Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lato. Pokaż wszystkie posty

2015/08/09

Bazyliada.


Moje pierwsze dni po przylocie do Polski spędziłam w łóżku.

Słońce świeciło, wszyscy korzystali z uroków ogrodu, a ja akurat wtedy musiałam się rozchorować.
Siedzenie w domu nie okazało się takie złe, mogłam spędzać ten czas z Babcią, co zawsze jest dla mnie cenne i inspirujące. 
Wkrótce temperatura oszalała i termometr pokazywał ponad 30st. C w cieniu... i 50st. C w słońcu.
Dni nieznośnie gorące, w które poranny wypad rowerem na miasto musiał kończyć się powrotem do domu o 9.30, zanim żar zacznie lać się z nieba. Powietrze gorące jak płynna lawa, lepkie i gęste jak ciepły budyń, balsamiczne wieczory przynoszą wytchnienie, to czas kiedy można swobodnie oddychać.
Rekordowe upały (podobno ostatnie takie zanotowano w 1921r.) utrzymują się kolejny tydzień i chyba nie odejdą prędko. Jemy bardzo mało, lekko, pijemy ogromne ilości wody, mrożonej zielonej herbaty, zimnego rooibosa i kawy zbożowej. 
Dla odmiany zrobiłam bazyliadę - lemoniadę z bazylii. Rześka, aromatyczna, świeża, zaskakująca.
Popijaliśmy w cieniu orzecha, zajadając spaghetti z ręcznie robionym pesto.
Dziadek mówi, że ciekawy smak, nigdy czegoś takiego nie próbował. Na drugi dzień słyszę jak pyta w kuchni Babci czy "zostało jeszcze trochę tego zielonego do picia".

Także polecam!

Jeśli lubicie bazyliowe, nie wytrawne smaki, polecam również wspaniałe lody bazyliowe.






Bazyliada  - lemoniada bazyliowa


2 garście listków bazylii
1 1/2 cytryny, obranej ze skórki
dowolne "słodzidło"
woda filtrowana lub mineralna

Cytrynę pokroić w kostkę, zmiksować z bazylią i niewielką ilością wody, ok. 3/4 szkl.
Przecedzić przez gęste sitko, dodać ok. 1 1/2 l wody i dosłodzić do smaku, wedle uznania.
Podawać z kostkami lodu.

Smacznego!



2015/07/13

Ciasto biszkoptowe z owocami lata.


Zaczęło się jakiś rok temu, a może wcześniej.

Te sterty ulotek, reklam, broszur, menu restauracji, w międzyczasie wybory lokalne ("głosuj na mnie!), referendum, sklepowe promocje, wyprzedaże i tony innych, równie "potrzebnych" informacji. Apogeum osiąga, kiedy wyjeżdża się na urlop i po powrocie podłoga w przedpokoju usłana jest jak kolorowy dywan, tak, że ledwo można drzwi otworzyć.

Za każdym razem, gdy zbieram ulotki z podłogi zadaję sobie to samo pytanie, "po co? czy to wszystko jest naprawdę potrzebne, czy te informacje warte są papieru na którym zostały wydrukowane? ja tego nie potrzebuję"

Podobną modę zauważam w spożywczakach czy nawet warzywniaku, jabłka, cukinie, pietruszki, marchewki, równiutko ofoliowane na tacce. Rozumiem delikatne owoce, maliny, brzoskwinie, jeżyny, ale korzeniowe warzywa? A jak się spóźnię i zabraknie pieczarek luzem, to stoję przed tymi w pudełku i naprawdę mam dylemat i ogarnia mnie smutek na ten nasz współczesny i "nowoczesny świat". Kolejne pudełko??

Kiedy to się stało, kiedy nastąpiła ta światowa przemiana, od kiedy to wszystko chcemy opakować w celofanik i położyć na tacce? Nigdy wcześniej, tak jak teraz (czy to w Irlandii, czy w Polsce w warzywniaku), nie muszę się tyle natłumaczyć, że nie, nie chcę papierowej torby, mam swoje bawełniane torby na zakupy. Kiedy wybieram jabłka czy warzywa luzem, przy kasie znów muszę tłumaczyć, że nie chcę by pakowano mi je oddzielnie w foliowy worek. Po to właśnie zabieram je luzem, by nie znosić plastiku do domu. 

