2009/08/17

Słodka kapusta. Fenkuł. Pomidor.






Walizki już prawie spakowane. Rosną ostatnie chleby. Nie ma sensu robić zakupów, do nocy daleko, a coś przecież przed wylotem zjeść trzeba.
Pół kapusty, fenkuł, cebula, koncentrat pomidorowy. Lodówkowe ostatki.
Bardzo szybko, bośmy głodni, ale wyszło tak pysznie, że postanowiłam w ostatniej chwili podzielić się tym przepisem, póki jeszcze pamiętam jak go zrobiłam. Z tego pośpiechu zapomniałam dodać zwyczajowy liść laurowy i ziele angielskie. Nic to.
Najpyszniejsze odkrycia kulinarne, to te przypadkowe i z potrzeby chwili (bardzo głodnej chwili;)
Jak fenkuł czy majeranek w słodkiej kapuście.
A więc...



Słodka kapusta duszona z fenkułem i pomidorami
(porcja dla 3 osób)

1/2 średniej, białej kapusty ( w sezonie - 1 główka młodej kapusty)
1 mały fenkuł (koper włoski)
1 średnia cebula, pokrojona w kostkę i zeszklona na oleju
1/3 łyżeczki kminku
2 szczypty chilli, 1 szczypta mielonej kolendry
1 łyżka sosu sojowego
3 łyżeczki koncentratu pomidorowego (rozmieszane z odrobią zimnej wody) lub 1/2 szkl. przecieru pomidorowego lub zmiksowanych pomidorów z puszki
1 łyżeczka soku z cytryny
siekany koperek (do smaku, ja lubię dużo)
1 szczypta majeranku

1 łyżka masła (lub do smaku)

1 łyżeczka syropu z agawy lub miodu
pieprz czarny (świeżo mielony),
sól

Kapustę i fenkuł posiekać.
Do ok. 1/2 szklanki wrzątku dodać kminek, kapustę i fenkuł, zeszkloną cebulę, wymieszać. Pogotować chwilkę dodać chilli, kolendrę, wymieszać dokładnie i dodać sos sojowy i 2 szczypty soli. Gotować na średnim ogniu, do miękkości. Wtedy dodać koperek, koncentrat (lub przecier) oraz sok cytrynowy, wymieszać. Gdy zacznie się gotować dodać majeranek, po chwili masło, syrop z agawy, pogotować parę minut, aż kapusta lekko zgęstnieje i sos trochę odparuje.
Doprawić pieprzem i solą.


Smacznego!



Tym razem już ostatecznie: do zobaczenia!:)

2009/08/11

Drożdżowe waniliowe. Z migdałową kruszonką.































Więc jakie chciałbyś ciasto?
Tort bym zjadł.
Tort, tort... tort nie wchodzi w rachubę, wiesz przecież. Więc jakie?
Sam nie wiem. Jakieś takie. Konkretne.
Tartę z kremem i owocami?
Nie-e.
Szarlotkę na maślanym spodzie?
Niee, to też dużo nadzienia i mało ciasta. Taki shortbread, to widzisz, konkretny jest.
To może shortbread orzechowo-rozmarynowy?
Niee. Jakieś takie...Inne.
Może drożdżowe?
O! O! Tak. Z kruszonką...
(Uff;)

. . . . . . . . . . . . . . .

Kiedyś zarzekałam się, że nigdy przenigdy, co jak co ale drożdżowego to ja ręcznie wyrabiać nie będę.
I proszę, lata świetlne później, siedzę sobie na kuchennym krzesełku, z wielką misą na kolanach i wyrabiam drożdżowe. Bo poprosił. Wyrabiam więc. Cierpliwie. Spokojnie. Z przyjemnością.
A słowa te stoją nade mną i śmieją się ze mnie. Dobrodusznie.
Staranie się zawsze lepiej mi wychodziło dla innych niż dla siebie. Dla siebie by mi się nie chciało;)

