2014/11/26

Co pod choinkę?

Książka zawsze wydawała mi się najwspanialszym prezentem. Zawsze tak było.
Ale propozycji książkowych prezentów pokazałam już wiele, (i będzie jeszcze jeden, specjalny "podchoinkowy"), pomyślałam więc, że może coś około kulinarnego? Czemu nie!
Chciałam też od razu zaznaczyć, że nie będzie to typowy przewodnik po prezentach w stylu kup perfumy, biżuterię, sweter, odtwarzacz mp3 czy wełniane skarpety lub szalik. Choć to oczywiście też może być świetnym pomysłem, dla jakiejś konkretnej osoby i ja np. przyjęłabym takie mięciutkie, ciepłe skarpety czy kaszmirowy szalik, z wdzięcznością!
To jednak mój subiektywny przewodnik, może troszkę niesztampowy, to propozycje tego co próbowałam, używam, co mam w domu, z czego ja jestem zadowolona, czy co sama mile bym widziała pod choinką. A co może spodobać się, być inspiracją w poszukiwaniu, tworzeniu, unikalnych prezentów gwiazdkowych. Mam nadzieję, że przyniesie Wam trochę inspiracji.


1. Rondelki miedziane.
W wielu francuskich filmach, w których akcja dzieje się w kuchni, czy kiedy ogląda się francuskiego kucharza, udzielającego wywiadu w kuchni swojej restauracji, nie wspominając o ścianie z rondlami w kuchni Julii Child (ona to miała kolekcję miedzianych rondli!), w tle zawsze gdzieś pojawią się miedziane garnki i rondelki.
To piękne naczynia z tradycją. Wciąż pamiętam scenę z książki "Białe trufle", w której Escoffier wykłada na blat w kuchni swoje wszystkie miedziane rondle i garnki i pieczołowicie poleruje je solą i cytryną. Te staromodne w formie rondelki są jakąś przepustką do trochę zapomnianego świata i dodają nieco blasku we współczesnym, codziennym gotowaniu.
Myślę, że dla kogoś kto kocha gotować, spędzać czas w kuchni, taki drobiazg w postaci miedzianego rondelka będzie niezwykle mile widzianym, wysmakowanym podarunkiem.
Oba rondelki kupiłam w Tkmaxx, trzeba tam co jakiś czas zaglądać, jeśli już się pojawiają znikają dość szybko, ale są w naprawdę dobrej cenie, ok. 40 zł.


2. Solidne patelnie na lata
Żeliwna, nieemaliowana (100% żeliwa) oraz francuskie patelnie De Buyer: Carbone Plus, lekka i szybko się rozgrzewająca, ze stali węglowej lub ciężka i solidna Carbone Plus II.
To trzy zupełnie różne rodzaje patelni, każdej używam od dawna, z każdej jestem zadowolona i wiem, że starczą na jeszcze długie lata, a żeliwna jest produktem dożywotnim, to patelnia nie do zdarcia.
Na żeliwnej wychodzi najlepsza jajecznica (sprawdziłam na różnych patelniach), można na niej upiec chleb (nie ma limitu temp., można ją nawet zabrać na biwak na jeziorem i wsadzić w ognisko), podsmażyć i od razu zapiec piersi kaczki, czy podsmażyć owoce i zapiec pod kruszonką.
Patelnia Carbone Plus jest leciutka, rozgrzewa się bardzo szybko, jest świetna do stir-fry'ów. obsmażania mięsa czy szybkiego podsmażenia warzyw. W dużym rozmiarze może zastąpić wok. Ciężka i gruba Carbone Plus II to mój faworyt jeśli chodzi o smażenie naleśników. Nikt mi nie wierzy, że na stalowej patelni smażę naleśniki bez tłuszczu. Dopóki tego nie zademonstruję. Świetna również do smażenia ryb, kotletów, plastrów bakłażana, podsmażania mięsa na gulasz, uniwersalna. Po półrocznym używaniu, namówiłam na jej zakup Babcię, dziś twierdzi, że to najlepsza patelnia jaką ma.
Patelnia żeliwną kupiłam w Tkmaxx (na Allegro taką samą, 24 cm, można kupić już za ok. 35 zł ), patelnie ze stali węglowej kupiłam tutaj i tutaj, ze stali niebieskiej tutaj . Należy pamiętać, że patelnie ze stali węglowej trzeba wcześniej odpowiednio zaimpregnować, to niezwykle ważne (instrukcja znajduje się na stronie producenta, firmy De Buyer lub przy każdej patelni) oraz to, że w miarę używania patelnie ciemnieją i wypalają się, co jest naturalnym i pożądanym procesem. Patelnię żeliwną trzeba od czasu do czasu zaimpregnować olejem (o wysokiej temp. dymienia) wypiekając ją w piekarniku.


