Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

2015/12/22

Opowieść wigilijna.




Doskonale pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy kupiłam prezenty gwiazdkowe dla moich bliskich.
To było w podstawówce, w czasach kiedy nie istniało odwożenie i przywożenie ze szkoły, dzieci miały dość dużo wolności, ucząc się tym samym odpowiedzialności. Mogłam więc sama, w tajemnicy, wybrać się do miejscowej drogerii i podekscytowana, po raz pierwszy w życiu wybierać upominki, którymi chciałam obdarować bliskich. 
Był to czasy zupełnie inne niż dzisiaj, kiedy to od początku listopada zalewa nas fala reklam, jeśli nie w drodze do domu, na zakupach, w metrze, to zapycha skrzynkę mailową, krzycząc "kup, kup, więcej, promocja przecież, bierz te sześć par skarpet!".
Wtedy wszystko było jakieś takie cichsze, skromniejsze, bardziej domowe. Prostsze.
Kupowało się tylko to co było naprawdę potrzebne, a nie to na co próbują programować nas reklamy. Nie było wiele i nie chciało się aż tyle, niewiele było potrzebne do szczęścia i aż tyle wystarczało. Najważniejsze, żeby być razem. Mówi się, że czasy zawsze się zmieniają i zawsze to co było dawniej, wydaje się lepsze. Kiedy jednak obserwuję tę współczesną gonitwę, bieganinę, nakręcanie komercyjnej świątecznej machiny, myślę, że jednak tak, wiele się zmieniło. Pamiętam takie zdjęcie, wiele lat temu, z jakiegoś miesięcznika, które bardzo utkwiło mi w pamięci. Na nim Sophie Marceau i Andrzej Żuławski, siedzą w kuchni, chyba jego Mamy, nie pamiętam już, kolędując przy prostym stole, na którym stoi jedynie blaszka z ciastem. Pomyślałam wtedy, jak bardzo to zdjęcie świąt do mnie przemawia, bo właśnie tego pragnę, prostych i ważnych rzeczy, jak bycie razem, rozmowa, skromny stół. To nie wypolerowane, przepełnione rzeczami święta jak z reklamy, ale bliskość, docenianie małych rzeczy. Starań. Jak kiedyś.
Te pomarańcze, sweter, pudełko kredek, czy pięknie ilustrowane bajki Andersena, wszystkie te rzeczy zdobyte i przechowywane "na święta". Co roku te same bombki, które cały rok spały w piwnicy, w szarych, wytartych pudełeczkach (niektóre są tam nadal), ten sam rytuał rozplątywania światełek i klęczenia przy wannie, by obserwować pływającego karpia. Ekscytujące oczekiwanie na Mikołaja (kiedy jeszcze parapet był dla mnie wysoko jak sufit) i zawsze jakoś tak, udawało mu się wejść przez lufcik, kiedy szybko brałam kąpiel i w te pędy ubierałam świąteczną sukienkę. I te zapachy, i smaki, które dla mnie oznaczają Wigilię: odurzający zapach kompotu z suszu (jeszcze bardziej intensywny, w ciemnej chłodnej sieni), smażonego karpia, w jasnej i ciepłej kuchni, czekoladowa, chrupiąca orzechami, polewa sernika, pierwszy kęs pieroga z kapustą i grzybami, na który czekałam cały rok. Bo wtedy wszystko było jakieś specjalne, przeznaczone tylko na ten czas, na który się oczekiwało tak bardzo. Nawet teraz, daleko od domu, kiedy kupuję susz na kompot, w polskim sklepie, zamykam oczy wąchając go i niemalże czuję zapach pierogów wigilijnych, podsmażanych w kuchni przez Babcię.

Z oszałamiającej (sic!) oferty drogerii, oglądając różności, które pani ekspedientka wyjmowała na ladę, spod szklanych gablot, wybrałam lusterko, grzebień i szminkę. Na pewno coś jeszcze, ale to rozmył już czas. To uczucie niesamowitej radości, kiedy niosłam swoje skarby w papierowym pudełku (tak, te czasy bez reklamówek) i ekscytacji kiedy mogłam je pięknie zapakować, pamiętam do dziś.

Z tamtego czasu, w dorosłość przeniosłam też potrzebę skromnych świąt.