Drożdżowe na podstawie przepisu mojej Babci z moimi modyfikacjami w sposobie przygotowania oraz proporcjach: z ciut większą ilością masła i mąki, z olejem, z dodatkiem samych żółtek (oprócz całych jajek) wpierw ucieranych z fruktozą lub agawą, prawdziwej wanilii, oraz z migdałową kruszonką, której jak dla mnie nigdy mało i nigdy się nie marnuje.
Zgodnie z Jej radą, masło dodaję po wstępnym wyrobieniu ciasta koniecznie partiami, tj. gdy ciasto wchłonie poprzednią porcję masła. Z tym ciastem jest trochę roboty ale jest wyborne - "puchate", nie suche i bardzo domowe.
To najlepsze drożdżowe jakie (do tej pory) upiekłam i jadłam (przepraszam Babciu:).
Najpyszniejsze oczywiście jeszcze ciepłe;)
Polecam!




Drożdżowe waniliowe z migdałową kruszonką

2 jajka+2 żółtka
3/4 szkl. ksylitolu(lub cukru) lub 1/2 szkl. syropu z agawy
szczypta imbiru
szczypta soli
550g przesianej białej mąki pszennej (użyłam chlebowej)
szczypta kurkumy
125ml pełnotłustego mleka+ziarenka z jednej laski wanilii*
2 łyżki oleju z pestek winogron lub słonecznikowego
145g roztopionego masła, letniego

zaczyn: 55g świeżych drożdży rozmieszanych z łyżeczką ksylitolu lub cukru, 3 łyżeczkami mąki i łyżką ciepłej wody - odstawić w ciepłe miejsce aż drożdże urosną

kruszonka: 50g zmielonych migdałów (ok. 4 pełne łyżki) wymieszać palcami z 3 łyżkami ksylitolu (lub cukru), łyżeczką od kawy ekstraktu z wanilii, 3 łyżkami masła, szczyptą imbiru i szczyptą soli, 5 łyżkami mąki oraz szczyptą kurkumy

Mleko powoli podgrzewać z wanilią i olejem. Ma być letnie.
Jajka i żółtka utrzeć mikserem z ksylitolem/ agawą (lub cukrem) na białą masę. Wciąż ucierając dodać imbir, po chwili sól.
Dodać mąkę, zaczyn i dokładnie wymieszać. Dodać kurkumę, wymieszać. Wlać mleko z olejem i wyrabiać, aż masa będzie spójna. Wciąż wyrabiając dolewać masło partiami (po ok. 2-4 łyżki na raz) gdy ciasto wchłonie masło, dolewać kolejne jego porcje. Po dodaniu całego masła, wyrabiać aż ciasto będzie gładkie, elastyczne i będzie idealnie odchodzić od ręki.
Misę przykryć szczelnie folią i odstawić w ciepłe miejsce na ok. godzinę, do podwojenia objętości.
Następnie ciasto lekko wyrobić, podzielić na 2 części i umieścić w dwóch blaszkach wysmarowanych masłem i wyłożonych pergaminem.
Ciasto powinno sięgać do 1/3 wysokości blaszek. Odstawić w ciepłe miejsce do ponownego wyrośnięcia, ciasto powinno sięgać do 3/4 wysokości blaszki. Posypać kruszonką.
Piekarnik nagrzać do 180st. C (termoobieg 160st. C). Piec 15 min, po czym zmniejszyć temp. do 165-170st. C i piec kolejne 25-30 min, do "suchego patyczka".
Jeśli ciasto zbytnio się przypieka, przykryć folią.
Przepis zgodny z KPP.

Smacznego!

































Kochani ,
tym przepisem chciałam się z Wami pożegnać, gdyż niebawem wyjeżdżam na kilka tygodni.

W tym czasie będę miała sporadyczny dostęp do internetu, proszę więc o cierpliwość i wyrozumiałość - na maile w sprawie porad dotyczących Pięciu Przemian i pieczenia chleba będę odpisywać w miarę czasu i możliwości i zapewne ze sporym opóźnieniem.
Mam nadzieję, że mi to wybaczycie:)
Pozdrawiam Was serdecznie!