Ale i tak nie zawsze to się udaje, choć człowiek bardzo się stara i tak nie jest tego w stanie całkowicie przeskoczyć i nie mam pretensji o opakowania po jogurcie, tego nie kupię luzem. Ale chciałabym móc kupować luzem wszystko co tylko się da i podziwiam tę rodzinę, które produkuje słoik (tak, jeden słoik) odpadów rocznie
Powie ktoś, "nie rozumiem w czym problem, jest przecież recykling". 

Oczywiście, jest i sortujemy wszystkie odpady, plastik i metal tu, szkło tu, papier i tektura tu. Pewnego jednak dnia stanęłam przed pojemnikiem do sortowania, popatrzyłam na tę górę wszystkiego i choć kupujemy i wybieramy naprawdę minimalistycznie, złapałam się za głowę, jak to możliwe produkować tyle wszystkiego? Ja wiem, że to wszystko się przetwarza i może to głupie, ale ja po prostu  n i e  c h c ę  być "producentem" takiej ilości, nie chcę wysyłać tego w świat, po prostu chciałabym skrócić tę drogę, nie dokładając tyle do globalnej góry śmieci. Bo jeśli ktoś widział zdjęcia łachy śmieci wielkości Manhattanu, dryfujące po oceanach, czy ryby z żołądkami pełnymi plastikowych zakrętek czy siatek po sześciopakach, to trochę się w ten recykling wątpi. Te śmieci gdzieś trafiają.
Czytałam ostatnio artykuły na temat uprawy oleju palmowego (który jest składnikiem nutelli czy popularnych tortilla chips) i to jak karczuje się lasy deszczowe, nie zważając na ich florę i faunę, jak wycina się te płuca świata do gołej ziemi, dla kremu czekoladowego i chipsów. Świetnie obrazuje to ten filmik

I rozmyślając o tym wszystkim (bo nie daje mi to spokoju) zadaję sobie głośno pytanie, "czy do tego doszło, że człowiek jest największym szkodnikiem tej planety?" 

Bo żadne inne stworzenie, nie niszczy jej bardziej niż człowiek, żadne inne nie szanuje jej tak mało, z głupoty, wygodnictwa i najczęściej - dla zysku. 
Jak inaczej można nazwać wycięcie parku, wykarczowanie pięknego starodrzewu, wokół osiedla mieszkaniowego...by postawić na tym miejscu supermarket?
Czy inaczej można nazwać opatentowanie nasion GMO i nazwanie ich swoją własnością, monopol na nasiona, który to drenuje i wyjaławia tę planetę na tak wielu płaszczyznach. ale i niszczy rodziny rolników zaangażowane w ich uprawę. Może jestem niezbyt rozgarnięta, ale wydawało mi się, że pomidory, kukurydza etc. nie należą do nikogo, dała je nam matka natura, są za darmo, dla każdego użytkownika tej planety i tylko człowiek mógł wpaść na to by patentować i czerpać korzyści z czegoś, czego nie stworzył.
Chwilę później natknęłam się na artykuł o opuszczonej wiosce rybackiej w Chinach, którą natura zagarnęła i wchłonęła, tak jakby człowiek pojawił się tam tylko na chwilę. Niesamowicie wyglądają domy porośnięte bluszczem i mchem. Bo może tego jeszcze nie rozumiemy, myśląc, że wszystko co na tej ziemi, należy do nas i możemy sobie tym do woli rozporządzać, niszczyć rzeki, lasy, wyjaławiać glebę, opryskami powodować masowe wymieranie pszczół, bez których nie przetrwamy chwili, ale to my tu jesteśmy tylko na chwilę, to wszystko do nas nie należy, my to tylko na chwilę pożyczamy. Świat z cały jego bogactwem natury, istniał  i radził sobie świetnie, zanim pojawił się na nim człowiek i będzie istniał gdy ludzi na nim nie będzie. Opuszczona, rybacka wioska w Chinach jest tego najlepszym przykładem, jeśli człowiek odejdzie, natura świetnie sobie bez niego poradzi, bluszcz pokryje wieżowce, mech wyjdzie z najdrobniejszej betonowej szczeliny, ptaki założą gniazda, pszczoły będą zapylać, a rzeki będą płynąć jak płynęły, tylko będą czystsze. To nie natura potrzebuje nas, tylko my jej.
Bardzo dobrze ilustruje to jeden z moich ulubionych cytatów - "Kiedy uschnie ostatnie drzewo, przestanie śpiewać ostatni ptak, a w rzece umrze ostatnia ryba, ludzie zrozumieją, że nie można jeść pieniędzy"...



