2010/01/03

"I want to cook you a soup that warms your soul"



"Chcę ugotować Ci zupę, która rozgrzeje Twoją duszę".
Śpiewała Sade.
Jak wiele w tym prawdy.
Czy nie jest tak, że gotujemy nie tylko po to, żeby karmić, ale żeby okazać uczucia?
Gotujemy z miłości, z troskliwości, z pasji, namiętności.
By pocieszyć, rozgrzać, ozdrowić, uwieść.
Jedzenie kreuje, pobudza zmysły. A proces gotowania to bardziej alchemia niż arytmetyka.
Wspomnienia, to nie tylko obrazy, to przede wszystkim smaki, zapachy.
"To lubię, tak jadało się u mnie w domu", "To smak domu", słyszę.
Są też smaki miłości. Jak dźwięki chwili, przenoszące nas do konkretnej sytuacji, osoby.
Lubię pytać nowo poznane osoby co lubią jeść, a jeszcze bardziej przewrotnie, jakim są deserem;)
Lubię podawać mojemu Miłemu rosół, który dla Niego nauczyłam się gotować.
Lubię piec dla Babci chleb, który przypomina Jej powojenne dzieciństwo.
Lubię Mamie robić kanapki. Zawsze prosi mnie o kanapki. Lub tort orzechowo-kawowy.
Lubię smażyć dla Dziadka wątróbkę z jabłkami, którą przyniesie mówiąc "zrób, robisz najlepszą". Lubię patrzeć jak je ze smakiem.
Lubię odkrywać nowe i być zaskakiwaną oczywistym, znanym.
Gotuję z pasji.
Miłości.

A Wy?
Dlaczego lubicie gotować?





Rosół tradycyjny
(przepis zgodny z KPP)

(ilość mięsa w rosole modyfikować wg uznania, w zależności od ilości wody i upodobań-tłusty/mniej tłusty)
1 udko kurczaka (z kawałkiem podudzia) ok. 300-400g
1 średnie udko indyka lub pół skrzydła ok. 400g
kawałek wołowiny z kością (szponder, żeberko lub stek)* ok. 400-450g
1 cebula
2-3 ząbki czosnku (w zależności od wielkości) posiekane w cienkie plasterki (lub zmiażdżone)
2-3 liście laurowe (w zależności od wielkości)
3-4 ziarnka ziela angielskiego (w zależności od wielkości)
szczypta imbiru w proszku
2 szczypty cayenne
pieprz czarny, świeżo mielony
sól czosnkowo-cebulowa** i/lub sól warzywno-ziołowa***
odrobina sosu sojowego (opcjonalnie)
2 szczypty tymianku
2 szczypty kurkumy
2 średnie pataty lub marchewki
1 średnia pietruszka
kawałeczek selera (plasterek o grubości 1cm)
kawałek kapusty włoskiej (opcjonalnie, jak mam daję, nie mam-nie daję)
kilka liści selera lub kilka gałązek natki pietruszki


Do ok 3-3,5 litra wrzątku dodać tymianek.
Następnie wołowinę, indyka oraz czosnek, cebulę, cayenne, imbir, liść laurowy, ziele ang., pieprz czarny (2-3obroty młynka), 2 łyżeczki soli czosnkowo-cebulowej lub 2 łyżeczki soli warzywno-ziołowej (lub po 1 łyżeczce każdej). Dodać kurczaka i liście selera lub pietruszki.
Gotować pod przykryciem 1,5 -2godz****. Zupa ma się gotować, ale nie wrzeć.
Gdy mięso jest już niemal miękkie, dodać kurkumę, pataty lub marchewki, pietruszkę i ew. kapustę oraz seler.
Gotujemy do miękkości warzyw. Próbować i dosmakować, świeżo mielonym czarnym pieprzem i solą lub odrobiną sosu sojowego (opcjonalnie)
Rosół ma być lekko pikantny, odpowiednio słony, nie mdły.

Warzywa i mięso wyjąć. Gdy zupa lekko przestygnie, przecedzić przez gęste sito (ja wykładam je jeszcze gazą). Dokładnie przecedzony rosół, przechowywany w bardzo zimnym miejscu będzie dobry przez 4 dni (od momentu ugotowania).

