Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty

2021/09/24

„Czuła przewodniczka”


„Cudzy żar może złościć tego, komu jest w życiu zimno. Cudza swoboda może drażnić tego, komu jest w życiu ciasno” 

Gdyby ta sentencja była wyryta na ścianach miast, jak reklamy napojów gazowanych, myślę mniej by było dyskusji typu „a ona powinna, co ona sobie wyobraża”. Każdy żyłby własnym życiem i swoje poletko pielęgnował, rozumiejąc że on woli równo przycięte iglaki, a ktoś inny dzikie chaszcze i to jest w porządku. Książka, której nie sposób przeoczyć ostatnio w internecie, bo człowiek natykał się na nią wszędzie. Od pierwszej strony trochę jak obuchem w łeb dostajemy rozszyfrowanie typów osobowości/masek/ról które gramy. Z różnych przyczyn na nas kobiety nałożonych. Społecznych, wychowawczych, kulturowych.

Znacie te typy. Spotkałyście je nie raz. Zobaczycie je w kobietach w swoim otoczeniu. To może Wasze kuzynki, szefowe, matki, siostry, dawne nauczycielki, babcie, teściowe, bratowe, przyjaciółki, sąsiadki. 

Rozpoznacie je w mig po klasyfikacji tu zawartej. Może nawet w sobie. Może w dawnej sobie, jeśli przebudzenie i ocknięcie nastąpiło. 

Jak przebudzić się z tego zaklęcia, jak przemienić, o tym jest ta książka. Niektóre rzeczy będą oczywiste, inne jak olśnienie i piorun z nieba. Dla mnie to był cytat, który załączam na kolejnym zdjęciu. Czytam i zatkało mnie. Nie mówię nic, czytam Miłemu na głos i ledwo co kończę a on mówi „przecież to o Tobie!”. 



Każda z nas znajdzie tu siebie. 

Niektóre siebie teraz, a niektóre tę z przeszłości. Niektóre zobaczą siebie w przyszłości, jako przebłysk tego co może być.  I to wydaje mi się wielką wartością tej książki. 

Polecam Wam Dziewczęta, Kobitki moje kochane, do czytania jak ciepłą czekoladę ale i czasem jak otrzeźwiające lekarstwo. Ta książka jest jak serdeczna przyjaciółka, która zna Was na wylot, nie ocenia za gorsze dni i wybory a poda rękę kiedy widzi, że wychodzicie z grząskiego błota, ku słońcu, ku własnej prawdzie.  

I o tym też jest ta książka. O dążeniu do bycia sobą, nie wersją siebie jaką chcieliby widzieć nas inni. I  szczerości komunikowania, własnej prawdy, a nie odgrywaniu roli Potulnej, Królowej Śniegu, Męczennicy. 

Bo najprościej być po prostu sobą, to rola której nie trzeba uczyć się na pamięć.


2021/09/10

"Gdy ciało i dusza wysyłają S.O.S" - książka o psychosomatyce.




Mam dziś dla Was książkę - petardę. 
Potrząśnie w posadach wielu obszarów. 
To poradnik o psychosomatyce dr Alexandra Kugelstadt’a, lekarza medycyny i psychosomatyka. 
 Zacznę od tego, że medycyny, które mają po kilka tysięcy lat - Ajurweda i TCM łączą choroby fizyczne z objawami nie fizycznymi, nazywa się to podejściem holistycznym. Innymi słowy, emocje, przeżyte traumy, długotrwały stres, trudne, tragiczne doświadczenia (szczególnie w dzieciństwie, już od życia płodowego), przekładają się bezpośrednio na nasze zdrowie.
Nie jesteśmy samochodem, w którym jak się zepsuje rura wydechowa to wystarczy wstawić nową i po kłopocie.
Ciało i emocje/psychika to naczynia powiązane i im szybciej to zrozumiemy, że rach ciach przepisana tabletka bez wywiadu co się z nami w emocjach/życiu dzieje to droga do nikąd, tym lepiej.
Ogromnie cieszy mnie, że nauka i medycyna zaczynają to połączenie zauważać i powstaje taka gałąź jak psychosomatyka.
Książka zaczyna się od rozdziału dot. tematu jakim jest połączenie ciała i duszy, tłumacząc potem dokładnie jak niektóre sytuacje/emocje/blokady emocjonalne/traumy mogą skutkować w ciele jednostkami chorobowymi.
I jest to wiedza, która jest jak uderzenie obuchem w potylicę.

Zacznijmy więc od początku, czyli naszego życia płodowego.
Wiemy np. jak ważny jest spokój matki spodziewającej się dziecka, jej emocje, że ma to wpływ na prawidłowy rozwój płodu (poprzez łożysko i pępowinę przekazywane są hormony stresu - adrenalina i kortyzol. Problemy psychiczne odbijają się w procesach biochemicznych zachodzących w organizmie, a procesy chemiczne przyczyniają się do zmian w strukturze mózgu i powstawania odczuć u niemowlęcia).
Wiedza ogólna, że tak powiem.
Ale czy wiedzieliście, że 2.5 cm „fasolka” w brzuchu matki potrafi odbierać bodźce i od tego momentu zaczyna tworzyć się psychika?
Są badania potwierdzające, że przeżywanie długotrwałego stresu w okresie ciąży, odciska piętno na rozwoju dziecka w ciągu całego jego życia (badano poziom kortyzolu wpływającego na embrion). Podwyższony poziom cukru jest traktowany tak jak poziom stresu (taka ciekawostka, wiedzieliście, że stres podnosi poziom cukru?), a to jest powiązane z insuliną i leptyną, hormonami które informują nas o poziomie sytości. Widzicie w kierunku jakiej choroby/zaburzenia to zmierza?
Dalej przechodzimy przez kolejne fazy dorastania, a w kolejnych rozdziałach krok po kroku tłumaczone są zasady psychosomatyki, również na podstawie konkretnych jednostek chorobowych.
Ta książka powoduje fajerwerki w głowie, odsłania obszary, połączenia, których raczej nie usłyszymy w gabinecie. A powinniśmy.
Bo czy tego chcemy czy nie, jesteśmy jednością - psyche i soma.
Emocje potrafią bardzo szybko materializować się w ciele, tylko nas nie uczy się słuchać tych sygnałów. Tak jak radość, spokój, spełnienie rozlewa się po ciele energią, tak smutek, żal, poczucie zranienia, notoryczne robienie czegoś wbrew sobie, dla cudzej satysfakcji, może nam odciąć prąd w sekundę i położyć do łóżka na kilka dni.
Często bagatelizujemy sygnały, mylimy np. ból brzucha związany z lękiem, z kłopotami żołądkowo-gastrycznymi, a ich dalsze konsekwencje prowadzą do "leczenia" fizycznych objawów, nie mających nic wspólnego ze źródłem bólu (emocje).
Zamiast brać kolejny lek rozkurczający, warto zadać sobie pytanie: skąd i dlaczego to uczucie się bierze? Jeśli jesteś przed egzaminem, maturą, ważną rozmową o pracę, ucisk w żołądku jest dość naturalną, przejściową, reakcją stresową.
Jeśli jednak towarzyszy Ci codziennie, w towarzystwie np. mdłości, może zawrotów głowy czy braku apetytu (żołądek "zaciśnięty w supeł"), warto wtedy zadać sobie pytanie:
w jakiej sytuacji, miejscu, czy w towarzystwie jakiej osoby pojawia się ten ból. I iść za tym, szukać przyczyny, zanim nastąpi klasyka gatunku - przeciążony system postanowi sam się zresetować i da sobie urlop w postaci jakiejś dolegliwości, choroby, złamania itp.
Gorąco polecam Waszej uwadze tę książkę, to wiedza czasem uwierająca, ale trochę jak magik, odsłania nam kulisy przedstawienia, o których nie mieliśmy pojęcia.
A chyba warto wiedzieć czemu te klocki układają się w taki, a nie inny sposób.
Może też być dla niektórych początkiem, by jak po nitce do kłębka dotrzeć do sedna w drodze po zdrowie.

