Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chleb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chleb. Pokaż wszystkie posty

2022/01/21

Bo życie się składa z drobiazgów, jak kromka z okruszków.



Z „mojego” polskiego sklepu odeszła moja ulubiona pani, dwie nawet. 
Martwiłam się trochę jak to będzie z nowymi, ale jestem dobrej myśli.  
Bo ja to mam tak, że jak gdzieś chodzę, to już tak trochę jestem jak u siebie. 
Dzięki ludziom i relacjom.
 „Dzień dobry pani Marzenko/Edytko/Justynko” od progu i „do widzenia” to dla mnie hymn codzienności, klej który spaja te okruszki, co z nich się życie składa jak kromka.
 „Dzień dobry Dennis!” zakrzyknę do mojego pana od warzyw gdy podjeżdżam rowerem pod jego stragan. To są tak ważne, a drobne gesty: dzień dobry, dziękuję, przepraszam. Tutaj często "jak się masz, czy jesteś w zdrowiu?" Dennis często pyta. I błogosławieństwo, gdy odjeżdżam (prawdziwa historia, nie żartuję)
Wracając z targu, po pogawędkach z „moimi” ludźmi jadę rowerem. A na twarzy, z tej błogości i wdzięczności, szczerzy mi się kukurydza od ucha do ucha.
Mijam pana,
 a on tak jakoś spogląda, przez głowę przebiega myśl, że może wyglądam jak nawiedzona tak uśmiechnięta, ale co tam, tego nie da się powstrzymać bo i po co.
Ale jemu nie o to. Bo nagle mówi „bardzo podoba mi się Twój rower”, podziękowałam, on dodał „you’re welcome”
  uśmiechnęliśmy się oboje, i pojechałam z tym kolejnym darem dalej. 
Bo to są dary.
Małe prezenciki, które dajemy sobie wzajemnie na ulicy, w kolejce po bułki czy rybę, na stacji kolejowej, czekając na tramwaj. Słowa spontanicznej uprzejmości. 
Jak „tak ślicznie pani w tej sukience/fryzurze” powiedziane obcej kobiecie na ulicy. 
 Miłego dnia! - pani/panu na poczcie, w urzędzie, cukierni, sklepie, warzywniaku, aptece.
Co więcej, te słowa NIC NIE KOSZTUJĄ. 
Nic, nic a nic nie ubywa mi z konta, a wręcz przeciwnie PRZYBYWA MI, waluty, której nie da się pobrać z bankomatu. Robię to od lat, kiedy czuję ten impuls, widzę, i serce od razu chce to wypowiedzieć. 
Nie bronię mu. To działa cuda, mówię Wam.

W polskim sklepie pojawiła się nowa pani, klientka przede mną zapytała ją o imię, więc powiedziałam tylko, że miałam pytać, ale już wiem jak pani ma na imię i przedstawiłam się (bo lubię się zwracać po imieniu kiedy wchodzę i mówię „dzień dobry”)

W ogóle nie zdziwiły jej moje wielorazowe szmaciane woreczki na zakupy, ani to, że proszę o pakowanie wędliny wyłącznie w papier. Kiedy zapomnę woreczka, nie ma problemu dla niej zważyć luzem sześć michałków kokosowych i wrzucić mi do torby (niektóre panie bardzo tego nie lubią). Sama z siebie powiedziała, że pojęcia nie ma czemu ogórki pakuje się w folię i że dbanie o świat zaczyna się od własnego domu. Oczy mi się zaświeciły. 

No swój człowiek, pomyślałam. 

Kiedy ważyła mi ser, pyta czy może chcę więcej, bo ona tego kawałka końcowego już nie sprzeda. Czytaj: będzie wyrzucony. Takich przykładów jest więcej. 

Niby to jej praca i widzę, że innym nie chce się wysilać, ale ona jest tam taką zapobiegliwą, skrzętne gospodynią, lubiącą harmonię i porządek by dobrze pracować. Do tego z pogodnym usposobieniem.
Sama poprosiła mnie, by zapisać na kartce produkty, które zwykle kupuję i są w sklepie, bo jest nowa i nie wie, a chce zamówić. Zaproponowałam, że może komunikator internetowy będzie bardziej wygodny. Zgodziła się od razu. A ja dwa dni dumałam czy mogę ją o to poprosić, bo tak komunikowałyśmy się z poprzednią panią, pisała mi czy np. twaróg, drożdże i ulubiona musztarda są w nowej dostawie. 

W wiadomościach zawsze podpisuje się imieniem i pozdrawia serdecznie. 

Swój człowiek. 

Wczoraj zapytałam czy będzie w piątek w sklepie, odpisała, że tak i zaprasza.

Zaraz wsiądę na rower i zawiozę jej kawałek mojego chleba, przy okazji zerknę co nowego przyszło w dostawie. Marzy mu się kanapka z twarogiem śmietankowym z Czarnkowa i dżemem porzeczkowym. Tak, można marzyć o dobrym twarogu, co mieszkającym w Polsce może wydawać się śmieszne, ale tu bywa raz na tydzień, kilka sztuk.
I przyjemnie kiedy to marzenie się spełni.


2016/04/11

Chleb żytnio-gryczany z melasą i kminkiem.



Mało jest rzeczy, które tak poruszają moje serce, jak pieczenie chleba, a widok bąblującego zakwasu, sprawia, że serce mi śpiewa z oczekiwania.
Pomyślałam ostatnio nad wyrabianiem i nacinaniem chleba.
Z rzeczy, których nauczyłam się sama - gotowanie, fotografia, pieczenie chleba - to chlebowanie wydaje mi się czymś nieuchwytnie żywym, co wypełnia nie tylko mnie, ale i przestrzeń wokół.
Ma jakąś silną energię, samą w sobie, której nie potrafię opisać, ale którą czuję i kocham.
I wciąż cieszę się jak dziecko, kiedy za każdym razem wyjmuję z pieca gorący bochenek, wącham, oglądam skórkę, słucham jak trzeszczy, czekając aż ostygnie, ciekawa jestem jaki jest w środku. Dotykam miąższu, sprawdzając wilgotność, oglądając dziurki, wdychając zapach, który dla mnie, jest jednym z największych bogactw w jakie można obdarować siebie, bliskich, dom. A chleb dawać w prezencie lubię tak bardzo, że najchętniej wciskałabym kolejne bochenki nawet listonoszowi.
Wszystko to być może brzmi jak truizm, ale tak właśnie czuję, taką ogromną radość daje mi pieczenie chleba i chciałabym podzielić się tym z innymi.
Ostatnio dostaję od Was dużo wiadomości dotyczących zakwasu.
Z wieloma osobami robiłam go, mailowo, instruując krok po kroku, oglądając codzienne zdjęcia z kilkoma mini pęcherzykami (sukces, postęp!), następnie dumnie bąblujących słoików, a potem pięknych chlebów. Udało się zrobić zakwas w warunkach kiedy wydawało się to niemożliwe, odratować dwa zakwasy, mimo, że wydawało się, że nie ma już nadziei, a tymczasem ożyły, na jednym powstały wspaniałe chleby, potem powędrował dalej, do kolejnej osoby, która upiekła na nim piękne orkiszowce. Ogromnie cieszy, kiedy chlebowanie idzie dalej w świat.
Dziś mam dla Was nowy przepis, na chleb żytnio-gryczany.
Ciemny, ziemisty, wilgotny, pachnący kminkiem, kolendrą. Sycący.

