2010/03/16

Orkiszowo-semolinowe bułeczki.




Jedną ze wspanialszych zalet domowego pieczywa jest to, że można upiec sobie dokładnie to, na co ma się ochotę. Wczoraj był dzień bez okruszka chleba. Tak wyszło.
Sobota poza domem, w niedzielę goście na kolacji i poniedziałek przywitany granolą i kawałkiem owsianego ciastka. Zapragnęłam ciepłych bułeczek.
Jakich ja pragnę bułeczek, pomyślałam.
Pełnoziarniste. Ale puszyste. Semolina nada im puszystości. Leciutko słodkie. Leciutko.
Dodam nektaru z agawy. Nastawiam zaczyn. Czekam.
Przyszła też do mnie muzyka.
Przyszła przypadkiem.
Od jednej melodii do drugiej i oplótł mnie dźwięk fortepianu.
Kiedyś, pewien mój znajomy słuchający dużo jazzu i właśnie muzyki poważnej, powiedział, że do niej trzeba dorosnąć. Uwielbiałam jazz ale muzyki poważnej słuchałam troszkę, bez "wsiąknięcia". Cóż, wtedy tego nie rozumiałam a już na Warszawską Jesień nie dawałam się namówić za nic, prędzej na wieczór w Filharmonii.
To się chyba powoli zmienia, bo przy pierwszych dźwiękach Sonaty Księżycowej poczułam wielki spokój, harmonię. Błogość. Zanurzyłam się w dźwiękach i przyszła wielka tęsknota.
Dziś tęsknię mocniej za wszystkimi, których kocham.
Wszyscy są dziś obecni mocniej w mojej głowie i sercu. Mnóstwo obrazów i wspomnień. Dziś telefonuję i piszę, pytam, słucham, głodna ich bliskości, głosu, słów. Mam wielką ochotę dzielić się z nimi zapachami, smakami, wydarzeniami, które są moim udziałem, radością, którą czuję.
Chciałabym móc wysłać miłość w kopercie, by nie tęsknili tak bardzo.
Móc teleportować się by ich uściskać.
Chciałabym.



W dniu pieczenia, jeszcze letnie mają miąższ jak puch. Bułeczki są
bardzo delikatne
i miękkie mimo, że w połowie razowe. Polecam!


Bułki orkiszowo-semolinowe
Zaczyn:

125g mąki orkiszowej jasnej
125g wody
1 łyżeczka drożdży instant

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, przykryć szczelnie folią i zostawić w cieple na 3-4godz. Na powierzchni powinny pojawić się pęcherzyki, zaczyn powinien lekko bąblować.


Ciasto właściwe:

cały zaczyn
300g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
300g miałkiej semoliny
305 g letniej wody
1 łyżka oleju z pestek winogron lub słonecznikowego
1 łyżeczka nektaru z agawy (lub 2 łyżeczki syropu z agawy lub miodu)
10g (2 łyżeczki) soli morskiej lub grubej szarej (kamiennej) utartej w moździerzu

Do zaczynu dodać wodę i dokładnie wymieszać. dodać resztę składników, wymieszać, wyłożyć na blat i krótko wyrobić (2-3min.).
Ciasto szybko stanie się gładkie i będzie bardzo plastyczne.
Przełożyć je do miski, przykryć szczelnie folią i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 1godz. Ciasto niemalże podwoi objętość.
Wtedy wyjąć je na blat, ponownie krótko wyrobić i podzielić na 10 równych części i uformować bułeczki (moje ważyły ok. 111g każda),każdą bułeczkę obtoczyć w semolinie i ułożyć na blasze wyłożonej pergaminem. Bułki naciąć i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok 50-60min.
Piec z parą w 220st.C przez 14-16min.
Studzić na kratce.

Smacznego!

19 komentarzy:

dragonfly pisze...

Na pewno smaczne, ale do tego...jakie one śliczne!!!!

Komarka pisze...

