2014/05/31

Majowe migawki z Polski.


Dwa tygodnie w Polsce minęły szybko, dużo za szybko, tak szybko jak nigdy.

Mam wrażenie, że był to mały rollercoaster i mimo najlepszych chęci nie zdołałam spotkać się z każdym kto na to liczył, mam nadzieję nadrobić to następnym razem. W tym całym jednak szaleństwie, jak drobniutki piasek szczelinki, czas wypełniały spotkania, załatwianie pilnych spraw, robienie zdjęć, jeżdżenie rowerem, granie w babinktona (sic!), małe i smaczne chwile.
Każdy pobyt w domu ma inny wymiar, najlepiej widać to na zdjęciach. Emocje wypisane w zmarszczce, spojrzeniu, dobry nastrój, ból, zmęczenie, tęsknota, miłość, nadzieja, radość, fakt, że jedni rosną, inni są coraz starsi...
Coraz więcej prawd też do mnie dociera, a rzeczywistość i upływający czas, coraz dosadniej mi je uświadamiają. I choć od dość dawna wiem co jest najcenniejsze, w co najlepiej inwestować czas i uwagę, to ostatnio coraz silniejszą czuję potrzebę kumulowania czegoś, czego kiedyś nie da się kupić za żadne pieniądze, a za odrobinkę tego oddałoby się całe złoto świata. Dlatego też zamiast pustych rozmów o niczym, miejsc w których być "powinnam", wybieram najpiękniejsze na świecie spracowane dłonie, czas spędzony na rozmowach czy milczeniu, po prostu byciu tu i teraz, słuchaniu, patrzeniu. I mam świadomość, że jak nie można najeść się na zapas, tak i nie można nasycić się chwilą, osobą, ale głęboko wierzę, i czuję, że wiele tych emocji, gestów, obrazów zostaje i utrwala się w środku. Jest kojącą bazą, bogactwem, które zostaje w sercu na zawsze, z którego kiedyś, przyjdzie potrzeba czerpać.

Jeśli jeszcze Was nie zanudziłam swoim filozofowaniem, zapraszam na sporo wiosennych migawek z mojego majowego pobytu w Polsce, z moimi ulubionymi miejscami, smacznymi adresami, pod które zaglądam. Jako podkład muzyczny proponuję tę piosenkę.



Pączki z Pracowni Cukierniczej Zagoździński, podobno najlepsze w Warszawie, podobno kiedyś przychodził na nie sam marszałek Piłsudski. Ale jak mnie poinformował starszy Pan, który wskazał mi drogę, już nie tak dobre, jak wtedy kiedy żyła starsza właścicielka.


W SushiZushi tatar z łososia nadal pierwsza klasa (z tuńczyka też).

Ten cudny piesek, z wełnistą sierścią jak owieczka, tylko wygląda tak dostojnie, w rzeczywistości jest młodszy, tylko to futerko sprawia takie wrażenie. Tak powiedziała jego Pani.


Spotykałam, i fotografowałam, już różne psy, ale ten zrobił na mnie szczególne wrażenie.
Ta suczka była bardzo nieufna, jej Pani powiedziała, że jest wzięta ze schroniska i to dlatego.  Po chwili oswajania i głaskania, zaczęła spoglądać w obiektyw. Tak jakby chciała coś powiedzieć. Kiedy przeglądałam te zdjęcia, nie mogłam zapomnieć tego spojrzenia, tego czegoś w jej oczach, które mówią więcej niż tysiąc słów. Jest w tej suni jakaś tajemnica, jakieś milczenie i ogrom ciepła. Obserwowałam jak odchodzi ze swoją panią, uradowana, merdająca ogonem.
Uśmiechająca się nim, po raz pierwszy..



Drożdżówka peeeeełna masy makowej. Z cukierni Meryk, w przejściu podziemnym metro Ratusz.



Ten widok mi się nigdy nie znudzi. Są w życiu rzeczy ważne i zupełnie nieistotne, a moim największym pragnieniem jest, by patrzeć na te ręce jeszcze dłuugie, dłuuuuugie lata. 