2019/12/04

Prezentownik 2019 - książki


Pierwszy tydzień grudnia, zbliża się czas kupowania prezentów pod choinkę, a książki wciąż są najwyżej na mojej liście prezentów idealnych, najwyższa więc pora przedstawić Wam pozycje, które mnie zachwyciły w mijającym roku. Niektóre starsze, inne wydane całkiem niedawno.
To zaczynamy!


"Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia" Marta Sztokfisz
Wyd. Literackie

Och, co to jest za książka, co to była za persona, co za biografia!
Ćwierczakiewiczowa życiorysem, charyzmą, pracowitością i charakterem mogłaby obdzielić ze trzy osoby. Lucyna to legenda, instytucja (marka sama w sobie, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli) którą sławą można porównać do Julii Child. Równie pracowita, uparta i dążąca do celu, o niewyparzonym języku, ale wielkim sercu i ogromnej szczodrości dla najbiedniejszych.
Na łamach czasopism, kalendarzy i w swoich książkach (szczególnie bestsellerem kilku dekad "365 obiadów za pięć złotych"), uczyła nie tylko jak gotować na każdą okazję, święto i porę roku, przygotowywać przetwory, kiedy i co wekować, ale jak prowadzić i dbać  o dom, robić zakupy, uczyła higieny i propagowała ją na wielką skalę, co w tamtych czasach nie było tak oczywiste. Kochała artystów, pisarzy, z wieloma się przyjaźniła. Ciężką pracą osiągnęła niesamowity majątek, stając się jedną z najbogatszych osób w kraju, a poglądy i często cięty język nie raz sprowadzały na nią kłopoty.

Tę książkę po prostu trzeba przeczytać! Nie tylko jeśli interesujemy się kulinariami, ale historią Warszawy, dawnymi obyczajami, ciekawostkami, tym jak się żyło, jadało, mieszkało, spędzało czas.
To cudowna, wciągająca lektura, którą gwarantuję, jeśli znajdziecie pod choinką, zaczniecie czytać jeszcze przy wigilijnym stole i zaśniecie z nią pod poduszką. Absolutna perełka!


"Jak nakarmić dyktatora" Witold Szabłowski
Wyd. W.A.B

Ta książka jest żywym obrazem tego, co znaczy zwrot "od kuchni".
Jak wiele można dowiedzieć się o człowieku, dla którego się gotuje? Ile mówią o nim kulinarne preferencje, jak bardzo potrafi odkryć się przed swoim kucharzem, pokazać swoje humory?
Kucharz osobisty, to nie jest zwykła osoba, a szczególnie jeśli taki kucharz gotuje dla największych dyktatorów naszych czasów.
Książka jest zapisem rozmów z kucharzami osobistymi Fidela Castro, Pol Pota, Envera Hodży, Saddama Husajna, Idi Amina.
Powiedzieć, że nie jest to książka ilustrująca jedynie gusta kulinarne, to nie powiedzieć nic.
Oczywiście, jest również o tym.
Zamiarem autora było jednak wyciągnięcie szczegółów ukrytych między talerzami, między spojrzeniami, rzeczami, które wiedzą tylko te szare eminencje, często prości, niepiśmienni ludzie, gotujący dla innych zdarza się niemalże niepiśmiennych ludzi, którzy tak się składa mają władzę i wykorzystują ja w sposób bezwzględny. Witold Szabłowski, wytrawny dziennikarz i pisarz, prowadzi nas w miejsca, do ludzi, w historie, które odsłaniają kulisy polityki, o twarzach zwykłych ludzi, impakt, jaki ma na całe rodziny, narody.
Niesamowita książka, polecam gorąco!








"Sztuka gotowania" Niki Segnit
Wyd. Buchmann

Niki Segnit jest autorką kultowego "The Flavor Thesaurus", książki która okazała się być pozycją przełomową w świecie kulinarnym. Pozycja, która jak w kalejdoskopie, pokazuje i analizuje związki smakowe między setkami produktów spożywczych, często pozornie nie pasującymi do siebie, dając wskazówki do ich łączenia.
Po wielu latach Niki wraca ze "Sztuką gotowania", która jest grubą knigą, pokuszę się nazwać ją podręcznikiem,  dzięki skrupulatnej i czytelnej klasyfikacji.
Książka podzielona jest na następujące działy:
pieczywo/ chleb kukurydziany, polenta i gnocchi/ luźne ciasto/ zasmażka/ wywary, zupy i potrawki/ orzechy/ ciasta i ciasteczka/ czekolada/ cukier/ custard/ sosy/ gęste ciasto

W każdym dziale znajdziemy przeróżne dania podstawowe, w swojej kategorii, oraz ich modyfikacje pod nazwą "urozmaicenia" oraz "smaki i odmiany", dzięki nim przepisy zyskują elastyczność, dają pole do eksperymentowania na podstawie przepisu bazowego, pozwalając na wiele różnych, niemalże nieskończonych, możliwości w zależności od zawartości lodówki, pory roku, oraz aktualnego apetytu. Czyli gotowanie instynktowne i intuicyjne, podparte bazowym przepisem.
Np. podstawowy przepis na chleb drożdżowy, z które można zrobić pizzę, bajgle, focaccię.
Co można do ciasta chlebowego dodać? Np. przecier jabłkowy, z ciasta zrobić bułeczki/ dodać kminek/ zamienić białą mąkę na razową/ wodę zastąpić cydrem, piwem, sokiem jabłkowym itd.
Przepisy i dywagacje, przeplatane są osobistymi historyjkami i anegdotami, co zawsze sobie cenię, gdyż lubię w książkach kucharskich czynnik ludzki, lubię wiedzieć z kim mam do czynienia, kto za daną publikacją stoi. To solidna porcja wiedzy, która powinna znaleźć się na półce każdego, kto lubi gotować, eksperymentować, chce uczyć się o gotowaniu, a jednocześnie potrzebuje przepisów żelaznych, sprawdzonych, które pozwolą w kuchni na zabawę i spontaniczność.






"Polowanie na grzyby" Zofia Leszczyńska - Niziołek
Wyd. Buchmann

Uwielbiam grzyby, wszystkie, nasze leśne, egzotyczne, każde.
Nie wyobrażam sobie bez nich mojej kuchni.
Grzyby są tak niesamowite, pod wieloma względami, również zupełnie niekulinarnymi.
Jeśli chodzi o zbieranie i rozróżnianie to kiepsko z tym u mnie, ale bardzo chciałabym się nauczyć i ta książka z pewnością będzie dobrym ku temu początkiem.
Przejrzysty układ książki, przegląd grzybów wszelakich, od najoczywistszych, po te mniej znane.
Jak, gdzie i kiedy zbierać, na co zwracać uwagę, kalendarz grzybobrań i różne inne przydatne wskazówki. Bardzo lubię takie publikacje, książki o grzybobraniu i mykologii.
Na sam widok aż czuję zapach świeżo zebranych grzybów, wilgoci leśnej, mchu igliwia, najpiękniejszy.



