Zaczęło się jakiś rok temu, a może wcześniej.
Te sterty ulotek, reklam, broszur, menu restauracji, w międzyczasie wybory lokalne ("głosuj na mnie!), referendum, sklepowe promocje, wyprzedaże i tony innych, równie "potrzebnych" informacji. Apogeum osiąga, kiedy wyjeżdża się na urlop i po powrocie podłoga w przedpokoju usłana jest jak kolorowy dywan, tak, że ledwo można drzwi otworzyć.
Za każdym razem, gdy zbieram ulotki z podłogi zadaję sobie to samo pytanie, "po co? czy to wszystko jest naprawdę potrzebne, czy te informacje warte są papieru na którym zostały wydrukowane? ja tego nie potrzebuję"
Podobną modę zauważam w spożywczakach czy nawet warzywniaku, jabłka, cukinie, pietruszki, marchewki, równiutko ofoliowane na tacce. Rozumiem delikatne owoce, maliny, brzoskwinie, jeżyny, ale korzeniowe warzywa? A jak się spóźnię i zabraknie pieczarek luzem, to stoję przed tymi w pudełku i naprawdę mam dylemat i ogarnia mnie smutek na ten nasz współczesny i "nowoczesny świat". Kolejne pudełko??
Kiedy to się stało, kiedy nastąpiła ta światowa przemiana, od kiedy to wszystko chcemy opakować w celofanik i położyć na tacce? Nigdy wcześniej, tak jak teraz (czy to w Irlandii, czy w Polsce w warzywniaku), nie muszę się tyle natłumaczyć, że nie, nie chcę papierowej torby, mam swoje bawełniane torby na zakupy. Kiedy wybieram jabłka czy warzywa luzem, przy kasie znów muszę tłumaczyć, że nie chcę by pakowano mi je oddzielnie w foliowy worek. Po to właśnie zabieram je luzem, by nie znosić plastiku do domu.
Ale i tak nie zawsze to się udaje, choć człowiek bardzo się stara i tak nie jest tego w stanie całkowicie przeskoczyć i nie mam pretensji o opakowania po jogurcie, tego nie kupię luzem. Ale chciałabym móc kupować luzem wszystko co tylko się da i podziwiam tę rodzinę, które produkuje słoik (tak, jeden słoik) odpadów rocznie
Powie ktoś, "nie rozumiem w czym problem, jest przecież recykling".
Oczywiście, jest i sortujemy wszystkie odpady, plastik i metal tu, szkło tu, papier i tektura tu. Pewnego jednak dnia stanęłam przed pojemnikiem do sortowania, popatrzyłam na tę górę wszystkiego i choć kupujemy i wybieramy naprawdę minimalistycznie, złapałam się za głowę, jak to możliwe produkować tyle wszystkiego? Ja wiem, że to wszystko się przetwarza i może to głupie, ale ja po prostu n i e c h c ę być "producentem" takiej ilości, nie chcę wysyłać tego w świat, po prostu chciałabym skrócić tę drogę, nie dokładając tyle do globalnej góry śmieci. Bo jeśli ktoś widział zdjęcia łachy śmieci wielkości Manhattanu, dryfujące po oceanach, czy ryby z żołądkami pełnymi plastikowych zakrętek czy siatek po sześciopakach, to trochę się w ten recykling wątpi. Te śmieci gdzieś trafiają.
Czytałam ostatnio artykuły na temat uprawy oleju palmowego (który jest składnikiem nutelli czy popularnych tortilla chips) i to jak karczuje się lasy deszczowe, nie zważając na ich florę i faunę, jak wycina się te płuca świata do gołej ziemi, dla kremu czekoladowego i chipsów. Świetnie obrazuje to ten filmik.
I rozmyślając o tym wszystkim (bo nie daje mi to spokoju) zadaję sobie głośno pytanie, "czy do tego doszło, że człowiek jest największym szkodnikiem tej planety?"
Bo żadne inne stworzenie, nie niszczy jej bardziej niż człowiek, żadne inne nie szanuje jej tak mało, z głupoty, wygodnictwa i najczęściej - dla zysku.
Czy inaczej można nazwać opatentowanie nasion GMO i nazwanie ich swoją własnością, monopol na nasiona, który to drenuje i wyjaławia tę planetę na tak wielu płaszczyznach. ale i niszczy rodziny rolników zaangażowane w ich uprawę. Może jestem niezbyt rozgarnięta, ale wydawało mi się, że pomidory, kukurydza etc. nie należą do nikogo, dała je nam matka natura, są za darmo, dla każdego użytkownika tej planety i tylko człowiek mógł wpaść na to by patentować i czerpać korzyści z czegoś, czego nie stworzył.
Chwilę później natknęłam się na artykuł o
opuszczonej wiosce rybackiej w Chinach, którą natura zagarnęła i wchłonęła, tak jakby człowiek pojawił się tam tylko na chwilę. Niesamowicie wyglądają domy porośnięte bluszczem i mchem. Bo może tego jeszcze nie rozumiemy, myśląc, że wszystko co na tej ziemi, należy do nas i możemy sobie tym do woli rozporządzać, niszczyć rzeki, lasy, wyjaławiać glebę, opryskami powodować masowe wymieranie pszczół, bez których nie przetrwamy chwili, ale to my tu jesteśmy tylko na chwilę, to wszystko do nas nie należy, my to tylko na chwilę pożyczamy. Świat z cały jego bogactwem natury, istniał i radził sobie świetnie, zanim pojawił się na nim człowiek i będzie istniał gdy ludzi na nim nie będzie. Opuszczona, rybacka wioska w Chinach jest tego najlepszym przykładem, jeśli człowiek odejdzie, natura świetnie sobie bez niego poradzi, bluszcz pokryje wieżowce, mech wyjdzie z najdrobniejszej betonowej szczeliny, ptaki założą gniazda, pszczoły będą zapylać, a rzeki będą płynąć jak płynęły, tylko będą czystsze. To nie natura potrzebuje nas, tylko my jej.
Bardzo dobrze ilustruje to jeden z moich ulubionych cytatów - "Kiedy uschnie ostatnie drzewo, przestanie śpiewać ostatni ptak, a w rzece umrze ostatnia ryba, ludzie zrozumieją, że nie można jeść pieniędzy"...
Na osłodzenie tego trochę poważnego wywodu, zostawiam Wam przepis na biszkoptowe ciasto z owocami, bardzo łatwe i szybkie do przygotowania, tak łatwe, że można zaangażować w pieczenie dzieci. Gotowe w godzinę, łącznie ze zmywaniem po przygotowaniach.
Dobrego dnia!
Ciasto biszkopotowe z owocami|
Przepis Elizki, z książki "O jabłkach"
250g mąki pszennej
1 1/ 2 łyżeczki proszku do pieczenia
170g ksylitolu (lub cukru pudru)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub ziarenka z jednej małej laski wanili
2 jajka
100 ml mleka (dałam roślinne)
100 g masła, roztopionego i przestudzonego
3-4 garście owoców leśnych lub mieszanych (jagody, porzeczki, maliny, jeżyny, borówki), mogą być też mrożone (przed pieczeniem nie rozmrażać)
masło i bułka tarta, do wysmarowania foremki
Tortownicę o śr. 24 cm wysmarować masłem i obsypać tartą bułką.
Piekarnik nagrzać do temp. 180st.C.
Jajka utrzeć z ksylitolem lub cukrem i wanilią, na kogel-mogel.
Dodać masło, mleko i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Zmiksować do połączenia składników, przelać do tortownicy, posypać owocami. Piec 40-45min., do suchego patyczka.
Smacznego!