Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szybkie dania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szybkie dania. Pokaż wszystkie posty

2021/05/17

Makaron ryżowy z cukinią, szpinakiem, krewetkami i bean rāyu.

 

Po ostatnim zakupie penaut rayu firmy Whitemausu (o którym pisałam w poprzednim poście), poszłam za ciosem i zakupiłam kolejny produkt tej samej firmy - bean rayu.
Nie bardzo wiedziałam do czego to wykorzystać, więc kiedy w miniony weekend dumałam nad obiadem, przeglądałam lodówkę co tam można zmontować z tego co mam, znalazłam świeży szpinak, cukinię, w zamrażarce zawsze mam paczuszkę krewetek, w szafce czekał szeroki makaron ryżowy.
Postanowiłam wszystko to skleić w całość z pomocą bean rayu.
Jako, że produkt ten jest niesamowicie bogaty w umami, jest w nim właściwie wszystko co potrzebne by dać daniu smakowego kopa, postanowiłam dodać tylko element słony i kwaśny.
Nie wzięłam pod uwagę poziomu ostrości tego sosu (dałam dwie łyżeczki), więc musiałam nieco zgasić jego żar mlekiem kokosowym.
I to też nie był błąd, bo danie wyszło wedle mojego domowego krytyka kulinarnego "jak z najlepszej restauracji".
Jeśli traficie na ten lub podobny produkt (na razie dostępny jest na terenie Irlandii i Wielkiej Brytanii), kupujcie i róbcie to danie bez wahania.


 MAKARON RYŻOWY ZE SZPINAKIEM, CUKINIĄ, KREWETKAMI I BEAN RAYU
  porcja dla 2 os.

1 mała cukinia
ok. 200 g świeżego szpinaku
(opłukanego i odsączonego na durszlaku)
1 paczka mrożonych krewetek
1 łyżka oliwy z oliwek
1 plasterek masła
sos sojowy i rybny
(lub tylko sojowy)
ocet balsamiczny i ocet ryżowy
(do smaku, limonka też byłaby super, ale nie miałam, można również spróbować z pastą z tamaryndowca)
1-2 łyżeczki bean rayu (w zależności jak ostre danie lubicie)
makaron ryżowy (ugotować w osolonej wodzie, mimo, że instrukcja nie każe solić, ale zaufajcie mi)
mleko kokosowe (w razie gdybyście przesadzili z bean rayu, ale powiem Wam, że gra tu rewelacyjnie)

Na dużej patelni rozgrzać oliwę i  masło, wrzucić krewetki, polać ok 1 łyżeczką sosu sojowego i kilkoma kroplami sosu rybnego.
Nastawić wodę na makaron, całość nie potrwa dłużej niż gotowanie makaronu.
Kiedy krewetki puszczą wodę, dodać szpinak i dusić aż zmięknie.
Cukinię pokroić w półplasterki i wrzucić na ostatnie kilka minut, ma być chrupka i jędrna, nie rozgotowana. Dodać bean rayu, dowolny kwaśny składnik. Zdjąć z ognia i dodać 1-2 łyżki mleka kokosowego, wymieszać, postawić ponownie na ogniu. Na patelnię wrzucić makaron, wymieszać na niedużym ogniu, aż oblepi się sosem. Od razu podawać.

Smacznego!




2016/01/07

Pesto słonecznikowe.












Pesto można kupić już w każdym sklepie, nie tylko klasyczne z bazylii, parmezanu i pinioli, ale i "rosso", z suszonymi pomidorami.
Wiele lat kupowałam słoiczek, który czekał w lodówce na czarną godzinę, kiedy potrzebny jest szybki makaron, lub gdy po prostu mamy na nie ochotę. W zeszłym roku postanowiłam jednak spróbować zrobić je sama, ale nie miałam pod ręką orzeszków piniowych, za to sporo pestek słonecznika, których zawsze mam w domu pod dostatkiem. Postanowiłam też wykorzystać specjalną deseczkę i nóż do ziół, którą kiedyś dostałam w prezencie od Mamy. Wiem, że pesto można zmiksować w blenderze, robiłam je i tak, jednak to siekane ręcznie bardziej mi smakuje. Zajmuje to naprawdę niewiele czasu, ok dwóch-trzech minut na zrobienie porcji dla jednej osoby, to dużo krócej niż ugotowanie makaronu. I powiem szczerze, bardzo mnie to relaksuje, lubię takie rytuały.
W posiekanym pesto lubię tę niedoskonałość, w której czuć ręczną robotę: niesymetryczne drobinki nasion i listków, grudeczki czosnku, czasem nie trę nawet parmezanu, tylko kroję w byle jakie plasterki i siekam razem z bazylią i słonecznikiem. Czasem dodaję trochę koperku, wychodzi bardzo ciekawy i świeży smak. Róbcie jak Wam wygodnie, za każdym razem wyjdzie pyszne.
Pamiętam kiedy po raz pierwszy zaserwowałam je Mamie, jak była nim zachwycona i jak bardzo jej smakowało. Od tamtej pory wiem, jak sprawić jej przyjemność. Wysyłam jej zaproszenie na obiad, w ogrodzie, pod orzechem. Mały stolik nakrywam białą serwetą, stawiam butelkę zimnej lemoniady bazyliowej i talerz makaronu z pesto. Uwielbiam tę radość w jej oczach, przy każdym kęsie, za każdym razem...