* * *




"Wege" Jamie Oliver
Wyd. Insignis


Podobno książka ta powstała już osiemnaście lat temu, lecz z różnych przyczyn nie doczekała się  publikacji.
Jamie w końcu odpowiedział, na zapotrzebowanie lwiej części swoich czytelników, by stworzyć książkę opartą w większości na roślinach i oto jest.
Chciałam od razu zaznaczyć, że nie jest to książka o kuchni wegańskiej, są tu jajka, sery, jogurt, ale poza tym ogromna ilość dań w których warzywa wszelakie grają pierwsze skrzypce.
Jak to u Jamiego, wszystko kolorowe, wibrujące, eklektyczne, domowe i przepyszne.
Przykładowe dania: strogonow grzybowy, kalafiorowa tikka masala, gumbo, tajski bulion z grzybami i tofu, tarta z karmelizowaną cebulą, pierożki z warzywami, aromatyczna zupa z makaronem ryżowym, kanapka grzybowa, słodko - kwaśny stri - fry, risotto grzybowe,carbonara z porem, wegańskie lazanie, chrupiące marchewki po marokańsku.
Idealny prezent dla miłośników kuchni Jamiego, prostej i zawsze się udającej.



"Portugalia do zjedzenia" Bartek Kieżun
Wyd. Buchmann

Po ogromnym sukcesie "Italii do zjedzenia" Bartek Kieżun zabiera nas w podróż do Portugalii.
Portugalii jakiej próżno szukać w przewodnikach, do małych miasteczek i tych ogromnej sławy, zadeptanej przez turystów, do sklepików, kościołów, z dala od utartych szlaków. Pokazując nie tylko lokalne dania, ale i architekturę, pisze o historii dań i regionu. To coś dużo więcej niż książka kucharska, to przygoda, ekscytacja, niemalże odbyta w te miejsca podróż. Uczta dla ducha i ciała. Polecam!




"Kuchnia Iwaszkiewiczów. Przepisy i anegdoty" Maria Iwaszkiewicz
Wyd. Znak

Córka Jarosława Iwaszkiewicza, Maria, napisała książkę o życiu rodzinnym, z kuchnią w tle.
Kuchnią, która miała niemałe znaczenie, ludźmi którzy tę kuchnię i dom (a nawet domy) tworzyli.

"Najdawniejsze moje wspomnienie to kuchnia w naszym warszawskim mieszkaniu, na Górnosląskiej(...)Typowa warszawska kuchnia w jednym z typowych warszawskich mieszkań. Rozkład ich był na ogół identyczny. Ciemny stołowy pokój ze skośnym balkonikiem na podwórze (...)W kuchni - odkąd pamiętam - rezyodowała Pawłowa, kucharka. Pochodziła z Suchedniowa. Pawłowa była u nas w rodzinie przez trzydzieści lat. Początkowo gotowała świetnie, później na starość nie chciała za nic pewnych potraw przyrządzać. Niezbitym argumentem było "nie bedom jedli"
 (...)Na lato jeździliśmy do Podkowy Leśnej.
W starej drewnianej willi urzędowała w kuchni złośnica Wikcia.
Podobno jedyną potrawą jaką umiała robić były mielone (wtedy mówiło się siekane) kotlety cielęce. To zresztą nie jest takie łątwe, dobre kotlety zdarzają się rzadko.
W 1928 roku przenieśliśmy się z Warszawy do Podkowy na stałe.
Tam kuchnia była o wiele dostępniejsza i ciekawsza. Duża, jasna, przychodziło do niej mnóstwo ludzi wprost z ogrodu. Pawłowa przeprowadziła się z nami i dalej rządziła w kuchni(...). Miała ukochanego koguta, który nie sypiał w kurniku, tylko na słomiance przed drzwiami."


Książka jest przepełniona wspomnieniami, anegdotkami z życia rodzinnego i oczywiście ulubionymi przepisami. Jako smaczek dodam, że będąc dzieckiem, byłam na wycieczce szkolnej w domu Iwaszkiewiczów, w Stawisku, k. Podkowy Leśnej, jako że mieszkałam rzut beretem stamtąd i wycieczki takie odbywała wtedy obowiązkowo każda klasa.










2019/09/09

„Miłość. Ścieżki do wolności" Nowa książka Agnieszki Maciąg.



Jestem po lekturze najnowszej książki Agnieszki Maciąg „Miłość. Ścieżki do wolności”.
Czytałam ją powoli, dając sobie czas na refleksje, przemyślenia i wchłonięcie reakcji, które we mnie wzbudziła. Jedno wiem z pewnością - ta książka jest niezwykła i cudownie wartościowa. Jednocześnie bardzo praktyczna, często cucąca, zadająca trudne pytania i dająca mądre wskazówki, jeśli tylko chcemy z nich czerpać.

Potrzebna bardzo nam, kobietom, wychowanym w modelu poprzednich pokoleń i wartościach, które ciężar naszej siły i wiary w siebie opierały na akceptacji widzianej w cudzych oczach, cudzych oczekiwaniach, poza nami samymi.
Książka przepełniona różnymi odcieniami miłości, ucząca akceptacji i kochania siebie samej, głęboko. Pokazująca drogę do prawdziwej wewnętrznej siły, spokoju, niezależnej od wyglądu, zamożności, statusu społecznego.
Zapadło mi z niej w głowę takie zdanie „Nie żyję po to aby spełniać cudze oczekiwania”.
Od siebie dodam jeszcze „nikt nie musi rozumieć i akceptować moich decyzji, wystarczy że ja wiem, że są dla mnie najlepszym wyborem”.
Bo jest taka niepisana presja rodzinna, kulturowa, że coś musimy, powinniśmy żyć tak, robić tak, że ciąży nad nami powinność, obowiązek by jako kobiety być takie czy siakie, wedle cudzego, społecznego, widzimisię.
Nic nie musimy, o ile to nie jest nasza w ł a s n a  decyzja. 

Bo nikt naszego życia w naszej skórze nie przeżył i żyć za nas nie będzie. Ważne to czuć, że idziemy we własnych butach, myśląc swoje myśli, a nie cudze ich projekcje. Tylko tyle i aż tyle...  

Dziewczęta, Kobitki moje, polecam tę książkę, gorąco, Waszej uwadze.



2019/08/19

Trzy ważne książki, które powienien przeczytać każdy...kto ma ciało.





Lektury, które Wam tu przedstawiam, są to książki, które wywarły na mnie ogromny wpływ, bogate w dawkę wiedzy, którą mam na celu przekazać jak największej ilości osób. Jest to wiedza jeszcze niezbyt szeroko popularna w tzw "mainstreamie", choć zaczyna się silnie przebijać, jest poparta dowodami naukowymi, często zaskakująca, szokująca, lecz przede wszystkim fascynująca.
Tak jak my sami, nasz organizm, ciało i wszystkie procesy, które zachodzą w nas w każdej sekundzie życia. Są to książki, które warte są wydania absolutnie każdej i nawet ostatniej złotówki, gdyż to czego się z nich dowiecie, jest cenniejsze niż pieniądze i będzie procentować przez całe życie, dla Was, Waszych bliskich, będzie motorem do rozwoju. To nasza instrukcja obsługi, praktyczny poradnik użytkownika ciała i umysłu, po której lekturze wiele się zmieni, otworzy się ciekawe okienko do przemyśleń, czasem nawet rozważań filozoficznych.

