Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przetwory Spiżarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przetwory Spiżarnia. Pokaż wszystkie posty

2019/09/05

Feta z ziołami marynowana w oliwie.



 

Jestem osobą, która ma taką przypadłość, że kiedy jej jakiś pomysł strzeli do głowy, to musi go spróbować zrealizować  n a t y c h m i a s t. 
Szczególnie, kiedy nowy pomysł jest w zasięgu ręki, bo mózg już szybciutko przeskanował półki, szafki i lodówkę i wiadomo, że ta kulinarna układanka składa się z aktualnie dostępnych w domostwie elementów.
Tak było z tą fetą, na którą przyszła mi ochota podczas oglądania "Przyjaciół".
Ni stąd ni zowąd przyszła mi do głowy taka myśl "a gdyby tak pokroić fetę w kostkę, dodać to i tamto, zalać oliwą i odstawić, to byłoby to pyszne". Wstałam, poszłam do kuchni i zrobiłam. 
Ledwo wyczekałam do dnia następnego, tak bardzo chciałam spróbować.
I niespodzianki nie było. Jest to pyszne, jest to śmiesznie łatwe i przygotowanie (oprócz czasu marynowania) trwa dosłownie trzy minuty. 
Rewelacyjne do wszystkiego - samo jako przekąska, do każdej praktycznie sałaty, do pokrojonych w bardzo grubą kostkę ogórków, pomidorów i cebulki, polane tą aromatyczną oliwą z płatkami czosnku i pomidorów. To się je samo!












FETA Z ZIOŁAMI, MARYNOWANA W OLIWIE

1 op. fety (200g)
2 ząbki czosnku
kilka suszonych pomidorów w oliwie
2 szczypty oregano
1 szczypta bazylii
suszona papryczka lub szczypta płatków chilli
oliwa z oliwek

Czosnek obrać, pokroić w plasterki, pomidory pokroić w kostkę, fetę pokroić w średnią kostkę.
W słoiku ułożyć fetę na przemian z czosnkiem i suszonymi pomidorami, warstwy posypać ziołami, zalać oliwą, zakręcić i odstawić w suche i chłodne miejsce. Następnie ćwiczyć cierpliwość, by nie zjeść wszystkiego od razu. Ser jest gotowy do zjedzenia na drugi dzień.

Smacznego!







2018/05/09

Masło czosnkowo-pietruszkowe.


  


Z pierwszym tygodniem maja rozpoczyna się taki czas, kiedy ogromnie wzrasta zapotrzebowanie na wszelkie dodatki do tego co niosą ze sobą nadchodzące miesiące lata.
Obfitość zieleniny i warzyw oraz wiele okazji do grillowania na świeżym powietrzu.
I tu w sukurs przychodzą wszelakie sosy, marynaty oraz coś czemu nie oprze się chyba nikt.
Masło czosnkowo-ziołowe.
To jest takie coś jak czarodziejska różczka, czego nim nie dotkniesz, zamienia się w złoto.
Na kromce chleba z soczystym pomidorem, do chrupiącej bagietki i oliwek jako antipasti, do warzyw z grilla i gotowanych na parze, na stek, rybę czy ugotowaną ciepłą fasolę Jaś, do kaszy jęczmiennej czy komosy ryżowej. 
Był czas, że produkowałam tego masła ilości hurtowe, bo znikała każda jego ilość.
Polecam również wypróbować wersję z koperkiem zamiast natki pietruszki, do młodych ziemniaków gotowanych w mundurkach to będzie niebo!








