Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowe słodycze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowe słodycze. Pokaż wszystkie posty

2014/02/11

Spersonalizuj swoją czekoladę. Domowe czekoladki z dodatkami.


Jak zamienić zwykłą tabliczkę czekolady w coś wyjątkowego i takiego tylko dla nas? 

Skroić ją na miarę swoich upodobań. 
To bajecznie proste, wystarczy tabliczka czekolady dobrej jakości, o zaw. kakao 70%, roztopić i dodać do niej co dusza zapragnie: uprażone orzechy laskowe, suszone owoce, zmieloną laskę wanilii i mleko w proszku, kardamon i wiórki kokosowe, wodę różaną i pokrojone suszone śliwki, solone orzeszki ziemne i karmel, chilli czy kawę i kardamon. 
Kombinacji jest nieskończenie wiele, a zwykła tabliczka czekolady zamienia się w kilka różnorodnych mini tabliczek. Zajmie to tylko chwilę, nie licząc czasu oczekiwania na stężenie czekolady. 


Pyszne!





Tabliczka nr 1

100 g tabliczka czekolady 70%
2 łyżeczki oleju kokosowego (w stanie stałym)
2 łyżeczki mleka w proszku
2 łyżeczki ksylitolu lub cukru kokosowego lub cukru trzcinowego lub utartego w moździerzu brązowego cukru

dodatki:
orzechy włoskie
wiórki kokosowe
suszona porzeczka

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej z olejem kokosowym, ksylitolem lub cukrem, dodać mleko w proszku. Gdy masa się połączy, przelać do foremek, posypać wiórkami kokosowymi, orzechami włoskimi i suszoną porzeczką. Odstawić do stężenia. Gotowe czekoladki owinąć w folię lub pergamin i przechowywać w chłodnym miejscu.



Tabliczka nr 2

100 g czekolady 70%
1 łyżeczka masła
1 łyżeczka ksylitolu lub cukru kokosowego lub cukru trzcinowego lub utartego w moździerzu brązowego cukru

dodatki:
sól morska najwyższej jakości  (szczypta)
ksylitol (ok. 1 łyżeczki) lub cukier kokosowy lub trzcinowy lub utarty w moździerzu brązowy cukier
uprażone na suchej patelni płatki migdałów (3 łyżki)
opcjonalnie: kilka kropli ekstraktu z gorzkich migdałów

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej z masłem i ksylitolem lub cukrem. Dodać ekstrakt z gorzkich migdałów (opcjonalnie). Przelać do foremek. Odczekać kilka-kilkanaście minut, posypać wierzch ksylitolem lub wybranym cukrem, solą morską, na koniec prażonymi płatkami migdałów. Odstawić do stężenia. Gotowe czekoladki dobrze owinąć w folię lub pergamin i przechowywać w chłodnym miejscu.

Smacznego!



2014/01/12

O dobrej czekoladzie. I śliwki w różano-kardamonowej czekoladzie.



Szczególną sympatią darzę ludzi, którzy mają na jakimś punkcie bzika.
Pasję, którą szlifują, rozwijają, poznają jej istotę coraz lepiej, stają się mistrzami w swojej dziedzinie. Ludzie skupieni, zafiksowani wręcz, czy to na chlebie, kawie, czekoladzie, serach, winach, miodzie, rowerach czy drewnie. Jeśli ta pasja jeszcze przerodzi się w biznes, to można mówić o pełni szczęścia.


Takimi ludźmi, mam wrażenie, są założyciele Manufaktury Czekolady.
Krzysztof Stypułkowski i Tomasz Sienkiewicz, wieloletni przyjaciele, kiedyś pracujący w korporacjach, dziś spełniający swoje marzenie, które powstało z miłości do czekolady.
W ich Manufakturze czekolada powstaje tak, jak to było sto pięćdziesiąt lat temu (co w obrazkowym skrócie można obejrzeć na wewnętrznej stronie opakowania ich czekolad): ziarna są ręcznie selekcjonowane, kruszenie następuje jak najszybciej po prażeniu, czekolada nie powstaje z proszku, nie zawiera tak popularnej dziś lecytyny sojowej ani żadnych wypełniaczy czy sztucznych aromatów. Lista składników jest bardzo krótka (czasem są to tylko dwie pozycje!) i są to składniki najwyższej jakości.