3. Sukulenty, czyli bezproblemowe piękności.
Miłośników sukulentów ucieszy każdy wyjątkowy okaz, którego jeszcze nie mają (ja np. bym z chęcią przywitała nowy, maleńki okaz). To niezwykle proste w utrzymaniu, a jednocześnie niezwykle wdzięczne rośliny. Nie potrzebują wiele, trudno je "zasuszyć", wyglądają cudnie, a odmian jest tyle, że można dostać zawrotu głowy. To świetny prezent dla kogoś kto już je hoduje, ale i dla osoby, która chce mieć rośliny w domu, ale nie wymagające zbyt dużo uwagi i nie specjalnie kapryśne. Sukulenty idealnie spełniają te warunki.


4. Ulubiony film lub serial na DVD.
Coś co jest takim czyimś "evergreenem", do czego dana osoba często będzie wracać np. film/ filmy jego ulubionego reżysera. Lub po prostu klasyka gatunku.
Mi np., dużą przyjemność sprawiłoby znalezienie pod choinką serialu "Pit bull" Patryka Vegi.
Świetny serial, tak swoją drogą, świetny.



5. Szeroko rozumiane prezenty jadalne i kulinarne. 
Tu można naprawdę poszaleć i podarować coś wyjątkowego, o wyjątkowej jakości: małą puszeczkę najlepszej herbaty, dobry ocet balsamiczny czy szlachetną sól.
Przykład zestawów jakie przychodzą mi do głowy:
❆Słoiczek konfitury własnej roboty (jeśli takowe robimy oczywiście, to tylko przykład) + ulubiony gatunek herbaty i zaparzacz do herbaty.
❆Ulubiony gatunek herbaty (jeśli nie wiemy jaki, trzeba delikwenta subtelnie wybadać w tym temacie) + japoński, żeliwny czajniczek do herbaty (podarowałam taki, w zeszłym roku, mojej Mamie, widziałam jak bardzo podobał jej się taki w japońskiej restauracji. Taki czajniczek bardzo długo utrzymuje ciepło herbaty) lub zamiast czajniczka, porcelanowa filiżanka lub czarka do herbaty (w tej kwestii patrz punkt 6, jeśli osoba obdarowana dodatkowo lubi vintage)
❆Słoiczek różowej soli himalajskiej (czy np. pudełeczko soli Maldon, klasycznej lub wędzonej) + garść lasek wanilii burbońskiej. Co jak co, ale prawdziwa wanilia i dobra sól przyda się w kuchni zawsze. Sól himalajska sprzedawana jest w bardzo dużych, plastikowych, niezbyt atrakcyjnych torebkach lub pojemnikach, wystarczy przesypać ją do ładnego słoiczka, starczy nawet na więcej niż jeden prezent.
❆Dobry, kilkuletni ocet balsamiczny + mała buteleczka dobrej oliwy z oliwek. Połączenie doskonałe kiedy dodać do tego dobry chleb, do maczania w oliwie i occie.
❆Ręcznie robiona, wysokiej jakości czekolada + np. domowej roboty pierniczki lub piernik.
Bardzo polecam czekolady z Manufaktury Czekolady. Do dziś nie mogę zapomnieć smaku 60% mleko i wanilia, 70% kwiat soli morskiej oraz tej z prażonymi migdałami i kwiatem soli.
Te czekolady są doskonałe i naprawdę jakby trywialnie to nie zabrzmiało, ich smak jest niezwykły i niezapomniany.
❆Ekstrakt z gorzkich migdałów. Prawdziwy, rasowy, dający intensywny zapach migdałów. Świetny do ciast i deserów, można awaryjnie zastąpić nim amaretto w tiramisu, a kilka kropli dodanych do cappuccino czy espresso zamienia picie tych kaw w zupełnie nowe doznanie.