Na osłodzenie tego trochę poważnego wywodu, zostawiam Wam przepis na biszkoptowe ciasto z owocami, bardzo łatwe i szybkie do przygotowania, tak łatwe, że można zaangażować w pieczenie dzieci. Gotowe w godzinę, łącznie ze zmywaniem po przygotowaniach.



Dobrego dnia!





Ciasto biszkopotowe z owocami|
Przepis Elizki, z książki "O jabłkach"
250g mąki pszennej
1 1/ 2 łyżeczki proszku do pieczenia
170g ksylitolu (lub cukru pudru)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub ziarenka z jednej małej laski wanili
2 jajka
100 ml mleka (dałam roślinne)
100 g masła, roztopionego i przestudzonego
3-4 garście owoców leśnych lub mieszanych (jagody, porzeczki, maliny, jeżyny, borówki), mogą być też mrożone (przed pieczeniem nie rozmrażać)
masło i bułka tarta, do wysmarowania foremki

Tortownicę o śr. 24 cm wysmarować masłem i obsypać tartą bułką.
Piekarnik nagrzać do temp. 180st.C.
Jajka utrzeć z ksylitolem lub cukrem i wanilią, na kogel-mogel.
Dodać masło, mleko i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Zmiksować do połączenia składników, przelać do tortownicy, posypać owocami. Piec 40-45min., do suchego patyczka.

Smacznego!










2015/07/04

Pieczony kalafior ze słodkimi ziemniakami i sosem czosnkowym. Szybki i lekki obiad.


Od maja czekamy na lato, które nie chce przyjść, pojawia się tylko znienacka na dzień czy dwa, kiedy to wszyscy cieszymy się nim jak dzieci. Taki wyspiarski klimat.
Dzieci sąsiadów kopią piłkę, z nowym kolegą, którego płomienno rude włosy wyglądają niezwykle w połączeniu ze strojem piłkarskim w kolorze pomarańczowo-koralowym. Kiedy patrzę za okno, świeci wręcz z zieleni trawnika. Sąsiadowe chłopaki czasem też gonią konie po łące i jeżdżą na czymś co przypomina gokarty (tylko trzeba pedałować, żeby się poruszać) i słyszę, stojąc w otwartych, kuchennych drzwiach, jak piszczą, kiedy z pięknego słońca w sekundę włącza się ulewa i nie zdążą przed nią uciec do domu, bo są gdzieś w połowie trasy wyścigowej, tzn. uliczki. 

A ja stoję i patrzę na ogród, wąchając deszcz, który w taki dzień zawsze pachnie obiecująco. Słodko i rześko. Wiadomo, że za chwilkę znów wyjdzie słońce.

Ostatnio piekę dużo warzyw. Całe blachy i nie mam dość.
Upodobałam sobie ten prosty sposób na obiad, który wyciąga z nich to co najlepsze, koncentruje smak, daje chrupkość z wierzchu i soczystość w środku. I jest tak łatwy do przygotowania, wystarczy dodać kawałek ryby czy filet kurczaka i obiad robi się sam, na jednej blaszce.




Pieczony kalafior ze słodkimi ziemniakami i sosem czosnkowym

Proporcje są dowolne, tyle warzyw ile pomieści blacha do pieczenia, u mnie:
1/2 małego kalafiora, 2-3 średnie słodkie ziemniaki (lub np. pół pęczka młodych marchewek), można dodać też młode, wyszorowane, ale nie obrane ze skórki ziemniaki.