* zużytej laski wanilii nie wyrzucać, można ją wykorzystać do przygotowania
ekstraktu z wanilii

Ekstrakt z wanilii. Domowy.






















Ekstrakt z wanilii. Na wyciągnięcie ręki. Banalnie łatwy do sporządzenia. Przepis znalazłam tu.


Domowy ekstrakt z wanilii

kilka strąków wanilii, przeciętych na pół (końce mają pozostać złączone), nie wyskrobywać ziarenek
wódka

wyparzona butelka (lub słoik)


Wanilię umieszczamy w wyparzonej butelce (można przeciąć na pół jeśli się nie mieszczą - uprzedzam, nie da się ich "upchać"), zalewamy wódką i odstawiamy w ciemne miejsce, np. z tyłu szafki (nie w lodówce!).
Potrząsamy butelką jak się nam przypomni. Po dwóch miesiącach ekstrakt jest gotowy.
Do sporządzenia ekstraktu nadają się również puste strąki, nie wyrzucam ich tylko po wyskrobaniu ziarenek, dodaje je do butelki. Gdy zużyjemy połowę ekstraktu, dolać wódki i trochę poczekać, aż nabierze mocy.
Nie używać do gorących płynów - alkohol wyparuje zabierając częściowo aromat wanilii.

2009/08/10

Gorgonzola. Gruszka. Filo.






























Istnieją połączenia idealne.
Jak chleb z masłem.
Truskawki ze śmietaną.
Czy gorgonzola z gruszką:)



Kwadraty z filo, gorgonzoli i orzechów włoskich

1 arkusz mrożonego ciasta filo
niewielki kawałek gorgonzoli - ok. 30g
2 dojrzałe gruszki
2-3 posiekane orzechy włoskie

stopione masło do posmarowania filo


Filo rozmrozić, pokroić na prostokąty, każdą warstwę posmarować dokładnie stopionym masłem (szczególnie brzegi).
Na wierzchu ułożyć plasterki nieobranej gruszki, pokruszoną gorgonzolę i posypać siekanymi orzechami włoskimi.
Piec w 180st. C przez ok 20-25 minut. Do zrumienienia.
Najlepsze na ciepło.

Smacznego!

Przepis nie zgodny z KPP oraz MM. Ale za to jaki pyszny:D

2009/08/09

Gorgonzola. Tagliatelle. Kurczak.






Gorgonzola.
Orzechowa. Gorzkawa. Lekko pikantna.
Dla niektórych zjadliwa jedynie na ciepło. Ja lubię ją pod każdą postacią. Ułamać kawałeczek, delektować się. Z lampką wina.
Czy tak jak w tym śmietanowym sosie z kurczakiem.
Wiele lat temu zostałam poczęstowana tym daniem, które od tamtego czasu przygotowuję jak lubię. Wzbogaciłam je też o brokuły, bez których nie wyobrażam go sobie (doskonale uzupełnia smak sosu) a i inni się ich uporczywie domagają.
Trochę boję się rzucać w domu hasło "gorgonzola", gdyż wiem, że nie wymigam się od zrobienia tego dania. Będę proszona, ba! zmuszana wręcz.
Wypróbujcie na gościach. Sukces gwarantowany. No chyba, że ktoś nie przepada za gorgonzolą;)

Jedna uwaga - to danie jest niezwykle sycące. Jeśli w planach jest deser, radziłabym zmniejszyć porcje:)


Tagliatelle ze śmietanowym sosem z gorgonzolą i kurczakiem
(porcja dla 2 osób)