Pesto słonecznikowe
(porcja dla 1 os.)

1 mała doniczka listków bazylii (ok.15g) lub listki z 1/2 dużej doniczki
2 płaskie łyżki pestek słonecznika
1/2 ząbka czosnku
odrobina soli
ok. 2 łyżki dobrej, łagodnej w smaku oliwy z oliwek
1 łyżka utartego parmezanu

Czosnek przecisnąć przez praskę, posypać odrobinką soli, rozetrzeć łyżeczką i odstawić.
Listki bazylii dokładnie wypłukać, osuszyć.
Na drewnianej desce, ułożyć bazylię, pestki słonecznika i posiekać dużym nożem.
Dodać czosnek, posiekać przez chwilkę, do wymieszania.
Dodać utarty parmezan, polać oliwą, wymieszać.
Podawać z makaronem, dodawać do kanapek, sałatki caprese (pominąć ocet balsamiczny), sałatki ziemniaczanej, młodych, malutkich gotowanych kartofelków, czy na kawałek pieczonego/ ugotowanego dorsza.
Można przechowywać do kilku dni, w lodówce, w szklanym lub ceramicznym naczyniu.

Smacznego!




2015/07/13

Ciasto biszkoptowe z owocami lata.


Zaczęło się jakiś rok temu, a może wcześniej.

Te sterty ulotek, reklam, broszur, menu restauracji, w międzyczasie wybory lokalne ("głosuj na mnie!), referendum, sklepowe promocje, wyprzedaże i tony innych, równie "potrzebnych" informacji. Apogeum osiąga, kiedy wyjeżdża się na urlop i po powrocie podłoga w przedpokoju usłana jest jak kolorowy dywan, tak, że ledwo można drzwi otworzyć.

Za każdym razem, gdy zbieram ulotki z podłogi zadaję sobie to samo pytanie, "po co? czy to wszystko jest naprawdę potrzebne, czy te informacje warte są papieru na którym zostały wydrukowane? ja tego nie potrzebuję"

Podobną modę zauważam w spożywczakach czy nawet warzywniaku, jabłka, cukinie, pietruszki, marchewki, równiutko ofoliowane na tacce. Rozumiem delikatne owoce, maliny, brzoskwinie, jeżyny, ale korzeniowe warzywa? A jak się spóźnię i zabraknie pieczarek luzem, to stoję przed tymi w pudełku i naprawdę mam dylemat i ogarnia mnie smutek na ten nasz współczesny i "nowoczesny świat". Kolejne pudełko??

Kiedy to się stało, kiedy nastąpiła ta światowa przemiana, od kiedy to wszystko chcemy opakować w celofanik i położyć na tacce? Nigdy wcześniej, tak jak teraz (czy to w Irlandii, czy w Polsce w warzywniaku), nie muszę się tyle natłumaczyć, że nie, nie chcę papierowej torby, mam swoje bawełniane torby na zakupy. Kiedy wybieram jabłka czy warzywa luzem, przy kasie znów muszę tłumaczyć, że nie chcę by pakowano mi je oddzielnie w foliowy worek. Po to właśnie zabieram je luzem, by nie znosić plastiku do domu. 

Ale i tak nie zawsze to się udaje, choć człowiek bardzo się stara i tak nie jest tego w stanie całkowicie przeskoczyć i nie mam pretensji o opakowania po jogurcie, tego nie kupię luzem. Ale chciałabym móc kupować luzem wszystko co tylko się da i podziwiam tę rodzinę, które produkuje słoik (tak, jeden słoik) odpadów rocznie
Powie ktoś, "nie rozumiem w czym problem, jest przecież recykling". 

Oczywiście, jest i sortujemy wszystkie odpady, plastik i metal tu, szkło tu, papier i tektura tu. Pewnego jednak dnia stanęłam przed pojemnikiem do sortowania, popatrzyłam na tę górę wszystkiego i choć kupujemy i wybieramy naprawdę minimalistycznie, złapałam się za głowę, jak to możliwe produkować tyle wszystkiego? Ja wiem, że to wszystko się przetwarza i może to głupie, ale ja po prostu  n i e  c h c ę  być "producentem" takiej ilości, nie chcę wysyłać tego w świat, po prostu chciałabym skrócić tę drogę, nie dokładając tyle do globalnej góry śmieci. Bo jeśli ktoś widział zdjęcia łachy śmieci wielkości Manhattanu, dryfujące po oceanach, czy ryby z żołądkami pełnymi plastikowych zakrętek czy siatek po sześciopakach, to trochę się w ten recykling wątpi. Te śmieci gdzieś trafiają.
Czytałam ostatnio artykuły na temat uprawy oleju palmowego (który jest składnikiem nutelli czy popularnych tortilla chips) i to jak karczuje się lasy deszczowe, nie zważając na ich florę i faunę, jak wycina się te płuca świata do gołej ziemi, dla kremu czekoladowego i chipsów. Świetnie obrazuje to ten filmik

I rozmyślając o tym wszystkim (bo nie daje mi to spokoju) zadaję sobie głośno pytanie, "czy do tego doszło, że człowiek jest największym szkodnikiem tej planety?" 

