2010/05/06

Rabarbar. Kompot.





Rabarbar. Niepozorny i bardzo retro, trochę zapomniany i znów modny.
Pokrojony uwalnia zapach lata, kwaskowy, rześki i upalny.
Smak dzieciństwa. Rabarbarowy kompot.
Obok rabarbaru rosły krzaki czarnej i białej porzeczki. Oraz agrest. Zielony, przejrzysty, słodki. Czy ktoś jeszcze pamięta te małe, włochate kuleczki? Zjadałam je prosto z kolczastego krzaka, niewiele większego ode mnie. Podrapane ręce i kolana mówiły same za siebie - na tym krzaku rosną pyszności. W ogrodzie mojego dzieciństwa już dawno nie rośną agrest, porzeczki ani rabarbar, a ja gotuję kompot i czekając na lato czuję smak tamtego lata...







Kompot rabarbarowy
(przepis zgodny z KPP oraz MM)
1 pęczek rabarbaru ok. 550g
szczypta kurkumy
syrop/ nektar z agawy, fruktoza, jasny miód o delikatnym smaku (lub cukier)
2 szczypty cynamonu
3 goździki

Do 2,5l wrzątku dodać cynamon, po chwili goździki.
Dodać odrobinkę soli i pokrojony rabarbar.
Dodać kurkumę i gotować ok. 20min.
Zdjąć z ognia, posłodzić do smaku i odstawić do ostygnięcia.
Przecedzić przez gęste sito i przelać do dzbanka.

Smacznego!



26 komentarzy:

majana pisze...

Uwielbiam kompot z rabarbaru.
A u mnie jeszcze rabarbaru nie widać:(

Delie pisze...

Dzisiejszy?:)
Jakie piękne i eteryczne te zdjęcia. Lubię ten odcień różu.
I chyba sobie ugotuję w weekend taki kompot.

Ewelina pisze...

Uwielbiam kompot z rabarbaru, ten jego niepowtarzalny smak i blado różowy kolor.

Ewa pisze...

Lubię rabarbar. A przede wszystkim placek drożdżowy z rabarbarem i właśnie kompot z rabarbaru. I lubię agrest, który jest również smakiem mojego dzieciństwa ;) Zrywany w ogrodach dziadków, włochaty i najlepszy na świecie. Ostatnio taki agrest miałam szczęście jeść w gospodarstwie agroturystycznym na końcu świata (Podkarpackie ;), a potem piłam nalewkę z tegoż słodkiego agrestu. Uczta dla podniebienia ;)
Piękne zdjęcia w dzisiejszym poście!

Gospodarna narzeczona pisze...

A ja tam lubię pogryzać łodygi w cukrze i niestraszne mi szczawiany.

Goś pisze...

Mój Tata wspomina kompot rabarbarowy i to właśnie tylko w taki sposób jest w stanie 'strawić' rabarbar ;-)

Też bym wypiła. Piękny ma kolor.

Paula pisze...

kolor jest cudny, taki pastelowo-sielankowy :) taki pyszny...

poswix pisze...

Muszę przyznać, że kompot z rabarbaru to jedno z najgorszych wspomnień mojego dzieciństwa. Moja rodzina 'pije' go z absolutnie wszystkimi farfoclami, kawałkami i fragmentami rabarbaru jaki znalazł się w nim z tutułu gotowania. Smaku nie pamiętam, ale wszelkie 'kartofelki' i owszem. Jest to najwyższa pora by się przełamać i zrobić kompot po swojemu. Szczególnie zastosuję się do zalecenia "Przecedzić przez gęste sito". Mam nadzieję, że wtedy się w nim zakocham. :-) Szczególnie, że Twój wygląda tak apetycznie i ślicznie. :-)

agatek ♪ pisze...

Rabarbar jest retro i kompot jest retro.
a agrest pamiętam doskonale i uwielbiam

asieja pisze...

rabarbarowy kompot to jeden z tych najcudowniejszych smaków dzieciństwa.

Ewa pisze...

A w ogrodzie mojego dziecinstwa rosnie nadal agrest. I rabarbar, maliny, poziomki, truskawki... Czekaja teraz na kolejne pokolenie :)

Raarbarowy kompot jest moim ulubionym.

ptasia pisze...