Kiedy kilka lat temu przeczytałam "Historię wewnętrzną" naiwnie myślałam, że nic już w kwestii jelit i mikrobiomu mnie nie zaskoczy, kiedy to jakiś rok temu trafiłam na książkę "Cicha władza mikrobów", która owo pole poszerzała o wiedzę na temat mikrobioty, czyli flory bakteryjnej całego ciała. Ta książka rozpoczyna się jak powieść przygodowo - kryminalna i trzyma w napięciu do samego końca, po prostu nie chce się wypuścić jej z rąk. Obszerna wiedza jaka jest w niej zawarta dalece wykracza poza ramy pojęcia mikrobioty - mamy tam historię epidemiologi i bakteriologii, historię chorób XXI w., rozszerzenie wiedzy o jelitach, które to odkrywają coraz większą rolę w badaniach nad stanem naszego zdrowia.  Czy wiecie, że pożyteczne mikroorganizmy znajdują się prawie w każdym zakątku naszego ciała, inne w kąciakach ust, inne na języku, inne w pępku i na karku czy między placami stóp, i że są niewykle wyspecjalizowane niczym inżynierzy? I że bez nich praktycznie nie potrafimy funkcjonować?
Jakie mikroorganizmy biorą udział w porodzie naturalnym i jak wpływa na nie poród przez cięcie cesarskie, na dziecko i na matkę, w bardzo szerokim spektrum. Kiedy odkryto istnienie bakterii i ich przenoszenia? W jaki sposób dbać o mikrobiotę, nasz "złoty płaszcz ochronny", co ją uszkadza a co wzmacnia. Czy największe współczesne choroby cywilizaycjne połączone są z jakością mikrobioty, jeśli tak, w jaki sposób? Czy wiesz co antybiotyki mają wspólnego z tyciem i jakie inne czynniki na tycie wpływają, jak nasze sylwetki zmieniły się na przełomie ostatnich dwóch- trzech dekad i dlaczego? Jakie długotrwałe spektrum działania (oprócz leczniczego) posiadają antybiotyki? Czym karmią się dobre i złe bakterie jelitowe i jak to wpływa na nas? Prebiotyki, probiotyki - jakie paliwo dla naszych jelit?  Co to jest transplantacja flory jelitowej i czemu to służy? W jaki sposób zjadanie żywych bakterii może człowieka czynić szczęśliwszym? To tylko ułamek zagadnień jaki porusza ta arcyciekawa książka i uważam, że tak (jak i "Historia wewnętrzna") książka ta powinna być na liście lektur szkolnych. Z pewnością czytana byłaby łapczywie i z wielkim zainteresowaniem, przynosząc długofalowe korzyści, dużo ważniejsze niż znajomość budowy pantofelka.

Kolejna pozycja to książka "LEK", którą dostałam od koleżanki ze słowami, które luźno parafrazując brzmiały "ta książka to petarda, która wyrwie Cię z butów".
I nie myliła się, tylko nie wiedziałam, że to będzie aż taka bomba. Przeleżała swoje, bo jakoś nie mogłam się do niej zabrać, to gruba cegła o temacie dość kontrowersyjnym, często wyśmiewanym czy bagatelizowanym przez środowiska lekarskie, naukowe. A tutaj moimi szanowni Państwo, niespodzianka. Gdyż pozycja ta to udokumentowane, pond dwudziestoletnie, badania naukowe na temat placebo i to pod każdym kątem jaki można sobie tylko wyobrazić.
To nie tylko ta oklepana już "ślepa" tabletka, to potęga słowa, czynu, emocji, empatii. I to taka, że trzeba oczy ze zdumienia przecierać, bo pomimo świadomości, iż są to naukowe  b a d a n i a,  a nie domniemania, naprawdę czasem trudno uwierzyć, do czego zdolny jest ludzki umysł w zarządzaniu ciałem. Książka zbudowana jest na zasadzie gradacji doświadczeń - zaczyna się od przypadków najbardziej lekkich do przyswojenia, by w miarę dalszej lektury, przytaczać doświadczenia o jakich mi się nie śniło. Nasze ciało jest naprawdę zdolne, w wielu aspektach, do samonaprawy, wiele siedzi tylko w naszej głowie i od niej zależy, tylko jak ten przycisk wyzwolić by mogło się to wydarzyć, a jak, wszystkiego dowiecie się z tej książki. To lektura niezwykła, którą czasem trzeba przerwać by sobie to wszystko dobrze przyswoić, ułożyć. Na zachętę podam przykład z badań nad placebo w leczeniu choroby wysokościowej, które przeprowadzano w górach, na wysokości 3,5 tyś. km, w małym ośrodka badawczym we włoskich Alpach. "Chorobę wysokościową powoduje niedobór tlenu, im wyżej się swpinamy, to choć procentowa zawartość tlenu się nie zmienia, powietrze staje się rzadsze, przez co z każdym oddechem do naszych płuc trafia mniejsza ilość tlenu. Niedobór tlenu powoduje takie objawy jak nudności, zawroty i bóle głowy. Narciarzom udającym się na płaskowyż Rosa zaleca się aklimatyzację poprzez rozciągnięcie w czasie podróży na górę, na przykład rozłożenie jej na dwa dni. Ponieważ jednak Benedettiemu zależy na wykorzystaniu w sposób maksymalny wpływu wysokości na organizm człowieka, Davide przybył tu z położonego mniej więcej na poziomie morza Turynu w zaledwie trzy godziny. Davide zostaje podłączony do maseczki z tlenem, monitory urządzeń do których jest podłączony, pokazują, że jego krew powoli  wysyca się tlenem. Prowadzący badania nie zdradza jednak, że maseczka do niczego nie jest podłączona, a zbiorniczek jest pusty, Davide oddycha fałszywym tlenem". I to jest przykład działania placebo z tych najlżejszego kalibru, jaki znajduje się w tej książce, potem robi się coraz ciekawiej...


Ostatnia pozycja, to książka "Holistyczne ścieżki zdrowia", która dużo mi usystematyzowała, z wiedzy, którą już posiadam oraz wiele nauczyła. Ale może to dziwnie zabrzmi, poruszyła mnie i wzruszyła. Również, a może przede wszystkim, ze względu na ogromną dawkę humanizmu i takiej jasnej energii. Książka jest zapisem rozmów, które przeprowadziła Orina Krajewska (córka zmarłej na nowotwór Małgorzaty Braunek) z osobami przeróżnych specjalności, sław i autorytetów w swojej dziedzinie, a to co ich wszystkich łączy to próba odpowiedzi na pytanie - jak nas leczyć, jak dbać by zachować witalność i zdrowie, co i dlaczego jeść, jak udźwignąć psychicznie fakt poważnej choroby i często długiej walki z nią, jak zapobiegać chorobom, jak dbać o siebie holistycznie, o ciało, umysł, serce i duszę, bo ciało to tylko część nas, a umysł, mocje, uczucia, to ważna część tego procesu. To również arcyciekawe badania naukowe, kobitki czy wiedziałyście np. że utrzymanie prawidłowego poziomu selenu we krwi obniża ryzyko raka piersi o dwa-trzy razy? A dla raków pozasutkowych selen obniża to ryzyko o kilkadziesiat razy?
Ta książka jest czułym peanem na cześć dobrostanu człowieka, widzę w niej wielką dbałość by przekazać wiedzę w pigułce, w niezwykle szerokim spektrum, wiedzy osób wybitnych w swoich dziedzinach, z różnych środowisk naukowych i nie tylko, która to wiedza, uwaga, nie wyklucza się wzajemnie, ale w całości pracuje na naszą korzyść. Każdą z tych osób cechuje brak egoizmu, który to egoizm często wyklucza inne metody na rzecz tej jedynie słusznej, w imię zasady, że próbujmy wszystkiego by ratować życie i zdrowie,. Zacytuję na koniec  prof. dr hab. Jana Lubińskiego, jednego z najwynitniejszych genetyków onkologów
"Zakładam, że istnieją rzeczy niewytłumaczalne, poddaję się temu, ale jestem w stanie funkcjonować w częśći wytumaczalnej dla człowieka i jego racjonalnego umysłu"
 "To, że istnieją cuda, dla wielu osób może być krzepiące, prawda?"
"Tak, wiara czyni cuda"
"Naprawdę pan w to wierzy?"
"Widzę, że tak jest Jest tyle rzeczy niewytłumaczalnych, to nawet nie jest wiara, to wiedza. Myślę, że zwykła pokora i skromność człowieka narzucają takie podejście"

