Lato przypomina mi, wdrukowane gdzieś w zakamarki pamięci, obrazy ze świata mojego dzieciństwa: Mama ucząca mnie robić na drutach i szydełkować, w ogrodzie, za rabatami warzywnymi, a tuż przy zielonym ogrodzeniu kurnika, gdzie najlepiej było się opalać.
Maliny prosto z krzaka, które obrastały całe ogrodzenie.
Gwar przy niedzielnym, obiadowym stole. Kurczak z prodziża (tak, u mnie w domu mówiło się prodziż i dla mnie już tak zostanie), sałata z ogródka albo mizeria, zawsze ze śmietaną i koperkiem, na słodko-kwaśno.
Ciasto i kompot.
I wieczór, zawsze cichy i brzęczący, w ogrodzie, ile się da, często do zmierzchu. Aaa i gra w "babinktona", obciążanie piórkowych lotek kamykiem i plasteliną, by nie skręcały podczas lotu. Uwielbialiśmy to i nadal jestem w tym całkiem niezła (w zeszłym roku, w moje urodziny, zrobiliśmy sobie rodzinny mecz, grałam boso, na trawie. Jedne z najlepszych urodzin jakie pamiętam, z pysznościami z grilla, świeżymi sałatami.)
Niewiele się zmieniło, kur i kurnika już dawno nie ma, tak jak i malin, których czas nadszedł, pozostały rytuały, czas spędzany razem, atmosfera, i moi najukochańsi bliscy za którymi niezmiennie, ogromnie tęsknię.
Te placuszki to smak dzieciństwa, w nowej odsłonie. Jeśli lubicie ten omlet biszkoptowy, z pewnością posmakują Wam i placuszki. Wszystko do przygotowania w jednej misce/ kubku, wymieszane za pomocą łyżki, gotowe w 15 minut. Śniadanie idealne.
Placuszki biszkoptowe z gruszką i cynamonem.
(przepis zgodny z KPP)
1 jajko
szczypta cynamonu i imbiru
szczypta soli
ok. 8 łyżek mąki (mieszanka jasnej i razowej, lub sama jasna)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia + 1/2 łyżeczki sody
kefir lub maślanka
szczypta kurkumy
1 bardzo dojrzała i miękka gruszka, pokrojona w drobne, cienkie kawałeczki
odrobina syropu z agawy/ klonowego/ ksylitolu, do smaku
do podania: siekane orzechy włoskie i ulubiony syrop
Wszystkie składniki wymieszać w podanej kolejności. Kefiru lub maślanki dodać tyle, by konsystencja przypominała gęstą śmietanę. Dokładnie wymieszać łyżką, masa ma być gładka.
Dodać gruszkę, wymieszać.
Smażyć na gorącym oleju, usmażone placuszki układać na papierowym ręczniku.
Podawać z siekanymi orzechami włoskimi i ulubionym syropem.
Smacznego!
Uwielbiam racuchy, po prostu uwielbiam! :)
OdpowiedzUsuńU mnie w domu też mówiło się prodziż :)
OdpowiedzUsuńJakoś tak dziwnie, ze u mnie w domu nie robiło się racuchów ;) ale kury też goniłam po podwórku ;)
OdpowiedzUsuńPyszne zestawienie :)
OdpowiedzUsuńu mnie w domu najczęściej są racuchy drożdżowe z jabłkami :)
A mnie rozbawił "babinkton", bo do dziś o tej grze tak mówimy i piszemy :). Zresztą 3 dni temu tak bardzo za nim zatęskniłam, że sobie kupiłam. Czerwone rakietki i białe lotki z piór. Przypuszczam, że trzeba będzie obciążyć je plasteliną. Jest niezawodna.
OdpowiedzUsuńU mnie w domu tez mówiło się prodziż - jesteś z Podlasia? I mizerię tylko na słodko-kwaśno jadalo :)
OdpowiedzUsuńA czy do placuszkow mogę dać jogurt zamiast kefiru? Jeśli tak to robię jutro na śniadanie :)
Ps. Przepiękny kubek!
UsuńWłaśnie jem. Dodatkowo z serkiem waniliowym i jagodami. Pyszne! Dziękuję za inspirację!
OdpowiedzUsuńcudowne śniadanko
OdpowiedzUsuńEdith,
OdpowiedzUsuńPowinno to być coś musującego, jak kefir czy maślanka, ale myślę, że z jogurtem też można spróbować:)
agatek,
Lotki z piór najlepsze;) Dobrej zabawy życzę!
Dominika,
Bardzo się cieszę, że smakowało!:)
Te wspomnienia z dzieciństwa, ach! mam wiele podobnych:D
OdpowiedzUsuńCudowne placuszki.
Ja też do tych lubiących racuch należę :) pysznie je podałaś
OdpowiedzUsuńUwielbiam połączenie gruszki z cynamonem. Cudny, nieco "jesienny" deser!
OdpowiedzUsuńTo po prostu racuchy!
OdpowiedzUsuńPalce lizac!
Serdecznosci
Judith
wyglądają cudownie , a smakują pewnie jeszcze lepiej :)
OdpowiedzUsuńuwielbiam takie racuszki <3
OdpowiedzUsuńznamy.... lubimy.... robimy ....:)
OdpowiedzUsuńMMM:-) super muszą smakować, naprawdę fajny przepisik:-)
OdpowiedzUsuńcudowna sentymentalno_kulinarna podróż! biorę wszystko;)
OdpowiedzUsuńPatrycjo. Jesteś czarodziejką słów. Od kilku lat obserwuję Twój blog i mam cichą nadzieję, że kiedyś napiszesz książkę. Masz dar malowania słowami obrazów, tak, że chciałoby się więcej i więcej. Moje wspomnienia z dzieciństwa są bardzo podobne. Wspaniale je sobie przypomnieć, dzięki Tobie. Za każdym razem mnie wzruszają. Czekam z utęsknieniem na Twoje kolejne wpisy. Pozdrawiam ciepło z Wrocławia. Ewa
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPrzy zakupie składników polecam sprawdzać, czy posiadają one certyfikaty takie jak ISO czy certyfikaty srodowiskowe. Trafilam na szkolenie, gdzie mnie troche uswiadomili jak to wyglada( https://szkoleniaiso.edu.pl/auditor-wewnetrzny-systemu-zarzadzania-jakoscia-iso-9001/ ) jezeli firma nie przyklada sie do certyfikatow to naprawde nie chcecie tego jesc:D
OdpowiedzUsuń