2021/04/20

Peanut rayu - kanapka jak z restauracji.

 











Uzupełniając zapasy w moim lokalnym sklepie ze zdrową żywnością, w oko rzuca mi się słoiczek z pięknie zaprojektowanym opakowaniem.
Logo, typografia, zwróciło od razu moją uwagę.
Ale nazwa mi obca, nie wiem co to za sos. czytam więc skład:
olej słonecznikowy, orzeszki ziemne, sezam, tamari. gochugaru, syrop z agawy, płatki chilli, czosnek, sól morska.
Wszystkie składniki od razu zaśpiewały mi w głowie, bardzo prosty i uczciwy skład skusił. Robione w Dublinie, jak się później okazało przez dwójkę pasjonatów, którzy określają ten produkt jako fusion Japonii, Korei i Chin.  Biorę!
Przyniosłam do domu, otwieram, próbuję. Niebo! Sezamowe, słodko - ostre, niesamowicie umamiczne...mniam!
Od razu w głowie powstał mi pomysł na taką kanapkę z wykorzystaniem tego sosu.
Nie wiem jak popularny to jest produkt, czy można dostać coś podonego w Polsce czy to wyłącznie wynalazek White Mausu. Ale rozkładając na składniki myślę, że kupując gochugaru, która jest łatwo dostępna w Polsce, można taki sosik zmontować samemu.
Ewentualnie, jako zamiennik, wymieszać dobrej jakości harissę (ja uwielbiam różaną Belazu, dla mnie jest bezkonkurencyjna), z syropem z agawy, olejem słonecznikowym, sezamem, tamari, orzeszkami ziemnymi i roztartym na emulsję czosnkiem z solą.

Zrobiłam więc tę kanapkę.
Miły próbuje i pierwsze co mówi to "to smakuje jak jedzenie w Holy Belly"
Co uruchomiło we mnie lawinę wspomnień, bo do dziś wspominam, i marzę, o śniadaniach z tej paryskiej knajpki. A potem dodał "smakuje jakby tu było mięso".
A nie ma. jest za to mnóstwo umami. I płynące żółtko. Czy może być lepiej?

Polecam gorąco, zróbcie sobie takie ciepłe kanapki na leniwe, weekendowe, śniadanie.












KANAPKA Z HUMMUSEM, AWOKADO, SADZONYM JAJKIEM I PEANUT RAYU
porcja dla 1 os.


1 kromka dobrego chleba (u mnie domowy)
1/2 bardzo dojrzałego awokado
hummus (u mnie domowy, przepis w mojej książce)
1 jajko
masło klarowane
peanut rayu (lub podobny sos)
sól ( np. w płatkach, u mnie Maldon)
świeża kolendra

Chleb opiec w tosterze. W tym czasie usmażyć na maśle klarowanym jajko sadzone.
Awokado rozgnieść widelcem, rozsmarować na ciepłym chlebie.
Na to nałożyć hummus, sadzone jajo.
Całość polać peanut rayu i posypać solą oraz posiekaną kolendrą. Od razu podawać.

Smacznego!




2021/04/08

Wołowina w zielonym curry z makaronem ryżowym.







Słodki, ostry, cierpki, słony.
To połączenie smaków, wykończone świeżą kolendrą, należy do moich ulubionych połączeń.
Czyli kuchnia a'la tajska. Uproszczona, skondensowana, szybka i nie wymagająca wielu składników.
W spiżarni i lodówce mam zawsze żelazny zestaw w postaci korzenia imbiru, zielonej pasty curry, kolendry, makaronu ryżowego, puszki mleka kokosowego, koncentratu z tamaryndowca.
To daje mi tak ogromny wachlarz dań, które mogę z nich wyczarować.
Dziś podaję przepis na szybkie, zielone, curry z wołowiną i makaronem ryżowym.
W wersji wege wołowinę można spróbować zastąpić bakłażanem.