Ta książka to ewenement na skalę światową, takiej książki jeszcze na naszym rynku nie widziałam, to pozycja do której się wraca, studiuje ponownie.
Podam listę rozmówców, dodając tylko, że na końcu każdej z rozmów podana jest lista książek, które każdy z nich poleca, jako wartościowe rozwinięcie wywiadu, badania, praktykę ćwiczeń czy przepis.

Wprowadzenie do medycyny integralnej - rozmowa z lek. med. Elżbietą Dudzińską
Rola odżywiania, makrobiotyka na talerzu - rozmowa z Kornelią Westergaard
Potęga aktywności fizycznej - rozmowa z prof. Hiroakim Tanaką
Gdzie leży przyczyna? - rozmowa z dr. Preeti Agrawal
Medycyna konwencjonalna i medycyna alternatywna - rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem
Moc wewnętrznych komunikatów - rozmowa z Levaną Marshal
Cancer coaching czyli podręczny zestaw samopomocy - rozmowa z Anną Borzeszkowską
Geny i ich wpływ na nasze życie - rozmowa z prof. Janem Lubińskim
Tradycyjna medycyna chińska - rozmowa z prof. Li Jie
Historia zielarstwa, najważniejsze zioła zdrowotne - rozmowa z Franciszkiem Rucińskim
Medytacja i podróż w głąb siebie, zdrowie na poziomie duchowym - rozmowa z Andrzejem Krajewskim
Psychologia i duchowość - druga rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem





Jeśli wciąż zadajesz sobie pytanie "czy te książki są dla mnie, czy mnie zainteresują?" odpowiedź brzmi "jeśli posiadasz ciało, to TAK!". Są to również wspaniałe pomysły na podarunek, te książki to wyjątkowe perełki!

2018/12/18

Prezentownik 2018 - książki kucharskie.




Co roku dostaję pytania o moje rekomendacje dotyczące nowo wydanych książek kulinarnych, co zawsze z przyjemnością czynię. Z roku na rok zauważam ogromne zmiany na naszym rynku wydawniczym, nie musimy już czekać długie lata na tłumaczenia książek ulubionych autorów, teraz często polskie wydanie dzielą od światowej premiery dosłownie miesiące. Ten sezon wydawniczy obfituje w wiele apetycznych pozycji.

 To zaczynamy!









Ależ czekałam na tę książkę!
Jakieś 15 lat temu gotowałam namiętnie z „Wegetariańskiej kuchni włoskiej”, ucieszyłam się więc ogromnie, że Paola Gavin wydała kolejną książkę, tym razem o wegetariańskiej kuchni żydowskiej. „Hazana” to zbiór przepisów kuchni Żydów z całego świata (w tym i z Polski), opisująca korzenie potraw i połączenia między nimi (zależnie od rejonu ich występowania i przynależności do konkretnej społeczności żydowskiej) oraz tradycje świąt żydowskich nierozłącznie związane z konkretnymi daniami. Książka jest przepięknie wydana, okraszona apetycznymi zdjęciami, a ja w stylu gotowania i pisania autorki rozpoznaję to miłe uczucie spotkania się z dawno niewidzianym przyjacielem. Wiem, że będę z tej książki gotować bardzo, bardzo wiele dań.
Kilka przepisów, które wpadły mi od razu w oko to - kapusta faszerowana ryżem, ciecierzycą i rodzynkami, biała fasola w ostrym sosie z Afryki Północnej, słodkie placki z bakłażana, sałatka z buraków z chrzanem kwaśną śmietaną i koperkiem, rosyjski kapuśniak, ryż sefardyjski, musaka z cukinią i ziemniakami...i wiele innych. Książka ma czytelny podział na zupy, przystawki, warzywa, desery, makarony i pierogi, zboża, jaja i znajdziecie w niej 140 wegetariańskich przepisów.







Yotama Ottolenghi nie trzeba chyba przedstawiać nikomu, kto choć trochę interesuje się międzynarodową sceną kulinarną. To już ikona i gwarancja zachwytów,a  jego jedzenie jest piękne i zmysłowe. Człowiek, który na zawsze zmienił oblicze kuchni Bliskiego Wschodu, wprowadzając ją niejako do mainstreamu. Jego jedzeniu nie można się oprzeć, a jego styl gotowania ma wielu naśladowców.
On potrafi coś takiego w kuchni, że najpierw się wydaje "acha, no tak, takie proste, zwyczajne rzeczy" a potem doda to i tamto, połączy razem i tworzy się jakiś niewiarygodny mariaż, od którego kręci się w głowie.
Na pytanie "co mam ochotę ugotować z tej książki?" odpowiadam a b s o l u t n i e  WSZYSTKO.
Ale nie pozostawię Was bez apetizera, oto co ugotowałabym już, teraz, natychmiast - paluszki rybne z kokosową panierką, tacos z kotlecikami rybnymi, mango, jogurtem i kminem, brązowy ryż z rumianą cebulką i czarnym czosnkiem, gulasz z soczewic puy i bakłażana, puree z batatów z salsą limonkową, pieczony seler z oliwą i kolendrą, pasta fasolowa z muhammarą, brokuły gałązkowe z sosem czoskowym i fistaszkami, pieczony bakłażan z anchois (rany, jak ja kocham anchois!) i oregano, dorsz w ciecierzycy z harissą, gigli z ciecierzycą i za'atarem, papardelle z harisą (różaną!) czarnymi oliwkami i kaparami. Niech mi ktoś teraz powie, że nie jest głodny ;-)







Kasia i Zosia Pilitowskie, mama i córka, które prowadzą w Krakowie  bar śniadaniowy Ranny Ptaszek, napisały książkę o jajkach.
Jajkach pod każdą postacią i na różne sposoby. Przeplotły to wszystko opowieściami, anegdotkami członków rodziny i przyjaciół, a każda z nich, a jakże, z jajkiem w tle.
Ta książka jest inna, jest inna w warstwie językowej jak również wizualnej, co jest bardzo odświeżające i retro jednocześnie. Jest familiarna a zarazem kosmopolityczna. Trochę jak lekko nieostre czarno - białe fotografie z wakacji w Libii w latach 70-tych, w sztruksowych dzwonach i wielkich okularach, które zadziwiająco płynnie wpisują się we współczesność.
"JAJKO" ma w sobie coś takiego, nieuchwytnego, co trudno opisać.
To też domowe, ciepłe miejsce, gdzie można czuć się swobodnie chodząc potarganym i w ciepłych bamboszach. Czuję się tam trochę jak u siebie i mam ochotę wypróbować wiele z podanych w nim przepisów. Na pierwszy ognień pójdą: jajko po turecku, fuczki, jajka rekonwalescenta, kurdyjska jajecznica, placki z kalafiora, z jogurtem miętowym i czarnuszką, jerozolimski kalafior z jajkami.