Mieszanka przypraw:
1 łyżeczka kuminu, utłuczonego w moździerzu
1 łyżeczka łagodnego curry w proszku
szczypta papryki wędzonej (lub słodkiej papryki w proszku)
1/2 łyżeczki (lub wedle uznania), chilli powder hot lub innej ostrej mieszanki chilli

Ta mieszanka wystarczy na upieczenie dużej blachy warzyw.

+ sól morska i oliwa z oliwek, do pokropienia warzyw

Sos czosnkowy:
4 łyżki jogurtu naturalnego
szczypta tymianku
1 łyżka majonezu
1 ząbek czosnku (jeśli malutki/ młody, 2 ząbki)
sól morska

Zmiażdżony ząbek czosnku posypać szczyptą soli, wymieszać i odstawić na kilka minut.
Dodać jogurt, tymianek i majonez, wymieszać.
Sos smakuje najlepiej po kilku godzinach od przygotowania i można przygotować go nawet dzień wcześniej, wieczorem, pamiętając by nie przykrywać miseczki z sosem. Może to być troszkę kłopotliwe, żeby pamiętać, ale smak wszystko wynagrodzi.


Przyprawy wymieszać w miseczce (ja mieszam bezpośrednio w moździerzu).
Blachę do pieczenia wyłożyć pergaminem.
Kalafiora podzielić na różyczki, przekroić na połówki lub większe różyczki na grube plastry, słodkie ziemniak pokroić w ćwiartki (młode marchewki można zostawić w całości, jeśli są bardzo drobne).
Warzywa pokropić oliwą, posypać odrobiną soli i przyprawami.
Piec 10 min w 220st. C, temp. zmniejszyć do 190st C i dopiekać kilka minut (w zależności od wielkości warzyw), sprawdzając w międzyczasie czy warzywa są już miękkie. Jeśli piekarnik ma tendencję do przypiekania, piec w 190st. C, potem temp. zmniejszyć do 180 st.C.
Podawać od razu, z sosem czosnkowym.
Pyszne same lub jako dodatek do białego mięsa lub ryby.

Smacznego!


2014/08/06

Śliwki pod słonecznikowo-owsianą kruszonką.


Muszę szczerze przyznać się, że kiedy mam do dyspozycji świeże, dojrzałe i słodkie do niemożliwości śliwki, najchętniej zjadłabym je same. Ot tak, po prostu, delektując się tym jaak bardzo owoce mogą być słodkie, kiedy aż sok cieknie po rękach. Kiedy się już człowiek tak tymi śliwkami nacieszy, przychodzi ochota na śliwki w innych wariantach.
Szczególnie kiedy na Wyspę przyszły takie dni, że w sierpniu trzeba było wyciągać zimowy sweter, poczułam, że czas na jakiś ciepły deser, a nawet podwieczorek czy kolację. Bo właściwie przepis ten mieści się w każdej z tych kategorii.
Kruszonka nie zawiera mąki, a tylko płatki owsiane, odrobinę masła i słonecznikowy "cukier puder", o którym już wspominałam. Jest więc to całkowicie bezgrzeszny i zdrowy rodzaj deseru, przekąski czy podwieczorku. I czyż można się oprzeć skarmelizowanym na maśle, z wodą różaną i pieczonym, lepkim śliwkom z chrupiącą kruszonką? Jakoś sobie tego nie wyobrażam.
Gorąco polecam wypróbować ten przepis, tym bardziej, że własnie wkraczamy w sezon na śliwki.




Śliwki pod słonecznikowo-owsianą kruszonką
(porcja dla 2os.)

dowolne, bardzo dojrzałe na granicy przejrzałości nawet (to ważne) śliwki i np. nektarynki ok 5szt. dużych lub 10-12 mniejszych (np. węgierek)
1 łyżka masła
1 łyżeczka wody różanej
2-3 łyżeczki ksylitolu, dowolnego syropu lub cukru

Owoce pokroić w ósemki (duże) lub połówki (małe).
Na patelni rozpuścić masło, dodać owoce, wodę różaną, posłodzić, dusić do miękkości.
Posypać kruszonką, piec ok. 20 min, w temp. 170st.C.
Podawać na ciepło, solo lub np. z jogurtem greckim, gęstą, kwaśną śmietaną (np. creme fraiche) lub kulką lodów śmietankowych czy waniliowych.