Każda tabliczka smakuje inaczej, w zależności od tego z jakiego rejonu świata pochodzą ziarna kakao, a delektowanie się i odkrywanie tych różnic jest bardzo pyszną sprawą.
W dobrej czekoladzie, jak i w winie, wspaniałe jest odnajdywanie smaków, które nie zostały tam sztucznie dodane, ale "wbudowała" je tam natura *
I tak, w zależności od miejsca pochodzenia, poczuć można smak kwiatów, owoców, rodzynek, palonego drewna, nugatu, przypraw korzennych itp.. Dodatkowych bodźców dostarczają dodatki: prażone migdały i kwiat soli morskiej w mlecznej czekoladzie (cudowne połączenie), prażone ziarno kakao w tabliczce 70%-owej, kwiat soli morskiej w 70%-owej (wzdycham) czy mleko i wanilia w 60%-owej, której to wanilii, nie żałowano, pycha! (w której notabene czuje się ten tłusty i świeży smak wilgotnej wanilii, a kiedy zamknie się oczy, podczas gdy kostka rozpuszcza się na języku, smak intensyfikuje się i ma się wrażenie jakby miało się pęk wanilii tuż pod nosem).


Na stronie Manufaktury Czekolady znajdziecie więcej informacji, możecie tam również zakupić czekoladę i skomponować swoją własną tabliczkę, wybierając dodatki, jakie chcecie, by się w niej znalazły.
Oprócz czekolad z dodatkami czy czekolady do picia, na gorąco (która nie jest saszetką z proszkiem, a papierowym kubeczkiem z porządnym kawałkiem czekolady z np. kawałeczkami suszonych malin), można tam znaleźć 70% czekoladę deserową, do wypieków. To solidna, ćwierć kilogramowa tabliczka składa się z lekko posłodzonego ziarna kakao.
Dwa składniki - tylko tyle i aż tyle.
Wykorzystałam ją do obtoczenia śliwek, nadając jej kardamonowo-różany posmak.
Przepis jest bajecznie łatwy i szybki, 100g czekolady pozwala na obtoczenie całej góry śliwek.
Zapraszam!




Śliwki w różano-kardamonowej czekoladzie
ok. 28szt. (przepis zgodny z KPP)

100g czekolady 70% (użyłam czekolady deserowej 70% z Manufaktury Czekolady)
1 łyżka masła
1 łyżeczka śmietanki kremówki
ziarenka z 4-5 łupinek zielonego kardamonu utarte w moździerzu na proszek (lub zmielone w młynku do kawy) z 2 łyżeczkami ksylitolu lub cukru
3 łyżeczki wody różanej

śliwki suszone
suszone pączki róż (opcjonalnie)

Czekoladę rozpuścić na parze, mieszając od czasu do czasu trzepaczką balonową.
Dodać masło, śmietankę, utarty z ksylitolem lub cukrem kardamon  oraz wodę różaną.
Gdy masa się połączy, od razu zdjąć z ognia. Śliwki maczać w czekoladzie, układać na pergaminie, posypać pokruszonymi pączkami róż (opcjonalnie), zostawić do stężenia czekolady.
Przechowywać w puszcze lub słoju.

Smacznego!


* Podobną zależność zauważyłam z chlebem - podarowałam komuś chleb, obdarowany powiedział, że jeden z nich był neutralny, a drugi aromatyzowany. Ja na to, że nie był, tylko zaczyn na drugi bochenek był fermentowany dłużej i to powoduje ten bogatszy smak. Uwielbiam te smakowe niuanse, które niesie ze sobą chlebowy zakwas!

2012/02/20

Trufle z Grand Marnier i skórką pomarańczową.



Idealne trufle są niewielkie, takie na dwa-trzy kęsy, mają jedwabistą konsystencję i głęboki smak, rozpływają się powoli i na chwilę sprawiają, że zapomina się o rzeczywistości. 
Takie trufle to podróż do raju.