Rzeczywiście, to napój retro. Twoje zdjęcia b. w klimacie. Ale powiedz, czemu kurkuma?

Lula Lu pisze...

Fantastyczny! Zrobię jutro do obiadu :)

Patrycja pisze...

Dziękuję za miłe słowa, kolor tego kompotu rzeczywiście jest taki...relaksujący. Jak i jego smak. Jednak rabarbar nie tak zupełnie odszedł do lamusa, skoro wciąż tyle osób go lubi i pamięta:)


Ptasiu,
Odrobina kurkumy aby kompot był zgodny z Kuchnią Pięciu Przemian. Można dodać trochę wrzątku, ale ja wolę kurkumę, ona dobrze się komponuje z napojami, jakby podkręca smak (nie zmieniając smaku, jest niewyczuwalna w małej ilości).

Ewo,
Zazdroszczę tych owoców w ogrodzie:) W ogrodzie mojego dzieciństwa są jeszcze poziomki, wiśnie, jabłka, wszelakie warzywa. Ale agrestu, rabarbaru i porzeczek już niestety nie ma...

Poświx,
Aż trudno mi uwierzyć, musisz koniecznie ugotować sobie taki kompot, przecedzić go dokładnie (można dodatkowo wyłożyć sito gazą) i szybko zatrzeć to niemiłe wspomnienie. Bo taki kompot to czysta przyjemność:)

Delie,
Tak:) Choć dziś to on już jest "wczorajszy";-)
Na pewno nie pożałujesz, smakuje latem i słońcem...

Ewo,
Nalewka z agrestu? To musi być przepyszne!:)


Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

lisiczka_bez_kitki pisze...

Piękne zdjęcia. I podoba mi się, że rabarbar jest... retro :)
Pozdrowienia mocne!

Patrycja pisze...

Oo, Lisiczko!
Myślałam o Tobie wczoraj, że już czas jakiś nie miałam od Ciebie wieści, miałam pisać, a tu taka niespodzianka:)
Wspaniale, mam nadzieję, że to zapowiedź powrotu do blogowania:)

Pozdrawiam Cię!

Kemotka pisze...

Mmmm, ale piękne zdjęcia (choć to żadna nowość- zawsze są piękne). I mam podobne odczucia do Twoich. Rabarbar jest retro, rabarbar to smak moich dziecięcych letnich dni. Prawie każdego letniego dnia mama gotowała taki kompot, zawsze z niecierpliwością czekałam i wpatrywałam się w rabarbarowy kompot stygnący na parapecie okiennego okna (jako dziecko w ogóle uwielbiałam kompoty, zresztą w dzieciństwie byłam mało wybrednym dzieckiem-lubiłam prawie wszystko). Rabarbar mnie pociąga. Rabarbar mnie intryguje. Samo brzmienie słowa "rabarbar" jest niesamowite i ... wywołuje u mnie dreszcze (jestem miłośniczką pięknie brzmiących słów i do takich zaliczam rabarbar). A agrest?To kolejny smak letnich dni. Gdy byłam mała mieliśmy kilka kroków od bloku uroczą działkę. Hodowaliśmy na niej rozmaite ozdobne kwiaty (do dziś pamiętam zapach działkowych konwalii, niesamowity kolor peonii, śmiejące się niezapominajki, wspinające się po płocie pachnące groszki), a także warzywa (pomidory, fasolkę, marchewkę, pietruszkę, ogórki, a czasem cukinię). Mieliśmy na działce drzewka i krzewy owocowe. Do dziś gdy widzę na targu porzeczki łezka kręci mi się w oku w tęsknocie za dzieciństwem. Jesienią zbieraliśmy dorodne śliwki, a latem objadaliśmy się papierówkami (co druga papierówka z naszego ogrodu była robaczywa). Dbaliśmy o kapryśną morelę, której gałązki czasem łamały się pod ciężarem owoców (i to JAKICH owoców!), a czasem nie miały ich wcale... Oczywiście na działce mieliśmy też agrest! Co za smak! Co roku nie mogłam się go doczekać i wyjadałam go za wcześnie, gdy był jeszcze szczypiący kwaskowatym smakiem w język. Gdy dojrzał był słodziutki i miał niezapomniany dla mnie smak. Nie lubiłam tylko jego szorstkiej skórki. Czasem ją wypluwałam ;)
Ta działka to w ogóle miejsce moje dzieciństwa. Nigdzie indziej nie spędziłam tyle czasu,co na niej. Pamiętam, że gdy żyła jeszcze moja babcia mieliśmy na niej kury i prawdziwie ekologiczne jajka. Siostra kiedyś z wizyty we Francji przywiozła mi kalendarz, na okładce jego były rozmaite pytania na które jako właścicielka musiałam udzielić odpowiedzi. Jednym z nich było: "Jaki jest Twój największy sukces?", ja wpisałam: "Złapać kurę". ;) Pamiętam, że moim marzeniem niegdyś była umiejętność łapania kur, babcia mnie tego uczyła i gdy wreszcie mi się udało byłam w niebo wzięta. Do dziś ta historyjka jest rodzinną anegdotką.