Tak przygotowany rosół, jest taki jak lubię, rozgrzewający, umiarkowanie tłusty.
Wszystko jednak zależy od jakości mięsa. Gdyby okazało się, że było za tłuste, jest na to rada - gdy rosół zupełnie ostygnie, można zdjąć z wierzchu tłuszcz - cały (wersja ekstremalnie light, ale równie pyszna) lub część.
Można też część rosołu odlać i zupełnie pozbawić tłuszczu, resztę zostawić tradycyjną. Wtedy każdy będzie zadowolony, szczególnie sprawdza się to przy większej ilości gości, o różnych rosołowych upodobaniach (ja i Mama lubimy mało tłusty, Dziadkowie zupełnie chudego nie zjedzą, tak jak i Rodzice mego Miłego).

Rosół podaję, jednym z plasterkami patata, marchewki czy pietruszki (z rosołu) innym z siekaną natką pietruszki oraz z ulubionym makaronem.


A co z mięsem??:)
Mięso z rosołu jest idealnie mięciutkie, delikatne, neutralne w smaku.
W dniu gotowania, pyszne na drugie danie, np. z coleslavem,
ciepłą sałatką z czerwonej kapusty, czy po prostu ziemniakami z masłem i koperkiem.
2-3 dniowe mięso można wykorzystać do nadzienia do pierogów czy krokietów lub drobno posiekane, usmażone z zeszkloną cebulką świetnie pasuje do kopytek.

Smacznego!




* z braku wołowiny z kością wybieram chudy stek wołowy z malutkim kawałeczkiem tłuszczu, stek sprawia, że rosół nie wymaga odszumowania.
** używam soli firmy Avena, bez glutaminianu i innych dodatków 
*** do kupienia w sklepie ze zdrową żywnością
**** zimą zupy gotujemy pod przykryciem, wiosną/jesienią z uchyloną pokrywką, latem można bez pokrywki .


24 komentarze:

isadora pisze...

Bardzo lubię gotować rosół ( u mnie jedynie jarski). Gotowanie tej zupy jest dla mnie magiczne. Moja babcia zawsze mówiła, że rosół będzie dobry, jeśli będziemy gotowali go z serdecznością :) Idealnie dobrane warzywa, maleńki płomień i cudny zapach...

peggykombinera pisze...

Patrycjo,
gotuję, bo lubię.
Lubię, gdy moim gotowaniem mogę sprawić komuś bliskiemu przyjemność.
Lubię gotować z miłości i z miłością. Wtedy wszystko smakuje inaczej. Najtrudniejszy przepis nie sprawia żadnych trudności. Niby te same produkty, a z udziałem uczucia gotuje się łatwiej. Magia. Czysta magia.
Lubię gotować dla innych.
Lubię gotować zimą, wiosną, latem, jesienią.

zasyłam ucałowania :)
K.

carissima pisze...

Kiedy zaczynam piec lub gotować, moja babcia zaczyna zawsze to samo: "Usiądź, odpocznij. Po co będziesz się tak męczyła, to tyle roboty". Nie może nadziwić się, że pieczenie lub gotowanie jest zajęciem przy którym odpoczywam, przy którym się relaksuję. Zauważyłam, że zawsze robię to dla kogoś, wtedy sprawia mi to jeszcze większą przyjemność.

aga-aa pisze...

dlaczego lubię gotować? bo lubię jeść :) a że gotuję głównie (wróć: tylko) dla siebie więc... ;)

.agatka. pisze...

Patrycjo, u mnie rosół wygląda właściwie tak samo.
Ponieważ zupy gotuję bez przykrycia (próbowałam się zmusić do przykrywania garnka, co by ochronić szafki przed parowaniem) bo bardziej mi smakują, to zaciekawiło mnie to zdanie: "zimą zupy gotujemy pod przykryciem, wiosną/jesienią z uchyloną pokrywką, latem można bez pokrywki".
Domyślam się, że może chodzić o KPP lub utrzymywanie rozgrzewających i energetycznych wartości zup.
Może napiszesz kilka słów więcej na ten temat.
Pozdrawiam
Agata

agatek pisze...