MASŁO CZOSNKOWO - PIETRUSZKOWE

1 kostka miękkiego masła (250 g)
3 ząbki czosnku (lub do smaku)
2 szczypty soli morskiej (lub do smaku)
natka pietruszki (ilość dowolna)


Czosnek przecisnąć przez praskę, na deskę, posypać  solą.
Czosnek rozetrzeć z solą za pomocą łyżeczki, na papkę.
Dowolną ilość natki pietruszki (ja lubię dużo) drobno posiekać.
Czosnek zebrać z deski ostrzem noża, przełożyć do miękkiego masła, dodać posiekaną natkę i dokładnie wymieszać widelcem. Spróbować, może potrzeba jeszcze ciut soli.
Masło przełożyć na kawałek pergaminu lub folii spożywczej i uformować rulon.
Schłodzić do stężenia i zajadać z rozkoszą na grzance, pieczonych ziemniakach, warzywach z grilla lub gotowanych na parze, stekach, ciepłej ugotowanej fasoli Jaś... i wszędzie gdzie tylko dusza zapragnie.

Smacznego!




2016/11/08

Roślinne pesto z awokado.







Nadszedł czas kolorowych liści pod stopami, deszczowych, szarych dni, kiedy przedpołudniem trzeba siadać z książką przy oknie, bo już szara godzina (a nie lubię sztucznego światła w ciągu dnia), koniecznie z ciepłym szalem na ramionach.

Teraz chce mi się tylko samych ciepłych rzeczy i najchętniej non stop gotowałabym pożywne, gęste zupy, jednogarnkowe dania z soczewicą, cieciorką czy stir-frye z zimowymi warzywami, różne kasze, które zawsze rozgrzewają mnie od środka.
Nadszedł naturalny czas zwolnienia, zimowej hibernacji, choć ta zima będzie u mnie zupełnie inna, nie spowolniona.
Ostatnie miesiące były niezwykle zabiegane i pracowite (zapewne zauważyliście rzadszą moją obecność na blogu) i jestem bardzo wdzięczna losowi, za wszystkie niesamowite możliwości rozwoju jakie mi zsyła, ludzi których stawia na mojej drodze, za wszystkie długie i szalone godziny spędzone na planie zdjęciowym, w pracy, ze wspaniałymi ludźmi, z którymi można konie kraść, wygłupiać się i śmiać do bólu brzucha...

Chciałam też podzielić się z Wami nowiną: piszę swoją pierwszą książkę, która ukaże się jesienią przyszłego roku. Czuję się trochę jak przed maturą, trema i stres, ale też podekscytowanie i motyle w brzuchu. Trzymajcie kciuki!

Tymczasem zostawiam Was z duużą porcją zdjęć i przepisem na nietypowe pesto, z migdałową posypką a'la "parmezan". Kremowe, sycące, o wspaniałym posmaku orzechów włoskich dzięki dodatkowi awokado (tak, tak, awokado wcisnę wszędzie), które naprawdę robi tu wspaniałą robotę. Pyszne samo z makaronem, czy na kromce chleba, ja lubię też dodać krewetki przesmażone na oliwie z chilli powder hot i kilkoma kroplami sosu rybnego. Mniam!


Uściski!
Patrycja
















Roślinne pesto z awokado

migdałowa posypka a'la parmezan:
2 łyżki mielonych migdałów
2 łyżeczki nieaktywnych drożdży/płatków drożdżowych  (do kupienia w sklepie ze zdrową żywnością)
mała szczypta soli
ok. 2 łyżeczki oliwy z oliwek

Wszystkie składniki, oprócz oliwy, wymieszać.
Polać oliwą i wymieszać łyżeczką, aż utworzą die drobniutkie grudki/ okruszki. 

pesto:
listki z jednej doniczki bazylii
2 łyżki pestek słonecznika
1/2 bardzo dojrzałego awokado
1 ząbek czosnku
sól
oliwa z oliwek, ok 2 łyżek

Czosnek przecisnąć przez praskę, na deskę.
Posypać solą i rozetrzeć łyżeczką (jak na zdjęciu).
Listki bazylii umyć i dokładnie osuszyć.
Do czosnku dodać słonecznik i bazylię, siekać do ulubionej konsystencji.
Dodać awokado i razem, krótko, posiekać.
Całość polać oliwą, dodać posypkę migdałową (ok. 2-3 łyżeczek zostawiam do posypania makaronu).
Pesto można przechowywać w lodówce ok. 24 godz., wtedy wierzch polać oliwą i przykryć folią, lub przełożyć je do słoika.
Podawać z ulubionym makaronem, na grzance, na plastrach pomidorów malinowych lub gdzie tylko najdzie nas ochota.
Ja lubię też łączyć je z krewetkami przesmażonymi na oliwie, z chilli powder hot i kilkoma kroplami sosu rybnego i podawać z makaronem,


Smacznego!