Polecam!



Chleb żytnio-gryczany, z melasą i kminkiem

Zaczyn:
2 łyżki zakwasu żytniego
160 g wody
100g mąki żytniej razowej
50 g mąki gryczanej

Wszystkie składniki wymieszać, miskę szczelnie przykryć folią i zostawić w temp. pokojowej na 10-12 godz.

Ciasto właściwe:
cały zaczyn
1/3 łyżeczka drożdży instant
2 łyżeczki soli
400 g wody
400 g mąki żytniej razowej
100 g mąki gryczanej
1 łyżeczka nasion kminku (całych, nie mielonych)
1 szczypta mielonej kolendry
1 łyżka dowolnej melasy, słodu, syropu lub ciemnego miodu

olej roślinny do posmarowania chleba
otręby żytnie do wysypania foremek

Do zaczynu dodać wszystkie składniki oprócz mąki, wymieszać.
Dodać obie mąki i miksować na średnim biegu ok. 2-3 min.
Dwie średnie foremki (lub jedną większą) natłuścić i obsypać otrębami, ciasto podzielić między dwie foremki (lub całość przełożyć do jednej większej foremki) i zostawić do wyrośnięcia w cieple/ temp. pokojowej.
Wyrośnięte bochenki posmarować olejem roślinnym.
Piec 15 min, w temp. 220st.C i 1 godzinę w 190st. C. Ostatnie 15 min. można dopiekać bez foremki. Chleb powinien być dobrze wypieczony, a postukany od spodu powinien wydawać głuchy odgłos. Studzić na kratce i kroić po zupełnym ostudzeniu.

 Smacznego! 








2015/08/12

Łatwy chleb ziemniaczany.




Zewsząd słyszę narzekania na ogromny upał, który nie jest łatwo znieść.
Nie spodziewaliśmy się takich temperatur tego lata i tego, że w 50 st. C słońcu będziemy się rozpuszczać w minutę, jak masło pozostawione na rozgrzanym parapecie, że susza, spadają liście, warzywniki schną na wiór, jazda rowerem nie chłodzi, bo powietrze jest jak gorący budyń, a kefir wyjęty z lodówki, jest ciepły w trzy minuty po nalaniu do szklanki.
Jednak mimo tego, że za gorąco mi we własnej skórze, że człowiek jest świeży po porannym prysznicu, dopóki nie wyjdzie z chłodnego domu, nie powiem złego słowa na tę pogodę.
Owszem, powzdycham kiedy rozpuszczam się w słońcu, kiedy upał nie daje spać o szóstej rano, gdy nawet prześcieradło jest za gorące, kiedy wciąż zadziwia mnie siła tego upału i to, że jeżdżenie w pełnym słońcu (choćby w tę i z powrotem, na 10 min., do cukierni, po jagodzianki, na które Babcia ma ochotę) zwala z nóg. Dosłownie. I po powrocie trzeba się położyć na chwilę i  schłodzić zieloną herbatą z lodem, by przestać się gotować, kiedy jedyną formą przetrwania jest leżenie w chłodzie i wachlowanie się chińskim wachlarzem, gdy Babcia dała mi kategoryczny zakaz jeżdżenia rowerem w środku dnia, w pełnym słońcu (a jedynie rano i po osiemnastej), gdy na targu, w sklepie wymienię ze sprzedawcami zwyczajowe "AAALE gorąco!" ... ale kocham to, że czuję słońce i ciepło w każdej komórce ciała, że cała natura krzyczy "L A T O !" i wiem, że wszyscy będziemy wspominać z nostalgią te skwarne dni, kiedy przyjdą chłody, mrozy i ciemne dni. To lato nie będzie banalnie ciepłe.
Jeszcze tyle dobrego przed nami! Jeszcze wciąż są wakacje, skwarny sierpień, potem ciepły i obfity wrzesień, pełen złotych wieczorów i gotowania wielkich garów aromatycznego  ketchupu, powideł śliwkowych, jedzenia makaronu z kurkami czy kurkowej kartoflanki.
Uwielbiam lato, ciepło, słońce, to, że wszystko kwitnie, brzęczy i pachnie, ze straganów wysypują się morele, maliny, porzeczki jak przejrzyste koraliki, białe brzoskwinie, tak słodkie, że nie trzeba słodzić jogurtu z płatkami, chrupiące cukinie i przeróżne pomidory, o jakich tylko można pomarzyć - słodkie, niekształtne maliniaki, podłużne paprykowe, pasiaste jak tygrysy, żółte jak zachodzące słońce i czarne jak pestki słonecznika.
Czekałam na to z utęsknieniem, po długich, zimnych, burych, irlandzkich miesiącach i nawet kiedy wracam zmęczona, osłabiona upałem i rozgrzana jak żelazko, cieszy mnie wszystko co z tą aurą związane.
Jeżdżenie rowerem na targ (który jest dla mnie jak sklep z zabawkami) stada motyli i bąków na jeżówkach, cykady wieczorem, gdy ciemno, siedzę na schodach, na ganku, aa powietrze daje wytchnienie. Dopiero wtedy, w nocy, jestem w stanie piec.
Ostatnio robiłam tylko szybkie bułeczki, jednak zachciało nam się chleba.
Postanowiłam upiec lekki chleb pszenno-żytni, do którego dodałam ziemniaki, pozostałe z wczorajszego obiadu. Chleb jest mięciutki i niezwykle puszysty, z miąższem jak chmurka.
Dziadek, który zaglądał do piekarnika już o pierwszej w nocy, kiedy chleb się piekł, i zapach przyfrunął do niego na górę, pytał czy już aby na pewno nie gotowy, czy się nie przypali, bo pachnie i urósł i już przypieczony. Odsyłałam go spać trzy razy, zapewniając, że nie, jeszcze nie gotowy.
Rano, po konsumpcji tegoż, powiedział, że coraz lepsze mi te chleby wychodzą, a ten jest wyjątkowo pulchny i miękki.
Już ja wiem, jakie on lubi najbardziej i wiem, jaki chleb sprawi mu przyjemność.