Kemotka pisze...

P.S. Jeśli Cię zanudziłam to przepraszam .

amarantka pisze...

Agrest :) zmora mojego dzieciństwa... bo nadchodził taki czas, kiedy trzeba było usiąść na małym taboreciku przy krzakach agrestu i rwać, rwać, rwać... potem było wielkie agrestu mycie, ogonków obrywanie...
Wtedy tego nie lubiłam, dziś wspominam z rozrzewnieniem.

Ten kompot z kiedyś raczej goździków nie miał... teraz chętnie wypróbuję go w nowej wersji :)

malgorzata pisze...

W ogrodzie mojego dzieciństwa brakuje ukochanych dziadków, ale jest wciąż "ten sam" rabarbar, porzeczki i agrest, o których co roku przypominam mojej małej bratanicy :)

sinnlighet pisze...

Y
e
s

y
e
s

y
e
s

I

l
i
k
e

y
o
u
r

b
l
o
g


Agneta, Sweden

Patrycja pisze...

Kemotko,
Zanudziłaś? A skąd:) Masz wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa, o których z przyjemnością się czyta. Takie wspomnienia to skarb. A fragment z łapaniem kury bezcenny, kiedyś mój Dziadek też hodował kury (więc również mieliśmy jajka), niestety nie miałam szansy nauczyć się ich łapać (nie było potrzeby, kury miały własny "prywatny" ogródek, tuż obok kurnika) więc tym bardziej Cię podziwiam, złapać kurę to nie łatwe zadanie;) Ogród mojego dzieciństwa, również był pełen kwiatów, słoneczników, owoców i warzyw. Ach, wspominam te czasy z rozrzewnieniem:)

Amarantko,
Rzeczywiście, obieranie agrestu z ogonków łatwe nie jest, mnie to jakoś ominęło. Muszę zapytać Babci, czy coś z tego agrestu robiła czy tylko zjadaliśmy go na bieżąco, dawno to było i już nie pamiętam.

Małgorzato,
To wspaniale, że to trwa, mimo braku Tych, którzy ten ogród założyli...

Agneta,
Thank you for your visit and for your kind words:)

Pozdrawiam!

Joanne pisze...

A ja też!! !!ja też!! ja też!!
Uwielbiam rabarbar i tak "na surowo" z cukrem a kompot .. mniam! :)

...i znów czas iść na działkę po nową dostawę;)

Lorka pisze...

rabarbarem zawsze zaczynam sezon owocowy..kompot , ktory uwielbiam i ciasto z rabarbarem.. mniam! piekne zdjeci..az sie osliniłam:)

Atria C. pisze...

Mi zostało jeszcze parę łodyg rabarbaru i już wiem co zrobię!

Co ciekawe u mnie w domu-gdzie jeszcze rośnie i agrest i rabarbar: Babcia nas od rabarbaru odgania bo jeszcze jest mały i "nie urośnie jak teraz zerwiecie":)

Lula Lu pisze...

rabarbar trafił mi się zielony, więc mój kompot ma inny kolor. Zamiast goździków dodałam kawałek imbiru. Wyszedł doskonały. Szkoda tylko, ze nie jest zbyt ciepło, że nie praży słońce, bo właśnie w taką pogodę chciałabym pić ten kompot.