1 średnia pierś kurczaka, pokrojona w kostkę.
1 średnia cebula, pokrojona w kostkę
świeżo mielony czarny pieprz, sól
2 łyżki kwaśnej śmietany + 1 łyżka jogurtu naturalnego (lub nieco więcej, jeśli sos jest za gęsty)
100g gorgonzoli
odrobinka tymianku (na czubku noża)
odrobina kminku (na czubku noża)
1 łyżka oleju z pestek winogron lub słonecznikowego

do podania: ugotowane brokuły, makaron tagliatelle


Na oliwie zeszklić cebulę, gdy będzie miękka, oprószyć pieprzem (sporo), po chwili solą (oszczędnie), wymieszać i dodać kurczaka. Smażyć na wolnym ogniu, do miękkości.
Następnie dodać śmietanę i jogurt, wymieszać i poddusić chwilkę. Dodać tymianek, kminek i wymieszać. Wkruszyć gorgonzolę i na małym ogniu, mieszając rozpuścić ją w sosie. Jeśli trzeba posolić do smaku i ew dodać nieco śmietany jeśli sos jest za rzadki, chwilkę pogotować i podawać od razu z tagliatelle i brokułami.

Smacznego!






























 








Przepis zgodny z KPP oraz MM (gdy pozostanie się przy brokułach z sosem i kurczakiem a zrezygnuje z dodatku makaronu)

2009/08/08

Śniadania idealne. Omlet biszkoptowy.





























Ten omlet potrafię zrobić z zamkniętymi oczami. Od lat "kręcę" go w kubeczku, od niechcenia, oczywiście wszystko "na oko". Przepis ten był w naszym domu odkąd sięgam pamięcią.
Robię go na dwa sposoby.
Gdy jestem w Polsce przygotowuję go zwykle dla Dziadków, tak jak lubią: z białej mąki pszennej, zawsze w towarzystwie konfitury śliwkowej i kawy zbożowej z mlekiem - na lekką kolację.
Dla siebie i Niego robię go z mąki pełnoziarnistej, zwykle na śniadanie. Podaję z dżemem pomarańczowym lub konfiturą śliwkową. Choć znam takich, którzy jedzą go z nutellą. Pyszny również z miodem, np. gryczanym.



Omlet biszkoptowy

(2 małe omlety lub 1 duży)

1 duże jajko
szczypta imbiru
szczypta soli
4 łyżki mąki pszennej razowej+4 łyżki mąki razowej chlebowej (świetnie nadaje się również: orkiszowa, owsiana, pszenna biała, czy ich mieszanka, wg uznania)
niepełne 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia i niepełne 1/2 łyżeczki sody
(coś pomiędzy 1/3 a 1/2, w zależności od rodzaju i ciężkości mąki - ciut mniej lub ciut więcej)
kefir  lub maślanka
szczypta kurkumy
odrobina fruktozy lub syropu z agawy, do smaku (opcjonalnie)

Wszystkie składniki wymieszać w podanej kolejności. Kefiru lub maślanki dodać tyle, by konsystencja przypominała gęstą śmietanę. Smażyć na gorącym oleju na niedużym ogniu. Małe ok. 4-5 minut, duży ok. 7-8 min z jednej strony, drugą stronę smażymy nieco krócej.
Pyszne z konfiturą śliwkową, pomarańczową, miodem lub nutellą.
Przepis zgodny z KPP.

Smacznego!



2009/08/06

O wspomnieniach.