Chleb jest prościutki do przygotowania, a dzięki dodatkowi ziemniaków, długo zachowa świeżość.
Polecam!






Łatwy chleb ziemniaczany

Zaczyn:
5 g świeżych drożdży
250 g wody
250 g mąki pszennej chlebowej
50 g mąki żytniej jasnej

Wszystkie składniki wymieszać, miskę przykryć szczelnie folią i odstawić w temp. pokojowej na ok. 10 godz (na noc). latem, w bardzo wysokiej temp. (przy rekordowych upałach, jak teraz, zaczyn będzie gotowy w ok. 5 godz.)


Ciasto właściwe
cały zaczyn
250g ugotowanych ziemniaków, z poprzedniego dnia, przeciśniętych przez praskę do ziemniaków
3 łyżeczki soli
1 łyżeczka oleju roślinnego
500g wody
450 g mąki pszennej chlebowej
200g mąki żytniej jasnej

olej roślinny, otręby

Wszystkie składniki miksować na średnim biegu, ok. 3 min.
Przełożyć do trzech średnich foremek, natłuszczonych i wysypanych otrębami.
Ciasto ma sięgać do połowy foremki.
Pozostawić do wyrastanie temp. pokojowej, mając na chleb baczne oko w duże upały, gdyż może szybko przerosnąć.
Wyrośnięty chleb posmarować olejem.
Piec 15 min. w 210st.C, następnie 45-50 min w 190st.C.
Sprawdzić czy chleb jest wypieczony, stukając w spód bochenka, powinien wydawać głuchy odgłos. Jeśli tak nie jest, dopiekać, bez foremki, jeszcze ok. 5 min lub do czasu gdy postukany wyda głuchy odgłos.
Studzić na kratce, kroić po całkowitym ostygnięciu.
Chleb jest niezwykle puszysty, z delikatnym miąższem i regularnymi dziurkami.

Smacznego!


2015/02/19

75% whole wheat levain. "Mąka, woda, drożdże sól" Kena Forkish'a.




Ken Forkish zrezygnował z korporacyjnej kariery w Dolinie Krzemowej na rzecz swojej pasji... został piekarzem.
Wszystko zaczęło się w latach 90-tych, kiedy znajomy Kena podarował mu francuski magazyn przedstawiający sylwetkę słynnego, francuskiego piekarza, Lionel'a Poliane. Artykuł dał mu inspirację, jakiej poszukiwał do dokonania zmian w swoim życiu.
Zaczął podróżować do Paryża, gdzie jak mówi, ogromnie zainspirowały go francuskie boulangeries i, jak sam mówi, naiwnie marzył o otworzeniu podobnego miejsca w Stanach. Chciał odtworzyć styl i jakość najlepszych chlebów, brioche, croissantów i innych smakołyków, które można znaleźć we francuskich pattiseries.
Praktykował pod okiem wielu chlebowych mistrzów w Stanach i dwóch we Francji, by w końcu w 2001 r otworzyć swoją piekarnię w Portland, w stanie Oregon.

Podczas praktyki piekarskiej uczył się skomplikowanych technik profesjonalnych, które jednak, jak był przekonany, da się przełożyć na domowe piekarnicwo. 
Jego książka "Mąka, woda, drożdże, sól", napisana jest przystępnym językiem, przepisy nie są skomplikowane (nie trzeba nawet posiadać miksera), nastawione na domowego piekarza, wyłożone klarownie, krok po kroku.
W książce każdy znajdzie coś dla siebie: od chlebów na drożdżach (dla zupełnie początkujących, chcących zacząć piec z marszu), chleby na zakwasie (z instrukcją jego przygotowania) oraz przeróżne pizze i focaccie. 
Dziś podaję przepis na chleb pszenny 75%, z przewagą mąki pszennej razowej. 

Polecam!




Chleb pszenny 75% whole wheat levain

Zaczyn:
100 g aktywnego, żytniego zakwasu
400 g mąki pszennej chlebowej
100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
400 g letniej wody

Wszystkie składniki wymieszać i zostawić w temp. pokojowej na 6-8godz.

Ciasto właściwe:
360 g zaczynu
710 g  mąki pszennej pełnoziarnistej
90 g mąki pszennej chlebowej
1/2 łyżeczki drożdży instant
21 g soli
660 g letniej wody

Obie mąki i wodę wymieszać, miskę przykryć i zostawić z temp. pokojowej na 20-30min.
Po tym czasie, dodać sól, drożdże i zaczyn, wyrabiać mokrymi dłońmi (miksowałam na średnim biegu 2-3 min.)
Ciasto należy złożyć dwa lub trzy razy, najlepiej podczas pierwszych 1 1/2 - 2 godz. Składać mokrym scraperem, zakładając na siebie boki ciasta (można również klasycznie, składając ciasto na lekko omączonym blacie). Ciasto będzie gotowe jeśli powiększy swoją objętość ok. 2 1/2 raza, potrwa to ok 5 godz.
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na omączony blat, podzielić na dwie części, złożyć w okrągłe bochenki, ułożyć je w koszykach, wyłożonych omączonymi ściereczkami. Każdy koszyk włożyć do foliowej torebki, szczelnie zamknąć i włożyć do lodówki, na zimne wyrastanie, na 12-13 godz.

Pieczenie
Garnek żeliwny włożyć do zimnego piekarnika, temp. nastawić na 240 st. C, nagrzewać przez 1 godz.
Do gorącego garnka włożyć wyrośnięty bochenek, prosto z lodówki, naciąć go, przykryć garnek pokrywką, piec 30 min., zdjąć pokrywkę i dopiekać 20 min. Studzić na kratce.

Smacznego!