6. Vintage i retro.
Jeśli osoba dla której szukasz prezentu lubi rzeczy niebanalne, unikatowe, nie masowe, piękne i nie współczesne (po prostu vintage), a do tego interesuje się sztuką kulinarną, lub po prostu lubi piękne sztućce czy woli retro filiżanki do kawy, to czas wybrać się na łowy. Jeśli mieszkasz zagranicą, tego typu przedmioty znajdziesz w rozlicznych sklepach typu "charity shop" czy specjalnych bazarach organizowanych cyklicznie w większych miastach (np. The Dublin Flea Market czy Pure Vintage, w Dublinie). W Polsce brak takich sklepów, ale w każdym większym mieście znajdzie się targ, bazar, skwer, na którym można znaleźć takie rzeczy, w Warszawie będzie to stadion Olimpii czy ew. bazar na Kole (choć jest tam bardzo drogo, i handlują tam starzy wyjadacze) w Krakowie bazar pod Halą Targową. Online warto szperać na Allegro lub zajrzeć np. do Nihil Novi, do Marty, która wybiera same perełki, z dolnośląskich targowisk czy na Wysoki Połysk, do Emilii, gdzie można znaleźć już wyszukane linki do aukcji internetowych.
W tym zakresie, czyli vintage, mieści się nie tylko porcelana czy sztućce. Może to być stare, antykwaryczne, wydanie ulubionej powieści, starej książki kucharskiej czy albumu z fotografiami, pierwsze wydanie ulubionych bajek lub opowiadań z dzieciństwa, książka o historii wyścigów Formuły I, książka z rycinami i opisami ziół,  może retro aparat fotograficzny (np. znana wszystkim Smiena jest przyjemnym i naprawdę niedrogim pomysłem), kryształowa karafka na nalewkę czy krzesło z lat 70-tych, płyta winylowa, adapter czy rzutnik do slajdów. Pomysłów na pewno nie zabraknie.








7. Włoska kawiarka, dla wielbicieli dobrej kawy.
Najbardziej rozpoznawalna na świecie, klasyczna kawiarka Bialetti. Najprostsza w obsłudze, funkcjonalna, niedroga i chyba niezniszczalna. Do kupienia naprawdę wszędzie online i w dobrze zaopatrzonych sklepach stacjonarnych z akcesoriami kuchennymi.
Prawdziwa włoska kawa w kilka minut. Moja ma pojemność trzech espresso, co daje jedno większe cappuccino lub dwie małe filiżanki cappuccino.



8. Naczynia Emalia Olkusz.
Choć tak naprawdę to nie wiem czy nie strzelam sobie tym pomysłem w kolano, gdyż Emalia Olkusz ogłosiła upadłość i zakup ich wyrobów będzie przypominał polowanie.
Ale.
Ale wciąż można dostać sporo ich rzeczy online, a najlepiej szukać ich w sklepach... Społem. Tak.
To piękne garnuszki, rondle i imbryki, które odchodzą w zapomnienie, warto więc szukać
Jednocześnie przykro mi, kiedy widzę tu w Irlandii, w Wielkiej Brytanii, i Stanach też, istny szał na emalię! Wystarczy zerknąć do sklepu Leila LindholmRiessFalcon, to powinno dać obraz tego jak emalia jest popularna, albo zerknąć na strony restauracji, bistro, kawiarni, czy zagranicznych blogów kulinarnych. 
Olkusz produkował rzeczy w podobnym stylu, świetnej jakości i za ułamek ceny powyższych marek. Bardzo szkoda, że zabrakło dobrej promocji tych produktów, bo sprzedawałyby się jak ciepłe bułeczki! Wiem to, bo w irlandzkich kawiarniach jest często zwyczaj zakładania mini-sklepiku, taki kącik gdzie można kupić różne rzeczy, syropy, czekolady, talerze, kubeczki czy właśnie emaliowane naczynia. W jednej z takich kawiarni podeszłam do kredensu, gdzie stały śliczne emaliowane miski i rondelki. Obejrzałam je i ku mojemu zaskoczeniu była to Emalia Olkusz. Jeszcze raz, szkoda.