Po lewej gęste i bardzo czekoladowe lody z Werandy (które, miałam wrażenie, zrobione były niemalże z samej roztopionej, gorzkiej czekolady), po prawej bazyliowo-cytrynowe z Limoni (kawowe też bardzo mi smakowały)


Obłędne cold brew z Relaksu. Ta kawa będzie mi się śnić po nocach. Jeśli nie ma, bo akurat się robi, poproście o dripa na lodzie, też pyszny.








Niektórzy to się umieją w życiu ustawić, tylko relaks i relaks.




Obłędna beza kawowa z Werandy, jeśli będziecie w pobliżu naprawdę warto spróbować.
Nalewka malinowa mojej Babci, pachnie jak świeżo rozgniecione maliny - niebo!


Kontrola jakości w lokalu gastronomicznym Warburger, po raz kolejny, przebiegła pomyślnie.
Podoba mi się to, że mają również bułeczki orkiszowe, trzeba tylko zaznaczyć przy składaniu zamówienia.

Żadne tam holendry, mój Dziadek ma najbardziej czadowy rower, bez dwóch zdań!






Śledzie całe, z mleczem - tak jak to się robiło kiedyś. Mniam!


2014/05/22

Chleb bezglutenowy.


Prośby o chleb bezglutenowy pojawiły się już jakiś czas temu, a ostatnio znacznie się nasiliły. Postanowiłam więc opracować przepis na taki chleb.
Kilka lat temu miałam okazję upiec swój pierwszy bezglutenowy chleb, dla osoby, która miała być na tymczasowej diecie eliminującej gluten. Przy okazji wybierania mąk, przyjrzałam się gotowym, paczkowanym chlebom bezglutenowym, miałam też okazję takiego skosztować i moje pierwsze odczucie, było takie, że tego się po prostu nie da jeść, że smakuje to jak sucha, krusząca się gąbka i że na pewno da się to zrobić lepiej. I że ja spróbuję to zrobić tak, by ten chleb był tak dobry jak to tylko możliwe, tak pyszny by chciał go jeść każdy, nie tylko osoby na diecie bezglutenowej.
Chleb wyszedł nadzwyczaj smaczny, ale od tamtej pory nie było potrzeby pieczenia go, aż do czasu gdy prośby o taki przepis zaczęły się powtarzać coraz częściej i częściej.
Podczas eksperymentowania z mąkami/ mieszankami bezglutenowymi w Irlandii i w Polsce zauważyłam ogromne różnice w mąkach i w gotowym wypieku. Dlatego też pokażę jakich produktów użyłam, gdyż wiem już, że zdanie "dodaj 300g mieszanki bezglutenowej" nie gwarantuje sukcesu, czyli pulchnego, wilgotnego, smacznego, nie kruszącego się bochenka, bo mąka mące nie równa.
Postaram się, w miarę możliwości, dodać kolejne przepisy na wypieki bezglutenowe, tymczasem zostawiam Was z przepisem, który nie tylko jest niezwykle łatwy i szybki, ale i po prostu pyszny, co potwierdziły zarówno osoby jedzące i nie jedzące glutenu. Niektóre nawet pielgrzymowały pod piekarnik nie dowierzając, że to co z niego pachnie to nie pizza (sic!), bo nie możliwe, że chleb tak pięknie pachniał. Byłam też łapana za rękę, z rozpaczliwym błaganiem " ja już nie wytrzymam, to taaak pachnie, daj mi tego chleba", podczas gdy chleb się wciąż piekł.
Mam więc nadzieję, że przepis ten spełni Wasze oczekiwania i niech Wam służy na zdrowie!