Bo żadne inne stworzenie, nie niszczy jej bardziej niż człowiek, żadne inne nie szanuje jej tak mało, z głupoty, wygodnictwa i najczęściej - dla zysku. 
Jak inaczej można nazwać wycięcie parku, wykarczowanie pięknego starodrzewu, wokół osiedla mieszkaniowego...by postawić na tym miejscu supermarket?
Czy inaczej można nazwać opatentowanie nasion GMO i nazwanie ich swoją własnością, monopol na nasiona, który to drenuje i wyjaławia tę planetę na tak wielu płaszczyznach. ale i niszczy rodziny rolników zaangażowane w ich uprawę. Może jestem niezbyt rozgarnięta, ale wydawało mi się, że pomidory, kukurydza etc. nie należą do nikogo, dała je nam matka natura, są za darmo, dla każdego użytkownika tej planety i tylko człowiek mógł wpaść na to by patentować i czerpać korzyści z czegoś, czego nie stworzył.
Chwilę później natknęłam się na artykuł o opuszczonej wiosce rybackiej w Chinach, którą natura zagarnęła i wchłonęła, tak jakby człowiek pojawił się tam tylko na chwilę. Niesamowicie wyglądają domy porośnięte bluszczem i mchem. Bo może tego jeszcze nie rozumiemy, myśląc, że wszystko co na tej ziemi, należy do nas i możemy sobie tym do woli rozporządzać, niszczyć rzeki, lasy, wyjaławiać glebę, opryskami powodować masowe wymieranie pszczół, bez których nie przetrwamy chwili, ale to my tu jesteśmy tylko na chwilę, to wszystko do nas nie należy, my to tylko na chwilę pożyczamy. Świat z cały jego bogactwem natury, istniał  i radził sobie świetnie, zanim pojawił się na nim człowiek i będzie istniał gdy ludzi na nim nie będzie. Opuszczona, rybacka wioska w Chinach jest tego najlepszym przykładem, jeśli człowiek odejdzie, natura świetnie sobie bez niego poradzi, bluszcz pokryje wieżowce, mech wyjdzie z najdrobniejszej betonowej szczeliny, ptaki założą gniazda, pszczoły będą zapylać, a rzeki będą płynąć jak płynęły, tylko będą czystsze. To nie natura potrzebuje nas, tylko my jej.
Bardzo dobrze ilustruje to jeden z moich ulubionych cytatów - "Kiedy uschnie ostatnie drzewo, przestanie śpiewać ostatni ptak, a w rzece umrze ostatnia ryba, ludzie zrozumieją, że nie można jeść pieniędzy"...



Na osłodzenie tego trochę poważnego wywodu, zostawiam Wam przepis na biszkoptowe ciasto z owocami, bardzo łatwe i szybkie do przygotowania, tak łatwe, że można zaangażować w pieczenie dzieci. Gotowe w godzinę, łącznie ze zmywaniem po przygotowaniach.



Dobrego dnia!





Ciasto biszkopotowe z owocami|
Przepis Elizki, z książki "O jabłkach"
250g mąki pszennej
1 1/ 2 łyżeczki proszku do pieczenia
170g ksylitolu (lub cukru pudru)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub ziarenka z jednej małej laski wanili
2 jajka
100 ml mleka (dałam roślinne)
100 g masła, roztopionego i przestudzonego
3-4 garście owoców leśnych lub mieszanych (jagody, porzeczki, maliny, jeżyny, borówki), mogą być też mrożone (przed pieczeniem nie rozmrażać)
masło i bułka tarta, do wysmarowania foremki

Tortownicę o śr. 24 cm wysmarować masłem i obsypać tartą bułką.
Piekarnik nagrzać do temp. 180st.C.
Jajka utrzeć z ksylitolem lub cukrem i wanilią, na kogel-mogel.
Dodać masło, mleko i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Zmiksować do połączenia składników, przelać do tortownicy, posypać owocami. Piec 40-45min., do suchego patyczka.

Smacznego!










2015/07/04

Pieczony kalafior ze słodkimi ziemniakami i sosem czosnkowym. Szybki i lekki obiad.


