Dziś zupełnie niekulinarnie.
Ponad rok temu trafiłam na blog.
Blog o szczęściu.
Banalna historia. Jakich tysiące.
Dziewczyna poznaje chłopaka. Zakochują się w sobie, pobierają, rodzą im się dzieci, są szczęśliwi.
Wiodą proste życie. Bez fajerwerków.
Nienie (Ona) i Pan Nielson (Jej mąż), to młode, szczęśliwe małżeństwo, z gromadką rozbrykanych dzieciaków. Mieszkają w zwykłym domu, prowadzą zwykłe życie a Nienie prowadzi blog, w którym pokazuje nam migawki z ich codzienności: umorusane czekoladą dziecko, pies służący Jej malutkiemu synkowi za materac czy zdjęcia ze ślubu i uroczystości rodzinnych.
To co mnie urzekło, to niezwykły optymizm, radość i szczęście bijące z każdego słowa, zdjęcia.
Szczęścia, które płynie z absolutnie przeciętnych i zwykłych wydawałoby się rzeczy.
Z poranka, dziecięcego uśmiechu, spaceru czy wspólnego pieczenia ciastek.
Nienie nie zastanawia się czy potrzebuje do szczęścia czegoś więcej. Ona czerpie szczęście z tego co ma. Świat widziany jej oczami jest przepełniony miłością i spełnieniem. Codziennie jest wdzięczna za to, co dostała od losu. Z czułością przeglądająca się w oczach Pana Nielsona, którego nazywa miłością swojego życia.
Trafiam na ten blog, w tragicznym momencie, gdyż niewielki samolot, którym Nienie i Pan Nielson lecieli, rozbił się a oni z ciężkimi poparzeniami walczyli o życie.
Blog Nienie uzupełniany był o nowe informacje o stanie ich zdrowia, przekazywanymi przez Jej bliskich.
Nienie i Pan Nielson wiele miesięcy spędzili w szpitalu, nikt nie wierzył, że przeżyją.
Przeżyli. Nienie ma zdeformowaną twarz i poparzenia całego ciała.
Po długiej nieobecności wraca do prowadzenia bloga. Zastanawiałam się jak zmieni się Jej nastawienie, Jej blog. I może to zabrzmi niesamowicie, ale oprócz drastycznej zmiany w Jej wyglądzie, nie zmienia się nic.
A mogłoby, w myśl zasady " łatwo być szczęśliwym będąc pięknym i zdrowym". Nienie swoją urodę i zdrowie zostawiła w płonącym samolocie. Jest jednak niezłomna. Nie patrzy wstecz, za tym co straciła. Widzi co wygrała. Więc gotuje, robi zdjęcia, cieszy się z każdego nadchodzącego dnia a patrząc na wolne miejsca przy kuchennym stole, głośno myśli o posiadaniu kolejnego dziecka i z miłością przegląda się w oczach Pana Nielsona. Wszystko to pozwala Jej znieść ból okaleczonego ciała. I daje siłę ducha.
Obserwując Nienie, nabieram w płuca haust pełen optymizmu. Podziwiam Jej pęd do życia, pogodzenie z rzeczywistością, celebrowanie prostych przyjemności i niezłomną, chciałoby się powiedzieć, walkę o szczęście. Sęk jednak w tym, że Nienie nie walczy. Ona to szczęście wyłuskuje ze wszystkiego co ją otacza.
W czasach, gdy częściej zastanawiamy się czego nam brakuje, pomyślmy o tym
co i
kogo mamy.
I cieszmy się tym.
Codziennie.
Więcej o Nienie i jej świecie znajdziecie na:
nieniedialogues.blogspot.com