Tak sobie myślę...że.
Nie rozumiałam i nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy uważają, że wspomnienia, emocje, to puste gadanie o niczym, bo o tym mówi się najłatwiej (czyżby??). Bo liczą się jedynie konkrety i twarda codzienność, czytaj: padał deszcz, popsuła mi się parasolka i z rozklejonym butem i przemoczoną piętą dotarłam do pracy. Nie chciałabym być, źle zrozumiana, nie deprecjonuję codzienności, wręcz przeciwnie, celebruję ją. Czemu jednak mokre skarpetki czy złośliwa koleżanka z pracy, to nie "gadanie o niczym", a wspomnienie kogoś, kto dał nam tak wiele czy chwili, zapachu, emocji, które wciąż budują naszą dorosłość to "sentymentalne bzdury"?
Czasem przelotne spojrzenie, drobny gest, sytuacja, zdanie, idą za nami latami. Zmieniają nas. Trwale.
Dlaczego piszę o wspomnieniach?
A dlaczego nie mówić o emocjach, wspomnieniach? Kim bez nich jesteśmy? Kim jesteśmy bez tego co nas ukształtowało, ulepiło, co nadal na nas wpływa mimo tego, ze dawno odeszło?
Czemu nie ratować tego co tak ulotne, trwało tak krótko. Za krótko. I nigdy nie wróci.
Czemu nie wspominać dłoni, którą tak się kochało, która dała nam wszystko co mogła?
Celebrowanie strzępków przeszłości, to nie trwanie w niej. To budowanie przyszłości. Dzięki temu jestem tym kim jestem. A z czasem one pozwalają poznać mi siebie lepiej. Przez ich pryzmat postrzegam siebie pełniej. I tych, których kocham.
Uwielbiam prostotę codzienności. I jej niezwykłość. To, że koi mnie powtarzalnością. I zaskakuje jak burza. Czasem też przychodzą do mnie obrazy. Poczuję zapach. Zobaczę skrawek czegoś. Lub zupełnie niespodziewanie, niezależnie od niczego, jakimś niewytłumaczalnym ciągiem świadomości, w wełnianych bamboszach, skradając się bezszelestnie nagle objawi mi się coś czego nie chcę zagubić... wtedy piszę. Tu. O tych strzępkach rzeczywistości, która już nie wróci. Której nie chcę zapomnieć, a wiem, że z każdym miesiącem zaciera się i jeśli nie pomogę jej...zniknie.
Nie chcę żeby zniknęła. Chcę, aby trwała. Jak słowa mojej Babci, która czasem zaczyna opowiadać o swojej Mamie (której nigdy nie poznałam), niby do mnie, ale ja wiem, że ona chroni swoje wspomnienia, aby nie rozpłynęły się, ja wtedy siedzę cichutko i słucham. Dlatego też wiem, że Jej Mama robiła najwspanialsze pączki, że przywoziła je Jej do internatu z samego rana, jeszcze ciepłe. Że bała się burzy. Że była oceanem dobroci. Chciałabym wiele rzeczy ocalić od zapomnienia. Wiem też, że wielu trzeba dać odejść w niepamięć.
Jeśli szukasz recenzji z rozkładu dnia, opowieści o nieznośnych sąsiadach, o tym ile szafek wysprzątałam i jak dobrze wyszorowałam piekarnik ... to przepraszam, ale nie potrafię.

Uwielbiam prostotę codzienności. I jej niezwykłość. To, że koi mnie powtarzalnością. I zaskakuje jak burza. Czasem też przychodzą do mnie obrazy. Piszę tu o tym.
Jeśli chcesz
- czytaj...

2009/08/05

Cukinia. Cheddar. Tarta.






















Nasza kolacja. Wymyśliłam sobie tę tartę ponad rok temu.
Polecam z czystym sumieniem, jest naprawdę pyszna.
I mało z nią problemu - cukinię trze się dzień wcześniej. np. wieczorem i zapomina o niej do dnia następnego, kiedy to odciska się ją dokładnie, dodaje resztę składników, wsuwa do pieca... i czeka aż zapachnie. To znak, że kolacja (lub obiad) gotowa:)


Tarta cukiniowa z cheddarem
(przystawka dla 4 osób lub danie główne dla 2- 3 osób)

2 cukinie (w sumie ok. 750g)
2 duże jajka (białka i żółtka osobno)
100g startego cheddara (lub ulubionego żółtego sera)
1 cebula pokrojona w drobną kosteczkę
1 szczypta świeżo mielonego czarnego pieprzu
1 szczypta chilli
sól morska, pieprz ziołowy
sok z cytryny
2 szczypty tymianku

