2010/02/12

Suszona porzeczka. Piniole. Brioche. Inaczej.




Gapienie się w okno to najdoskonalsza forma ZEN.
Taka niezobowiązująca, zupełnie prywatna wersja medytacji.
Kontemplowanie w ciszy własnych myśli, płynących jak rzeka, niespiesznie,
przeskakujących jedna przez drugą lub śpiących bezdźwięcznie. Uwielbiam.
A co za oknem?
Konie. Na wielkiej łące, która należy tylko do nich.
Koty sąsiadów ganiające się z prędkością światła.
W powietrzu czuć wiosnę.
Wyjmuję z pieca ciepłą brioche, pachnącą piniolami.




Nie mogłam, nie mogłam, nie mogłam odmówić sobie ponownego upieczenia tej brioszki

Dodałam do niej piniole i suszoną porzeczkę. Niebo!

Brioche na semolinie z piniolami i suszoną porzeczką
(przepis zmodyfikowany, zgodny z KPP, oryginalny znajduje się tu)

500g semoliny, koniecznie miałkiej
100g mąki orkiszowej
25g świeżych drożdży
kurkumy na czubku noża
60g ksylitolu (lub cukru)
300g mleka
110g miękkiego masła
30g pinioli
30g suszonej porzeczki
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szczypta imbiru

1 szczypta soli

1 roztrzepane jajko

Z drożdży, odrobiny ciepłego mleka, 1 łyżeczki mąki (pszennej lub orkiszowej) i 1/2 łyżeczki ksylitolu (lub cukru), przygotować zaczyn - wymieszać dokładnie i ostawić w ciepłe miejsce, aż podrosną. Porzeczkę namoczyć w gorącej wodzie, po 10-15 min odsączyć na sitku.
W misce wymieszać obie mąki, zrobić w nich dołek i wlać wyrośnięte drożdże, dodać kurkumę i wymieszać łopatką. Następnie dodać mleko, ksylitol lub cukeir, jajko, piniole i porzeczki, wymieszać, dodać masło, ekstrakt z wanilii i miksować na średnim biegu ok 2-3 minut, w tym czasie dodać imbir i na końcu sól.
Miskę przykryć szczelnie folią i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 1 godz.
Ciasto ma podwoić swoją objętość.
Blat posypać garścią mąki orkiszowej, wyłożyć ciasto i krótko zagnieść, ciasto wchłonie mąkę, ponownie podsypać garścią mąką i krótko zagnieść.
Ciasto powinno być elastyczne i lekko napięte.
Podzielić je na równe części i uturlać w naoliwionych dłoniach dobrze napięte kulki.
Kulki ułożyć jedna na drugiej (w dwóch warstwach) w lekko nasmarowanej masłem i wyłożonej pergaminem blaszce
Ponownie odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce, ciasto ma podwoić objętość (ok. 60min).
Wyrośnięte ciasto posmarować roztrzepanym jajkiem.
Piec w 180st. C. 30-35min. Studzić na kratce.
Pyszne z masłem lub konfiturą np. porzeczkową.


Smacznego!


34 komentarze:

Gospodarna narzeczona pisze...

No jeśli ty masz taki widok za oknem to ja przepraszam. Zen jak nic. U mnie bardziej szaroburo.
A kanapka...no cóż zobaczysz. Telepatia?

margot pisze...

Patrycja , jak Ci ta brioszka pięknie wychodzi , a z tymi dodatkami to pewnie cudnie smakuje

Patrycja pisze...

Narzeczono,
Ano mam. Kocury spacerują po ogrodzie, jak u siebie, a konie można podejść i w pysk pogłaskać, nie są płochliwe tylko ja się boję;)
Telepatia mówisz? To ja czekam:)

Alu,
Ta briosze robi furorę u mnie w domu. Ja już trzeci raz ją piekłam i na pewno nie ostatni. A z tą porzeczką i piniolami jest niezwykła. Dziękuję Ci baardzo za przepis:)

Pozdrawiam Was!

aga-aa pisze...

ten dodatek suszonej porzeczki bardzo mi się podoba, nigdy nie jadłam, ale myślę, że by mi posmakowała :)
a patrzenie się przez okno kultywuję bardzo często, tak sobie stoję, patrzę i czasem myślę a czasem zupełnie się wyłączam...a czasem patrzę na ludzików i się zastanawiam gdzie tak pędzą, tworzę historie...

