2016/05/23

W Dniu Mamy...



Jest mi tak trochę smętne ostatnio.
Czas mi się jakoś dłuży i zaczynam tęsknić za Mamą i uzmysławiam sobie, że nie ważne ile mamy lat, czasem chce się zwyczajnie do niej przytulić.
Przypominają mi się przez to te wszystkie skrawki, które zlepione razem w pamięci tworzą wspólny twór: "dzieciństwo". Opalanie na końcu ogródka, za warzywnikiem, przy ogrodzeniu kurnika, tuż obok malin, gdzie Mama uczyła mnie robić na szydełku i na drutach, tam też czytałam na głos bajki Andersena. Granie w babinktona (dobra, wiem jak to się pisze, wszyscy wiemy jak jest!), niekończące się prowadzanie mnie na wieczorki czytelnicze do biblioteki i pielgrzymowanie po księgarniach. I jak rzucili powiew zachodu do obuwniczego, chodaki, pamiętasz Mamuś, tam gdzie jest teraz warzywniak? Drewniaki znaczy, i miałyśmy takie same i uczyłaś mnie w nich chodzić, bo takie dziwne te buty co się nie zginają...
I niedzielne poranki filmowe w Pałacu Kultury. Sanki, po których wracałam zmarźnięta, ale szczęśliwa.
Wieczorne powroty od okulisty, kiedy wszystko było zamazane, ale góry śniegu skrzyły się, tak pięknie na zimno biało-niebiesko, w absolutnej ciszy, tylko śnieg tak skrzypiał pod Relaksami. Wspólne robienie zapiekanek, koniecznie z Krzepkim Radkiem, i jedzenie leniwych pierogów oglądając Hi-Man'a.
Sobotnie wieczory z ciepłym drożdżowym ciastem, kiedy fotel był dla mnie wielkości sofy i przykrywałam go swoim kocykiem w słoniki, zasiadając na nim w piżamie w gwiazdki, gotowa do oglądania Wielkiej Gry czy jazdy figurowej na lodzie.
Stukot cienkich obcasów, który przez lufcik w kuchni zapowiadał trzepot jedwabnej spódnicy i niechybnie jakąś przywiezioną dla mnie książeczkę. Przytulanie się do Ciebie tak mocno, że aż brakowało Ci tchu. No bo przecież jasne (dla mnie wtedy) było, że im mocniej Cię ściskam tym bardziej kocham! Przyglądanie się jak się malujesz, tymi smukłymi dłońmi pianistki, i jak bierzesz pierwszy kęs kromki chleba z masłem, zanim zrobisz kanapkę.
Wszystkie te puzzle sprawiają, że tęstknię jeszcze bardziej, a już zaraz Dzień Matki i zrobiłabym Ci pesto albo tiramisu, które tak lubisz. Poczekać mi trzeba jeszcze...



 PS i pamiętajcie, że:


2016/05/18

Pierre Hermé i najlepsze paryskie makaroniki.

















Pierre Hermé, gwiazda wśród francuskich (i nie tylko) cukierników, okrzyknięty, przez francuski Vogue, Picassem cukiernictwa, człowiek który rozsławił makaroniki i miał wpływ na rozwinięcie sieci ekskluzywnych, cukierniczych butików Laduree.
Zaczynał jako czternastoletni czeladnik u słynnego Gastona Lenôtre, następnie, przez jedenaście lat pracuje w sieci ekskluzywynych delikatesów Fauchon, zwanej "supermarketem dla milionerów". w 1998r. otwiera swój pierwszy butik w Tokyo, podobno podczas kontraktu z Laduree nie wolno było otworzyć mu swojej cukierni w Paryżu. Robi to dopiero w 2002r.. W tej chwili w mieście świateł ma ponad dziesięć swoich butików.
Kiedy więc wybraliśmy do Paryża, późną wiosną zeszłego roku, wiedziałam, że swoje pierwsze cukiernicze kroki skieruję właśnie tam.
Chciałam spróbować tych osławionych makaroników, których przeapetyczne i finezyjne zdjęcia, do tej pory tylko oglądałam (reklamy makaroników Hermé są jednymi z najbardziej działającymi na zmysły, polecam poszukać w sieci) oraz koniecznie legendarnego ciastka 2000 feuilles: karmelizowanego francuskiego ciasta, przełożonego praliną z piemondzkimi orzecami laskowymi i pralinowym kremem mousseline. Brzmi jak niebo, prawda?



Cóż, nie będę zaprzeczać, smakuje również jak niebo.
Idealnie chrupiące warstwy ciasta (troszkę przypominające nasze ciasto na napoleonkę), przełożone kremem, którego smak naprawdę trudno opisać. Każdy kęs to jak unoszenie się nad ziemią.
Wracaliśmy po niego wielokrotnie podczas całego pobytu, i tuż przed wyjazdem był on naszą ostatnią paryską wieczerzą. Jeśli macie zjeść jeden deser w Paryżu, to to właśnie powinno być 2000 feuilles.

