Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galway. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galway. Pokaż wszystkie posty

2013/10/20

Moje miejsca w Galway. Ard Bia.


Ze smutkiem obserwuję kawiarnie, w których wszystko wygląda tak samo, sztampowo i nudno, z krzesłami, które są też w kawiarni za rogiem, identycznymi solniczkami i filiżankami do kawy, jedzeniem bez polotu. 
Zupełnie bez życia, bez idei, bez smaku.
Lubię miejsca, które  mają jakiś styl, za którym stoją ludzie z określonym smakiem, preferencjami, w których widać jakąś intencję, energię i kierunek.
Takim miejscem jest Ard Bia, kawiarnia-restauracja w samym sercu Galway.








Lubię tam właściwie wszystko: eklektyczny, wibrujący styl, pyszne jedzenie: świeże, sezonowe, lokalne, atmosferę, przemiłą obsługę, muzykę. To po prostu moje miejsce.
Ard Bia do godzin popołudniowych jest kawiarnią, wieczorem zamienia się w restaurację.
Nie miałam jeszcze okazji być tam wieczorem, na kolacji, ale to co jadłam w dzień czy weekendowy lunch, było zawsze świeże i pyszne.
Uwielbiam ich kanapki, szczególnie tą z pieczoną szynką, irlandzkim serem Gubbeen, chutneyem pomidorowym (robionym na miejscu, można też kupić słoiczek na wynos) zawsze kipiące od świeżej i naprawdę pysznej zieleniny (a w tym temacie jestem wybredna i nie zadowolą mnie przywiędłe i wczorajsze liście sałaty bez smaku): te młode listki buraczków, garście świeżego koperku, tarta marchewka i buraczki, i góra innej zieleniny. Dla osoby takiej jak ja, dla której żadna ilość zielonego do kanapki nie jest straszna, to propozycja idealna.
Taka kanapka starcza mi za obiad i deser (no, chyba, że mowa o kilku kostkach mojej ulubionej, surowej czekolady, którą można tam kupić).
Polecam też ich pyszne zupy, podawane zawsze z pajdą ciemnego chleba i masłem.

Przykładowe dania: smażona makrela z sałatką ziemniaczaną, dressingiem tahini i mieszanką zielonych sałat, libańska zapiekanka z kurczaka z młodymi ziemniakami i coleslawem z czerwonej kapusty, placek ziemniaczany z kozim serem, relishem z buraków i sałatką, "świnia na zielonym": burger wieprzowy z szałwią, z rozmarynowymi ćwiartkami ziemniaków, burakiem, relishem z czerwonej cebuli i mieszanką sałat, dahl z grochu, czerwonej soczewicy, z brazowym basmati, ogórkową raitą i zielonymi warzywami, hummus z pieczonymi warzywami, sałatą i prażonymi ziarnami i chrupiącym chlebem.
Latem w menu mignęły mi jeszcze: wędzony pstrąg z jajkiem w koszulce, duszonym szpinakiem i ziołowym sosem holenderskim na placku ziemniaczanym, grillowane haloumi, ze smażonymi grzybami, jajkiem w koszulce i ziołowym sosem holenderskim na placku ziemniaczanym czy francuskie tosty z gruszką na ciepło, kremowym serkiem i syropem jabłkowym (irlandzki odpowiednik syropu klonowego, można o nim poczytać np. tutaj)
Część menu zmienia się codziennie i co weekend,  jest w czym wybierać.
Na deser kredensik pełen przeróżnych wypieków. Albo surowa czekolada z cukrem kokosowym i lucumą (moja miłość!).
Jest tam też bardzo miły, polski akcent, w postaci zastawy z Bolesławca, co zwraca moją uwagę i cieszy mnie za każdym razem kiedy tam jestem.
Jeśli będziecie w Galway, zajrzyjcie tam koniecznie, to miejsce ze świetną atmosferą, dobrym jedzeniem i niebanalnym wnętrzem.





Te dwa zdjęcia zostały zrobione przez mojego Miłego ♥









Ard Bia at Nimmos
Long Walk, Galway
wi-fi - jest
www | Facebook

2013/07/22

Lato w mieście. Weekendowe migawki.


Piękna pogoda nie opuszcza Wyspy. Pani w perfumerii, z którą rozmawiałam, powiedziała mi, że tak pięknego i upalnego lata nie było tu od 1997r. A pogoda jest naprawdę bajeczna.
I coś w tym chyba jest, bo wszędzie gdzie się nie obejrzę, gdziekolwiek jestem, na targu, w sklepie, kawiarni, parkingu, wszędzie gdzieś unoszą się zachwyty i niedowierzanie nad pogodą. I to "cieszmy się póki trwa, nie ma co narzekać na taki upał".
W taką pogodę miasto kwitnie i troszkę szaleje.
Rzeka turystów i miejscowych, którzy korzystają z tego co daje weekend w mieście, a w weekend zawsze dużo się dzieje. Galway Market, uliczni grajkowie, malarze, kuglarze, pan robiący zwierzątka z balonów, pokazy akrobatów i trylion innych brzęczących atrakcji. 
Jeśli kiedykolwiek zaplanujecie odwiedzić Galway, musicie być tam chociaż w sobotę, wtedy dzieje się najwięcej, coś innego, niezwykłego unosi się w powietrzu.
Gdy zgiełk już mnie zmęczy, udaję się na Eyre Square, pod "moje" drzewo, pogapić się na konary i liście, poobserwować jak płynie tam życie.
To najlepszy odpoczynek, który wlewa we mnie siłę i spokój. Zaczynam rozumieć te rodzinne spacery do lasu, kiedy byłam dzieckiem, moją Mamę opierającą się o brzozy, i ja uwielbiam głaskać ich piękną korę. Drzewa mają w sobie spokój, siłę i piękno, gdziekolwiek jestem, moją uwagę zawsze zwróci piękne drzewo, w środku miejskiej dżungli.

Dobrego tygodnia Wam życzę!


























2013/06/24

Galway Market - targ na świeżym powietrzu.


Targi, bazary, ryneczki - uwielbiam.
To na nich tętni życie, to centrum każdego miasteczka i ważne miejsce na mapie każdego miasta.
W Irlandii niezwykle popularne są Farmers Markets, od maleńkich, z kilkoma stoiskami, gdzie znajdziemy warzywa, owoce, ryby, jajka i pieczywo, po większe, takie jak Galway Market, gdzie można kupić nie tylko świeże warzywa, owoce, kwiaty, miody, przetwory, jajka, ryby, chleb, ciasta, ciasteczka ale i zjeść coś na ciepło, kupić oliwki, sery i oliwę, jest też sporo rękodzieła. 
Ale przede wszystkim świetna atmosfera, mili ludzie. Kiedy już obkupicie się w coś dobrego do jedzenia, możecie zasiąść z tym na trawniku kościoła St. Nicholas, wokół którego odbywa się targ. Spokojnie, nikt Was stamtąd nie wygoni. Możecie też zabrać wszystko ze sobą i przejść kawałek dalej, na Eyre Square, i jeśli pogoda dopisze, poopalać się lub popiknikować na trawie.

Na Galway Market najlepiej wpaść w sobotę, wtedy jest najwięcej wystawców i największy wybór. W sobotę targ rozpoczyna się od wczesnego rana, trwa do późnego popołudnia.
Więcej danych tutaj.