Cukinię (ze skórą) zetrzeć na tarce jarzynowej wprost do durszlaka, posypać odrobiną pieprzu ziołowego, oprószyć 2 łyżeczkami soli, wymieszać.
Obciążyć miską i np. torebką mąki i zostawić na noc*.
Następnego dnia, półtorej godziny przed planowanym obiadem lub kolacją, cukinię bardzo dokładnie odcisnąć z nadmiaru wody, przełożyć do miski, pokropić odrobiną soku z cytryny, po chwili dodać szczyptę tymianku, wymieszać.
Dodać żółtka, ser, wymieszać.
Dodać cebulę, szczyptę pieprzu i szczyptę chilli, wymieszać i posolić do smaku.
Ponownie pokropić odrobiną cytryny po chwili dodać drugą szczyptę tymianku i delikatnie wmieszać ubite na sztywną pianę białka.
Masę przelać do wysmarowanej masłem, żaroodpornej formy z przykrywką (lub formę do tarty przykryć folią aluminiową)
Piec 1godz i 15min. w 180st. C
Masa ma być zwarta, chrupiąca i złoto-brązowa z wierzchu.
Podawać gorącą z sosem czosnkowym.

Sos czosnkowy

4 łyżki jogurtu naturalnego
szczypta tymianku
2 łyżki majonezu
1 duży ząbek czosnku zmiażdżony
odrobina soli

Wszystkie składniki wymieszać w podanej kolejności.
Dać odpocząć przynajmniej 10 minut, by smaki się połączyły.
Wiele lat temu wymyśliłam ten najprostszy, szybki czosnkowy sos, który wspaniale pasuje również np. do mięsa i drobiu z rosołu oraz do gotowanych brokułów. Jest przepyszny i warto od razu zrobić go z podwójnej porcji. Na pewno się nie zmarnuje.
Oba przepisy zgodne z KPP oraz MM.

Smacznego!






















* Warunkiem koniecznym aby tarta się udała jest długie trzymanie cukinii na durszlaku i później bardzo dokładne jej odciśnięcie. W przeciwnym razie wnętrze tarty przypominać będzie rzadki bigos.

Pszenny mieszany. Na zaczynie pszennym.






























Zakwas odświeżony i zanim pójdę spać w cichutkiej kuchni przeglądam moją ulubioną książkę chlebową, mojego ulubionego piekarza, Hamelmana. Przeglądam i wybieram chleb na jutro. Pszenny mieszany - z mąki białej chlebowej oraz pełnoziarnistej. Na zaczynie z mąki pszennej, pełnoziarnistej. Nazajutrz wyciągam z pieca bardzo chrupiący, niezwykle aromatyczny bochen.
Chleb ma oczywiście kwaskowy posmak, ale jest on o wiele łagodniejszy gdyż cały chleb jest pszenny, a zaczyn na mące pszennej a nie żytniej. I stąd jego nazwa.


Whole - wheat levain
(Chleb pszenny mieszany na zaczynie pszennym pełnoziarnistym, przepis: J. Hamelman)

Zaczyn:
150g mąki pszennej pełnoziarnistej
150g wody
3 łyżki zakwasu żytniego w temp. pokojowej

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, przykryć szczelnie folią i zostawić na 12-14 godz. w temp. pokojowej

Ciasto właściwe:
350g mąki pszennej pełnoziarnistej
500g mąki pszennej chlebowej
540g wody
cały zaczyn (minus 3 łyżki)
1 łyżka soli (użyłam Maldon)

Wodę wymieszać z zaczynem, dodać resztę składników i miksować na pierwszym biegu przez 3 minuty. Ciasto będzie średnio luźne. Dokończyć miksować na drugim biegu przez 2 minuty (można wyrabiać ręcznie, metodą Bertineta, ok. 5-6 minut).
Gluten będzie średnio rozwinięty. Miskę przykryć folią i odstawić na 2 1/2 godz.
Ciasto składać dwukrotnie, co 50 min. Następnie podzielić na dwie części, uformować bochenki i ułożyć w omączonych koszach. Ostateczna fermentacja 2-2 1/2godz w temp. ok 25st. C (można wydłużyć do 8godz w temp. 10st.C lub do 18godz w temp. 5st.C- tzw. zimne wyrastanie).
Piec z parą w 230st.C, przez 40-45 min. Studzić na kratce, kroić po zupełnym ostudzeniu (w przeciwnym razie chleb będzie się kruszył).