I oczywiście choć dwa makaroniki. Koniecznie.
Jeśli miałabym określić je jednym słowem to byłoby to "idealne".
Bo są idealne, idealnie łąmią się pod pierwszym kęsem, a w środku są ciągnące, krem/nadzienie jest intensywne i niczego nie udaje. Wybór smaków jest oszałamiający, róża z płatkami różnaymi (nie mogłam sobie odmówić), karmel z solonego masła (ojej!), oliwa i wanilia (tak żałuję, że się nie zdecydowałam), pistacja i malina, jaśmin, mango i kandyzowany grapefruit, pomarańcza i kwiat bazylii, czy mam wymieniać dalej?
A co wiosnę przestawiają nowe, zaskakujące połączenia smakowe. Naprawdę trudno się zdecydować, najlepiej przychodzić codziennie i brać po dwa nowe smaki.
Próbowaliśmy również, niezwykle słynnych makaroników Laduree i Lenôtre, które po pierwszym kęsie kazały od razu odwrócić się na pięcie i wrócić po makaroniki Hermé...co też zrobiliśmy. I tak już nam zostało do końca pobytu w Paryżu.

To co zaskoczyło mnie w butikach Pierre Hermé, to cała oprawa, ogromne przywiązanie do pięknej formy, sposobu pakowania, obsługa klienta, która jest raczej jak spektakl w teatrze czy pakowanie biżuterii, niż deserów. I takie się właśnie ma uczucie, jakby się kupowało cukierniczą biżuterię. Niesamowicie wyrafinowaną i bardzo, bardzo uwodzącą smakiem. 












2016/04/11

Chleb żytnio-gryczany z melasą i kminkiem.



Mało jest rzeczy, które tak poruszają moje serce, jak pieczenie chleba, a widok bąblującego zakwasu, sprawia, że serce mi śpiewa z oczekiwania.
Pomyślałam ostatnio nad wyrabianiem i nacinaniem chleba.
Z rzeczy, których nauczyłam się sama - gotowanie, fotografia, pieczenie chleba - to chlebowanie wydaje mi się czymś nieuchwytnie żywym, co wypełnia nie tylko mnie, ale i przestrzeń wokół.
Ma jakąś silną energię, samą w sobie, której nie potrafię opisać, ale którą czuję i kocham.
I wciąż cieszę się jak dziecko, kiedy za każdym razem wyjmuję z pieca gorący bochenek, wącham, oglądam skórkę, słucham jak trzeszczy, czekając aż ostygnie, ciekawa jestem jaki jest w środku. Dotykam miąższu, sprawdzając wilgotność, oglądając dziurki, wdychając zapach, który dla mnie, jest jednym z największych bogactw w jakie można obdarować siebie, bliskich, dom. A chleb dawać w prezencie lubię tak bardzo, że najchętniej wciskałabym kolejne bochenki nawet listonoszowi.
Wszystko to być może brzmi jak truizm, ale tak właśnie czuję, taką ogromną radość daje mi pieczenie chleba i chciałabym podzielić się tym z innymi.
Ostatnio dostaję od Was dużo wiadomości dotyczących zakwasu.
Z wieloma osobami robiłam go, mailowo, instruując krok po kroku, oglądając codzienne zdjęcia z kilkoma mini pęcherzykami (sukces, postęp!), następnie dumnie bąblujących słoików, a potem pięknych chlebów. Udało się zrobić zakwas w warunkach kiedy wydawało się to niemożliwe, odratować dwa zakwasy, mimo, że wydawało się, że nie ma już nadziei, a tymczasem ożyły, na jednym powstały wspaniałe chleby, potem powędrował dalej, do kolejnej osoby, która upiekła na nim piękne orkiszowce. Ogromnie cieszy, kiedy chlebowanie idzie dalej w świat.
Dziś mam dla Was nowy przepis, na chleb żytnio-gryczany.
Ciemny, ziemisty, wilgotny, pachnący kminkiem, kolendrą. Sycący.

Polecam!



Chleb żytnio-gryczany, z melasą i kminkiem

Zaczyn:
2 łyżki zakwasu żytniego
160 g wody
100g mąki żytniej razowej
50 g mąki gryczanej

Wszystkie składniki wymieszać, miskę szczelnie przykryć folią i zostawić w temp. pokojowej na 10-12 godz.

Ciasto właściwe:
cały zaczyn
1/3 łyżeczka drożdży instant
2 łyżeczki soli
400 g wody
400 g mąki żytniej razowej
100 g mąki gryczanej
1 łyżeczka nasion kminku (całych, nie mielonych)
1 szczypta mielonej kolendry
1 łyżka dowolnej melasy, słodu, syropu lub ciemnego miodu

olej roślinny do posmarowania chleba
otręby żytnie do wysypania foremek

Do zaczynu dodać wszystkie składniki oprócz mąki, wymieszać.
Dodać obie mąki i miksować na średnim biegu ok. 2-3 min.
Dwie średnie foremki (lub jedną większą) natłuścić i obsypać otrębami, ciasto podzielić między dwie foremki (lub całość przełożyć do jednej większej foremki) i zostawić do wyrośnięcia w cieple/ temp. pokojowej.
Wyrośnięte bochenki posmarować olejem roślinnym.
Piec 15 min, w temp. 220st.C i 1 godzinę w 190st. C. Ostatnie 15 min. można dopiekać bez foremki. Chleb powinien być dobrze wypieczony, a postukany od spodu powinien wydawać głuchy odgłos. Studzić na kratce i kroić po zupełnym ostudzeniu.

 Smacznego! 








2016/03/24

Film o pieczeniu chleba...




Ogromnie mi miło, iż mogę Wam pokazać film o pieczeniu chleba, który zrobiliśmy wspólnie z Przemkiem Kulikowskim.
Film można obejrzeć tutaj

Zapraszam!