Kruszonka:
4 łyżki płatków owsianych
1 łyżka zimnego masła
2 pełne łyżki pestek słonecznika
2 łyżeczki ksylitolu lub cukru

Pestki słonecznika zmielić w młynku do kawy wraz z ksylitolem na słonecznikowy "cukier puder", dodać płatki i masło, ugniatać palcami, aż powstaną grube okruchy. Nie za długo, aby nie dopuścić do rozpuszczenia się masła. Kruszonką posypać podduszone owoce.


Smacznego!






2014/07/28

Gorąco? Orzeźwiający koktajl z ogórkiem.





Kiedy jest gorąco tak, że nie chce się jeść, tylko pić, pić, pić, z pomocą przychodzi taki oto orzeźwiający koktajl. Trochę do picia, a jednak troszkę syci w taki upał.
Wodę aromatyzowaną ogórkiem i melonem, pokazywałam tutaj, taka woda świetnie orzeźwia, a ogórek, jak widać, dobrze sprawdza się w upał, nie tylko w mizerii. 
Polecam!




Orzeźwiający koktajl z ogórkiem, pomarańczą i natką pietruszki
porcja dla 1os.

1 mały ogórek gruntowy, obrany ze skórki
1 mała pomarańcza
garść natki pietruszki
woda mineralna

do podania: ew. kostki lodu

Wszystkie składniki zmiksować, dodając wody do pożądanej konsystencji. Można dodać z kostki lodu, podawać od razu.

Smacznego!



2014/07/21

Truskawki ze śmietanką. Na patyku. Orzeźwiające lizaki lodowe.



Truskawki rozgniatane ze śmietanką i cukrem, to wspomnienie lata.
Siadało się w upalny dzień, z miseczką czy kubeczkiem, pełną truskawek polanych gęstą śmietaną i posypanych cukrem i rozgniatało widelcem ile sił.

Nie miksowane, ale właśnie rozgniatane widelcem - prawdziwa ambrozja.
Zachciało mi się takich truskawek, ale w postaci lodów na patyku.
Nie są to kremowe lody, a orzeźwiające lizaki lodowe.
Przygotowanie ich zajmie dosłownie kilka minut, nie licząc czasu mrożenia.

Potrzebne będą:

250g truskawek
125ml śmietanki kremówki
80g serka mascarpone
ok.10 listków bazylii
można ew. minimalnie dosłodzić, do smaku i wedle uznania

Wszystko zmiksować, przelać do foremek na lody, zamrozić i gotowe!

Smacznego!

2014/07/01

Witaj lipcu!


Bądź słoneczny, pachnący i obfity...

2014/06/09

Smoothie 10. "Orzeźwienie"



Nieznośnie dojrzały ananas, wyjęty z lodówki, jem po prostu solo, łapczywie, nie mogąc poradzić nic na cieknący mi po dłoniach sok. Proste smaki, proste przyjemności. Resztę przerabiam na koktajl, taki w sam raz na upalny, nieznośnie gorący dzień. W sam raz na drugie śniadanie, na przekąskę, dla ochłody.
Kiedy upijam pierwszy łyk, mam jedno skojarzenie, że koktajl ten smakuje - jakkolwiek to zabrzmi - jakoś tak... zmysłowo. 
Jak wakacje w lepkim powietrzu tropików, gdzieś na Tahiti, gdzie wśród mięsistych liści bananowca skrzeczą papugi, a upał nie daje spać...



Koktajl "Orzeźwienie"


2 plastry świeżego, najdojrzalszego ananasa
1/2 małej pomarańczy
1/2 cm korzenia imbiru, startego
garść natki pietruszki
szczypta cynamonu
zimna maślanka

Wszystkie składniki zmiksować w blenderze, podawać natychmiast.

Smacznego!






2014/02/19

Z tęsknoty za latem.