Wołowina w zielonym curry i makaron ryżowy

(porcja dla 2 osób) 
 
30 dkg mielonej wołowiny
2 średnie ząbki czosnku
2 łyżeczki zielonej pasty curry
1 łyżka oliwy
1 łyżeczka tartego imbiru
1/3 łyżeczki pasty z tamaryndowca
pół puszki mleka kokosowego  3-4 łyżki (tylko gęsta część)
2 garście posiekanej kolendry
sok z 1/2 limonki
sól,
świeżo mielony czarny pieprz
makaron ryżowy (przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu, koniecznie posolić, mimo że instrukcja nie wspomina o soli. Wolę oryginalny tajski, który trzeba ugotować niż europejski, który wystarczy namoczyć)

Na gorącą oliwę wrzucić zmiażdżony czosnek i imbir, smażyć ok. 1 minuty.
Dodać mięso, smażyć na średnim ogniu kilka minut.
Następnie dodać curry oraz pastę z tamaryndowca i dokładnie wymieszać.
Posolić, popieprzyć do smaku, smażyć ok. 5 minut mieszając od czasu do czasu.
Dodać mleko kokosowe, mieszając smażyć do momentu gdy ilość mleka zredukuje się o połowę i sos zgęstnieje.
Wyłożyć na makaron, posypać siekaną kolendrą, skropić dokiem z limonki.

 Smacznego!

2021/03/24

Najlepsza sałatka ziemniaczana.





 
Koperek ma tę cudowną właściwość, że kiedykolwiek się go użyje, to mamy wrażenie, namiastkę lata. Czy to pasta jajeczna, kanapka z jajkiem, wędzonym łososiem, parujące ziemniaki po których spływa topione masło, zupa kalafiorowa z zieloną kołderką świeżo posiekanego koperku. 
Wszystko to, za każdym razem, sprawia, że zima, przednówek są bardziej znośne. 
Ba! Nawet rozkoszne w tej jednej chwili.
Uwielbiam sałatkę ziemniaczaną właśnie też za to, że odpowiednio przygotowana, daje wrażenie jedzenia ogrodu.
Bardzo lubię przygotowywać ją z małych lub, w sezonie, młodych ziemniaków. Szoruję je wtedy dokładnie szczoteczką i gotuję, w mundurkach, na parze. Wtedy są najsmaczniejsze oraz zachowują wszystkie minerały i mikroelementy, które zwykle wylewa się z wodą i obierkami.
Do sałatki możemy użyć jeszcze ciepłych ziemniaków lub ugotowanych, i ostudzonych,  dnia poprzedniego. 
Dzięki temu zabiegowi w ziemniakach wytwarza się tzw. skrobia oporna, zaliczana jest do składników błonnika pokarmowego, sprawia że ziemniaki mają niższy indeks glikemiczny oraz jest doskonałą pożywką dla naszych dobrych bakterii jelitowych. Ciekawostka - oporność surowej skrobii ziemniaczanej odkrył polski naukowiec Franciszek Nowotny, w 1937r. Do badań wrócono po 40 latach, kiedy tematem zajęli się Jappńczycy. 
A więc same plusy, jeśli np. zostanie trochę ziemniaków z wczorajszego obiadu i nie wiadomo co z nimi zrobić. Zasada ta tyczy się również ryżu i makaronu (oczywiście ugotowanych al dente, nie rozgotowanych), one również ugotowane dnia poprzedniego, i koniecznie ostudzone, zawierają dobroczynną skrobię oporną.
Wracając do sałatki. 
Przepis możecie modyfikować na dowolne sposoby, w zależności od tego co macie pod ręką. 
Jedni użyją tylko oleju, inni majonezu, ja lubię jego mieszankę, a konkretnie dodatek oleju lnianego, który jest przepyszny i niezwykle zdrowy (wysoka zawartość lignanów). Wiem, że nie każdy przepada za olejem lnianym, można go zatem zupełnie pominąć. 
Ilość zieleniny dowolna, moje sałatki są zwykle obfitujące w zielone dodatki, każdy niech użyje tyle ile mu smakuje. Ogórki których użyłam, to część takiej konserwowej sałatki, którą zrobiłam zupełnie spontanicznie na fali wysypu ogórków, kopru i wszelkiego warzywnego dobra. To po prostu starte na mandolinie cieniutkie plasterki marchwi, ogórków, cebuli, z dodatkiem kopru, przypraw i słodko-kwaśnej zalewy octowej. Równie dobrze można użyć korniszonów, pokrojonych w plasterki. Eksperymentowałam też z zamianą czarnego pieprzu, na zielony pieprz syuczuański i to połączenie mnie w pierwszej chwili zachwyciło, potem stwierdziłam, że jest zbyt dominujące, następnie użyłam pół na pół utłuczonego w moździerzu pieprzu czarnego i zielonego syczuańskiego. Jakikolwiek  pieprz wybierzecie, musi koniecznie być świeżo zmielony lub utłuczony. 
Namawiam więc do takich testów z różnymi rodzajami pieprzu, może i Wam posmakuje.