Bardzo lubię robić domowe trufle, eksperymentować ze smakami, konsystencją, to taka zmysłowa przyjemność, roztapianie czekolady, przesiewanie kakao. Te trufle są aksamitne, wręcz kremowe i niezwykłe w smaku, takie trochę buduarowe, trochę jak pluszowe kotary i miękkie pufy. 
I sprawiają, że przez chwilę zapomina się o wszystkim.



Trufle z Grand Marnier i skórką pomarańczową
(przepis zgodny z KPP, ok. 13-14szt.)

100g czekolady o zawartości kakao 70%
5 łyżek śmietanki kremówki, w temp. pokojowej lub lekko podgrzanej/ letniej
1 łyżka masła
2 łyżki Grand Marnier
odrobina soli morskiej
skórka otarta z 1 małej, sparzonej pomarańczy (najlepiej ekologicznej) - ok. 3/4- 1 płaskiej łyżeczki
do obtoczenia trufli - gorzkie kakao w proszku

Czekoladę roztopić na parze, na wolnym/ malutkim ogniu, mieszając trzepaczką balonową.
Wtedy dodać masło, mieszać trzepaczką, aż czekolada wchłonie masło.
Garnek zdjąć z ognia, ale miskę pozostawić na garnku.
Dodawać śmietankę partiami, wciąż mieszając trzepaczką. Kiedy czekolada wchłonie całą śmietankę, miskę zdjąć z garnka, intensywnie mieszać ok 1 min. (masa powinna uzyskać jedwabistą konsystencję i nieco ostygnąć), dodać Grand Marnier, po 1 łyżce, następnie odrobinę soli i na koniec skórkę pomarańczową. Mieszać trzepaczką balonową jeszcze ok 30sek. Masę przelać do pojemnika na żywność i chłodzić aż stężeje, można przez noc. Następnie nabierać łyżeczką lub mini łyżką do lodów, formować kulki i przekładać na talerz/ tacę wysypaną przesianym kakao, obtoczyć trufle w kakao i odstawić do lodówki na kilka godz. Gotowe trufle przechowywać w lodówce.

Smacznego!


2011/10/08

Amarantusowe batoniki. Ciasteczka dla Toli II.



Obiecałam Mamie Toli kolejne ciasteczka, tym razem z poppingu z amarantusa. Popping z amarantusa, odkryła przede mną Mama Toli i oto otworzył się przede mną nieznany świat. Musicie bowiem wiedzieć, że amarantus dostarcza nie tylko mnóstwo dobroci (witaminy, mikro i makroelementy, błonnik, łatwo przyswajalne białko, antyutleniacze), ale i smak, smak ma niezrównany. Ciepły, delikatnie orzechowy, choć ta orzechowość nie jest w upieczonych batonikach wyczuwalna.
A jakie są? Hmm. Chrupkie, lekko lepkie, słodkie. A sezam z piniolami, słonecznikiem, surowymi orzeszkami ziemnymi i suszoną porzeczką to nieodparta kompozycja. W tym tygodniu upiekłam trzecią partię tych batoników. Zrobienie ich jest szybkie i dziecinnie proste, wszystkie składniki mieszamy w misce łyżką, całość przekładamy do foremki, uklepujemy i wstawiamy do pieca.
Polecam nie tylko dla dzieci:)

Słonecznej niedzieli Wam życzę!




Amarantusowe batoniki
(przepis zgodny z KPP)
80g mąki orkiszowej (razowej lub jasnej), wymieszanej z
1/2 łyżeczki sody
100g poppingu z amarantusa
80g roztopionego masła
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
50g pestek słonecznika
50g orzeszków piniowych
50g jasnego sezamu
50g suszonej porzeczki lub rodzynek
110 g jasnego syropu z agawy lub płynnego, neutralnego w smaku miodu
50g "surowych" orzeszków ziemnych, nie prażonych i nie solonych*
1 duże białko
50g płatków owsianych (użyłam "surowych" płatków, nie poddanych obróbce termicznej)
odrobinka soli morskiej, na czubku noża


Piec nagrzać do 165-170st.C.
Wszystkie składniki wymieszać w misce w podanej kolejności.
Wsypać do foremki wyłożonej pergaminem, masę dokładnie ugnieść i wyrównać powierzchnię. Piec 25-30 min, do zezłocenia. Zostawić w foremce do przestudzenia, kroić w dowolne kawałki.
Przechowywać w słoju lub blaszanej puszce.

