraiche (w oryg. 7 łyzek)


W rondelku o grubym dnie rozpuściłam nie mieszając (sic!) ksylitol z woda. Gotowałam na średnim ogniu, aż ksylitol zaczął gęstnieć i nabrał złotego koloru. Wtedy też natychmiast zestawiłam go z ognia, dodałam masło w kawałkach cały czas mieszając trzepaczka do sosów, tzw. sprężynką.
Gdy masło połączyło się z karmelem, dodałam creme fraiche i ponownie dokładnie wymieszałam. Odstawiłam do ostygnięcia. W tym czasie przygotowałam masę czekoladową.

Masa czekoladowa:

200 g czarnej czekolady najwyższej jakosci, o zawartosci kakao mimimum 70%( dałam 100 g Lindt 70% oraz 100 g Lindt 85%)
200 g masła
5 jajek o temp. pokojowej
1 łyżka mąki
50 g ksylitolu (lub cukru)


Piec rozgrzać do 190 st.C.
Czekoladę wraz z masłem rozpuciłam w kąpieli wodnej, cały czas mieszając trzepaczką balonową, aby czekolada wchłonęła masło. Dodałam ksylitol i dokładnie wymieszałam, zestawiłam z ognia i odstawiłam do ostygnięcia.
Następnie ubijając masę mikserem dodawałam do niej po 1 jajku, aż całość stała się gładka i lśniąca. Wciąż ubijając dodałam 150 g karmelu, na końcu 1 łyżkę maki. Ciasto przelałam do foremki o śr. 18 cm (można do 20-22 cm) wysmarowanej masłem i wyłożonej pergaminem.
Piekłam ok. 20min (w oryg. 15-20min) masa ma być upieczona po bokach lecz przy wyjmowaniu zauważalnie "drżąca" po środku.
Odstawiłam do ostygnięcia.
Dekorowałam następnego dnia rano zimnym karmelem.

Smacznego!