A teraz przepis.



 


Najlepsza sałatka ziemniaczana


ziemniaki ugotowane w mundurkach, na parze, dowolna ilość, najlepiej drobne lub młode, ciepłe lub ostudzone, z dnia poprzedniego
szalotka (nie polecam zastępować cebulą, ew.  przerośnietą cebulką dymki)
ogórki konserwowe lub np. z sałatki szwedzkiej
koperek
szczypior
z dymki (lubię kiedy jest jędrny i bardzo chrupiący)
majonez (zwykły lub roślinny, wedle upodobania)
olej lniany (opcjonalnie, dla chętnych, ja lubię, można zastąpić rzepakowym zimnotłoczonym)
sól (tu lubię dodać himalajską)
pieprz czarny, świeżo mielony lub utłuczony w moździerzu (można dodać zielony syczuański)
ocet jabłkowy ( najlepiej surowy, niefiltrowany, jest najpyszniejszy i najzdrowszy)

Ziemniaki kroję, w mundurkach, na plasterki grubości ok. 1-2 cm, układam na półmisku.
Na pasterkach ziemniaków układam pokrojone w cieniutkie plasterki ogórki konserwowe, szalotkę, gdzieniegdzie kleksy majonezu, skrapiam octem i polewam niewielką ilością oleju.
Posypuję solą i pieprzem oraz sowitą ilością posiekanego kopru i szczypioru.
Podaję natychmiast.

Smacznego!









 

2021/03/02

Dwa lata bez Babciunio...


Za chwilkę miną dwa lata odkąd odeszło moje najsłodsze Babciunio. 

Człowiek przepełniony niezmierzonym dobrem i uśmiechem. Łagodną mądrością. W którego obecności czułam miłość, choćbym miała zamknięte oczy, bo doświadczanie miłości jest jak bycie w gorącym słońcu - po prostu czujesz jej ciepło i światło na sobie, nie sposób tego przeoczyć. 

Prawdą jest, że czas leczy rany inaczej byłoby to nie do zniesienia.
Na początku żałoby człowiek myśli, że ból i smutek go rozerwie, a radość już nigdy nie wróci.
Pomału przychodzi jednak spokój, bólu ukojenie. Otula jakiś taki welon refleksji nad przemijaniem, wracają zmysły, odczuwanie i cieszenie się życiem.
Świat się nie zatrzymał, to tylko mój świat na ten czas wstrzymał oddech i pobladł, zszarzał, ucichł. Śmierć to jest ciekawa sprawa, jeden człowiek odchodzi, a drugi zostaje z tą miłością, jak z palącą dziurą w sercu, której poły niezgrabnie chce zebrać do kupy, roztrzęsionymi dłońmi, jak rozdartą koszulę. Miłość która najpierw rozrywa bólem pustki, z czasem trwa ciepłem w sercu.
I to ciepło zostaje. Na zawsze.
Widzimy się z Babciunio kiedy potrzeba - w moim sercu, myślach, pod powiekami, czasem w snach. Czasem łapię się na tym, że mówię jak ona, podobnie układam zwroty, reaguję słownie, bezwiednie coś odpowiadam Miłemu w kuchennej krzątaninie i wtedy mnie to uderza.
Uśmiecham się wtedy do siebie i szepczę „jak Babcia, powiedziałam dokładnie jak ona"
Nadal nie jestem w stanie słuchać „O mój rozmarynie” za bardzo mnie wzrusza, może kiedyś...

Jeśli macie jeszcze swoje Babciunio na tym świecie, zadzwońcie, przyjdźcie z pączkami na herbatę, potrzymajcie za rękę, pośmiejcie się, przytulcie.
Babcie i Dziadki wydają się być kimś kto jest od zawsze i na zawsze, ale nie są. Te chwile są cenne i nie będą trwać wiecznie, a kiedy miną, to miną bezpowrotnie, w jednej bardzo szybkiej sekundzie.
I nie można już pocałować rano w policzek pachnący kremem ani wtulić się w zapach jej włosów, ugotować jej jajka na miękko.
A jeśli napełnicie teraz szkatułkę swoich wspomnień każdą najpełniej przeżytą chwilą, to potem możecie bez końca i do końca swoich dni, sięgać po te wspomnienia do swojego serca...