Od maja czekamy na lato, które nie chce przyjść, pojawia się tylko znienacka na dzień czy dwa, kiedy to wszyscy cieszymy się nim jak dzieci. Taki wyspiarski klimat.
Dzieci sąsiadów kopią piłkę, z nowym kolegą, którego płomienno rude włosy wyglądają niezwykle w połączeniu ze strojem piłkarskim w kolorze pomarańczowo-koralowym. Kiedy patrzę za okno, świeci wręcz z zieleni trawnika. Sąsiadowe chłopaki czasem też gonią konie po łące i jeżdżą na czymś co przypomina gokarty (tylko trzeba pedałować, żeby się poruszać) i słyszę, stojąc w otwartych, kuchennych drzwiach, jak piszczą, kiedy z pięknego słońca w sekundę włącza się ulewa i nie zdążą przed nią uciec do domu, bo są gdzieś w połowie trasy wyścigowej, tzn. uliczki. 

A ja stoję i patrzę na ogród, wąchając deszcz, który w taki dzień zawsze pachnie obiecująco. Słodko i rześko. Wiadomo, że za chwilkę znów wyjdzie słońce.

Ostatnio piekę dużo warzyw. Całe blachy i nie mam dość.
Upodobałam sobie ten prosty sposób na obiad, który wyciąga z nich to co najlepsze, koncentruje smak, daje chrupkość z wierzchu i soczystość w środku. I jest tak łatwy do przygotowania, wystarczy dodać kawałek ryby czy filet kurczaka i obiad robi się sam, na jednej blaszce.




Pieczony kalafior ze słodkimi ziemniakami i sosem czosnkowym

Proporcje są dowolne, tyle warzyw ile pomieści blacha do pieczenia, u mnie:
1/2 małego kalafiora, 2-3 średnie słodkie ziemniaki (lub np. pół pęczka młodych marchewek), można dodać też młode, wyszorowane, ale nie obrane ze skórki ziemniaki.

Mieszanka przypraw:
1 łyżeczka kuminu, utłuczonego w moździerzu
1 łyżeczka łagodnego curry w proszku
szczypta papryki wędzonej (lub słodkiej papryki w proszku)
1/2 łyżeczki (lub wedle uznania), chilli powder hot lub innej ostrej mieszanki chilli

Ta mieszanka wystarczy na upieczenie dużej blachy warzyw.

+ sól morska i oliwa z oliwek, do pokropienia warzyw

Sos czosnkowy:
4 łyżki jogurtu naturalnego
szczypta tymianku
1 łyżka majonezu
1 ząbek czosnku (jeśli malutki/ młody, 2 ząbki)
sól morska

Zmiażdżony ząbek czosnku posypać szczyptą soli, wymieszać i odstawić na kilka minut.
Dodać jogurt, tymianek i majonez, wymieszać.
Sos smakuje najlepiej po kilku godzinach od przygotowania i można przygotować go nawet dzień wcześniej, wieczorem, pamiętając by nie przykrywać miseczki z sosem. Może to być troszkę kłopotliwe, żeby pamiętać, ale smak wszystko wynagrodzi.


Przyprawy wymieszać w miseczce (ja mieszam bezpośrednio w moździerzu).
Blachę do pieczenia wyłożyć pergaminem.
Kalafiora podzielić na różyczki, przekroić na połówki lub większe różyczki na grube plastry, słodkie ziemniak pokroić w ćwiartki (młode marchewki można zostawić w całości, jeśli są bardzo drobne).
Warzywa pokropić oliwą, posypać odrobiną soli i przyprawami.
Piec 10 min w 220st. C, temp. zmniejszyć do 190st C i dopiekać kilka minut (w zależności od wielkości warzyw), sprawdzając w międzyczasie czy warzywa są już miękkie. Jeśli piekarnik ma tendencję do przypiekania, piec w 190st. C, potem temp. zmniejszyć do 180 st.C.
Podawać od razu, z sosem czosnkowym.
Pyszne same lub jako dodatek do białego mięsa lub ryby.

Smacznego!


2015/05/07

Szparagi najprostsze. Pochwała prostoty.


Sezon na szparagi uważam za oficjalnie otwarty!
I rozpoczynam najprostszym z możliwych przepisów, który może przygotować każdy, a efekt będzie wspaniały.
Wystarczy trzymać się kilku prostych zasad, by mieć na talerzu szparagową ucztę.
Po pierwsze, kupując szparagi należy sprawdzić czy nie są miękkie, czy główki nie są zawilgotniałe, czy nie były nieprawidłowo przechowywane (najlepiej powąchać ich czubki, raz niestety trafiły mi się takie szparagi, które wtedy nadają się tylko do kosza, także warto zawsze sprawdzać, chyba, że mamy sprawdzone i zaufane źródło/ sprzedawcę).
Po drugie, szparagi po ugotowaniu powinny być jędrne, co oznacza, że trzeba mieć na nie uważne oko podczas gotowania i dać im dosłownie kilka minut. Dla mnie najwygodniejszym rozwiązaniem jest gotowanie ich na parze, nie wyginąją się podczas gotowania, zachowując ładny kształt, nie ma problemu z tym, że dół rozgotowany a główki twarde, nie są przesączone wodą, ławo sprawdzić stan ugotowania i naprawdę łatwo uzyskać w ten sposób efekt o jaki nam chodzi, ugotowane w sam raz, czyli chrupkie szparagi. W sumie jeśli tylko ma się oko na czas gotowania, wszystko idzie jak po maśle.
Po trzecie,  dobre, prawdziwe jajka i dobrej jakości sól i masło czy oliwa.
Kiedy mamy na talerzu danie, które ma tak mało składników, każdy z nich ma znaczenie.
I tak jak oliwa ma różne smaki , tak  w zależności od rodzaju, i miejsca pochodzenia, sól też smakuje inaczej, pikantnie, słodko, dymnie. Warto poeksperymentować.
I wypatrywać szparagów na targu, w warzywniaku, bo sezon na nie jest krótki, a teraz są najlepsze i jest najlepszy na nie czas.