"Miska szczęścia" to książka napisana przez psychodietetyczkę i miłośniczkę książek kulinarnych (która założyła nawet księgarnię z książkami wyłącznie kulinarnym) Laurę Osękę.
Koncept książki oscyluje wokół jednego naczynia  - miski, która jest synonimem przytulności i uniwersalności, jedzenia które koi i syci. Wszak w misce zjemy i zupę i makaron, sałatkę czy kaszę.
I taka właśnie jest kuchnia Laury, pełna kasz, warzyw, ciepłych zup i duszonych roślinnych potrawek, z niewielkim dodatkiem serów, jajek czy ryb. 
Niezwykle bogata w zioła i warzywa wszelakie, oparta absolutnie na sezonowości (potrawy podzielone są ze względu na pory roku) i naszych rodzimych warzywach i owocach. To kuchnia świeża, aromatyczna i lekka, i domowa, oparta na smakach dzieciństwa, i z lekkim twistem. Co bym z niej zjadła? Pieczony kalafior z kaszą, gulasz z selera, ziemniaków i fasoli, ziemniaki ze szpinakiem, miska z buraczkami i szparagami (oraz halloumi), wędzony pstrąg z burakami, miska lunchowa z pierwszą kiszoną, sałatka ze śledzia na słodko, placki ruskie, zapiekana brukselka, bigos z czerwonej kapusty (z fasolą), krem z pieczonych buraków z chrzanem,






Najnowsza książka królowej kuchni i zmysłowego jedzenia, Nigelli Lawson.
"Przy moim stole. Świętowanie codzienności" to esencja jej stylu gotowania - nonszalanckiego, prostego, kojącego jedzenia karmiącego wszystkie zmysły (jest masło, śmietana i wszystko co hedonistyczne). Na wskroś domowego, nie wymagającego specjalnych umiejętności, bo jak mawia Nigella "życie jest skomplikowane, ale gotowanie wcale nie musi takie być". Jedzenia, które jest nośnikiem historii i wspomnień, które spaja ludzi przy wspólnym stole, nie onieśmiela a otwiera. Potrawy w książce płyną bez wyraźnego nurtu i podziału, jak apetyt na smaki, które pojawiają się bez ładu i składu, ale za to jak życie toczy się swoim naturalnym i przypadkowym rytmem. Nie ma określonych ilości porcji, bo jak mawia autorka "szczodrość jest mi bliższa, bo jestem przekonana, że nas uszczęśliwia. I w kuchni i poza nią".
Jakże się z tym i ja zgadzam!
Z tej książki mam ochotę na: ryż z kurkumą, kardamonem i kminem, duszone warzywa po marokańsku, tłuczone ogórki z rzodkiewką, pikantna salsa z pieczonych warzyw, hummus z miso (sic!), kaczka pieczona ze skórką pomarańczową, imbirem i sosem sojowym, gulasz wieprzowy z suszonymi śliwkami, oliwkami i kaparami, łatwe lody truflowe, pudding toffee,












Samar Khanafer, znana z programu Masterchef wydała swoją drugą książkę "Szafran, mięta i kardamon". Samar to pół Libanka, pół Polka, która w swoim gotowaniu łączy tradycje dwóch kuchni, polskiej i libańskiej, które przeplatały się w jej domu rodzinnym, a potem ewoluowały w jej dorosłym życiu, w którym gotuje dla męża i ich malutkiej córeczki, Mii.
Filarem najnowszej książki Samar są zioła i przyprawy, które znamy bardzo dobrze i takie których używamy rzadziej, w nieoczywistych połączeniach.
Książka jest podzielona na działy - kolendra, kumin, mięta, tymianek, natka pietruszki, sumak, szafran, kardamon, cynamon, anyż, gałka muszkatołowa, wody kwiatowe - a każdy z nich zawiera przepisy na dania zawierające określone zioła lub przyprawy.
I tak, wybierając:
gałkę muszkatołową możecie zrobić: gulasz z soczewicy i szpinaku, coleslaw z brukselki, grillowaną sałatę rzymską z sosem tuńczykowym. sumak: wiosenny fattoush, ryba w pesto z sumaku, tatar rybny z sumakiem, natka pietruszki: pesto pietruszkowe, kafta drobiowa, mięta: surówka z białej kapusty, miętowa pasta z bobu, sałatka z bakłażanem i soczewicą, manouche z hummusem, pomidorkami i miętą, kumin: muhammara, kafta w sosie z daktyli i ciecierzycy, bliskowschodni coleslaw z kalafiora, krem z marchwi z harissą i chrupiącą ciecierzycą, brukselka pieczona w zielonej harissie, kolendra:
kafta rybna, makloubeh, pasta z pieczonej dyni, gratin ze słodkich ziemniaków z pistacjowym dukkah, krakersy z ciecierzycy z dukkah, daktylowy sos BBQ.
We wstępie znajduje się spis przepisów podstawowych na przyprawy, przetwory i sosy: np mieszankę siedmiu przypraw libańskich, ras el hanout, dukkah, taratour, kiszone cytryny oraz kalendarz sezonowości owoców i warzyw.






Bartek Kieżun, znany jako Krakowski Makaroniarz, to smakosz i erudyta, zakochany we Włoszech. Nie tylko jedzeniu, ale sztuce, tradycji, architekturze.
Książka ta, wizualnie, przypomina mi sentymentalne publikacje z lat 70-tych, trochę jak zdjęcia w sepii, o stylistyce nonszalanckiej, trochę retro, gdzie historia regionu i korzenie dania niezwykle silnie zaznaczają swoją obecność. Autor owszem, podróżuje by jeść, ale również, a może wszystkim, by patrzeć, chłonąć, słuchać, uczyć się. Książka podzielona jest na miasta/ miejsca, a każdy przepis okraszony jest historią, anegdotami i przyrzekam, sama nie wiem co smaczniejsze, danie czy poprzedzający je wstęp, który połyka się równie łakomie jak wyśmienite tiramisu.
A co by tu zjeść? Np.: torta di limone, porchetta, spaghetti alla carbonara (niby każdy wie, ale jednak o dobry przepis niełatwo), cacio e pepe (jw), pasta alla norma, raviolo con uovo, arancini, insalata polpo, peposo.

Na deser polecam wywiad z autorem, tutaj.




2018/05/29

Dwie ważne książki, które każdy powinien przeczytać.

Od kilku lat, mam wrażenie, książki o tym co, jak powinniśmy jeść, jakimi zasadami kierować się dbając o swoje organizmy, napędzane są raczej modą i marketingiem niż zdrowym rozsądkiem i faktyczną wiedzą o tym jak funkcjonujemy my, nasze wnętrze i jaki efekt mają na nas poszczególne diety czy style odżywiania.
Czytam wiele publikacji w tematyce fizjologii, zdrowego odżywiania, psychologii jedzenia, porównuję, wyciągam wnioski, finalnie wiele z nich nie trafia tutaj, jako niewnoszące nic na tyle wartościowego by polecać je jako inwestycję w domową biblioteczkę.
Dzisiaj jednak chciałam przedstawić Wam dwie pozycje, które uważam za fundamentalne, kamienie milowe, niezwykle wartościowie merytorycznie, i zwyczajnie, ważne dla nas publikacje.
Powiedziałbym, że są to jedne z najważniejszych książek i umieściłabym je na liście takich, które koniecznie trzeba w życiu przeczytać.