...trochę mi się dłuży ta zima.
Pragnę, żeby już było gorąco, przez duże "G", żeby potrzebne były cienkie jak gaza spódnice, baletki i ochota na aromatyzowaną owocami wodę i lekką sałatkę, a kawa w grę wchodziła tylko mrożona
Chcę słuchać marudzenia "o rany! ale upał". O tak. Tego pragnę! 
Czyli, generalnie, powtórki przepięknego, zeszłorocznego lata. 



na zdjęciu ulubiona, letnia sałatka mojego Dziadka


2013/11/05

Sto siedem pierogów mojej Babci i inne letnie migawki.

Czas spędzony w domu rodzinnym, jest mi potrzebny jak haust świeżego powietrza - bez tego nie potrafię funkcjonować. 
Celebruję każdy wyjazd do Polski, cieszę się domem, bliskimi i drobiazgami, po prostu byciem razem.
Wspólne kolacje w ogrodzie, tylko z Dziadkami, pieczenie kiełbasek na patyku, granie w "babinktona", zbieranie śliwek ze starutkiej śliwki, która owocuje nagle po kilku latach posuchy, chyba po raz ostatni, bo nie ma siły utrzymać ciężkich od owoców gałęzi, które łamią się i spadają na trawnik. Pieczenie pizzy, której nikt mi nie podaruje, szczególnie najmłodsi członkowie rodziny. Jestem ja, pizza musi być i kropka.
Ale przede wszystkim długie, długie rozmowy z Babcią, o jej młodości, o jej podróżach, o smakach kiedyś egzotycznych, o życiu i świecie, tym sprzed kilkudziesięciu lat i tym dzisiaj, o przyjaźniach i kontaktach międzyludzkich. Tym razem aparat leżał zawsze pod ręką, na blacie kuchennym, na parapecie, zawsze w pogotowiu, obserwowanie drobnych, zwyczajnych chwil, jak bardzo teraz doceniam te migawki. 
Kiedy je oglądam, jestem tam znowu, w upale, który dochodził do 40st. C o godz. 19, czuję zapach dymu z ogniska i ciepłych pierogów, widzę dłonie mojej Babci lepiące kolejne i kolejne dziesiątki pierogi i uśmiech mojego Dziadka, jedyny w swoim rodzaju, błyszczący w Jego oczach, kiedy fotografuję go gdy podlewa ogródek.
Pragnę również zwrócić Państwa uwagę na urocze budki dla ptaków, które mój Dziadek zrobił ze starych skrzyneczek po winie. Setki zdjęć, które teraz oglądam i wraca do mnie każda chwila. Nurzam się w tym, jak eliksirze na poprawę humoru. 

Moje letnie migawki, z domu rodzinnego (i nie tylko).



2013/08/24

Dzień dobry weekendzie!

Co smacznego planujecie na sobotę/ niedzielę? 
A może spędzacie weekend pracowicie, nad produkcją przetworów? Jeśli tak, teraz jest najodpowiedniejszy czas na domowy ketchup czy zapasteryzowanie sosu z cukinii, do ryby po grecku, na zimę będzie jak znalazł. 
A już wkrótce pojawi się pigwa, i można zrobić z niej obłędną konfiturę pigwowo-gruszkową.
Polecam Waszej uwadze.

PS Słonecznego, udanego weekendu!


2013/08/12

Pszczoła na wagę złota.


Albert Einstein powiedział, że kiedy zginie ostatnia pszczoła, cztery lata później wyginie cała ludzkość.
Może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale bez pszczół nie ma życia na Ziemi. Dosłownie.
Przez kilka ostatnich lat, obserwuję jak ekolodzy i obrońcy pszczół biją na alarm, że jesteśmy na dobrej drodze do tego, że kiedyś pszczół po prostu nie będzie. W wielu miejscach na świecie doszło do tego, że np. drzewka owocowe zapyla się ręcznie. Obliczono jednak, że jakby się człowiek nie starał, jest w stanie wykonać tylko ułamek pracy pszczoły.
Powstają niezwykle kosztowne projekty, mające na celu skonstruowanie sztucznej pszczoły (tak tak, to nie żart) choć wydaje mi się, że lepszym pomysłem, byłoby przeznaczyć te pieniądze na ratowanie pszczół, stworzenie im lepszych warunków bytowania, zlikwidowanie pestycydów, które są głównym czynnikiem tego, że pszczoły masowo giną.
Co można zrobić? Jeśli jest się posiadaczem ogródka, można posadzić kwiaty, które pszczoły lubią, czy pozwolić w zakątku ogrodu bujnie rosnąć trawie, mleczom, koniczynie. Można podpisać petycję dotyczącą ratowania pszczół czy wspierać organizacje ratujące pszczoły.
Najmniejsze żyjątka, takie, które wydają nam się najbardziej zwyczajne, niewidzialne wręcz, robią największą robotę.
A wśród nich, w tych czasach, pszczoła jest tym na wagę złota.