Szparagi z jajkiem sadzonym

(porcja dla dwóch osób)

1 pęczek zielonych szparagów
2 jajka
masło, oliwa z oliwek lub masło klarowane (wg upodobania)
sól (np. różowa himalajska, morska szara i gruba, nieoczyszczona, sól w płatkach wędzona)
świeżo zmielony lub utłuczony w moździerzu czarny pieprz

Nastawić garnek do gotowania na parze.
Szparagi opłukać, odkroić twarde końce, gotować na parze ok. 4 minut grube i ok. 2 min cienkie, powinny być ugotowane ale chrupkie. Warto sprawdzić czy nie są gotowe wcześniej, gdyż gotują się szybko, a nie ma nic gorszego niż rozgotowane szparagi.
Na małej patelni rozgrzać masło lub oliwę, jajka smażyć na średnim ogniu, ok 1-2 min (w zależności od wielkości) lub tyle by białko było ścięte i chrupiące od spodu, a żółtko płynne.
Układać na ugotowanych szparagach i podawać od razu w towarzystwie najlepszej soli i świeżo zmielonego pieprzu.


Smacznego!





2015/04/20

Ciasto migdałowe z rabarbarem i wodą różaną.

Kiedy małymi kulkami ciasta, rozpłaszczonych między dłońmi w cienkie placuszki, wyklejałam dno foremki, pomyślałam, że to świetny przepis na zaangażowanie w pieczenie dzieci.
Ciasto wystarczy wymieszać łyżką, jest miękkie jak plastelina, nie trzeba specjalnej zręczności by pokryć nim dno foremki, można zrobić to jakkolwiek i tak efekt końcowy będzie doskonały.
Rustykalne, szybkie ciasto, z cierpko-słodkim rabarbarem, które na zapieczonych brzegach zamienia się w karmel, bardzo delikatnie pachnący wodą różaną.
Uwielbiam połączenie rabarbaru i wody różanej, tego ciężkiego, lepkiego zapachu, którym wypełnione były bajki o tysiącu i jednej nocy, tak smakuje rabarbar w odwróconym cieście z karmelizowanym rabarbarem i kardamonem. Uwielbiam ją też w zimnym rabarbarowym kompocie, gdzie woda różana jest chłodna, rześka, jak rosa, którą strzepuje się rano z zaspanych w ogrodzie róż.
Woda różana to trochę ruletka, zapach orientu, perfumy do jedzenia, trochę kicz, jednak dozując ją umiejętnie, bawiąc się nią, można trafić w ciekawe smakowe zakamarki.







Ciasto migdałowe z rabarbarem
przepis: Donna Hay, nieznacznie przeze mnie zmodyfikowany

250 g rabarbaru, drobno pokrojonego (dałam więcej ok 350g)
1/4 szkl. suszonej porzeczki (pominęłam)
1/3 szkl. / 60 g cukru kokosowego, ksylitolu lub brązowego cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii ((pominęłam, zamiast tego dodałam 2 łyżeczki wody różanej, aromat róży jest bardzo delikatny, można dodać więcej)
100 g masła, roztopionego
1/3 szkl./ 75 g ksylitolu lub drobnego cukru
1 szkl./ 150g jasnej mąki (pszennej, orkiszowej)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szkl./ 50 g zmielonych orzechów laskowych (użyłam mielonych migdałów/ mąki migdałowej)
1/4 szkl./ 60 ml mleka (użyłam roślinnego)
szczypta soli morskiej
szczypta mielonego imbiru

do podania: śmietanka kremówka i cukier puder do posypania (pominęłam)

Piekarnik nagrzać do 180st. C.
Foremkę o śr. 22cm wysmarować masłem i posypać bułką tartą.
Rabarbar drobno pokroić, posypać brązowym/ kokosowym cukrem, polać wanilią lub wodą różaną, wymieszać i odstawić.
Masło roztopić w rondelku.
Do mąki dodać roztopione masło, mleko, cukier, mielone migdały, imbir, sól, proszek do pieczenia, wymieszać łyżką (nie potrzeba miksera).
Ciasto podzielić na dwie części, połową wykleić dno foremki, wyłożyć rabarbar, wierzch wylepić pozostałym ciastem.
Piec 45-50 min.