 Chleb bezglutenowy

Zaczyn:
10g świeżych drożdży
10 łyżek letniej wody
6 łyżek mąki z amarantusa
Wszystkie składniki wymieszać i zostawić w cieple na 3 godz. (można dłużej, na 5-6godz.) alub na noc, 10-12godz. w temp. pokojowej

Ciasto właściwe:
cały zaczyn
410g wody
50 g poppingu z amarantusa
380 g koncentratu mąki wieloziarnistej bezglutenowej
30g mąki z amarantusa
2 łyżeczki soli
1 czubata łyżeczka miodu lub ulubionego syropu
1 łyżka oleju

do posypania: pestki dyni, słonecznika, nasionami siemienia lnianego, czarnuszka, ziarna kminku, wg, uznania olej do posmarowania wyrośniętego chleba

 Do zaczynu dodać wodę, sól, miód, wymieszać. Dodać resztę składników i miksować 2-3min., aż masa stanie się jednolita.
Ciasto przełożyć do lekko natłuszczonej i wyłożonej pergaminem dużej foremki (lub dwóch mniejszych foremek), posypać ulubionymi ziarnami i przyprawami, odstawić do wyrośnięcia.
Wyrośnięty chleb posmarować olejem. Piec: 15min. w 220st.C, następnie ok. 45-50 min w 190st. C.
Pod koniec można dopiekać bez blaszki. Upieczony chleb powinien przy postukaniu od spodu wydawać głuchy odgłos. Studzić na kratce.

 Smacznego!

2014/05/02

Pudding czekoladowo-bananowy z awokado.



Czyli danie z cyklu "awokado wcisnę wszędzie". A potrafię go wcisnąć niemal do każdego posiłku.
Uwielbiam awokado, za smak przede wszystkim, choć świadoma jestem, że kryje się w nim fontanna korzyści dla zdrowia. 

Ale smak, smak jest tu kluczem. 

Dodaję je do wszystkiego: kanapek z pastami strączkowymi czy rybnymi, a nawet do tych na słodko z twarożkiem i dżemem z czarnej porzeczki. Do zielonych sałat z cytrynowym dressingiem. Do ciepłej sałatki z quinoa i pomidorami. Pomyślałam więc: czemu nie dodać go do deseru?
Wyszedł mi aksamitny pudding czekoladowy, na bazie awokado i mleka roślinnego, dodatek bardzo dojrzałego banana dodaje mu lekko karmelowego posmaku. Całość smakuje naprawdę ciekawie, jak żaden czekoladowy mus, który przygotowałam do tej pory. 





Pudding czekoladowo-bananowy z awokado
(porcja dla 3os.)

1 bardzo dojrzałe awokado
1 bardzo dojrzały banan
2 łyżeczki płynnego miodu, ulubionego syropu, ksylitolu lub cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (nie aromatu)
1/2 tabliczki czekolady 70% (50g)
dowolne mleko roślinne


Awokado, banana, ekstrakt z wanilii, 2 łyżeczki dowolnego "dosładzacza", zmiksować w blenderze na mus, z 5 łyżkami mleka roślinnego.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej z 4 łyżkami mleka roślinnego, mieszając trzepaczką balonową.
Rozpuszczoną czekoladę dodać do zmiksowanych owoców, zmiksować do połączenia składników.
Przełożyć do filiżanek, schłodzić kilka godzin w lodówce.

Smacznego!


Analogowy konkurs - wyniki.

Wybrane, analogowe fotografie, powędrują do:

Rozito pisze...Fotografia analogowa to oddech minionej epoki... Epoki kliszy. Uchwycona chwila to zatrzymanie uczuć, zapachów, ludzi których spotkaliśmy. Jest w nich coś lirycznego, eterycznego, tajemniczego...13:18 


Jo pisze...
Za kolory z lekką sepią, fakturę i ziarno, której cyfra nie jest w stanie wydobyć, łagodne światło nadające magię procesu i końcowy efekt często inny od zamierzonego, a jednak zachwycający, za wielokrotną ekspozycję, która nigdzie nie wychodzi taka doskonała i za to, że nawet po zeksanowaniu kliszy i przestawianiu suwaków, i tak nie da się zbyt zmienić ;)17:43 

Proszę o przesłanie mailem (adres na pasku bocznym), linka do wybranej przez Was fotografii (fotografie wybierać można tutaj) oraz adres do wysyłki. Na maile czekam do 6 maja.