Diety i mody zmieniają się, co rusz słyszymy, że to jest dobre, potem że szkodliwe, a potem znów dobre. A my jako organizmy, zbudowane i działające wciąż tak samo, potrzebujemy jakiegoś solidnego, popartego żelaznymi faktami, przewodnika, po...nas samych.
Kilka lat temu natknęłam się na fascynujący artykuł, z którego wynikało iż najnowsze badania wskazują iż ok. 80%% serotoniny (hormonu szczęścia), nie jest produkowane jak nam się wcześniej wydawało w mózgu...a w jelitach.
Tak, dobrze słyszycie, w jelitach.
Badania te były częścią badań nad przebiegiem i leczeniem depresji i ich wyniki były zaskakujące oraz przełomowe. Zachwycamy się naszym mózgiem, sercem, badamy pamięć, co jest oczywiście fascynujące, ale to co potrafią nasze jelita, wprawia w zdumienie.
Niesamowicie mnie to zaintrygowało, zaczęłam więc kopać dalej.
Wkrótce zaczęły też pojawiać się publikacje po polsku (ciekawy artykuł na stronie Instytutu Mikroekologii w Poznaniu "Od jelit do depresji"), temat bakterii jelitowych zaczął zataczać coraz szersze kręgi, aż w końcu trafiłam na genialną, napisaną prostym i przystępnym językiem, przez naukowca - doktorantkę mikrobiologii lekarskiej, Julię Enders książkę "Historia wewnętrzna. Jelita najbardziej fascynujący organ naszego ciała".

Pochłonęła mnie ona doszczętnie.
W życiu całym nie czytałam bardziej precyzyjnej, naukowej, książki o organizmie ludzkim napisanej z taką swadą, poczuciem humoru, że aż nie chce się by się skończyła.
Książka ta powinna być lekturą obowiązkową na lekcjach biologii w liceum, ale jestem pewna, że nikt nie czułby się przymuszony i znudzony czytając ją. Gdybym teraz była w szkole średniej, czytałabym ją po kryjomu, zachłannie, pod ławką, na nudnych zajęciach, chętnie pisałabym z niej kartkówki, a jeszcze chętniej dyskutowała o tym co jest w niej napisane. I szczerze żałuję, że takiej precyzyjnie, lekko, śmiesznie, ale z niezbicie naukowym podłożem, wyłuszczonej wiedzy nie było na moich lekcjach biologii.
Książka ta powinna znaleźć się w każdym domu, jako kompendium wiedzy o tym obszarze naszego ciała, który ma tak ogromne znaczenie dla naszego zdrowia, o jakie w ogóle byśmy go nie podejrzewali.
To nasza hudraulika. A wiecie co się dzieje, kiedy hydraulika w domu szwankuje? Jeśli coś gdzieś przecieka? ("leaky gut syndrome") albo się zatka.
Jesteśmy niesamowicie precyzyjną konstrukcją, każdy aspekt, funkcja, część, działanie jelit i ich "komunikowanie  się" i współdziałanie z innymi systemami i organami, jest arcydziełem.
Temat "gut bacteria" "gut diet food", to temat od jakiegoś czasu gorący i publikacje o nim pojawiają się jak grzyby po deszczu. Wspomnę tylko pokrótce, że to co nasze jelita kochają, co buduje odporność i wzmacnia ich mikroflorę, to to co znamy bardzo dobrze:
prawdziwy, uczciwy chleb na zakwasie (bez żadnych dodatków, spulchniaczy, przyspieszczy itp),
  więc to o czym trąbię od lat - ludzie pieczta własny chleb na zakwasie! Nie ma nic lepszego. 

kiszonki (to co kochamy i znamy od stuleci, ogórki kiszone, kiszona kapusta itd),
zakwasy warzywne (z buraków, sok z kiszonej kapusty, sok z kiszonych ogórków itp.)
wszelkie produkty naturalnej fermentacji (pasta miso, kefir,, "żywy" jogurt, kimchi).

W "Historii wewnętrzej" z niezwykłą skrupulatnością prowadzeni jesteśmy od samego początku, zaczynając od ust, wyjaśnienia właściwości śliny i skąd ona się bierze (nie zgadniecie, chyba, że wiecie), przechodząc do przełyku, żołądka  (cały transport jedzenia) aż do jelit.
Dowiemy się co to jest "mózg trzewny", czym i jak zarządza.
Zrozumiemy czemu jelita, żołądek mają taki wpływ na nasz stan emocjonalny (stres przed maturą, poważną rozmową, kłopoty żołądkowo-jelitowe wywołane silnymi przeżyciami? kojarzycie objawy im towarzyszące, nierozerwalnie powiązane z emocjami?)
Niesamowicie fascynujący jest rozdział pt. "Czemu wymiotujemy", pokazujący jak genialnie jesteśmy skonstruowani, by być samonaprawialni i jakie przemyślne mamy systemy zabezpieczające.
Jeszcze słóweczko o czymś co do niedawna było wstydliwym tematem, a jest kamieniem milowym naszego zdrowia, w książce przeczytacie o tym na str. 22, ja wpadłam kilka lat temu na ten artykuł ilustrujący jak działa ten prosty mechanizm.
Jak ważne są nasze jelita, od stuleci wie medycyna wschodu. Kiedy wybierzecie się na wizytę do lekarza medycyny chińskiej pierwsze pytanie jakie usłyszycie, to  nie "co pani/panu dolega?" ale szczegółowo zapyta o funkcjonowanie przemiany materii. Doprawdy nie bez powodu.
I jak się tak na spokojnie zastanowimy, to okazuje się, że to jak funkcjonujemy "tam w środku", od wieków było aspektem ważnym, tylko wiedza ta była niezbyt precyzyjnie rozwinięta, przekazywana raczej szeptem, jako temat wstydliwy. Nie wstydzimy się dbania o swoją skórę, robienia peelingu ciała, balsamowania, podkreślania urody cery  makijażem czy zabiegami medycyny estetycznej...nie wstydźmy się więc dbania o siebie wewnętrznie, o ten ogromny (również metrażowo) aspekt naszego zdrowia. Bo wiecie co? Stan naszej cery jest również odzwierciedleniem stanu naszych jelit.
Chciałam jeszcze dodać iż jestem przeszczęśliwa, że w końcu, w końcu po latach publikacji, które traktują nas powierzchownie nastąpiła moda na takie lektury.
Na wskroś potrzebne i jedynie słuszne jeśli chodzi o drogę do prawdziwego dbania o siebie - zaczyna się od poznania budowy, mechanizmów, funkcji organów jakie nami zarządzają dając realne narzędzia do zarządzania swoim zdrowiem.
Książkę czyta się niby fascynującą powieść, której bohatera znamy - to my sami - co chwila mrucząc pod nosem z niedowierzania i zdumienia. Bo jesteśm, w rzeczy samej, fascynującym "urządzeniem".
Gwarantuję, że przy tej lekturze nie będziecie się nudzić, dostając przy tym ogromną dawkę wiedzy. Ta książka to perełka!
 