Smacznego!



2015/04/14

Sałatka soczewicowa z "My New Roots".


Przepis na tę sałatkę pochodzi z książki "My New Roots" Sary Britton.
Sarę, i jej blog, znają chyba wszyscy miłośnicy zdrowego, wegetariańskiego jedzenia.
Jej książka pełna jest przepisów świeżych, lekkich i pełnowartościowych, o czym postaram się napisać wkrótce, więcej i szczegółowiej.

Dziś, na pierwszy ogień postanowiłam przygotować  prostą i szybką sałatkę z soczewicy. 
Nie przejmujecie się długą listą składników, to w większości przyprawy do dressingu, sama sałatka jest naprawdę łatwa i szybka do zrobienia.



Sałatka z zielonej soczewicy
porcja dla 6-8 os.

500 g zielonej soczewicy (lub puy czy black "beluga")
1/3 szkl./ 80 ml olive extra vergine
1/4 szkl./ 60 ml octu jabłkowego
1 łyżka syropu klonowego (użyłam agawy, płynny miód też się sprawdzi)
1 łyżka musztardy Dijon
2 łyżeczki soli morskiej
2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu (dałam sporo mniej)
1 łyżeczka zmielonego kuminu
1/2 łyżeczki kurkumy w proszku
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
1/4 łyżeczki mielonych goździków
1/4 łyżeczki świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
1 średnia czerwona cebula (nie miałam "na stanie", zastąpiłam szalotką)
1 szkl./ 140g suszonej porzeczki lub innych suszonych owoców (wybrałabym żurawinę)
1/3 szkl./ 40 g kaparów

Soczewicę dokładnie wypłukać na sitku, pod bieżącą wodą.
Przełożyć do garnka, zalać świeżą, zimną wodą, gotować aż stanie się jędrna. Nie przegotować, to bardzo ważne. Ugotowaną soczewicę przelać zimną wodą, odsączyć na sitku.

Cebulę pokroić w kosteczkę, porzeczkę i kapary posiekać niezbyt drobno.
Wszystkie składniki dressingu wymieszać (można w słoiku, wystarczy wtedy potrząsać nim, aż do połączenia składników).

Soczewicę przełożyć do miski, dodać dressing, cebulę, porzeczkę i kapary, wymieszać.
Resztę sałatki można przechowywać w lodówce do 3 dni. Ja swoją przygotowałam z 1/4 porcji, do zjedzenia na raz, dla dwóch osób. Zredukowałam też ilość ostrych przypraw.

Smacznego!






2014/08/31

Makaron z prawdziwkami i serem Dziugas.


Pani, która przywozi nam ze wsi m.in. prawdziwą kiełbasę i wiejskie jajka, przywozi też to co rośnie teraz, w sezonie. Na przykład pyszne śliwki, tak dojrzałe, że skórka sama odchodzi od pestki, czy tak jak ostatnio, również furę pięknych prawdzików. Zabrałyśmy się z Babcią za ich czyszczenie:



Część poszła na marynaty, część po obgotowaniu do zamrażarki, na zimę, z wywaru po obgotowaniu grzybów (i garstki grzybów) była prze-py-szna i obłędnie pachnąca lasem zupa grzybowa, troszkę się suszy, a resztę przeznaczyłam na sos.
Prosty sos, bo tak cudnym grzybom nic więcej nie trzeba, trzeba dać im dojść do głosu i zagrać pierwsze skrzypce. W sklepie tak jakoś zabrakło parmezanu, ale był przepyszny Dziugas, pomyślałam, że będzie to wspaniały mariaż.
Polecam jeśli traficie na ładne prawdziwki, warto, sezon już się zaczął.




Makaron z prawdziwkami i serem Dziugas 
(przepis zgodny z KPP porcja dla 2os.)

250-300g prawdziwków
1 mała cebulka lub szalotka
1 ząbek czosnku
świeżo mielony czarny pieprz
sól morska
3-4 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany
sok z cytryny
tymianku na czubku noża
2 łyżki oliwy z oliwek lub masła klarowanego
do podania: posiekana natka pietruszki oraz ser Dziugas starty na cienkie płatki

Grzyby oczyścić, pokroić w cienkie plasterki, cebulkę w kosteczkę.
Na patelni rozgrzać oliwę lub masło, dodac cebulę, zeszklić. Dodać grzyby, pieprz i czosnek oraz sól.
Dusić do miękkości. Dodać śmietanę, tymianek, pogotować chwilę do lekkiego zgęstnienia, spróbować sos i dosmakować odrobiną soku z cytryny - do smaku. Jeśli potrzeba dodać troszkę soli i pieprzu.
Podawać od razu z makaronem tagliatelle lub pappardelle, posypać płatkami Dziugasa i koniecznie szczodrą ilością posiekanej natki pietruszki.