Smacznego!



 * jeśli nie osiągalne, można zastąpić niedbale posiekanymi orzechami nerkowca

2011/02/13

Trufle z chilli. Czyli klasyka.



Połączenie gorzkiej czekolady z chilli nikogo już chyba nie dziwi.
Pitna czekolada z chilli. Tabliczki gorzkiej czekolady z chilli. Czekoladowe ciasta i suflety. Brownie.
I oczywiście pralinki. Z chilli.
Chilli kocha czekoladę i jest to miłość odwzajemniona. To połączenie, dające truflom  przyjemne drżenie, które uwielbiam, jest jednym z moich ulubionych. Czekam na ten moment kiedy kakao rozpuści się a czekolada dopuści do głosu chilli. Smaki przeplatają się, słodko-gorzki miesza z przyjemną, delikatną, pikantnością, wzajemnie się komplementując...


Słodkiej niedzieli!




--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trufle są nieco wytrawne i  jeśli ktoś nie gustuje w takich lub woli je nieco słodsze, wystarczy je odrobinę dosłodzić. Można też użyć pół na pół czekolady gorzkiej i deserowej. Smak trufli będzie różny w zależności od rodzaju użytego chilli, będzie też różnił się intensywnością, należy więc śmiało eksperymentować z ich rodzajami, aż znajdzie się to chilli, które najbardziej nam do pralinek pasuje.



Trufle czekoladowe z chilli
(przepis modyfikowany zgodny z KPP oraz MM,źródło: Maria Elia)

100g czekolady o zaw. kakao 70%
80ml śmietanki 36-38%tł. w temp pokojowej
10g masła
1/2 łyżeczki ulubionego chilli
mała szczypta płatków soli morskiej
2-3 krople soku z cytryny

do obtoczenia: niesłodzone kakao w proszku

Czekoladę rozpuścić na parze, wciąż mieszając trzepaczką balonową.
Dodać masło i mieszać, aż czekolada je wchłonie.
Garnek zdjąć z ognia, ale miskę pozostawić na garnku.
Następnie dodawać śmietankę, partiami, wciąż mieszając,
gdy czekolada wchłonie śmietankę, dodać następną jej część.
Wciąż mieszając trzepaczką, dodać chilli, odrobinę płatków soli morskiej i kilka kropli soku z cytryny.
Masę przelać do plastikowego pudełka na żywność i chłodzić, aż masa stężeje.
Zastygłą masę nabierać łyżeczką, łyżką do wykrajania kulek z melona lub mini łyżką do lodów.
Szybko i niezbyt dokładnie formować kuleczki i przerzucać na tacę lub głęboki talerz wysypany przesianym kakao. Obtoczyć w kakao i wtedy ponownie uformować nadając ładny kształt, odstawić do schłodzenia.
Z tych proporcji wychodzi ok. 13-14 trufli.
Przechowywać w lodówce.


Smacznego!


2011/02/03

Małe słodkości. Trufle.


 
"A co Ty tu dodałaś? Interesujące"
 A co czujesz?
"Głęboki smak, jakby bardziej czekoladowy, niż sama czekolada. Orzeźwiający. Rozpływa się w ustach"

Domowe trufle to jeden z najprostszych deserów. Ciemne, aksamitne, eleganckie, dekadenckie wręcz. Rozpuszczająca się powoli czekolada, uwalniająca swoje smaki pod wpływem ciepła. Bardzo zmysłowe.
Takie trufle wspaniale nadają się na prezent, a dodatkowym ich atutem jest to, że możemy nadać im dowolne smaki. Miałam ochotę na kawowe z czymś. Czymś intrygującym. Dodałam kumin. Tak tak. Mam w zanadrzu kilka pomysłów na wykorzystanie kuminu w deserach, odkąd wpadłam na pomysł na tę tartę z kuminowo-krówkowym nadzieniem. Tam, w połączeniu z masą krówkową, kumin w pełni wyzwala swoją słodycz, w truflach zaś, gra drugoplanową rolę, jest gdzieś w tle, intryguje. Proszę więc nie zdradzać składu degustującym, tylko częstować i obserwować reakcje...