2016/01/07

Pesto słonecznikowe.












Pesto można kupić już w każdym sklepie, nie tylko klasyczne z bazylii, parmezanu i pinioli, ale i "rosso", z suszonymi pomidorami.
Wiele lat kupowałam słoiczek, który czekał w lodówce na czarną godzinę, kiedy potrzebny jest szybki makaron, lub gdy po prostu mamy na nie ochotę. W zeszłym roku postanowiłam jednak spróbować zrobić je sama, ale nie miałam pod ręką orzeszków piniowych, za to sporo pestek słonecznika, których zawsze mam w domu pod dostatkiem. Postanowiłam też wykorzystać specjalną deseczkę i nóż do ziół, którą kiedyś dostałam w prezencie od Mamy. Wiem, że pesto można zmiksować w blenderze, robiłam je i tak, jednak to siekane ręcznie bardziej mi smakuje. Zajmuje to naprawdę niewiele czasu, ok dwóch-trzech minut na zrobienie porcji dla jednej osoby, to dużo krócej niż ugotowanie makaronu. I powiem szczerze, bardzo mnie to relaksuje, lubię takie rytuały.
W posiekanym pesto lubię tę niedoskonałość, w której czuć ręczną robotę: niesymetryczne drobinki nasion i listków, grudeczki czosnku, czasem nie trę nawet parmezanu, tylko kroję w byle jakie plasterki i siekam razem z bazylią i słonecznikiem. Czasem dodaję trochę koperku, wychodzi bardzo ciekawy i świeży smak. Róbcie jak Wam wygodnie, za każdym razem wyjdzie pyszne.
Pamiętam kiedy po raz pierwszy zaserwowałam je Mamie, jak była nim zachwycona i jak bardzo jej smakowało. Od tamtej pory wiem, jak sprawić jej przyjemność. Wysyłam jej zaproszenie na obiad, w ogrodzie, pod orzechem. Mały stolik nakrywam białą serwetą, stawiam butelkę zimnej lemoniady bazyliowej i talerz makaronu z pesto. Uwielbiam tę radość w jej oczach, przy każdym kęsie, za każdym razem...






Pesto słonecznikowe
(porcja dla 1 os.)

1 mała doniczka listków bazylii (ok.15g) lub listki z 1/2 dużej doniczki
2 płaskie łyżki pestek słonecznika
1/2 ząbka czosnku
odrobina soli
ok. 2 łyżki dobrej, łagodnej w smaku oliwy z oliwek
1 łyżka utartego parmezanu

Czosnek przecisnąć przez praskę, posypać odrobinką soli, rozetrzeć łyżeczką i odstawić.
Listki bazylii dokładnie wypłukać, osuszyć.
Na drewnianej desce, ułożyć bazylię, pestki słonecznika i posiekać dużym nożem.
Dodać czosnek, posiekać przez chwilkę, do wymieszania.
Dodać utarty parmezan, polać oliwą, wymieszać.
Podawać z makaronem, dodawać do kanapek, sałatki caprese (pominąć ocet balsamiczny), sałatki ziemniaczanej, młodych, malutkich gotowanych kartofelków, czy na kawałek pieczonego/ ugotowanego dorsza.
Można przechowywać do kilku dni, w lodówce, w szklanym lub ceramicznym naczyniu.

Smacznego!




2014/09/06

Powidła śliwkowe.