Szerokim łukiem omijam brzęczące sklepy i zatłoczone markety, od których szumi mi w głowie, nie zapycham lodówki po brzegi, bo lubię zjeść niedużo i tylko te kilka potraw, na które czekam najbardziej, a za największy luksus uważam chwile spędzone w domu, najchętniej (jeśli to możliwe i jestem w domu rodzinnym) gotując, krojąc i lepiąc, ramię w ramię, z Babcią. To mój rozmach świąteczny, tu wydaję dużo, czasu, emocji i śmiechu. Zamiast telewizora wybieram mrużenie oczu, patrząc na migającą, rozedrganą światełkami choinkę, zagryzając mandarynkami obranymi przez Dziadka.

Jakkolwiek spędzicie ten czas, niech będzie taki, jakim  W y  czujecie go w sercu. 

Wesołych Świąt! 

Patrycja

2014/12/11

Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami.

Powoli zbliża się świąteczny czas.
Nie mogę się go doczekać bardziej niż zwykle, gdyż w te święta będę gotować, piec, lepić, ramię w ramię z moją ukochaną Babcią!
Ten czas, myślę, to obieranie warzyw na sałatkę, czyszczenie śledzi, zmywanie, wyrabianie ciasta, znów zmywanie. Te prozaiczne czynności przygotowawcze, te podkuchenne niezbędności, małe, konieczne, nielubiane, żmudne... dla mnie są kwintesencją bycia razem (mam tu na myśli również codzienność).
Oczywiście, Wigilia, świąteczne dni, pięknie nakryty stół, na nim już wszystkie smakołyki w pełnej krasie, my wystrojeni i pachnący, to ważne, piękne chwile.
Ale.
Ale dla mnie to ta kuchenna krzątanina, te tysiące drobnych, zwykłych czynności, to esencja świąt, jak gęsty, ciemny, esencjonalny barszcz, bo wtedy dzieje się to, co ważne. To w tych zabieganych dniach, kiedy w kuchni spędzamy długie godziny, to tam i wtedy, pomiędzy rozbijaniem jajek, obieraniem, siekaniem, miksowaniem, lepieniem, mruczeniem radia, toczą się rozmowy.
Płyną wspomnienia. Wymieniają kulinarne poglądy. Milczy się wcale nie wymownie, milczy się będąc ze sobą w pełni.
I potem, gdy się odsapnie po kolejnym dniu, usiądzie w ciemnej już kuchni, przy herbatce, słucham kolejny raz o ciężkich zimach, jakie to dawniej bywały, przedzieraniu się przez gigantyczne zaspy z sankami, dobrym jedzeniu, pysznej kiełbasie, którą umiał robić jej brat, młodości, o świetnej fryzurze, którą wyczarowała przypadkowa fryzjerka, o wakacjach w Bułgarii i opaleniźnie jak czekoladka...
I czasem tylko patrzę na  jej profil, na piękne dłonie, jak nakręca włosy na wałki, na jej duże okulary, w których wydaje się jeszcze drobniejsza i bardziej krucha, czy stojąc w progu kuchni, niezauważona przez nikogo, obserwuję jej debatę z Dziadkiem, jak filtrują nalewkę z derenia (czy taka dobra? nie za słaba? może jeszcze dolać?) i czuję się po prostu przepełniona szczęściem.
Tyle mi wystarczy.





Zauważyłam też iż przepełniony szczęściem jest ten, kto skosztował tej krajanki piernikowej z marcepanem. Zalecałabym więc usilnie jej upieczenie, sam zapach świeżo zmielonych korzeni, masła topionego z miodem, działa bardzo terapeutycznie i jakoś tak, kojąco.
To chyba najłatwiejszy piernik pod słońcem: ciasto nie musi wcześniej dojrzewać, a gotowa jedynie zmięknąć przez kilka dni w szczelnie zamkniętej blaszanej puszce, stanie się wtedy mięciutkie i rozpływające się w ustach.
Taka puszeczka pachnąca marcepanem i korzeniami to wspaniały pomysł na jadalny prezent.

Polecam!




Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami
źródło przepisu: Bajaderka, forum CinCin
Ciasto:
3 1/3 szklanki mąki pszennej ( 1/2 szkl. mąki pszennej zastąpiłam żytnią razową)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka imbiru
po 1/2 łyżeczki zmielonej gałki muszkatałowej i zmielonych goździków
po 1/4 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu i zmielonego ziela angielskiego
szczypta soli
1/2 szklanki miodu
1 szklanka ksylitolu (lub cukru) - dałam 1/2 szkl.
1/2 kostki masła
1 jajko
drobno posiekane orzechy włoskie (dałam garść)
smażona skórka pomarańczowa (dałam dwie pełne łyżeczki) 

Do przełożenia: powidła śliwkowe i marcepan

Marcepan: 
225g pasty migdałowej* (dałam więcej, całość z poniższego przepisu, pasty było w sam raz)
1/2 szklanki ksylitolu (lub cukru) - dałam troszkę mniej
2 żółtka
1/3 szlanki mąki
1 łyżka mleka
po 1 łyżce soku pomarańczowego i cytrynowego
1 łyżeczka olejku migdałowego (dałam ekstrakt z gorzkich migdałów)

*Pasta migdałowa: 
1 1/2 szklanki migdałów bez skorki (lub gotowych mielonych migdałów)
1 1/2 szklanki ksylitolu zmielonego w młynku do kawy na puder (lub cukru pudru)
1 białko
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
szczypta soli
Zmielić migdały partiami w malakserze lub młynku do kawy, lub gotowe mielone migdały wymieszać z ksylitolowym "cukrem pudrem", następnie reszta składników i wyrobić na gładką masę. Schłodzić dobrze w lodówce, masa musi być zimna przed kolejną obróbką.

Przygotowanie marcepanu:
Pastę migdałową rozetrzeć z pudrem (cukrem lub ksylitolem, dodać pozostałe składniki i dobrze wymieszać.

Lukier koniakowy: 
1 szklanka cukru pudru (dałam ksylitol zmielony na puder, w młynku do kawy)
3 łyżki koniaku (dodałam również trochę soku z cytryny, koniak można w całości zastąpić sokiem z cytryny czy pomarańczy)

Rozgrzać piekarnik do temperatury 180st. C.
Mąkę przesiać z proszkiem, sodą i solą, dodać posiekane orzechy i skórkę.
Miód, ksylitol (lub cukier) i masło rozgrzać dość mocno (ale nie zagotować) w dużym rondlu, dodać przyprawy korzenne, wymieszać.
Dodawać stopniowo mąkę ciągle mieszając, aż ciasto zacznie odchodzić od ścianek rondla. 
Zdjąć z palnika i lekko przestudzic, dodać jajko i wymieszać.
Przełożyć ciasto na blat i lekko wyrobić podsypując mąką w razie konieczności.
Jeszcze ciepłe podzielić na dwie części - każdą rozwałkować na prostokąt wielkości rozmiarów blaszki. Przenieść jeden placek na blachę wyłożoną pergaminem (użyłam 36x25cm). Zostawiając 1/2 cm margines rozsmarować na cieście masę marcepanową, na marcepanie rozprowadzić równą warstwę powideł śliwkowych. Przykryć druga częścią ciasta, dobrze zlepić brzegi i piec około 25-30 minut.
Wyjąć z piekarnika, lekko przestudzić i jeszcze cieple polukrować. Zostawić odkryte na całą noc. Rano pokroić na małe kwadraciki, przechowywać w szczelnej puszce, w warstwach przełożonych pergaminem. Ciasto po upieczeniu będzie twarde, po ok. tygodniu leżakowania w puszce (może dojrzewać do kilku tygodni, w chłodnym miejscu), stanie się mięciutkie i rozpływające w ustach i z każdym kolejnym dniem będzie jeszcze lepsze. Zalecam schowanie jednej puszki przed zasięgiem domowników, by coś dotrwało do Świąt.

Smacznego!



2013/12/22

Makowiec na okrągło. Na ostatnią chwilę.


Nie masz dużo czasu, maszynki do mielenia maku, ale chcesz upiec makowiec na święta? 
Nie masz wprawy w zwijaniu tradycyjnego makowca, chcesz mieć pewność, że nie popęka i ładnie wyrośnie?
Ten przepis jest właśnie dla ciebie! 
Makowiec ekspresowy, bez przygotowywania rozczynu drożdżowego, z gotowej masy makowej, zwijany w wieniec, pieczony w tortownicy. Opis może wydawać się długi i przez to skomplikowany, ale nic bardziej mylnego: ciasto jest bardzo proste i szybkie do zrobienia, wystarczy tylko trzymać się przepisu, który przeprowadzi was po nim krok po kroku.
Makowiec wychodzi bardzo efektowny, wilgotny, pyszny i pięknie prezentuje się na stole.
Do zrobienia na ostatnią chwilę, nawet w Wigilię.