Trufle kawowo - kuminowe
(przepis modyfikowany zgodny z KPP oraz MM, źródło: Maria Elia)

80ml śmietanki 36-38%tł.
2 szczypty kuminu (niezbyt drobno utłuczonego w moździerzu)
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej lub 2-3 łyżki mocnego espresso
(wtedy zmniejszyć ilość śmietanki o te 2-3 łyżki)
mała szczypta płatków soli morskiej
2-3 krople soku z cytryny

100g czekolady (użyłam 70%, może być 85% lub więcej, wg uznania)
10g masła

Do rondelka dodać kawę, wlać śmietankę, dodać utłuczony w moździerzu kumin,
małą szczyptę płatków soli morskiej oraz 2-3 krople soku z cytryny. 
Podgrzewać na małym ogniu, wciąż mieszając, nie gotować.
Odstawić na 30min. Następnie ponownie podgrzać.

Czekoladę rozpuścić na parze, dopiero wtedy dodać masło i mieszać trzepaczką balonową, 
aż czekolada wchłonie masło.
Garnek zdjąć z ognia, ale miskę pozostawić na garnku.
Dodać połowę śmietanki, przecedzonej przez gęste sitko, wymieszać trzepaczką, aż czekolada wchłonie śmietankę, dodać resztę śmietanki, przecedzając przez sitko i wymieszać, masa stanie się gładka.
Przelać ją do plastikowego pojemnika na żywność i chłodzić, aż stężeje.
Zastygłą masę nabierać łyżeczką, łyżką do wykrajania kulek z melona lub mini łyżką do lodów. 
Szybko formować kuleczki i przerzucać na tacę lub duży talerz wysypany przesianym kakao.
Obtoczyć w kakao, ponownie uformować nadając ładny kształt i odstawić do schłodzenia.
Z tych proporcji wychodzi ok. 13-14 trufli.
Przechowywać w lodówce.


Smacznego!


2010/12/21

Małe słodkości. Śliwki w czekoladzie.


A w mojej kuchni pachnie czekoladą.

W oczekiwaniu na Święta obtaczam w niej suszone śliwki.
A kiedy już Święta rozgoszczą się na dobre, kiedy pierogi zostaną zjedzone, a po cieście zostaną okruszki, między  kompotem z suszu a rozłupywaniem pachnących skórek mandarynek czy pogryzaniem orzechów, wtedy przyjdzie czas na małe słodkości. Ciemna czekolada i słodka, suszona śliwka, połączenie idealne. Takie śliwki w czekoladzie wspaniale nadają się także np. na mały słodki prezent.








Śliwki w czekoladzie
(przepis zgodny z KPP)

100g czekolady o zaw. kakao 70%
1 łyżka masła, 1 łyżeczka syropu z agawy lub płynnego miodu
cayenne, sól morska, kurkuma (na czubeczku noża, odrobinkę)
2-3 krople soku z cytryny
ulubione suszone śliwki




Czekoladę rozpuścić na parze.

Dodać masło i wciąż mieszać trzepaczką balonową, aż czekolada wchłonie masło.

Wciąż mieszając dodać odrobinkę cayenne i soli, 2-3 krople soku z cytryny i odrobinkę kurkumy.
Wmieszać syrop z agawy lub miód i zdjąć garnek z ognia, ale miskę pozostawić na garnku.

Każdą śliwkę nabić na wykałaczkę i zanurzyć w czekoladzie. Nadmiar czekolady strząsnąć a wykałaczkę wbić w coś twardego, np. połówkę ziemniaka i zostawić śliwki w chłodnym miejscu, aż czekolada stężeje.

Smacznego!


2010/12/09

Ciasteczka dla Toli.