Schyłek lata to czas największej obfitości.
Wciąż są maliny, pomidory i papryki wylewają się ze skrzynek i aż się proszą by zrobić z nich ketchup, z każdego stoiska i warzywniaka, cukinie tylko czekają by przerobić je na pasztet czy racuchy, a ogórki i dynie na słodko-kwaśne pikle, które urozmaicą zimowe kanapki.
Jeżdżenie na targ rowerem, to zdecydowanie jedna z większych przyjemności, zawsze czuję się wtedy jak dziecko w sklepie z zabawkami: podoba mi się wszystko i nie wiem na co się zdecydować!
Z reguły biorę więc wszystkiego po trochu, a w pomidorach to już zupełnie tracę umiar, biorę po kilka z różnych stoisk, w domu testuję, które najlepsze.
Kiedyś poczyniłam taki sam eksperyment, szukając węgierek tak doskonałych, jak te, które rodziła nasza starutka ponad czterdziestoletnia węgierka.
Niestety, kupowanie śliwek od każdego sprzedawcy nie przyniosło pożądanych efektów: żadne ze śliwek (a potem powidła z nich), nie dorównywały, nie były nawet blisko, smakiem (wielowymiarowym, bogatym i intensywnym) konsystencją i kolorem (gęste i ciemne jak smoła, nie szkliste i nie przezroczyste) tych, do których przywykliśmy.
Wciąż pamiętam ostanie powidła z naszej węgierki, jeden słoiczek, który wiozłam w bagażu podręcznym i ubłagałam pana celnika, by go nie konfiskował. Jakże one mi smakowały!
Powidła z kupnych śliwek może nie są tak doskonałe jak tamte, z naszej węgierki, ale są o niebo lepsze niż te kupne. A pracy przy nich tyle co nic, wspólne wypestkowywanie śliwek idzie jak burza, a ile sobie można przy nich porozmawiać, powspominać czy po prostu pomilczeć razem. Powidła robią się właściwie same, trzeba je tylko od czasu do czasu zamieszać.
Namawiam do spróbowania, choćby od trzech kilogramów śliwek, da to ok. pięć małych słoiczków powideł.
To już w sam raz tyle, żeby w środku zimy poczuć trochę smaku schyłku lata.




Powidła śliwkowe

dojrzałe śliwki (najlepiej węgierki) dowolna ilość
jeśli śliwki po wysmażeniu będą nadal kwaskowe, opcjonalnie niewielka ilość (do smaku) ulubionego "dosładzacza" (ksylitol, cukier, miód etc.)

Śliwki umyć, wypestkować. 
Przełożyć do dużego garnka lub patelni. 
Gotować po 2-3 godz, każdego dnia, przez 2-3 dni, aż śliwki się rozpadną i zgęstnieją, 
mieszając od czasu do czasu drewnianą łyżką. 
Jeśli powidła nadal będą kwaskowe, można ew. odrobinę dosłodzić do smaku, czym kto lubi.
Gotujące się (to ważne! podczas nalewania powideł do słoików, garnek powinien być cały czas na maleńkim ogniu)  powidła przelewać do słoiczków. Po napełnieniu słoika, i dokładnym dokręceniu go, odwrócić go natychmiast do góry nogami i pozostawić do całkowitego ostudzenia. 
I gotowe!

Smacznego!




2014/08/04

Słonecznikowy... "cukier puder"!



Przy okazji przygotowywania deseru (który niebawem pokażę), wymyśliłam coś, co niesamowicie mnie w smaku i konsystencji zaskoczyło i otworzyło w głowie kilka drzwiczek do nowych eksperymentów.
Cukier puder... z pestek słonecznika. 
Robiłam już dawno temu puder kokosowy, do ciasta, ale to, to coś zupełnie innego.
Tak, wiem jak to brzmi, ale po zmiksowaniu, w młynku do kawy, kilku łyżek pestek słonecznika z odrobiną ksylitolu, otrzymałam rozpuszczający się błyskawicznie, naturalny "cukier puder", chłodno-ziemiście słodki, który miałam ochotę natychmiast wyjadać łyżeczką. 
I tak sobie myślę, że szkoda marnować taki pomysł tylko na składnik deseru. Bo przecież można go zastosować w tak wielu daniach, zamiast cukru pudru. Czyż nie lepiej posypać naleśniki, racuchy, placuszki, ciasto takim zdrowszym "cukrem pudrem"? Czy podsunąć go dzieciom, do słodzenia owsianki, granoli, racuszków, twarożku? Jest przepyszny, a ten ziemisto-chłodny posmak pestek słonecznika nie jest wcale tak oczywisty, a dla mnie to jakieś olśnienie i nowe zakochanie. Polecam spróbować!
I częstować innych, nie zdradzając co to takiego.