W tym co piszesz jest ogromnie dużo prawdy. Często gotujemy, bo chcemy Komuś zrobić po prostu przyjemność. Uwielbiam gotować (i piec), bo wtedy czuję się inaczej= lepiej, spokojniej, wyciszam się, mogę czarować. To mieszanie składników to jakaś magia. Szczypta tego, odrobina tamtego i powstają niesamowite dania, nowe smaki i połączenia o, których nie miałam wcześniej pojęcia. Lubię się starać i wkładać w gotowanie dużo serca i energii. Najlepszą nagrodą jest dla mnie prośba o dokładkę.
Brukselka zawsze będzie mi się kojarzyła z przedszkolem, spaghetti Bolognese z zachodzącym słońcem i domkiem mojej Siostry, a naleśniki z kuchnią Babci. A rosół to zupa, która uzdrawia. Naprawdę przegoni każde przeziębienie :).
A deser... kiedyś byłam pewnie Pavlową z malinami, ale dziś... sama nie wiem, na pewno czymś mniej słodkim (zastanowię się i napiszę później jeśli chcesz).

pozdrawiam
ps ale się rozpisałam :)

Zaytoon pisze...

Dlaczego gotuję?... Właściwie, to kierują mną te same pobudki, co Tobą. Uwielbiam wydobywać smaki i patrzeć, jak komuś smakuje to, co przygotowałam. Na kilka chwil zamieniać się we wróżkę, która potrafi wyczarować smakowite połączenia. Często autorstwa Innej Wróżki - ale wkładając w to całe swoje serce.
Magia?

A rosół zawsze kojarzył mi się będzie z domem mojej Babci - bo tylko rosół przez nią przygotowany jem. To po prostu jakaś magia.
Kwintesencja.

Gdybyś zapytała mnie kiedyś jakim jestem deserem... Nie mam pojęcia, co bym odpowiedziała. Ale na pewno czymś nieoczywistym; trochę słodkim, trochę kwaśnym. Mieszaniną smaków i barw...

Agata pisze...

"Mój Miły"... jakże dawno nie słyszałam tego uroczego określenia!

Małgosia.dz pisze...

Dla mnie przyjemność gotowania równa jest przyjemności jedzenia. Zadowolone miny rodziny... i chce się znów i znów w kuchni przebywać... :) Niedawno usłyszałam od kogoś znajomego takie mniej więcej słowa: "Czy wiesz, że Twoja przyszła synowa Cię znienawidzi...? Niby jak miałaby Ci dorównać?". A ja myślę, że ktoś kto gotować lubi i robi to z przyjemnością - nie musi nikogo gonić, z nikim się ścigać i rywalizować... Bo potrawy przygotowane "z miłością" zawsze będą smakować, bez względu na to, czy podaje je babcia, mama, czy żona...

Olciaky pisze...

Dlaczego lubię piec (tak wolę piec, nie gotować;).
Bo to mnie uspokaja, odpręża, bo kocham tworzyć pyszne rzeczy, bo uwielbiam ten uśmiech na twarzach bliskich gdy podaje im coś dobrego:)
Pozdrawiam.

Ania vel Vespertine pisze...

Ale ładnie to napisałaś... Najfajniejszy moment: że to bardziej alchemia niż arytmetyka, pięknie.

Gotuję, bo mnie to strasznie odpręża i pozwala skupić się na moich myślach. Taka kuchenna medytacja.

majana pisze...

Gotuję dla mojego dziecka, dla Ukochanego, dla siebie :) Lubię to robić, lubię sprawić przyjemność bliskim czymś smaczym, czymś o czym powiedzą, że jest pyszne. To wspaniałe usłyszeć te słowa :)
Dla nich warto gotować i piec:)

Pycha rosołek Patrycjo!:)

Delie pisze...

Uwielbiam rosół. I następny ugotuję z Twojego przepisu.
Gotowanie to dla mnie sztuka tajemna, o czym przekonuję się zaglądając na Twojego bloga. Której tajników nie zgłębiłam i nie zgłębię, bo za mało we mnie pasji gotowania.
Kocham nowe smaki, podróże kulinarne, książki kucharskie. To mi wystarcza i cieszę się tym.