                                  

Druga książka, którą chcę dziś polecić Waszej uwadze, to książka, która mówiąc kolokwialnie, wyrwała mnie z butów.
Pozostawiła oniemiałą, a jednocześnie sprawiła, że wiele klocków, które gdzieś fruwały w mojej głowie, wskoczyło na swoje miejsce. Ta książka to "Nowoczesne zasady odżywiania".
Jej autorem jest lekarz medycyny konwencjonalnej dr T. Colin Campbell.
Wychował się na farmie mleczno - mięsnej, prowadzoną przez rodziców.
Większość swojego życia (teraz ma 84 lata), jak sam pisze, praktykował tradycyjną dietę amerykańską, mleczno - mięsną.
Na początku swojej kariery zajmował się badaniami nad dioksynami (którą pomógł odkryć i wyizolować) i aflatoksynami, następnie zajął się koordynacją działań w projekcie na rzecz niedożywionych dzieci na Filipinach. Celem projektu było znalezienie powodu dla którego wśród tamtejszych dzieci jest tak wysokie zachorowanie na na raka wątroby. Uważano, że przyczyną są aflatoksyny obecne w orzechach ziemnych i przez dziesięć lat celem projektu było również zmniejszenie niedożywienia wśród filipińskich dzieci.
W trakcie tego projektu, którego głównym celem i założeniem było twierdzenie, że niedożywienie bierze się z niedoboru białka. Jakimż zaskoczeniem było dla dr Campbella, gdy odkrył, że dieta tych dzieci zawierających najwięcej białka, to grupa dzieci które najczęściej zapadały na raka wątroby. Były to dzieci z najzamożniejszych rodzin.
Od tego momentu nastąpił efekt kuli śnieżnej, Campbell zaczął szukać badań na temat ilości (i rodzaju) spożywanego białka i występowania nowotworów i to obrał jako rdzeń swoich długoletnich badań. Badań które trwały ponad dwadzieścia lat i obejmowały dziesiątki tysięcy pacjentów.
Nie chcę zdradzać wszystkiego, bo to jak zdradzić zakończenie powieści kryminalnej, komuś kto dopiero czyta jej recenzję.
Chcę tylko wspomnieć o istocie tej książki, tezie (już udowodnionej), że niektóre rodzaje nowotworów oraz tzw. chorób cywilizacyjnych możemy włączyć i wyłączyć,  d i e t ą , tak jak jak "pstryczkiem" włączamy światło.
Brzmi kosmicznie, prawda? No ale jak to? Można przez odpowiednią dietę zatrzymać nowotwór, a potem ponownie uaktywnić go powracając do starych nawyków żywieniowych?
Głowa mi huczała i dymiła i powiem Wam, że od tego momentu, to już książki nie wypuszcza się z rąk. Bo badania niezbicie dowodzą, że tak właśnie jest.
Niesamowita jest historia grupy badawczej, kiedy Campbell dostał pacjentów tzw. bez szansy, po trzech operacjach bajpasów, z cukrzycą tak zaawansowaną i insulinozależną, że żaden lekarz już nie chciał ich tknąć jako przypadki beznadziejne i czekające na...na koniec. Opisuje stan zdrowia tych pacjentów po kilku, kilkunastu miesiącach od rozpoczęcia badań, oraz po kilku latach, dzieląc na grupy pacjentów, które trzymały się zaleceń i te, które wróciły do starych nawyków.


To wszystko co tu przytoczyłam to ułamek, niewielki promil tego co znajdziecie w książce.
Usystematyzowane, trwające ponad dwadzieścia lat, niezbite badania, przedstawione w sposób przystępny i wciągający, niesamowite ciekawostki i odkrycia z obszaru nauki, medycyny i dietetyki, w kontekście leczenia - i cofania - najczęstszych chorób cywilizacyjnych. Sztuczki jakie trenują na nas wielkie koncerny farmaceutyczne i spożywcze oraz rząd we współpracy z amerykańskim ministerstwem zdrowia, absurdalny sposób jaki można manipulować badaniami (śmieszne i straszne, ale prawdziwe, nie zdradzę by nie popsuć przyjemności z lektury), za co autorowi dostało się po uszach i przez co często zostawał odsuwany od lukratywnych stanowisk  czy działań hamujacych jego rozwój zawodowy.
Na koniec anegdota, choć prawdziwa.
Podczas rozmowy autora książki z jednym z kardiochirurgów, pyta on go czemu pacjentom z chorobami serca, przed czy po bajpasach (a oboje wiedzą, że organizm ludzki ma swoją wytrzymałość i jest taki moment, że nie można już założyć kolejnych bajpasów i po prostu czeka się na śmierć, bo leki i zabiegi chirurgiczne już nie działają, dlaczego?  jest to świetnie w książce wyjaśnione) nie proponuje zmiany diety, na dietę roślinną, co jest udowodnionym ratunkiem i przedłużeniem życia?
Kardiochirurg spojrzał na niego i powiedział "chcesz mi powiedzieć, że wszystko czego się uczyłem jako chirurg i każda operacja założenia bajpasów, za którą dostaję kilkadziesiąt tysięcy dolarów jest niepotrzebna bo wystarczy jedzenie brokułów?" Takich smaczków jest więcej, Cambell obnaża mechanizmy, jakie działają podczas tworzenia tzw. "piramidy żywienia", tworzenia szkolnych programów żywieniowo-edukacyjnych dla dzieci, pokazuje kto i jak tworzy nawyki żywieniowe następnych pokoleń, kto "stoi na straży zdrowia" i kreuje, cóż...mity, które mają dalekosiężne konsekwencje. Rządowa fundacja do walki z rakiem piersi, która na swojej stronie promuje produkty powodujące raka piersi, jak się okazuje po dogłębniejszym kopaniu...jest sponsorowana przez konglomeraty produkujące i promujące właśnie te produkty powodujące nowotwory.
Absurd? Ano absurd.
Ogromne brawa dla autora, że odważył się o tym wspomnieć i ściągnąć opinii publicznej klapki z oczu, za co był wyrzucany z takich komisji tworzących te piramidy, bo głośno wyrażał swoje oburzenie dla takich praktyk. Może w końcu dostrzeżemy jakim absurdem jest uznanie ketchupu za warzywo i jako takie jeśli występuje na pizzy, to to pizza staje się wedle prawa porcją warzyw jakie dzieci mają do wyboru w szkolnej stołówce, zamiast prawdziwych pomidorów czy sałatki.

Ta książka to, dosłownie, bomba rozsadzająca mity, którymi karmią nas "big pharma" oraz nawyki, teorie utrwalone przez dziesięciolecia przez media, reklamy, korporacje żywnościwoe.
To co jemy jest naszym wyborem, kierujemy się smakiem, intuicją, tradycją, dostępną wiedzą. Wspaniale jeśli jesteśmy zdrowi i nie musimy niczego rewolucjonizować na talerzu, ale niech właśnie będzie to wybór oparty na rzetelnych danych, wiedzmy co możemy zrobić, jeśli chcemy i co ma na nas jaki wpływ. Jak to mówią wiedza to potęga, a jak się okazuje, wiedza to też lekarstwo.

Tym podsumowaniem zakończę i dodam jeszcze, że na podstawie książki powstał film dokumentalny do obejrzenia na Netflix'ie ("Forks over knives"), ale z góry uprzedzam, że jest to telegraficzny skrót, pozbawiony większości fascynującej strony badań i doświadczeń oraz wszystkich smaczków, opowieści i ciekawostek jakie czynią tę książkę niezwykłą i kompletną. Jednak ciekawy, dynamiczny, świetnie skonstruowany, jako wizualny dodatek do książki, zrealizowany w lekkiej i zwięzłej konwencji.

W okresie Bożego Narodzenia dostaję mnóstwo pytań o to jakie ciekawe książki kupić pod choinkę.
Te dwie pozycje polecam bardzo, bardzo gorąco.