Więc jeśli macie osobę, które lubuje się w tego typu naczyniach i wzornictwie, upolujecie dla niej coś z Olkusza, to będzie naprawdę zacny upominek. Tym bardziej, że ceny naprawdę sprzyjające, w zależności od sklepu, mogą się znacznie różnić co do tego samego produktu, rondelek można kupić za ok. 30zł, kubeczek - kilka-kilkanaście złotych,  mały garnuszek ok. 16-20 zł. Najwięcej naczyń Olkusza znajdywałam zupełnie przypadkiem, przechodząc koło jakiegoś zapomnianego, "zapyziałego", zupełnie na uboczu i-na-pewno-nie-ma-po-co-tam-wchodzić sklepu Społem. Teraz, jeśli na taki trafiam, zawsze zaglądam!




9. Deski od Jarka Berdaka z I Love Nature.
Z Jarkiem zaczęliśmy dyskutować o drewnie, online, ponad rok temu.
O drewnie, o deskach, o wzorach desek, o starym drewnie, o strukturze desek, męczyłam go niezliczonymi pytaniami. Najpierw oczywiście kupiłam pierwszą deskę. Była lekka i gładka, wypolerowana jak masło. Potem kolejną, malutką, z drewna z 1887r. I wsiąkłam.
Bo Jarek robi piękne rzeczy, ma w sobie miłość do drewna, a jeśli zajrzycie na jego stronę i zobaczycie jego warsztat i narzędzia pracy, to zrozumiecie skąd to wszystko się bierze.
Nawet narzędzia u niego wyglądają pięknie, wiele z nich jest starych, odziedziczonych, zniszczonych, przepięknych. Spod tego i jego rąk wychodzą wycyzelowane deski, łyżki, miski, miseczki, patery, wałki, nożyki, moździerze... Z drewna czereśniowego, jesionu, dębu, orzecha włoskiego, drewna egzotycznego, klonu.
Po roku w końcu nadarzyła się okazja, żeby się spotkać, Jarek przywiózł mi deskę ze starego jesionu, z pięknego kawałka, którego długo dla mnie szukał i który potem długo u niego czekał, aż zdecyduję się na wzór deski. Wyszła przepięknie, majestatycznie. Prosiłam o nie opalanie, o jak najbardziej surowy wygląd. Rozmawialiśmy chwilę, a potem okazało się, że to minęły godziny rozmów, znów o drewnie, o tym jakim olejem impregnować, że te ślady to nie opalanie, to ślady piły którym drewno było cięte, jak i czym postarzać, a potem jeszcze o chlebie i jedzeniu i życiu.
Jeśli szukacie pięknych przedmiotów kuchennych z drewna, w I Love Nature na pewno znajdziecie coś dla siebie. Choćby na początek małą miseczkę z czereśni amerykańskiej, która pachnie jak... wędzone śliwki. A to dla mnie zapach  wigilijnego kompotu z suszu.