2014/10/08

Vermont II


Czyli powrót do korzeni i nieco inna wersja niezwykle popularnego Vermont'a.
Jeffreya Hamelmana chyba nikomu nie trzeba tu przedstawiać, bowiem wszyscy domowi piekarze mają na punkcie jego chlebów bzika.
Od czasu wydania przez niego książki "Bread" (pol. wydanie "Chleb"), pojawiła się na rynku wydawniczym ogromna ilość książek o pieczeniu chleba, gdyż domowy wypiek chleba zaczął przez te lata przeżywać renesans. Jedne były bardziej udane, inne były totalnymi porażkami (wydmuszkami, jak je nazywam), a inne wprowadziły małą rewolucję, zmieniając tradycyjne oblicze chleba, wprowadzając go na inny poziom (mam tu na myśli "Tartine" czy "Bourke Street Bakery", o których pisałam).


Hamelman, jednak, to solidna, tradycyjna szkoła, z wieloletnim doświadczeniem i niesamowitą wiedzą. Zapragnęłam znowu upiec coś z jego repertuaru, czego jeszcze nie piekłam. 
Padło na Vermont'a ze zwiększą ilością mąki żytniej razowej.
Polecam, chleb jest bezproblemowy, łatwy "w obsłudze" i uda się nawet początkującym, domowym piekarzom.




Vermont II

Zaczyn:
3 łyżki zakwasu żytniego
250 g wody
200 g mąki pszennej chlebowej

Wszystkie składniki wymieszać, mąkę szczelnie przykryć folią i zostawić w temp. pokojowe na 12-16 godz.

Ciasto właściwe:
cały zaczyn (minus 3 łyżki, można odjąć, ale nie jest to konieczne)
650 g mąki pszennej chlebowej
150 g mąki żytniej razowej
400 g wody
1 łyżka soli

Wszystkie składniki (oprócz soli), miksować na średnim biegu, do połączenia.
Miskę przykryć i zostawić w temp. pokojowej na 20-60 min.
Po tym czasie ciasto posypać solą i miksować na średnim biegu ok. 2 min.
Miskę przykryć i zostawić w temp pokojowej na 2 1/2 godz., w tym czasie ciasto składać raz, po 1 1/4 godz. (jak składać ciasto pokazałam tutaj)
Wyrośnięte ciasto, podzielić na dwie części, każdą uformować w bochenek (jak składać okrągły bochenek pokazywałam tutaj zdjęciowo i tutaj filmowo)
Bochenki ułożyć w omączonych koszykach (może to być też miska lub durszlak, wyłożone omączoną ściereczką).
Wyrastanie: 2-2 1/2 godz. w temp. cieple/ temp. pokojowej lub 8-18 godz. w lodówce (bardzo polecam zimne wyrastanie w lodówce, znacznie wzbogaca strukturę i smak chleba).
Pieczenie: z parą, najlepiej na kamieniu (jeśli brak, na dobrze rozgrzanej blasze), 220-230st. C przez 40-45 min.
Upieczony chleb, postukany od spodu wydaje głuchy odgłos. Studzić na kratce.

Smacznego!



2014/05/22

Chleb bezglutenowy.


Prośby o chleb bezglutenowy pojawiły się już jakiś czas temu, a ostatnio znacznie się nasiliły. Postanowiłam więc opracować przepis na taki chleb.
Kilka lat temu miałam okazję upiec swój pierwszy bezglutenowy chleb, dla osoby, która miała być na tymczasowej diecie eliminującej gluten. Przy okazji wybierania mąk, przyjrzałam się gotowym, paczkowanym chlebom bezglutenowym, miałam też okazję takiego skosztować i moje pierwsze odczucie, było takie, że tego się po prostu nie da jeść, że smakuje to jak sucha, krusząca się gąbka i że na pewno da się to zrobić lepiej. I że ja spróbuję to zrobić tak, by ten chleb był tak dobry jak to tylko możliwe, tak pyszny by chciał go jeść każdy, nie tylko osoby na diecie bezglutenowej.
Chleb wyszedł nadzwyczaj smaczny, ale od tamtej pory nie było potrzeby pieczenia go, aż do czasu gdy prośby o taki przepis zaczęły się powtarzać coraz częściej i częściej.
Podczas eksperymentowania z mąkami/ mieszankami bezglutenowymi w Irlandii i w Polsce zauważyłam ogromne różnice w mąkach i w gotowym wypieku. Dlatego też pokażę jakich produktów użyłam, gdyż wiem już, że zdanie "dodaj 300g mieszanki bezglutenowej" nie gwarantuje sukcesu, czyli pulchnego, wilgotnego, smacznego, nie kruszącego się bochenka, bo mąka mące nie równa.
Postaram się, w miarę możliwości, dodać kolejne przepisy na wypieki bezglutenowe, tymczasem zostawiam Was z przepisem, który nie tylko jest niezwykle łatwy i szybki, ale i po prostu pyszny, co potwierdziły zarówno osoby jedzące i nie jedzące glutenu. Niektóre nawet pielgrzymowały pod piekarnik nie dowierzając, że to co z niego pachnie to nie pizza (sic!), bo nie możliwe, że chleb tak pięknie pachniał. Byłam też łapana za rękę, z rozpaczliwym błaganiem " ja już nie wytrzymam, to taaak pachnie, daj mi tego chleba", podczas gdy chleb się wciąż piekł.
Mam więc nadzieję, że przepis ten spełni Wasze oczekiwania i niech Wam służy na zdrowie!


 Chleb bezglutenowy

Zaczyn:
10g świeżych drożdży
10 łyżek letniej wody
6 łyżek mąki z amarantusa
Wszystkie składniki wymieszać i zostawić w cieple na 3 godz. (można dłużej, na 5-6godz.) alub na noc, 10-12godz. w temp. pokojowej

Ciasto właściwe:
cały zaczyn
410g wody
50 g poppingu z amarantusa
380 g koncentratu mąki wieloziarnistej bezglutenowej
30g mąki z amarantusa
2 łyżeczki soli
1 czubata łyżeczka miodu lub ulubionego syropu
1 łyżka oleju

do posypania: pestki dyni, słonecznika, nasionami siemienia lnianego, czarnuszka, ziarna kminku, wg, uznania olej do posmarowania wyrośniętego chleba

 Do zaczynu dodać wodę, sól, miód, wymieszać. Dodać resztę składników i miksować 2-3min., aż masa stanie się jednolita.
Ciasto przełożyć do lekko natłuszczonej i wyłożonej pergaminem dużej foremki (lub dwóch mniejszych foremek), posypać ulubionymi ziarnami i przyprawami, odstawić do wyrośnięcia.
Wyrośnięty chleb posmarować olejem. Piec: 15min. w 220st.C, następnie ok. 45-50 min w 190st. C.
Pod koniec można dopiekać bez blaszki. Upieczony chleb powinien przy postukaniu od spodu wydawać głuchy odgłos. Studzić na kratce.