Smacznego!





2014/08/07

Prażone migdały.



Migdały można lubić lub nie, jedni uwielbiają, inni nie za bardzo. Kwestia upodobania.
Za to prażone migdały, oo, to już zupełnie inna sprawa: stają się miękkie, pachną lekko dymnie i stają się aksamitno-tłuściutkie w smaku, rozpuszczają się niemal na języku. 
Gotowe są w jakieś trzy-cztery minuty i koniecznie, koniecznie trzeba je jeść póki ciepłe. 

A ciepłe znikają na raz-dwa-trzy!




Prażone migdały

1szkl. migdałów

Migdały wsypać na rozgrzaną patelnię, prażyć na średnim ogniu, cały czas mieszając drewnianą łyżką, do momentu, aż zaczną pachnieć i przyrumieniać się.
Zdjąć z patelni i koniecznie jeść póki ciepłe.

Smacznego!




2014/08/06

Śliwki pod słonecznikowo-owsianą kruszonką.


Muszę szczerze przyznać się, że kiedy mam do dyspozycji świeże, dojrzałe i słodkie do niemożliwości śliwki, najchętniej zjadłabym je same. Ot tak, po prostu, delektując się tym jaak bardzo owoce mogą być słodkie, kiedy aż sok cieknie po rękach. Kiedy się już człowiek tak tymi śliwkami nacieszy, przychodzi ochota na śliwki w innych wariantach.
Szczególnie kiedy na Wyspę przyszły takie dni, że w sierpniu trzeba było wyciągać zimowy sweter, poczułam, że czas na jakiś ciepły deser, a nawet podwieczorek czy kolację. Bo właściwie przepis ten mieści się w każdej z tych kategorii.
Kruszonka nie zawiera mąki, a tylko płatki owsiane, odrobinę masła i słonecznikowy "cukier puder", o którym już wspominałam. Jest więc to całkowicie bezgrzeszny i zdrowy rodzaj deseru, przekąski czy podwieczorku. I czyż można się oprzeć skarmelizowanym na maśle, z wodą różaną i pieczonym, lepkim śliwkom z chrupiącą kruszonką? Jakoś sobie tego nie wyobrażam.
Gorąco polecam wypróbować ten przepis, tym bardziej, że własnie wkraczamy w sezon na śliwki.




Śliwki pod słonecznikowo-owsianą kruszonką
(porcja dla 2os.)

dowolne, bardzo dojrzałe na granicy przejrzałości nawet (to ważne) śliwki i np. nektarynki ok 5szt. dużych lub 10-12 mniejszych (np. węgierek)
1 łyżka masła
1 łyżeczka wody różanej
2-3 łyżeczki ksylitolu, dowolnego syropu lub cukru

Owoce pokroić w ósemki (duże) lub połówki (małe).
Na patelni rozpuścić masło, dodać owoce, wodę różaną, posłodzić, dusić do miękkości.
Posypać kruszonką, piec ok. 20 min, w temp. 170st.C.
Podawać na ciepło, solo lub np. z jogurtem greckim, gęstą, kwaśną śmietaną (np. creme fraiche) lub kulką lodów śmietankowych czy waniliowych.

Kruszonka:
4 łyżki płatków owsianych
1 łyżka zimnego masła
2 pełne łyżki pestek słonecznika
2 łyżeczki ksylitolu lub cukru

Pestki słonecznika zmielić w młynku do kawy wraz z ksylitolem na słonecznikowy "cukier puder", dodać płatki i masło, ugniatać palcami, aż powstaną grube okruchy. Nie za długo, aby nie dopuścić do rozpuszczenia się masła. Kruszonką posypać podduszone owoce.


Smacznego!






2014/04/25

Smoothie 9. Sycące i lekkie drugie śniadanie.


Jeśli tak jak ja, z nadejściem wiosny, czujesz potrzebę lżejszego jedzenia, szukasz pomysłów na lekkie drugie śniadanie czy przekąskę, na zdrowe koktajle z owocami i zieleniną, ten przepis jest właśnie dla Ciebie!
Sycący, gęsty koktajl, na bazie mleka roślinnego, który można też zabrać na wynos, w butelce, do szkoły czy pracy.
W sam raz na drugie śniadanie!

domowe mleko migdałowe

Smoothie 9
Banan, słodka gruszka, kwaskowe jabłko, natka pietruszki, awokado & cynamon
z mlekiem roślinnym
porcja dla 2 os.

1/2 banana
1/2 małej, słodkiej gruszki
1/2 małego, kwaskowego jabłka
1/2 najdojrzalszego awokado
garść natki pietruszki
cynamon - ilość do smaku, wg. uznania
mleko roślinne (u mnie migdałowe) - tyle by powstała ulubiona konsystencja

Wszystkie składniki zmiksować w blenderze, przelać do szklanek i podawać od razu.
Koktajl jest dość gęsty i bardzo sycący, może wystąpić w roli drugiego śniadania lub przekąski.