Smacznego!


2009/08/03

Soba. Bakłażan. Kurczak. Curry.



Dziś miał być zupełnie inny wpis. Dziś miało być coś bardzo słodkiego, kruchego i waniliowo-gruszkowego. To jutro.
Zamiast tego będzie danie, z którym wiążą się bardzo romantyczne wspomnienia sprzed paru lat, kiedy to odwiedziłam parę apetycznych restauracji, zaliczyłam masę seansów filmowych, romantycznych kawiarni i wyspacerowałam wiele kilometrów a każdy dzień był za krótki, bo było jeszcze tyle do powiedzenia, odkrycia.
Pamiętam jedynie, że to co wtedy jadłam było bakłażanowo-kurczakowym curry z japońskim gryczanym makaronem.
I oto moja wersja.






Curry z bakłażana i kurczaka z makaronem soba
(porcja dla 2 osób)

1 pierś kurczaka, pokrojona w krótkie paseczki
1 bakłażan o wadze ok.300-350g, pokrojony w kostkę o boku 1cm
2 łyżki oleju z orzeszków ziemnych lub z pestek winogron
2 ząbki czosnku zmiażdżone
1 czubata łyżeczka startego imbiru
1/2 łyżeczki zielonej, tajskiej pasty curry (lub nieco więcej, wg uznania)
2 łyżki tajskiego sosu rybnego (Nam Pla)
1 mała puszka mleka kokosowego - 160ml
1/4 limonki (nie można zastąpić cytryną)
1 szczypta kurkumy
1 łyżka orzechów nerkowca, posiekana

Na patelni mocno rozgrzać olej, wrzucić bakłażana, smażyć ok. minuty stale mieszając. Zmniejszyć ogień i smażyć na małym* ogniu, mieszając od czasu do czasu aż bakłażan będzie zupełnie miękki. Wtedy dodać czosnek, imbir, smażyć mieszając. Dodać 1 łyżkę sosu rybnego, po chwili kurczaka i zwiększyć ogień, smażyć na średnim ogniu cały czas mieszając aż kurczak stanie się biały (2-3minuty) i natychmiast zmniejszyć płomień, oprószyć szczyptą kurkumy, wymieszać. Dodać mleko kokosowe, oraz posiekane orzechy, wymieszać. Doprawić zieloną pastą curry, dodać 1 łyżkę sosu rybnego. Dusić na małym ogniu, aż kurczak będzie miękki a sos lekko zgęstnieje - ok 5 minut. Wcisnąć sok z 1/4 limonki, wymieszać i podawać.
Najlepszy z japońskim, gryczanym makaronem soba**.
Kupując ten makaron należy wybierać ten, który jest zrobiony w 100% z mąki gryczanej, najlepiej japoński. Jest bardzo sycący i ma niezwykle oryginalny smak.
Dla amatorów lżejszych makaronów jest również soba gryczano-pszenna.
A osobom, które nie gustują w japońskich kluskach będzie smakować również z makaronem ryżowym:)
Przepis zgodny z KPP oraz MM.

Smacznego!





