PS "Miły"-piękne określenie.

Ewa pisze...

Od niedawna tutaj bywam, czytam, oglądam, zachwycam się gotowaniem. To do mnie niepodobne ;) Dzisiaj po raz kolejny zaskoczenie, że z takim zaciekawieniem czytam o... rosole! Smak domu. Piękne. Chciałabym w tym roku spędzić więcej czasu w kuchni, gotując dla swoich najbliższych.

Monika. L pisze...

Patrycjo,
po przeczytaniu Twoich słów
nie sposób pomyśleć inaczej...

A odwaga by pasję i miłość w sercu mieć to cechy, które - dla mnie - czynią ludzi wyjątkowymi.

Ja gotuję i karmię, tych których kocham - z pasji i emocji. Z wiarą, że daję im to czego w danej chwili potrzebują.

Spokojnej nocy
M.

Lu pisze...

Uwielbiam rosół, jego smak i zapach jest niepowtarzalny, przenosi mnie do dzieciństwa i wspomnienia niedzielnych obiadów u Babci. Gotuję go podobnie, aż znów nabrałam ochoty :)

Mich pisze...

Nigdy nie dodawałem do rosołu kurkumy i imbiru, pieprzu cayenne też nie. Ciekawy ten Twój tradycyjny, trzeba przetestować

Patrycja pisze...

Nowoczesność, nowoczesnością, fusion, włochy i azjatyckie smaki a rosół nie stracił na aktualności.
Jak i serce i pasja wkładana w gotowanie:)


Agatko,

Tak, chodzi o kumulowanie energii w porach roku. Zimniejszymi miesiącami trzeba więcej ciepła, przypraw i składników o naturze ciepłej. Gotowanie z pokrywką sprawia, że danie jest bardziej energetyczne, odżywcze i jak w przypadku tego rosołu rozgrzewające (bo np. pomidorowa, żurek, czy kapuśniak rozgrzewające same z siebie nie będą, nawet z pokrywką, z powodu smaku kwaśnego)


Mich,

Nawet byś się nie zorientował, że tam są;) Rosół po prostu jest smaczniejszy (z charakterem, nie mdły, choć nadal neutralny i przez to tradycyjny), bardziej korzystny dla zdrowia i rozgrzewający.
Spróbuj i koniecznie podziel się wrażeniami.


Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

M. pisze...

Witam serdecznie. Dlaczego lubię gotować?? Dla takich smaków jak ten rosół! Gdy go dziś zobaczyłam na Twoim blogu - wiedziałam,że stanie wieczorem na moim stole! I oto jest - jak dla mnie po prostu genialny! Całkowicie inny od wszystkich rosołów jakie do tej pory jadłam.
Bardzo dziękuję za przepis i gratuluję pięknego bloga! Pozdrawiam M.

Liska pisze...

Chyba z miłości. Ale też z robienia sobie przyjemności. Ile to razy słyszałam: ty zawsze robisz to, co lubisz. Tak, lubię i kocham. Wolę karmić innych niż siebie. I lubię, kiedy inni robią mi kanapki. Jem kanapkę, rozsiadam się na kanapie i jestem leniwym kotem.

Patrycja pisze...

M.,

Bardzo mi miło, że Ci smakował:)


Lisku,

Nadmienię tylko, że kanapę mam dużą i miękką, tuż koło kominka;)

Anoushka pisze...

Pat! wszytkiego najlepszego w Nowym Roku! Wielu chwil milosci w kuchni :)

Anna Maria pisze...

Ja tym razem o muzyce - widzę, że mamy podobne gusta - uwielbiam Sade, a z piosenek Grace Jones ta, którą pokazujesz, jest moją ulubioną.

kura jogowa pisze...

Rosołek nastawiłam pod wieczór. Bo choć dziś niedziela do domu wróciliśmy późno. Małżonek powiedział- gotuj, gotuj, będzie na jutro.jest 23.30 a my (o zgrozo!) nie oparliśmy się sporej miseczce. Było przeprzegeniane.Dziękuję Patrycjo :)