Słonecznikowy "cukier puder"



2 czubate łyżki pestek słonecznika zmiksować w młynku do kawy z 2 łyżeczkami ksylitolu i już! Przesypać do słoiczka. Posypywać co dusza zapragnie: placki, racuszki, naleśniki, ciasto, owsiankę, twarożek, smoothie, koktajle owocowe itd. 

Smacznego!


2014/08/01

Domowe mleko laskowe.



Dla wszystkich miłośników mleka roślinnego, osób uczulonych na mleko krowie, czy po prostu wolących mleko roślinne, mam przepis na wspaniałe mleko z orzechów laskowych.
Przepis jest prosty, robiłam to mleko na wiele sposobów i zauważyłam, że dwuetapowe miksowanie daje lepszy efekt. U mnie to się sprawdziło, mam wrażenie, że w ten sposób orzechy są zmielone jeszcze drobniej, a przez to mleko jest intensywniejsze w smaku,  namawiam więc do nie pomijania go.
Dodatek odrobiny dobrej jakości soli i dosłodzenie mleka jest konieczne, inaczej mleko będzie mdłe w smaku. Dosłodzić można wg uznania: daktylami, miodem, ulubionym syropem lub słodem. Mleko najlepiej wykorzystać w ciągu dwóch dni od przygotowania, maksymalnie trzech. Można przygotować je z połowy porcji, jeśli nie potrzeba Wam wielkiej butli mleka, nie zużyjecie go w ciągu dwóch dni, macie wtedy pewność, że nadwyżka się nie zepsuje. Mleko to jest naturalne, nie postoi więc w lodówce tyle co sklepowe, ale to chyba tylko zaleta, wystarczy zorientować się ile tak naprawdę go potrzeba na dwa dni.
A przygotowanie go to tak naprawdę chwilka (nie licząc czasu moczenia): zmiksowanie i odciśnięcie w ściereczce. O właśnie, ściereczka. Najlepsza będzie taka o gładkiej, zbitej fakturze, bez "kłaczków", np. tetrowa.
Nie wyrzucajcie miksowanych na drobniutki miał i odciśniętych  do sucha orzechów, koniecznie wysypcie je ptaszkom w ogrodzie lub parku, gwarantuję, że zjedzą wszystko do ostatniego ździebełka, a jaki świergot wydają przy tym przyjemny.
Zwróćcie też uwagę na jakość orzechów: zleżałe, zeschnięte, gorzkawe, dadzą mleko, które nie powali na kolana, te zrobione ze słodkich, pachnących orzechów sprawi, że będziecie spacerować do lodówki po kolejne porcje. To zdecydowanie, moje ulubione mleko roślinne. Wspaniałe do mrożonej kawy i granoli. A i do kawałka ciasta drożdżowego, z kruszonką, taka zimna szklanka mleka będzie pasować w sam raz, tak myślę.

Polecam!