Coś czuję, że ten zapas semoliny, w który ostatnio się zaopatrzyłam przerobię na podobne bułeczki :) Trudno się im oprzeć doprawdy :)

margot pisze...

śliczne ma dziureczki ta bułka twoja Patrycjo , powiadasz ,że takie pyszne? Widać to

aga-aa pisze...

mniam, aż się rozmarzyłam ;)
p.s. doszło, dziekuje :*** pycha!

Delie pisze...

Te zdjęcia są takie hmmm rozleniwiające, jeśli zdjęcie takie być może:) Muszą smakować wybornie.

Gospodarna narzeczona pisze...

Semolinowe lubię i niech On mówi co chce...Mniam. A to w słoiku? Porzeczka?

Bareya pisze...

Do tych bułeczek to tylko Vivaldi. I kieliszek Marsali. No może dwa...

Amber pisze...

Bardzo romantyczne te bułeczki.I tak się rozmarzyłam,czytając Twój komentarz...

piegusek1976 pisze...

hmmm została może choc jedna??? chetnie sie wproszę :)) pozdrawiam

Minik pisze...

Patrycjo, tesknota tez jest moja codziennoscia, wiec doskonale Cie rozumiem!

a ze podobnie jak Komarka ostatnio kupilam semoline to teraz juz wiem co upieke jak chleb sie skonczy:)
Pozdrawiam!

Liska pisze...

Do pewnych rzeczy można dojrzeć i dorosnąć. A wtedy człowiek cieszy się nimi podwójnie. Poczwórnie nawet. Kiedy jest się bardzo młodym wydaje się, że młodość to najlepsze, co nas spotyka. A potem przychodzi dojrzałość, akceptacja, tolerancja. I to jest piękne.

amarantka pisze...

Z muzyką poważną się schodzę i rozchodzę... są chwile, kiedy niczego innego słuchać poza nią nie mogę... a są chwile, gdy daleko nam do siebie.
Słowa o tęsknocie doskonale rozumiem. Zwłaszcza gdy tam, ktoś, bardzo potrzebuje utulenia, wyściskania, naszych ramion...

Pięknie Partycjo napisane.

Bułeczki, no one przecież muszą być pyszne... :)

Arletta pisze...

Patrycjo, to od dziś moje ulubione bułeczki. Ciasto jest wspaniałe i szybko rośnie. Dziękuję za przepis. Miłego dnia :)

jelly-bean pisze...

wyszły przeeeepyszne, chrupka skórka, miękki środek.

to moje pierwsze bułki i każda jest inna - co zrobić, żeby były choć w miarę podobne? - ważyć, wycinać?

Olciaky pisze...

Nie ma chleba, ale są bułeczki:)
Cudne bułeczki, dawno tak ładnych nie widziałam:)

Pozdrawiam.

Asiek pisze...

Patrycjo!
Pięknie o tej tęsknocie napisałaś.

Słyszałaś może Chopina w wersji jazzowej (Kuby Stankiewicza i Ingi Lewandowskiej)? Przewyborne. Polecam.
Pozdrawiam!

Małgosia.dz pisze...

Patrycjo, zdjęcia są baaardzo sugestywne... Te bułeczki aż wychodzą na zewnątrz!

Patrycja pisze...

Dziękuję Wam za te miłe słowa:) Bułki już dawno zniknęły, do tego niezwykle szybko:)

Arletto,
Niezwykle miło mi to słyszeć, cieszę się, ze smakowały.

Jelly bean,
Ważyć:) To najlepszy sposób.

Asiek,
Nie słyszałam, ale teraz na pewno posłucham, dziękuję:)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Mich pisze...

Piękny wpis.
Muzykę klasyczną cenię i słucham chętnie chociaż brakuje mi wiedzy teoretycznej co mi niejako przeszkadza bynajmniej. Wieczory w filharmonii? A jak z warszawską operą było?

Tęsknota niewymówiona wzrasta od takich wpisów.