Delie pisze...

;-D

Asiek pisze...

Patrycjo!
Widok z okna kojący i napawający spokojem. Aż się chce stanąć przy szybie i odpłynąć ...
Ciacho wygląda baaardzo apetycznie!
Pozdrawiam,
Asia

Olciaky pisze...

Masz bardzo ładny widok z okna, ach.. a u Nas zima:(
Piękna brioche!:)
Tak mi się skojarzyła z tym słodkim chlebkiem od Tatter, z wyglądu oczywiście;)

Moc uścisków, Ola.

kasiaaaa24 pisze...

Ciekawy widok. Taki... uspokajający :) A wypiek fantastyczny :)

Bea pisze...

I widoko zza okna i brioszka - cudne! To zdjecie z konfitura powalajace... Pozwol, ze sie napatrze ;)

Pozdrawiam Patrycjo!

An-na pisze...

Jezu, jakie apetyczne zdjęcia! Chce się pożreć tę brioszkę w całości!

Małgosia.dz pisze...

Patrycjo, toż u Ciebie wiosna za oknem! A Ty mówisz, że dopiero ją czuć? :)
A brioche... ojej! wygląda tak smacznie wraz z konfiturą (jagodowa? porzeczkowa? :)), że aż żałuję, że zajrzałam tutaj z pustym żołądkiem. :)
Pozdrowienia! :)

Ania vel Vespertine pisze...

Naprawdę masz taki widok zza okna, Truuuuflo? Rewelka :)))

U mnie za oknem tez koty, ale w ekstra śńieżnej oprawie...

arek pisze...

Widze, ze Ty tez dolaczylas do zmowy jaka maja Fellunia z Polka, zeby mi pieczenie na sobote wymyslac:) Nie dam sie! tego posta malzonce NIE POKAZE!!! hehe nie nie zartowalem:) Masz szcescie, ze uciekl mi wlasnie ostatni aer lingus bo...po brioszy byloby tylko wspomnienie:D

anka pisze...

Co za widok! Wprowadzam się do Ciebie :)Szkoda, że nie mam semoliny bo brioszka piękna

Misia pisze...

A u mnie za oknem topiący się szary śnieg... zazdroszczę pięknych koni :) Piniole to jeden z moich ulubionych dodatków - wciskam je gdzie tylko mogę, do co drugiego makaronu, sałatek etc. Ale do chałki... hmm... baaaardzo kusząca propozycja.
A teraz dziwne pytanie: jak bardzo miałka jest miałka semolina? ;) Mam taką zwykłą, malaksera brak i myślę, czy tu z taką zwykłą wyjdzie mi chałka...

Pozdrawiam ciepło! :)

zemfiroczka pisze...

Ja też bym ani sobie ani takiej brioszce nie odmówiła ;)

Na słowo ZEN zawsze przypomina mi się zdjęcie, które kiedyś znalazłam w internecie - blokowisko pokryte szczelnie chodnikiem, a pomiędzy płytami wyrosła wysoka łodyga z pyszniącym się żółtą głową słonecznikiem. ZEN idealny ;)

"Wiosna, lato jesień zima... i wiosna" - taki film. Polecam - a propos :)

Patrycja pisze...

Dziekuję Wam bardzo,
widok z okna niezależny ode mnie, jednak bardzo miły dla oka i ducha:)

Aga,
Z tego samego powodu nigdy nie nudzę się na dworcu czy lotnisku. Otaczająca rzeczywistość jest fascynująca;)

Małgosiu,
No tak, jakby już wiosna (są i dni baardzo słoneczne) tu kalendarzowo zaczyna się wcześniej - 1 lutego. A konfitura jest porzeczkowa:)

Arek,
Trzeba było łapać AerLingusa, bo ja mam trzy takie briosze i świeżutkie masło. Następnym razem zapraszam;)

Misia,
Miałka semolina, wzięta między palce jest jak miałka sól. A gruba ma grudki, wyczuwalne mini kryształki, jak piasek lub drobniuteńka kaszka. Postaram się zrobić zdjęcie.

Zemfiroczko,
"Wiosna, lato, jesień...", widziałam, bardzo mi się podobał:)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Pat pisze...

Nawet za milion lat mi coś takiego nie wyjdzie, mój antykulinarny zmysł może się poszczycić jedynie umiejętnością robienia herbaty (z czajnikiem elektrycznym).

dragonfly pisze...