Mleko laskowe

1szkl. orzechów laskowych, uprażyć na patelni (można też ten etap pominąć i mleko też wyjdzie pyszne, prażenie zintensyfikuje smak orzechów i doda mleku głębi). Warto spróbować z prażonymi i nie prażonymi orzechami, tak żeby znaleźć swój ulubiony smak.
Orzechy zalać ok. 2 szkl. wody, najwygodniej na noc (wtedy mleko robimy rano) lub np. rano, (wtedy mleko robimy popołudniu/wieczorem).
Odlać wodę, orzechy można dodatkowo przepłukać, przełożyć do blendera i dodać 1szkl. wody (mineralnej, źródlanej, etc.), szczyptę soli i 2 daktyle (oczywiście można więcej, wg uznania), jeśli daktyle są twarde, namoczyć na noc lub na 10-15 minut we wrzątku. Wszystko zmiksować, powstanie masa o konsystencji śmietanki.
Dodać 2,5-3 szkl. wody, krótko zmiksować, przelać na durszlak wyłożony tetrową ściereczką, ułożony na misce. Zawartość ściereczki bardzo mocno, jak najmocniej wycisnąć, gotowe mleko przelać do czystej, najlepiej wyparzonej, butelki. Przechowywać w lodówce, do ok. 2-3 dni.
Mleko jest intensywne, jak dla mnie, w sam raz, jeśli ktoś chce by było tłustsze i jeszcze bardziej intensywne w smaku, wystarczy dodać mniej wody. Warto próbować i ustalić najbardziej dla siebie pożądany smak i konsystencję.

Smacznego!

2013/03/21

Ćwikła z chrzanem.


Ćwikła to coś, co przyda się w nadchodzącą Wielkanoc.
Nie kupujcie jej, zrobienie własnej, oprócz gotowania buraków, zajmie Wam jakieś pięć-dziesięć minut.
Można ją doprawić wg uznania i regulować ostrość. 
Nie podaję konkretnych proporcji, w tym cały urok tego przepisu. Po prostu gotuje się tyle buraków ile się potrzebuje, doprawiając je taką ilością chrzanu jaką ostrość lubimy. 
Świeżo utarty chrzan, to zupełnie inne doznanie: ma rześki, chłodny aromat i jest tak czysto ostry. 
Jeśli nie uda się znaleźć korzenia chrzanu, można użyć tartego chrzanu ze słoiczka, ważne by miał jak najmniej dodatków i nie był zaprawiany śmietaną. 




Ćwikła z chrzanem
(przepis zgodny z KPP)

buraki
korzeń chrzanu (lub gotowy chrzan ze słoiczka, nie zaprawiany śmietaną)
sól
sok z cytryny
kurkuma (na końcu noża)
miód płynny, syrop z agawy lub ulubiony syrop

Buraki (nieobrane) ugotować do miękkości, zostawić do ostudzenia.
Zimne obrać ze skórki, zetrzeć na drobnej tarce.
Chrzan ścierać (lub dodawać chrzan ze słoiczka) stopniowo na drobnej tarce, wymieszać i próbować czy ćwikła jest wystarczająco ostra.
Lekko posolić, dodać soku z cytryny (stopniowo - próbować), tyle by ćwikła nie była mdła.
Dodać odrobinę kurkumy i miodu lub syropu, do smaku. Wymieszać i przełożyć do słoika.
Przechowywać w lodówce.

Smacznego!




2013/03/05

Masło klarowane? Dziecinnie proste!

(na zdjęciu, ciepłe, jeszcze płynne masło klarowane)

Kiedy po raz pierwszy robiłam masło klarowane (zwane również ghee), czytałam o nim w książeczce o hinduskim jedzeniu "Higher taste", wydawało mi się, że trzeba trzymać się jakiejś specjalnej metody i mieć dużo czasu. Tymczasem jest to banalne.
Szybko zaczęłam je robić ot tak i bardzo na skróty, przekonując się, że tak naprawdę nie wymaga praktycznie uwagi i robi się właściwie samo, między zmywaniem czy gotowaniem obiadu. 
Tak właśnie je robię - mimochodem. Ustawiam mały płomień i zaglądam do garnka od czasu do czasu zdejmując pianę, nie trzeba nad nim stać. Masło klarowane można zrobić z każdej, nawet małej ilości masła, gdy nam go szybko potrzeba. Czasem robię je na szybko, nawet z pół kostki.
Jedynym, koniecznym warunkiem jest dobre, prawdziwe masło. To wszystko.
Masło klarowane jest rewelacyjne do smażenia, zdrowe, ale też wspaniale podkręca smak i do niektórych potraw jest wręcz niezastąpione. Uwielbiam jego smak.