Smacznego!

2014/03/21

Spaghetti z karmelizowanym fenkułem i bakłażanem w sosie pomidorowym.





Pomysł na szybki obiad, z tego co akurat miałam w lodówce.
Podsmażony, lekko skarmelizowany fenkuł, plus bakłażan, duszone w sosie pomidorowym z czosnkiem, suszonymi pomidorami i estragonem.
Delikatne, lekkie, szybkie danie.
W międzyczasie wystarczy ugotować makaron i gotowe.




Spaghetti z karmelizowanym fenkułem i bakłażanem w sosie pomidorowym
porcja dla 2 os. (przepis zgodny z KPP oraz MM)

1/2 fenkuła
1/2 bakłażana
1 duży ząbek czosnku
chilli powder hot (lub inne ulubione chilli)
sól ziołowo-warzywna
1/2 puszki pomidorów (lub domowy przecier pomidorowy)
2 suszone pomidory w oleju
szczypta bazylii
dwie szczypty estragonu
ok. 1-2 łyżeczki dowolnego syropu lub miodu, ksylitolu lub cukru (do smaku)
olej roślinny lub oliwa z oliwek

do podania: pełnoziarniste spaghetti

Fenkuła i bakłażana pokroić w cienkie plasterki. Czosnek pokroić w plasterki, posiekać w słupki.
Na gorącym oleju podsmażyć czosnek, kiedy się zeszkli dodać fenkuł, posypać ksylitolem lub cukrem, podsmażać kilka minut, aż fenkuł nieco zmięknie i trochę się skarmelizuje.
Dodać bakłażana, odrobinę chilli, sól, wymieszać i podsmażyć kilka minut.
W tym czasie pomidory z puszki zmiksować z suszonymi pomidorami i wodą, ma być w sumie 1/2 litra sosu.
Do podduszonych warzyw wlać sos, dodać szczyptę bazylii i dwie szczypty estragonu, jeśli trzeba dosłodzić odrobinę, do smaku, i wymieszać. Dusić do miękkości warzyw, spróbować czy nie trzeba doprawić.
Podawać ze spaghetti.

Smacznego!


2014/03/06

Ciasteczka kokosowe.


Obserwując ptaki, zastanawiam się ile z nas potrafi nazwać, rozpoznać choć kilka gatunków. 
A nazwę drzewa po kształcie liści? Czy jeszcze tego uczą w szkołach?
Byłoby świetnie jeśli tak. 
Takie nauki uważam za niezwykle przydatne. Także i takie, które uczą co, kiedy się sadzi i jak założyć własny warzywnik, taką wiedzę uważam, wspaniale byłoby wynieść ze szkoły.

Zrobiono badania, z których wynika, że ponoć  (nie tylko) dzieci rozpoznają kształt logo większości popularnych marek, kiedy wymaże się z nich napis, ale nie potrafią rozpoznać, po kształcie liści, popularnych gatunków drzew (możecie sami sprawdzić jak Wam pójdzie, tutaj). 
Za szczęściarzy uważam osoby, które mają w swojej okolicy lasek, zagajnik, jezioro, park, miejsce w którym można pospacerować, trochę się zgubić i podpatrzeć naturę. Podobno właśnie to ten czynnik, piękne warunki przyrodnicze w pobliżu domu, wpływa na długotrwałe poczucie szczęścia, spełnienia.
Myślę, że jest w tym wiele prawdy.

Aura za oknem wciąż chłodna, ale już coraz przyjemniej, powietrze mniej ostre, wspaniałe na spacer. W sam raz by ubrać się ciepło, wsunąć do kieszeni kokosowe ciasteczko, które skubać można gapiąc się na drzewa, spacerując po parku czy lesie.
Ciasteczka są niezwykłe łatwe i szybkie do przygotowania, z łatwością uformują te ciasteczka dzieci, które można zachęcić do ich przygotowania. Z masy wystarczy uformować kuleczki i ułożyć je na blasze. A potem tylko czekać, aż w domu zacznie upojnie pachnieć.





Ciasteczka kokosowe
z podanej ilości wychodzą dwie blachy ciasteczek
(przepis zgodny z KPP, źródło przepisu tutaj)

100 g miękkiego masła
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 1/2 szkl. wiórków koksowych
1/2 szkl. ksylitolu lub brązowego cukru
szczypta imbiru
szczypta soli
1 szkl. mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

Piekarnik nagrzać do 175st. C
Masło zmiksować z jajkiem, wanilią i ksylitolem (lub cukrem).
Dodać wiórki kokosowe, imbir, sól, i mąkę wymieszaną z proszkiem i sodą.
Zmiksować do połączenia składników.
Z gotowej masy urywać po kawałeczku ciasta i formować kuleczki wielkości orzecha włoskiego, układać na blasze, zachowując niewielkie odstępy.
Piec ok. 10-15min. Przechowywać w słoju lub puszce.

Smacznego!