Mama Toli, którą serdecznie pozdrawiam, poprosiła mnie o przepis na ciasteczka. Dla Toli. Wymogów było kilka. Bez białej mąki, cukru, mleka czy śmietany. Za to z dobrodziejstwem orzechów, pestek, suszonych daktyli i innych owoców, amarantusa, pełnoziarnistej mąki, naturalnych syropów i miodu. Dostałam też opis ciasteczek, które Tola lubi najbardziej, a które jej Mama chciałaby móc upiec sama, oraz wszelką dowolność w komponowaniu czegokolwiek, co przyjdzie mi do głowy. Czyli pełne pole do popisu, to lubię. Jako pierwsze upiekłam migdałowo-maślane ciasteczka wypełnione masą daktylową. Najpierw przygotowałam daktylowe nadzienie, delikatnie doprawione cynamonem i kardamonem, gdyż daktyle miały być motywem przewodnim. Zastanawiałam się jaki rodzaj ciasta będzie do nich pasował i wykorzystałam i nieco zmodyfikowałam przepis na rogaliki migdałowe. Ciasteczka są lekko kruche, maślane i rozpływają się w ustach, a po otwarciu słoja, w którym są przechowywane unosi się cudowny zapach. Piekłam je po raz kolejny i kolejny raz zniknęły błyskawicznie. I przyznam, że rzeczywiście trudno im się oprzeć, szczególnie kiedy wyjmuje się je z pieca i niecierpliwie czeka, aż choć trochę ostygną.
A więc ciasteczka dla Toli po raz pierwszy! Zapraszam.




Migdałowo-maślane ciasteczka z daktylowym nadzieniem
(przepis na ciasto na podst. Rogalików migdałowych z: "Ciasta, ciastka i ciasteczka" Jan Czernikowski)

100g miękkiego masła
25g syropu z agawy
50g mielonych migdałów
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
szczypta imbiru
szczypta soli
150g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
kurkumy, na czubku noża

Masło utrzeć na pianę.
Wciąż ucierając dodać syrop z agawy, migdały i ekstrakt z wanilii.
Następnie dodać imbir i sól.
Wsypać mąkę, po chwili kurkumę, miksować krótko, do połączenia składników.
Ciasto wyłożyć na blat, uformować wałek, podzielić go na 15 równych części (najlepiej je ważąc).
Z każdej części uformować kuleczkę, lekko ją spłaszczyć i ułożyć na blasze wyłożonej pergaminem.
W każdym ciasteczku zrobić wgłębienie (np. trzonkiem drewnianej łyżki), w każde wgłębienie nałożyć solidną porcję daktylowego nadzienia. Piec w 170-175st.C ok.20min.
Studzić na kratce, przechowywać w puszce lub słoju.

Daktylowe nadzienie

115g suszonych daktyli
2 łyżeczki syropu z agawy lub płynnego miodu
cynamonu, na czubku noża
1 malutki strączek kardamonu (ok. 4-5ziarenek w strączku), utłuczony w moździerzu
odrobinka soli (na czubeczku noża)
parę kropli soku z cytryny
kurkumy, na czubeczku noża

Daktyle zalać taką ilością wrzątku, aby nieznacznie je przykrywał.
Przykryć szczelnie folią i zostawić na ok. 2 godz, żeby zmiękły.
Gdy daktyle zmiękną zmiksować je, powstanie masa o konsystencji rzadszej konfitury.
Do daktylowej masy dodać resztę składników, w podanej kolejności, za każdym razem dokładnie mieszając. Tak przygotowane nadzienie, szczelnie przykryte folią, może leżakować w lodówce ok. 3-4 dni. Przed użyciem, należy je tylko ponownie wymieszać.

Przygotowałam troszkę więcej nadzienia, niż potrzeba do ciasteczek i co zapewne ucieszy nie tylko Mamę Toli, znalazłam dla niego kilka zastosowań. Świetnie nadaje się na domowe grzanki, zamiast dżemu. Można nim posłodzić płatki, owsiankę, czy jaglankę. A wiem, że jaglankę Tola jada co dzień. Postanowiłam więc, ugotować ją z dodatkiem amarantusa, i daktylowego "dżemu". Wyszło pysznie!