 Smacznego!

2014/04/05

Chleb młynarza.


Przepis na chleb, który nie wymaga specjalnych technik, nie jest pracochłonny, wymaga jedynie podejścia do niego na 10-15sek., kolejno co 10-30-60min.
Do jego wykonania potrzeba sporo zakwasu pszennego, w sam raz jeśli ma się jego nadprodukcję. Nie potrzebny jest też kamień do pieczenia, piekłam go na zwykłej, mocno rozgrzanej blasze z piekarnika. Do dzieła!



Chleb młynarza
przepis z książki Dana Leparda "The handmade loaf"

500 g aktywnego zakwasu pszennego (dokarmionego 10-12 godz. wcześniej)
550 g letniej wody (dodałam 600 g wody, przy użyciu mąki chlebowej super mocnej)
600 g mąki pszennej chlebowej
300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
100 g mąki żytniej (dowolnej, użyłam razowej)
1 łyżka soli morskiej

W dużej misce wymieszać zakwas z wodą. Dodać mąki i sól, miksować krótko, do połączenia składników.
10 minut później, ciasto wyjąc na lekko naoliwiony blat, wyrobić przez 10-15 sekund (zagniatanie około 12 razy). Uformować w kulę i zostawić na blacie, przykryte ściereczką, na 10 minut.
Ciasto wyrobić przez 10-15 sek. i przełożyć do naoliwionej miski, na 10 min.
Ciasto zagnieść przez 10-15 sek., uformować kule i odłożyć do miski na 30 min.
Ciasto zagnieść przez 10-15sek., uformować kulę i odłożyć do miski na 1 godz.
Ciasto zagnieść przez 10-15 sek., uformować w kulę i ułożyć w misce na 1 godz.
Po tym czasie, na omączony blat wyłożyć ciasto, podzielić na dwie części, każdą część delikatnie wyrabiać przez 10sek., formując w kule. Przykryć ściereczką i zostawić na 10 min.
Następnie ciasto uformować w bochenki (okrągłe lub owalne), ułożyć je w koszykach wyłożonych omączonymi ściereczkami i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania. Autor każe odstawić na 4 godz., moje bochenki jednak rosły szybciej, dobrze jest więc mieć na nie oko.
Wyrośnięte bochenki piec z parą, w piecu rozgrzanym do 240st. C, przez ok. 40 min.
Upieczony chleb, postukany od spodu wydaje głuchy odgłos.
Studzić na kratce.

Smacznego!


2014/03/30

Pane integrale. Chleb najprostszy, bez wyrabiania.







Chleb na zakwasie nie ma sobie równych, co do tego nie mam wątpliwości.
Jednak czasem potrzebny jest taki najłatwiejszy z łatwych pewniak, na zaczynie drożdżowym.
Taki który wyjdzie każdemu, nie wymaga czasu ani żadnych umiejętności, a stopień trudności jego zrobienia jest równy zeru. Ten chleb właśnie taki jest.
Rewolucyjna metoda wymyślona przez Jima Lahey'a - chleb bez wyrabiania, bez składania, bez formowania.
Ciasto wystarczy wymieszać przez 30 sekund i odstawić na 12-18. godz., potem tylko jakkolwiek zebrać w kulę, w luźny bochenek, przełożyć na omączoną ściereczkę i poczekać aż wyrośnie.
Sekretem jest tu żeliwny garnek, który jest niezbędny do upieczenia tego chleba - to dzięki niemu bochenek zachowa piękny kształt, mimo, że ciasto jest lejące i nie było składane dla wzmocnienia struktury, będzie miał chrupiącą, popękaną i ładnie wypieczoną skórkę.
Roboty przy nim niewiele, trzeba wymieszać składniki przez 30. sekund, reszta to czekanie i przełożenie wyrośniętego ciasta do gorącego garnka. Prościej się nie da.
Polecam wypróbować, uda się na pewno, nawet jeśli nigdy wcześniej niczego nie upiekliście.




Pane integrale

300 g mąki pszennej chlebowej
100g mąki pszennej pełnoziarnistej (użyłam grubej mąki żarnowej, tzw. stoneground, z dużą ilością otrąb)
1 1/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki drożdży instant
300 g wody

mąka lub/i otręby do podsypania

Mąki, drożdże i sól wymieszać w misce.
Dodać wodę, wyrabiać łyżką lub miksować 30sek., do połączenia składników. Ciasto będzie lepkie i takie ma być. Miskę przykryć folią lub włożyć do plastikowej torebki, zostawić w temp. pokojowej na 12-18 godz.
Po tym czasie autor każe ciasto wyłożyć na omączony blat, składać (zakładając boki na siebie i jeszcze raz na siebie) formując bochenek i przełożyć na ściereczkę, łączeniem do dołu, solidnie obsypaną mąką lub otrębami. Wyrośnięte ciasto przekłada się bezpośrednio ze ściereczki do rozgrzanego garnka żeliwnego, co może być kłopotliwe i trochę nieporęczne. Znacznie łatwiej i zgrabniej przekłada się je z koszyka (czy miski) wyłożonego omączoną ściereczką.
Koszyk (lub miskę czy durszlak) wyłożyc ściereczką solidnie obsypaną mąką (można dodatkowo otrębami). Wyrośnięte ciasto ciasto uformować w kulę na omączonym blacie i ułożyć w koszyku złączeniem do dołu. Ja robiłam również tak: wyrośnięte ciasto, zbieram omączonym scraperem w misce, od brzegów do środka, zakładając ciasto na siebie, tworząc kulę i przekładam z miski prosto do koszyka. Zostawić do wyrastania w cieple na (ok.1-2 godz.)
Godzinę przed końcem czasu wyrastania, garnek żeliwny rozgrzewać w 240st.C.
Wyrośnięty bochenek przełożyć do rozgrzanego garnka, piec 30 min., następnie zdjąć pokrywkę i dopiekać ok. 15 min. Upieczony chleb postukany od spodu wydaje głuchy odgłos.
Studzić na kratce.