10. Aparat Fuji Instax Mini. 
Kiedy kupowałam ten aparat, nie sądziłam, że tak bardzo mi się spodoba.
Ale zaczęłam nim robić zdjęcia i zupełnie wsiąkłam. Szczególnie kiedy zaczęłam się bawić światłem, cieniem i okazało się, że można zrobić nim naprawdę interesujące rzeczy.
Zdjęcie można zobaczyć od razu, co jest przyjemne kiedy pokazujesz Dziadkom lub dzieciom, jak wybarwia się i powoli pokazuje obrazek. Masa radości.
Wożę go ze sobą, gdziekolwiek jadę na dłużej, jest malutki, lekki, poręczny, to chyba najlepsza rekomendacja. Jeśli lubicie fotografię natychmiastową i takie trochę inne, trochę niedoskonałe zdjęcia, to świetny pomysł na prezent. Jest sporo nowych, droższych modeli, dostępnych już nawet w każdym Empiku. Ja kupiłam najtańszy, starszy model "bez bajerów" i taki się, jak na razie, sprawdza.


11. Bon na...
W czasach kiedy za pieniądze da się kupić wszystko, są jednak rzeczy, których wartość przewyższa ich cenę rynkową. Ten prezent jest wyjątkowy, możecie wypełnić go czym chcecie, w pełni go spersonalizować, w zależności od osoby, dla której ma być przeznaczony.
Pomyślmy...
Masz znajomych z dzieckiem, którzy chcą wyjść do kina czy na kolację, ale nie mają z kim zostawić dziecka? A może Twoja przyjaciółka jest samotną matką i potrzebuje kilku godzin dla siebie? Z radością przyjmą prezent w postaci zaopiekowania się ich latoroślą przez popołudnie czy wieczór.
I oto gotowy jest BON na Zaopiekowanie się ...(tu wpisać imię małego delikwenta, można też wkleić w taki karnecik jego mini zdjęcie, dolepić zdjęcie wyciętego np. z czasopisma balonika czy osiołka czy karuzeli itp., tworząc kolaż. No wiecie już o co chodzi) w godzinach ... 
A może potrafisz coś, co ktoś z Twoich przyjaciół bardzo chciałby się nauczyć lub coś możesz dla niego zrobić? Robisz na drutach, pieczesz chleby, grasz na gitarze, a może i śpiewasz, świetnie gotujesz?
Możesz nauczyć robić na drutach, albo podarować bon na wymarzony szalik czy czapkę (o, ja marzę o czymś takim!). Możesz podarować bon na zagranie i zaśpiewanie na np. czyichś urodzinach. Możesz podarować bon na przygotowaną przez siebie kolację (innymi słowy będziesz czyimś osobistym szefem kuchni, na jeden wieczór) czy naukę pieczenia chleba.
Twoi znajomi mają psa/ kota, czasem wyjeżdżają na weekend czy służbowo i szukają opieki nad nim, a Ty nie masz nic przeciwko, żeby przez dzień czy dwa przyjąć ich kudłacza do siebie?
Fotografujesz? Twoi znajomi lubią Twoje zdjęcia, czasem wyrażają chęć ich posiadania? Voila, bon na wybrane zdjęcie w dowolnym formacie wydaje się być świetnym pomysłem. Czy bon na rodzinną/ dziecięcą sesję fotograficzną, wiem, z doświadczenia, że taki prezent sprawia obdarowanym ogromną radość.

Jeśli tylko pomyślicie o konkretnej osobie na pewno od razu znajdziecie dla niej odpowiedni pomysł na taki prezentowy BON. Żywy prezent, to bardzo fajna sprawa jest!
Talon na balon, to również świetna nazwa, o ile rzeczywiście podarujecie komuś lot balonem ;)

*Ostatnim pomysłem na prezent, którego nie ma na żadnym zdjęciu, jesteście Wy sami.
Tak, Wy.
Dla tych, którzy Was kochają, potrzebują. Może widują Was za rzadko?
Niech Wasza obecność będzie takim prezentem dla Babci, Dziadka, kogoś, kto może łaknie Waszego głosu, uśmiechu, uścisku. Może ta samotna staruszka, sąsiadka, która nie ma żadnej rodziny, odzyska blask w oczach kiedy, od czasu do czasu, odwiedzicie ją z kawałkiem ciasta (czy pytaniem czy nie trzeba jej czegoś przynieść ze sklepu, a może z apteki) ze swoimi dziećmi, a ona będzie mogła poczuć się troszkę jak Babcia, rozpylając tę babciną czułość, którą tylko takie staruszki w sobie mają. Może potrzebuje tylko rozmowy, kontaktu z drugim człowiekiem,  bo całe dnie siedzi sama. Czasem wystarczy się rozejrzeć.