Amarantusowa jaglanka

1/2 l wrzątku
2 łyżki ziarna amarantusa
6-7 łyżek kaszy jaglanej
szczypta cynamonu
mała szczypta imbiru (na czubku noża)
sól (do smaku)
sok z cytryny (do smaku)

płynny miód lub syrop z agawy (do smaku)

do podania: "dżem" daktylowy






Do wrzątku dodać amarantus, gotować ok. 4-5min.
Dodać kaszę jaglaną, cynamon. Po chwili imbir. Gotować do miękkości.
Posolić do smaku. Dodać soku z cytryny, do smaku.
Dodać odrobinę wrzątku lub tyle by jaglanka miała odpowiednią konsystencję.
Posłodzić do smaku i od razu podawać, np. z "dżemem" daktylowym.  
(Wszystkie przepisy zgodne z KPP)

Smacznego!

2010/11/23

Słodko-słono. Digestives.



Kiedy jesień zaczyna się zadomawiać na dobre, zauważam u siebie pewien syndrom.
Zaczynam się kręcić wokół szaf, półek, przeglądać i porządkować zawartość kuchennych szafek czy półek z ubraniami. Czuję potrzebę sprawdzenia, czy wszystko co mam, jest mi naprawdę potrzebne, czy wszystkiego używam. Odkąd przeczytałam  "Sztukę prostoty"  staram się nie zbierać, nie gromadzić bez potrzeby, ale są rzeczy, które mam długo, tak długo, że zdążyłam się nimi nacieszyć, nie noszę już ich, nie używam i leżą bezczynnie a komuś mogą jeszcze sprawić radość. Więc przeglądam, segreguję, niedużo tego, bo robię to regularnie. Taki syndrom jesiennych porządków, nie wiosennych (choć jak sobie przypominam w zeszłym roku "dopadł" mnie latem). Może to dlatego, że czuję potrzebę oczyszczenia domu przed nadejściem nowego roku? Nie wiem. Może to tylko symboliczne przejście, ale gdy skończę czuję jakąś taką lekkość i radość. Więcej miejsca, więcej przestrzeni. Kolejny raz sprawdza się maksyma "mniej znaczy więcej"

Tymczasem, coraz chłodniejszą jesienią chrupię słodko-słone, znane chyba wszystkim, ciasteczka digestives. Jakiś czas temu, oglądałam program dokumentalny o produkcji tych słynnych ciasteczek, z którego między innymi, dowiedziałam się, że do ich produkcji używa się nie proszku do pieczenia a sody. I rzeczywiście, te upieczone na sodzie różniły się od tych, które upiekłam na proszku i były bliższe oryginałowi. To nie są dokładnie takie digestives, jak te ze sklepu. Ale czyż nie na tym polega urok domowych ciasteczek?


Ciasteczka digestive
(przepis modyfikowany zgodny z KPP, oryginał tutaj)

100g masła
4 łyżki mleka (60ml)
4 łyżki syropu z agawy (lub cukru) (można więcej, ciasteczka są mało słodkie)
szczypta imbiru
50g zmielonych płatków owsianych (użyłam fine oatmeal )
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka sody
175g mąki pełnoziarnistej (użyłam pszennej)
50g mąki pszennej (użyłam chlebowej)
kurkumy na czubku noża (odrobinę)


Piec nagrzać do 180st.C.

Płatki owsiane zmielić blenderem (nie muszą być zmielone drobno jak mąka)*
Wszystkie składniki dodać do siebie w podanej kolejności, miksować na niskim/ średnim biegu do połączenia składników. Następnie ręcznie zagnieść nie klejące się ciasto.

Ciasto podzielić na dwie części (tak jest wygodniej i ciasto mniej się kruszy podczas wałkowania) i wyłożyć na lekko omączony blat. Wałkować na grubość ok. 4-6mm. Ciasteczka wykrawałam szklanką o śr. 7cm (można mniejsze, wg uznania), wyszło 20 szt. Każde ciasteczko nakłuć kilkanaście razy wykałaczką lub drewnianym patyczkiem do szaszłyków.

Piec ok. 10-15min, w zależności od piekarnika. Studzić na kratce.

Smacznego!





































*drobno lub średnio mielone płatki owsiane, można również kupić w sklepie pod nazwą fine oatmeal lub medium oatmeal