Smacznego!

2014/02/05

Chleb z Tartine Bakery.


Książkę "Tartine Bread" mam od ponad roku i od tamtego czasu piekę chleb z niej, a jeszcze nie doczekał się on przedstawienia na blogu.
A wart jest tego, przekona się o tym każdy, kto go upiecze.
Tartine to piekarnia-cukiernia w San Francisco, założona przez chlebowego wariata, mającego obsesję na punkcie chleba. Uwielbiam taką energię, takie podejście do chleba, bo sama mam na jego punkcie bzika.
Chad Robertson miał wizję chleba, jaki chce upiec. Osiągnięcie tej wizji zajęło mu ponad dziesięć lat, lat pracy, prób, uczenia się. Jak do tego doszedł można przeczytać we wstępie do książki "Tartine Bread".
Książka jest uwodząca i po prostu piękna.
Nastrój, styl, energia i idea z niej bijąca, sprawia, że to jedna z moich ulubionych książek chlebowych, również za sprawą pięknych fotografii Erica Wolfingera (który wcześniej pracował jako piekarz w Tartine. Zawarł z Chadem układ: ty nauczysz mnie piec chleb, ja nauczę cię surfować). W książce oprócz przepisów na chleb, znajdują się przepisy na słodkie wypieki, kanapki, zupy, przekąski.


Opis wykonania chleba jest wielostronnicowy, co może zniechęcać czy sprawiać wrażenie trudności nie do przebycia. Nic bardziej mylnego, sam chleb jest prosty do wykonania, nie wymaga składania na blacie (a jedynie w misce, w której się wyrabia ciasto) i jak każdy dobry chleb potrzebuje jedynie czasu i podejścia do niego co jakiś czas na minutę. Długi i szczegółowy opis ma pomóc zrozumieć wszelkie niuanse, procedurę krok po kroku i odpowiedzieć na wszelkie ew. pytania, które można by zadać. Ale tak naprawdę, jeśli piecze się chleb regularnie, zna podstawowe zasady, przepis można przekazać w dużo krótszej formie, co też uczyniłam. A kiedy już opanuje się technikę i procedurę, potem wszystkie etapy wykonuje się automatycznie.
Do tego przepisu potrzebny jest zakwas pszenny 50/50.
Przepis zaleca pieczenie w żeliwnym garnku, dzięki temu uzyska się idealny miąższ i ten specyficzny efekt jakby skarmelizowanej skórki, z malutkimi bąbelkami i chrupiącymi, wypiętrzonymi nacięciami. Piekłam ten chleb również na kamieniu i w żeliwnej patelni, można go upiec i tak, mając jednak na uwadze, iż chleb będzie miał nieco inną skórkę, nacięcia czy miąższ. Chleb jest zdecydowanie wart zachodu. Gorąco polecam!


Chleb z Tartine Bakery

Zaczyn:
1 łyżka zakwasu pszennego 50/50 
200g letniej wody
100 g mąki pszennej chlebowej
100 g mąki pszennej pełnoziarnistej

Wymieszać, przykryć folią, zostawić w temp. pokojowej na noc (10-12godz.)
Jeśli nie jesteśmy pewni czy zaczyn jest aktywny, oto prosty test jak to sprawdzić: do miski z ciepłą wodą, dodać łyżkę zakwasu, jeśli spadnie na dno zaczyn nie jest gotowy, jeśli pływa po powierzchni, zaczyn jest gotowy do użycia.
Rano zakwas powinien pachnieć mniej więcej jak przejrzały owoc, słodkawo.
Jeśli pachnie octowo, są dwie opcje: można użyć tego zaczynu, mając na uwadze, że chleb będzie nieco kwaśniejszy w smaku, lub do połowy zaczynu dodać 100g ciepłej wody i 50g mąki pszennej chlebowej+50g mąki pszennej pełnoziarnistej i przefermentować jeszcze przez 2 godz.

Ciasto właściwe:
700+50g letniej wody
200g zaczynu
900g mąki pszennej chlebowej
100g mąki pszennej pełnoziarnistej
20 g soli

Do 700g wody dodać 200g zaczynu, wymieszać.
Dodać obie mąki i miksować na niskim/ średnim biegu, do połączenia składników (można wyrabiać ręcznie).
Miskę przykryć i zostawić w temp. pokojowej na 25-40 min.
Następnie dodać 50 g ciepłej wody, sól, miksować do połączenia składników (można wyrobić ręcznie).
Ciasto zostawić w temp. pokojowej na ok. 3-4 godz, w zależności od temp. otoczenia (jeśli ciasto nie rośnie, nie pojawiają się pęcherzyki, nie zmienia się jego struktura, być może temp. otoczenia jest za niska, należy przedłużyć czas fermentacji. Ciasto powinno być delikatniejsze, miększe, lżejsze, jakby lekko napowietrzone, z widocznymi pęcherzykami powietrza)
Przez pierwsze 2 godz.,ciasto składać co 30 min., potem raz na godzinę. Składać dłonią zamoczoną w miseczce z wodą, naciągając i zakładając ciasto, tak jak na zdjęciu poniżej


Po pierwszej fermentacji ciasto wyłożyć na lekko omączony blat, podzielić na dwie części, uformować wstępne bochenki, przykryć ściereczką i zostawić by odpoczęły przez 20-30min.
Po tym czasie, uformować właściwe bochenki, umieścić je w koszykach wyłożonych ściereczkami i obficie wysypanymi mąką (autor zaleca mieszankę ryżowej i pszennej, ja wysypuję pszenną chlebową).
Chleb może rosnąć w temp. pokojowej przez 3-4godz., lub w przez noc w lodówce (8-12godz.) . Ja bardzo polecam nocne wyrastanie w lodówce (trzeba wtedy każdy koszyk włożyć do plastikowej torebki i szczelnie zawiązać), bardzo korzystnie wpływa to na smak i strukturę chleba.
Pieczenie:
Garnek żeliwny lub kamień rozgrzewać przez godzinę w temp. 240st.C (w oryg. 260st.C), 20 min przed końcem rozgrzewania wyjąć bochenki z lodówki (ostatnio przekładam chleb do garnka prosto z lodówki, lepiej się go nacina, łatwiej odkleja się od koszyka, polecam upiec jeden bochenek prosto z lodówki, jeden wyjęty 20min. przed pieczeniem i sprawdzić, która metoda bardziej odpowiada).
Wyrośnięty chleb przełożyć do rozgrzanego garnka, bochenek naciąć, garnek przykryć i wstawić z powrotem do piekarnika.  Piec 20 min, następnie zdjęć pokrywkę garnka i piec kolejne 20-25 min, aż skórka będzie miała głęboko skarmelizowany kolor. Jeśli chce się osiągnąć bardzo chrupiącą skórkę, która taka pozostanie, piec nieco dłużej, do głęboko brązowego koloru. Studzić na kratce, kroić po ostygnięciu.