Masło klarowane

1-2 kostki masła
rondel stalowy, o grubym dnie (jeśli będzie z dzióbkiem, to znacznie ułatwi zadanie)
gęste sitko, wyłożone gazą (2-3 warstwy)
słoik

Masło włożyć do rondla, postawić na małym gazie. Masło ma się topić powoli, nie mieszać, nie potrząsać rondlem, tylko czekać. Zajrzeć do niego na sekundkę, od czasu do czasu, by sprawdzić ile już się roztopiło.
Gdy całe masło się roztopi, zacznie lekko bulgotać a na powierzchni utworzy się piana, należy ją zebrać i wyrzucić.  Będzie też podzielone na dwie warstwy: białko które osiądzie na dnie (będą pojawiać się i opadać malutkie białe, lekko bulgoczące pęcherzyki powietrza, to znak, że białko zebrało się na dnie) i to o co nam chodzi: złoty, płynny, czysty tłuszcz. Masło podgrzewamy 15-20, a nawet 30 minut (do momentu aż na powierzchni przestanie pojawiać się piana) wciąż zbierając tworzącą się na wierzchu pianę, jeśli zrobimy to naprawdę sumiennie, białka praktycznie nie będzie, zostanie czyste, złote, płynne masło. Przelać je, powoli i delikatnie (starając się nie potrząsać rondelkiem, by białko, które ew zostało na dnie, nie zmieszało się z masłem) przez sitko wyłożone solidnie gazą, na dnie rondla może pozostać resztka białka z odrobiną masła, jeśli niezbyt dokładnie zbieraliśmy pianę lub podgrzewaliśmy masło za krótko.
Zostawić do stężenia, przechowywać w lodówce lub w chłodnym miejscu.
Pyszne do smażenia, nadaje potrawom wybornego smaku.

Smacznego!


2013/03/04

Domowe mleko migdałowe.


Kilka tygodni temu, pokazywałam Wam na Facebooku filmik z bloga My New Roots, z instrukcją robienia domowego mleka orzechowego. 
Zbierałam się do niego i w końcu zrobiłam z tego co miałam, a miałam torebkę migdałów. Instrukcja jest tak banalnie prosta, że aż wstyd nazywać ją instrukcją. 
Recepturę troszkę zmieniłam, dałam nieco mniej wody, dodałam też łyżeczkę syropu z agawy, gdyż mleko samo w sobie jest mdłe. Leciutko posłodzenie wyciąga  smak migdałów na pierwszy plan.  Jeśli więc lubicie, kupujecie mleko migdałowe, do dzieła! Przepis jest banalny. W ten sam sposób można przygotować mleko z dowolnych orzechów ale i sezamu czy ziaren słonecznika lub dyni.


Mleko migdałowe

Potrzebne będą:
1 szkl. migdałów
1 łyżeczka syropu z agawy lub płynnego miodu lub ulubionego syropu (daktylowy, klonowy, słód jęczmienny etc.) - opcjonalnie
bawełniana ściereczka lub gaza

Migdały zalać wodą i zostawić na 8 godz.
Następnie wodę odlać, migdały wypłukać pod bieżącą wodą, zalać 4 szkl. (dałam nieco mniej) przegotowanej wody i zmiksować.
Dodać łyżeczkę syropu lub miodu, wymieszać.
Durszlak wyłożyć gazą lub ściereczką, przelać zmiksowane migdały i dokładnie odcisnąć.
Przelać do szklanej butelki i przechowywać w lodówce do 3-4 dni.
Moje uwagi: mleko znacznie zyskuje na smaku na drugi dzień.

Smacznego!