Ciasto cudowne. A za taki widok za oknem dałabym się pociąć...:)

asieja pisze...

lubię to gapienie się w okno
najbardziej, gdy pada śnieg
lubię też zapach słodkich bułek uciekający z piekarnika

Ziewnięcie Kota pisze...

U mnie za oknem raczej Sen niż Zen, chociaż w gruncie rzeczy pierwsze zawiera się w drugim, więc wychodzi na Jedno:-) Spędziłam niegdyś prawie dwa lata w Dublinie, ale widok nie wygląda mi na tę część Irlandii, hm? :-) Pozdrawiam bardzo serdecznie!

Zaytoon pisze...

Nawet nie wiesz, Patrycjo, jak ja Ci zazdroszczę tego widoku za oknem. Prawdziwy ZEN.

Blokowiska i supermarket nie nastrajają tak pozytywnie.

A brioszka na semolinie smakowała cudnie - nie wyobrażam sobie nawet, jak może być jeszcze lepsza. Ale skoro ma takie dodatki... Poezja. Na pewno.

Pozdrawiam!

Bożena pisze...

Mam pytanie - Czy mogłabyś mi powiedzieć, jakiej firmy sosu sojowego używasz? Albo jakie (jakich producentów) sosy sojowe polecasz? Chciałabym kupić wreszcie jakiś porządny ;)

Liska pisze...

Cudownie.
Wodzisz mnie na pokuszenie. Ale Ty i tak o tym wiesz :)

Patrycja pisze...

Bożeno,
Używam sosu firmy Kikkoman. Przy zakupie sosu zwracam uwagę na to czy jest naturalnie fermentowany, nie zawiera barwników ani cukru i czy mimo głębokiego koloru jest przejrzysty gdy poruszam buteleczką. Im mniej zawiera składników, tym lepiej. Z reguły są to: woda, sól, ziarno soi i czasem pszenica. Każdy, który spełnia te warunki powinien być dobry.

Pozdrawiam serdecznie!

kass pisze...

Wiosna u Ciebie na wyciągnięcie ręki...a ja brodzę w śniegowej brei i zastanawiam się kiedy wreszcie będzie choć tak jak u Ciebie...
Briosza tak apetyczna że zgłodniałam, mimo późnej godziny nie byłaby bezpieczna koło mnie....pozdrawiam.

Mich pisze...

Nie wiem jak mogłem przegapić ten wpis. Znalazłem przepis na kolejny weekend, nawet piniole mam, tylko porzeczki zamieniam na żurawinę bo pod ręką.

potrzebne mi beztroskie patrzenie przez okno od zaraz
pozdrawiam ciepło

Bożena pisze...

Dzięki za odpowiedź ;)

amarantka pisze...

Piękny widok za oknem...
przestrzeń...
lubię duże przestrzenie, gdzie można pełną piersią oddychać...

i śniadanie z taką brioszką też bym polubiła - dobry początek dnia :)

buruuberii pisze...

Patrycja, widze za zabrioszkowalas na maksa :-) Sa obledne te brioszki, uswiadomilas mi tym samym, ze oprocz nalewki porzeczkowej musze tez w tym roku ususzyc troszke porzeczek :D a czy moze da sie je gdzies kupic? Usciski!

Patrycja pisze...

Basiuniu,

Porzeczkę suszoną tutaj kupuję w spożywczym, jak rodzynki. A świeżej o dziwo nie ma nawet w sezonie.
Zabrioszkowałam owszem i to jeszcze nie koniec;) Mnóstwo pomysłów mi się w kolejce ustawia a i jestem popychana do pieczenia co i rusz;)

Uściski!

marta pisze...

ja mam pytanie: nie mając dostępu do semoliny - czy mogę zastąpić ją pszenną razową? jak bardzo musiałabym zmodyfikować przepis? z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam wiosennie :)
Marta

Patrycja pisze...

Marto,
Oczywiście przepis można modyfikować. Jednak semolina daje efekt puszystości jak puch, to bardzo specyficzna mąka. Można ją zastąpić pszenną razową, odpowiednio zwiększając ilość mleka i masła ale to będzie zupełnie inna konsystencja i nie biorę odpowiedzialności za rezultaty:)

Pozdrawiam serdecznie!

marta pisze...

tak też pomyślałam... nic, zapoluję na semolinę zatem. dziękuję za podpowiedź! :)