Smacznego!


2013/10/30

Nie masz pomysłu na prezent?



Upiecz chleb! 
To zawsze trafiony i mile widziany upominek.

(przepisy na chleby znajdziesz tutaj)


2013/10/26

Chlebowe marzenie.



Ci którzy mnie znają, wiedzą, że mam małego bzika na punkcie chleba: jestem uzależniona od jego pieczenia, uczenia się nowych rzeczy z nim związanych, eksperymentowania, ale przede wszystkim uwielbiam się nim dzielić. Zdarza się, że idąc na spotkanie, w torbie oprócz aparatu fotograficznego, mam schludnie zapakowany jeden lub dwa malutkie bocheneczki chleba. Moi znajomi już do tego przywykli. Miałam jednak marzenie: chciałam się podzielić chlebem nie tylko z moimi bliskimi. I tak oto to marzenie właśnie się spełnia.
Jeśli ktoś z Was będzie dziś w Galway, zapraszam do sklepu ze zdrową żywnością Healthwise (Lower Abbeygate Street), będzie tam można dziś kupić i spróbować moich wypieków, nie tylko chlebowych.

Zapraszam,
Patrycja

2013/04/12

Orkiszowiec wieloziarnisty.







To jest ostatnio mój ulubiony chleb, piekę go już kolejny tydzień.
Z chrupiącą posypką z pestek i ziaren, smakuje wyśmienicie nawet z samym masłem, pasuje do wszystkiego: ulubionej pasty np. rybnej czy strączkowej, sera czy wędliny.
Sycący i pożywny, solidny i napakowany tym co dobre bochenek chleba.
Przepis jest bardzo łatwy, świetny dla osób chcących upiec swój pierwszy chleb na zakwasie.
Może na weekendowe śniadanie?
Jeśli tak, zakwas żytni należy dokarmić w piątek rano, wieczorem nastawić zaczyn, w sobotę pieczenie.

Polecam!




Orkiszowiec wieloziarnisty

Zaczyn:
2 łyżki zakwasu żytniego
150g wody
120g  mąki orkiszowej jasnej (lub pszennej chlebowej)

Wszystkie składniki wymieszać, przykryć szczelnie folią, talerzem lub pokrywką i zostawić w temp. pokojowej na ok. 10-12godz. (można dłużej do ok. 14godz)

Ciasto właściwe:
cały zaczyn
1/3 łyżeczki drożdży instant (opcjonalnie, jesli młody lub słabszy zakwas)
330 g wody
2 łyżeczki soli morskiej (użyłam szarej, nieoczyszczonej)
1 łyżka syropu z agawy lub płynnego miodu
4 łyżki pestek dyni
4 łyżki pestek słonecznika
4 łyżki płatków owsianych
2 łyżki jasnego sezamu + 1 łyżka czarnego sezamu (lub 3 łyżki jasnego)
3 łyżki siemienia lnianego
350 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
50g mąki orkiszowej jasnej lub pszennej chlebowej

Posypka:
1 łyżka pestek dyni
1 łyżka pestek słonecznika
1 łyżka płatków owsianych
1/2 łyżki jasnego sezamu + 1/2 łyżki czarnego (lub 1 łyżka jasnego)
1/2 łyżki siemienia lnianego


Zakwas wymieszać z wodą (i opcjonalnie drożdżami) i resztą składników oprócz mąk. Na koniec dodać obie mąki i miksować na średnim biegu 2-3 min. Przełożyć do lekko natłuszczonej masłem foremki wysypanej otrębami lub płatkami owsianymi (zapewniam, chleb nie przyklei się).
Ciasto posypać posypką i lekko wgnieść ją mokrą dłonią.
Odstawić do wyrastania w ciepłe miejsce.
Obficie spryskać wodą wierzch chleba, by pestki i ziarna nie przypaliły się podczas pieczenia.
Piec: 15 min. w 220st. C, następnie zmniejszyć temp. do 190st.C i piec kolejne 45 min.
Studzić na kratce, kroić po zupełnym ostudzeniu.

Smacznego!








2013/03/26

Trochę rozważań o chlebie...