* Uwielbiam dania ze smażonym bakłażanem, ale zawsze zniechęcało mnie to, że są bardzo tłuste. Metodą prób i błędów wymyśliłam jak uniknąć dolewania oliwy do bakłażana, który wchłania ją jak gąbka. Smażenie na bardzo małym ogniu sprawi, że bakłażan usmaży się idealnie, mimo małej ilości tłuszczu a na koniec, gdy będzie idealnie miękki odda część tłuszczu, na której smażyć będzie się reszta dania.
** Makaron soba można kupić np. w dziale z żywnością orientalną większych supermarketów (w Warszawie kupowałam kiedyś np. w supermarkecie znajdującym się w centrum handlowym Arkadia ), w lepiej zaopatrzonych sklepach ze zdrową żywnością lub żywnością orientalną.

2009/08/02

Niedzielny kurczak. Pieczony.
































"...gorąco jest, słonecznie. Robię obiad. Ale bez zupy, bo potem z Dziadkiem robimy grilla.
My też Wam życzymy udanej niedzieli..."

A u nas kurczak. Pieczony. Taki jaki lubię najbardziej, jaki piekło/ piecze się u mnie w domu: rumiany, chrupiący, koniecznie z majerankiem. Gdy byłam dzieckiem, przychodziłam do kuchni i mówiłam: "tylko dużo majeranku. dużo majeranku, dobrze?";)
Ostatnio często piekę z kurczakiem warzywa: pataty, pietruszki, które stają się cudnie słodkie i chrupiące. Zamiast warzyw polecam też połówki pieczarek - ulubiony dodatek w moim domu. Podpatrzyłam też u Babci dodatek curry, a ja daję również odrobinę mojego ulubionego chilli - w końcowym efekcie przyprawy nie są dominujące a kurczak przepyszny. Wyczuwalny jest za to smak majeranku bez którego pieczony kurczak dla mnie nie istnieje .

Zapraszam na niedzielny obiad!





Kurczak pieczony

1 kurczak o wadze ok. 1,5kg (mój ważył 1,4kg)
2 szczypty tymianku
2 łyżki oliwy z oliwek lub ulubionego oleju
3 średnie ząbki czosnku zmiażdżone
1/2 łyżeczki łagodnego curry
świeżo mielony czarny pieprz, 2 szczypty chilli w proszku
sól morska
ósemka cytryny lub trochę octu balsamicznego
majeranek
pieprz czarny świeżo mielony

ew. połówki pieczarek lub ćwiartki patatów, pietruszek oraz ocet balsamiczny

Piec nagrzać do 180st. C (termoobieg 160st. C)
Kurczaka umyć, lekko osuszyć, włożyć do odpowiednio dużego naczynia żaroodpornego. Natrzeć go 2 szczyptami tymianku, polac oliwą. Natrzeć czosnkiem, pieprzem, curry i chilli. Oprószyć solą. Pokropić sokiem z cytryny. Oprószyć majerankiem.
(Jeśli chcemy upiec kurczaka bez warzyw, należy dolać do brytfanki ok. 3/4 szklanki wrzątku i wstawić ją do pieca)
Wokół kurczaka ułożyć pieczarki (można też go nimi obłożyć), lub ćwiartki patatów i pietruszek. Albo i pieczarki i warzywa:) Warzywa oprószyć odrobinką pieprzu ziołowego i soli morskiej. Wlać ok 3/4 szklanki zimnej wody (uważając by nie polać wodą tak skrupulatnie oblepionego przyprawami kurczaka czy warzyw:). Można pokropić warzywa octem balsamicznym, stają się wtedy bardziej wyraziste w smaku.
Piec ok. 2 godz. (mój był idealny po 1godz. 50min)
Gdy kurczak będzie już dobrze przyrumieniony (mniej więcej w połowie czasu pieczenia) przykryć całą brytfankę szczelnie folią aluminiową. Kurczak zachowa soczystość.
Po upieczeniu powinien "poodpoczywać" w lekko uchylonym piekarniku ok. 10-15 minut. Jest wtedy smaczniejszy. W tym czasie można np. nakryć do stołu.
Podawać z pieczonymi warzywami, coleslawem, sałatą ze śmietaną lub czym kto lubi:)
Przepis zgodny z KPP.

Smacznego!