2013/08/08

Pełnia lata. Leczo.


Leczo to taki synonim pełni, a może już schyłku, lata. 
To teraz pomidory i cukinia są najlepsze i najdorodniejsze. Wszystko świeże, soczyste i pełne słońca.
Nic tylko ugotować gar leczo i jeść, obdarować słoiczkiem kogoś ze znajomych, rodziny, a może zanieść sąsiadce, komuś kto sam ugotować nie może, a potrzebuje i się ucieszy. 
Leczo świetnie się mrozi, odgrzane w jesienne dni, przeniesie na chwilkę do gorących dni lata. 
To danie, którego trudno przygotować mały rondelek, jak leczo - to gar. 
Gar pełen lata.



Leczo
(przepis zgodny z KPP oraz MM)

1,5- 2kg cukinii (nie przerośniętych, średnich, takich, których nie trzeba obierać ze skórki i nie mają przerośniętych gniazd nasiennych)
1,5-1,85 kg pomidorów (malinowych lub takich które mają soczysty miąższ, nie podłużnych, te będą dobre na ketchup)
2-3 papryki (czerwone i pomarańczowe lub żółte)
ok. 0,5 dobrej kiełbasy i boczku lub samej kiełbasy (w wersji wege pominąć)
2 większe lub 3 mniejsze cebule
1 duża szczypta kminku mielonego
pieprz czarny świeżo mielony
2 liście laurowe
4 ziela ang.
3 ząbki czosnku, zmiażdżone
chilli powder hot (lub pieprz cayenne lub ulubione chilli + odrobina słodkiej papryki)
sól czosnkowo-cebulowa lub ziołowa
1 łyżeczka sosu sojowego
1 pełna łyżeczka majeranku
¼ łyżeczki tymianku (na czubku łyżeczki)
masło klarowane
syrop z agawy, płynny miód (jeśli potrzeba, do smaku)

Pomidory naciąć nożem na krzyż, z obydwu stron, zalać wrzątkiem na kilka minut.
W tym czasie cukinię pokroić w kostkę, wrzucić do garnka.
Paprykę pokroić w paseczki, podsmażyć na maśle klarowanym, przełożyć do garnka.
Gdy papryka się podsmaża, pomidory obrać ze skórki, pokroić w kostkę, odstawić.
Cebulę pokroić w piórka, podsmażyć na maśle klarowanym, przełożyć do garnka.
Dodać kminek, liście laurowe, ziele ang. czosnek, chilli, sól, sos sojowy, wymieszać.
Kiełbasę i boczek pokroić w kostkę, podsmażyć na maśle klarowanym, aż lekko zbrązowieje i będzie troszkę chrupiąca, dodać do garnka.
Dodać pokrojone pomidory, majeranek i tymianek, wymieszać.
Przykryć i gotować ok. 1,5 godz. na średnim ogniu. Po tym czasie warzywa powinny być miękkie. Będzie sporo sosu (w zależności od rodzaju i tego jak dojrzałe i soczyste były pomidory), jeśli chcemy by leczo było gęstsze, 15-20 min przed końcem gotowania zdjąć pokrywkę, zwiększyć płomień i odparować sos, do ulubionej konsystencji. Spróbować i jeśli trzeba dosmakować niewielką ilością syropu/ miodu, pieprzu i chilli, soli i sosu sojowego (malutko, tylko do smaku). Pyszne z chlebem lub kaszą.

 Smacznego!