Bo myślę sobie, że podarunki mogą mieć różny wymiar.
Czasem ten co obdarowuje, dostaje coś, czego sam się nie spodziewa.
I nie da się tego owinąć we wstążeczkę.

Niech te Święta będą dla Was najpiękniejsze, a podarki, nie ważne jakie, niech zawsze płyną z serca.

22 komentarze:

tequilagotuje.com pisze...

Rondelki i rzeczy retro kompletnie skradły moje serce <3

Ptasio pisze...

a czy w tych rondelkach da się gotować na indukcji?

Gwinoic pisze...

Ucieszyłabym się z każdego zaprezentowanego prezentu :D

Kasia Pohl pisze...

Patrycjo Ty jestes naprawde dobrym czlowiekiem!:)
To dzisiaj rzadkosc...
Kasia

theobrominum-overdose pisze...

Oooo tak, czekolady z Manufaktury to super prezent! :)

Agnieszka pisze...

Wspaniala lista. Dziekuje za info o patelniach - wlasnie szukam jakiejs dobrej, bo moja juz ledwo zipie.

Agnieszka pisze...

Kasia, kilka komentarzy wyżej, napisała wielką prawdę, jesteś Patrycjo niesłychanie cieplą i mądrą Kobietą, w dodatku masz ogromne serce. ze wszystkich slów z dzisiejszego postu, najbardziej zapamietam jego koncówkę i przesłanie o którym tak czesto zapominamy...,I wow, nie wiem czy kiedykowiek spotkałam kogos tak pozytywnie szurnietego na tematy kulinarne i około kulinarne, czytać Twoje wpisy to prawdziwa przyjemność i uczta sama w sobie.Dziekuję, że tu jestes i nadal piszesz, i chyba moim najwiekszym zyczeniem jest, aby tak pozostało :)

ściskam!

Agnieszka pisze...

PS z listy wybieram patelnię Carbone Plus II , dziekuje za info:)

Aurora pisze...

Chyba nie ma piękneijszego prezentu nad ten służacy największej przyjemności, czyli jedzeniu :D

Zulu k pisze...

Co za cuda ! Zachorowałam na wszystko, co pokazano w tym poście :D Piękności !

Waniliowa Chmurka pisze...

Mój typ to ostatni pomysł:)!

Pozdrowienia ciepłe

Marta K pisze...

Ten aparat wydaje się być bardzo ciekawy !! ;)

Praline pisze...

Będę czytać ten most na okrągło. Przez cały rok.

Chcę wszystko!

Wioleta pisze...

a gdybym chciała podarować ten cudny czajnik żeliwny? to gdzie go znajdę?

mimi pisze...

Patrycjo,

Cały post przeczytałam z zaciekawieniem, ale końcówka...chyba tylko emigranci potrafią tak pisać...
Jadę na Święta do rodziny, tym razem się udało (ostatnie 3 święta spędzaliśmy osobno) i z każdym dniem moje oczekiwania względem tych Świąt rosną, zaczynam się obawiać, że przeżyję wielkie rozczarowanie. i znów będzie nie tak...

pozdrawiam Cię serdecznie, będę się niebawem na @ odzywać

Patrycja pisze...