W pierwszym tygodniu nowego roku, wbrew swej woli, a z woli losu, zostałam uziemiona w łóżku. 
Z zakazem jakiegokolwiek wysiłku, siłą woli starałam się tam nie zwariować, z komputerem, filmami, książkami i magazynami, zabijając czas m.in. kilkugodzinnymi babskimi pogaduchami, które sprawiają, że czas mknie jak szalony (Lisko, pobiłyśmy wtedy chyba swoje wszelkie wcześniejsze rekordy).
W zamrażarce miałam jeden, malutki chleb. Skończył się szybko i po raz pierwszy od nie wiem kiedy zmuszona byłam kupić chleb. 
Tak wiem, nic szczególnego, ale dla osoby, która od lat je tylko własnoręcznie upieczony chleb brzmi to nieco abstrakcyjnie. I zaczęło się.
Chleb orkiszowy, który koło orkiszu prawdopodobnie tylko stał, a smakował jak połączenie waty i płynu do mycia naczyń. Miałam podobną przygodę, parę lat temu, tym razem w Polsce, chcąc kupić zwykłą bułkę, nie dmuchaną i lekką jak piórko, ale bułkę która będzie miała zwarty, konkretny miąższ  - wiecie, taki jaki miały kiedyś bułki małgośki czy prawdziwe, ciężkie grahamki - który gryząc nie będę mieć wrażenia, że jem powietrze.  
Byłam w przypadkowym miejscu, weszłam do pierwszej z brzegu piekarni i wybrałam jakąś na oko pół razową bułeczkę czy grahamkę. Była lekka i pusta jak chmurka i nie jest to komplement. Zostawiłam ją do zjedzenia ptakom. 
Weszłam do innej piekarni, widzę grahamki, ciemne bułeczki z ziarnem, ale pomna wcześniejszych doświadczeń, pytam, czy dostanę nie dmuchaną bułeczkę, nie lekką jak piórko. Nie, takich bułek nie mamy, usłyszałam. Postanowiłam jednak spróbować raz jeszcze, a nuż tu będę mieć więcej szczęścia, ale i to co tam kupiłam, skończyło jako pokarm dla ptaków.
Piekę chleb już na tyle długo, że wiem czego oczekiwać i wymagania mam wysokie, wiadomo, domowy chleb rozpieszcza. Skłoniło mnie to do pewnych przemyśleń. 
Wiem, że upieczenie dobrego, uczciwego bochenka czy bułeczek, nie jest niczym trudnym. Potrzeba dobrej mąki, wody, soli, troszkę czasu i uczciwego podejścia do tematu. 
Problem zaczyna się, gdy chce się szybko, więcej, za mniej, a najlepiej dużo, szybko i za najmniej.
Żyjemy w czasach, w których chleby "wzbogaca" się o wszelkie "polepszacze" i kto wie co jeszcze, które mają sprawić, że chleba będzie więcej, z mniejszej ilości mąki (pytanie jeszcze o jakość tej mąki), że będzie dłużej "świeży". W końcu często okazuje się, że chleby "świeże", prosto z pieca, są tak naprawdę tylko odgrzewanymi mrożonkami.
Po tym przymusowym testowaniu kupnego pieczywa, powiadam Wam jedno: pieczcie chleb!
Nie ważne jaki, najprostszy czy nawet bułki. Ale pieczcie.
Ważne, że będziecie wiedzieć dokładnie co w nim jest, z jakiej mąki został zrobiony i da Wam to co najważniejsze: zdrowe, obłędnie pyszne pieczywo dla Was i bliskich, satysfakcję i radość, jakiej nie znaliście dotąd. 
Gwarantuję, że docenią to Wasi bliscy i przyjaciele, a pieczenie chleba stanie się szybko bardzo przyjemną rutyną, bez której nie będziecie mogli wyobrazić sobie codzienności.
Jeśli chcesz zacząć pieczenie chleba:
Tutaj przepisy na zakwas żytni, pszenny, pszenny 50/50
A tutaj chleby i bułeczki, również na drożdżach, do wyboru.
Instrukcja zdjęciowa, krok po kroku, jak złożyć bochenek i jak zwijać bułeczki.


I niech Wam zapachnie w domu chlebem!




2013/03/20

Gdyby ktoś zapytał mnie...


...jakie są moje największe, kulinarne przyjemności, byłoby to m.in. właśnie to: 
pajda świeżego, chrupiącego chleba z masłem. 
Pochwała prostoty.

2013/01/05

Sobota pachnąca chlebem i czym nacinam chleb...


U mnie sobota pachnąca chlebem, a u Was?
Chciałam Wam dziś pokazać, czym nacinam chleb.
Lame, profesjonalne narzędzie do nacinania chleba, można kupić lub z łatwością zrobić samemu.
Wystarczy drewniany, jednorazowy patyczek do mieszania kawy, jaki można znaleźć w kawiarniach, oraz paczka żyletek.
Koniec patyczka zwężamy, strugając go żyletką, tak by jego szerokość pasowała do otworów w żyletce.
Na patyczek nakładamy nową, czystą żyletkę i voila! gotowe. Mała rzecz, a cieszy.

Dobrego weekendu!

2012/12/20

Chleb (nie tylko) na święta...


Chleb to może nie gwiazda świątecznego stołu, ale jakże istotny jego element, prawda?
Do sałatki jarzynowej, śledzi, ryby po grecku czy w galarecie. Do bigosu i na kanapkę ze świąteczną pieczenią.
Może troszkę z nim pracy w tej przedświątecznej, kuchennej bieganinie, ale dobry chleb przetrwa doskonale całe święta i parę dni dłużej, wciąż ciesząc smakiem.

Jeśli więc planujesz upiec chleb na święta, oto moje propozycje...

Na zakwasie pszennym:
pszenny z Bourke Street Bakery (widoczny na zdjęciu powyżej)
pszenno żytni z patelni 

Na zakwasie żytnim:
jasny: Vermont sourdough
razowy: orkiszowy na miodzie

Na drożdżach: 
niezwykłe bezproblemowy i łatwy, wyrastający nocą chleb pszenny
mięciutki i wilgotny orkiszowy razowiec z pestkami dyni

I naprawdę ekspresowo, bułeczki:
maślane z makiem
puchate buły z czarnuszką (czarnuszkę można pominąć, wyjdą klasyczne bułki)
orkiszowo-pszenne z siemieniem lnianym
ze smażoną cebulką i makiem

2012/12/17

Zapiekanki z pieczarkami i serem.





Zapiekanki z pieczarkami, to jedno z najmilszych wspomnień dzieciństwa.
Sobotni rytuał: tarcie sera, przygotowywanie pieczarek, "bazy" z kromek bułki paryskiej i w końcu wyjeżdżały z pieca, gorące, pachnące. Jadło się je z ketchupem "Krzepki Radek" lub "Słodka Ania". Pycha!
Ostatnio zachciało mi się takich zapiekanek, wieki ich nie jadłam.
Nie są to co prawda, takie same zapiekanki jak tamte, nie miałam bułki paryskiej, tylko chleb na zakwasie, a zapiekanki chciałam zrobić już, ale... wyszło pysznie. Do tego robi się je tylko chwilę. Same plusy...







Zapiekanki z pieczarkami i serem
(na 3 duże podłużne lub 6 mniejszych kromek)

15 pieczarek
świeżo mielony czarny pieprz
sól morska
słodki ocet balsamiczny
mała szczypta tymianku
oliwa z oliwek/ olej roślinny

ulubiony żółty ser, starty na tarce

Piekarnik nagrzać do 180 st. C
Pieczarki pokroić w plasterki, przesmażyć na odrobinie oleju roślinnego. Dodać pieprz, sól, troszkę octu balsamicznego (do smaku), tymianek. Poddusić do miękkości.

Kromki chleba pokropić oliwą z oliwek, nałożyć na nie pieczarki, posypać startym serem.
Zapiekać do roztopienia sera. 
Podawać z ulubionym ketchupem.

Smacznego!