Agnieszka (onmymind), Kasia Pohl,
Dziewczyny, zawstydziłyście mnie. I nie wiem co powiedzieć, jest mi niezmiernie miło i ciepło na sercu... Dziękuję pięknie i ściskam ciepło! :)

Agnieszka (From R'dam with love),
Po tak długim czasie używania (moim i Babci), mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie zawiedziesz się na tej patelni.
A jeśli tak, no cóż, to posypię sobie głowę popiołem ;-)

Mimi,
Zupełnie co innego miałam na myśli i nie ma to nic wspólnego z emigracją. Chodziło mi o oddalenie (nie to liczone w km), w tym zwariowanym, zabieganym świecie. O atencję jaką okazujemy na co dzień tym, których mamy na wyciągnięcie ręki lub może parę kroków dalej.I że warto się rozejrzeć wokół siebie;) Jeśli mogę coś powiedzieć apropos tego co napisałaś o oczekiwaniach, nie chcę się mądrzyć... ale może lepiej wyłączyć oczekiwania, po prostu być i cieszyć się każdą błahą chwilą, nawet obieraniem warzyw na sałatkę. Wszystkiego dobrego, ciepłych Świąt! :)

Ptasio,

Niestety nie mam bladego pojęcia, nie miałam nigdy do czynienia z kuchnią indukcyjną, stąd nie sprawdzam takich informacji, kiedy kupuję garnki. Ale do każdego rondelka jest dołączona mini-książeczka, tam powinno być wszystko napisane. Tak mi się wydaje przynajmniej ;)

Praline,
Bardzo mi miło, zapraszam! ;)

Wioleta,
Jeśli dobrze pamiętam, kupiłam go na garneczki.pl. O, tutaj są wszystkie czajniczki żeliwne: http://www.garneczki.pl/produkty/czajniki-zeliwne,387.


Dziewczęta ;-), dziękuję za wszystkie komentarze i pozdrawiam!

beatakoz pisze...

Super lista ! Przemyślana i stworzona z sercem! Takiej listy nie znajdzie się w żadnym czasopiśmie i portalu prezentowym! Dziękuję!

Co ciekawe, prawie wszystko z tej listy chciałabym dostać, a podobno trudno mi jest kupić prezent;) Napisałam "prawie", bo niektóre rzeczy z tej listy już mam. Raz jeszcze dziękuję za chwilę przyjemności, którą miałam czytając ten post.

Katarzyna. pisze...

Czy mogłabym liczyć na Twoją radę w kwestii prezentu w postaci noża lub zestawu noży o charakterze uniwersalnym?:)

Twoja lista niezwykle przypadła mi do gustu!
Pozdrawiam,
Katarzyna

Adelinkowo pisze...

Miły post taki właśnie świąteczny. Jedna rzecz , ktora mnie zasmuciła to upadłość Emalii Olkusz. Wielka szkoda, bo uwielbiałam ich garnki...Szkoda.

hothog pisze...

Daruj nieeleganckie drążenie w technikaliach, ale jestem tylko facetem.
Piszesz, że ta lekka patelnia to Carbone Plus. Wydłubałem na stronie producenta, że Carbone Plus od Carbone Plus II różni się w zasadzie tylko wentylowaną rączką. Może to Lyonesse z niebieskiej stali? (ona niestety nie jest zalecana do indukcji :(

I pytanie nr 2 - czy na Carbone Plus II da się zrobić dobrą jajecznicę? Natknąłem się w sieci na opinię, że nadaje się tylko do smażenia na wysokim ogniu i do jajecznicy lepsza jest Lyonesse.

Aha, nie dlatego pytam o jajecznicę, że nie umiem gotować nic innego ;)

Andzik pisze...

Piękny tekst Patrycjo i bardzo wzruszająca końcówka:)

Patrycja pisze...

hothog,
Tak, ta ze stali niebieskiej to Lyonesse, już dodałam link ;)
Tak, na Carbone Plus II da się zrobić bardzo dobrą jajecznicę! Choć moim faworytem do jajecznicy jest patelnia żeliwna, ale u Dziadków robię na Carbone plus, wychodzi świetna! Na Lyonesse, szczerze mówiąc, nigdy nie robiłam jajecznicy, wolę od niej cięższe, dłużej się nagrzewające patelnie.
Pozdrawiam i przepraszam za tak późne odpisanie, zupełnie umknął mi Twój komentarz :(