W tym cieście użyłam dwóch rodzajów mąk: jasnej, mocnej (chlebowej) i pełnoziarnistej, ciasto dzięki temu jest wspaniałe, bogatsze w smaku. Przy użyciu zwykłej mąki pszennej trzeba wziąć pod uwagę to, iż inaczej chłonie ona płyny i konieczne będzie zmniejszenie ilości mleka, w zależności od rodzaju mąki. Ciasto powinno być miękkie, elastyczne, ale nie przelewające się przez dłonie.

Makowiec na okrągło. Ekspresowy.
(przepis zgodny z KPP)

ciasto:
200 ml pełnotłustego mleka
60 g masła
300 g mąki pszennej mocnej (użyłam chlebowej)
100 g mąki pełnoziarnistej (drobnej pszennej lub orkiszowej)
1 op. drożdży instant
szczypta kurkumy
1 jajko
70 g ksylitolu lub cukru  + 1 czubata łyżka syropu z agawy lub płynnego miodu (koniecznie, nie pomijać)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub ziarenka z 1 małej lub 1/2 dużej laski wanilii
szczypta mielonego imbiru
szczypta soli

oraz: 
1 duża puszka masy makowej, 850g (użyłam masy Bakalland)
1 jajko, roztrzepane, do posmarowania ciasta

Mleko podgrzać z masłem, do roztopienia masła, nie gotować.
Do miski wsypać obie mąki, dodać drożdże, kurkumę, ksylitol lub cukier, agawę lub miód, dodać ciepłe mleko z masłem, jajko, imbir i sól.
Miksować na średnim biegu, aż ciasto zacznie odchodzić od ścianek miski i zacznie zwijać się w kulę. Ciasto wyłożyć na natłuszczony blat i krótko wyrobić natłuszczonymi dłońmi.
Ułożyć w lekko nasmarowanej olejem misce, miskę szczelnie przykryć folią lub zawinąć w foliową torebkę, odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 1- 2godz. (w zależności od temp. otoczenia, ciasto powinno prawie podwoić objętość).
Wyrośnięte ciasto, wyjąć na omączony blat, krótko wyrobić, następnie rozwałkować w prostokąt o grubości 2-3mm. Na rozwałkowanym cieście rozsmarować masę makową, ciasto zwinąć w rulon, końcówkę ciasta posmarować roztrzepanym jajkiem (reszta jajka będzie potrzebna do posmarowania wyrośniętego ciasta).
Rulon przełożyć na papier do pieczenia (tak będzie wygodniej go zwijać i przenosić do foremki), przeciąć go na pół, zostawiając na górze nierozcięty kawałek o długości ok. 5cm.
Powstaną dwa długie kawałki, złączone u góry.
Przeplatać je, tak jak plecie się warkocz ( z tym, że tu przeplatamy dwie części) tak by przecięcie z widoczną masą makową było na wierzchu.
Zapleciony rulon łączymy końcami, zakładając jedną pod drugą, powstanie okrągły wieniec, ułożony na pergaminie.
Tortownicę o śr. 28 cm, wysmarować masłem, rozpiąć obręcz, wyjąć dół. Przesuwając po blacie pergamin z makowym wieńcem, zsunąć go na spód tortownicy, jak na tacę.
Wieniec powinien znaleźć się po środku tortownicy. Zamknąć obręcz tortownicy, tak by pergamin wystawał poza obręcz, a boki tortownicy wyłożyć paskami pergaminu.
Ciasto odstawić do wyrastania w ciepłe miejsce na 1godz. Wyrośnięte posmarować roztrzepanym jajkiem. Piec 45-50 min. w 170st. C. Zdjąć obręcz, usunąć boczne paski pergaminu i zostawić makowiec na kratce do całkowitego ostygnięcia.

Smacznego!



2013/12/20

Propozycje na wigilijno-świąteczny stół.

To tylko kilka wybranych propozycji ze świątecznego menu.
Wszystkie Bożonarodzeniowe przepisy znajdują się tutaj.


Śledzie:
słodko-korzenne z rodzynkami, w śmietanie, z cebulką w oleju, w sosie musztardowym


Bigos tradycyjny


Moja ulubiona ryba po grecku


Pieczeń świąteczna

Kompot z suszu


Sernik śmietankowo-kokosowy


Sernik wiedeński

2012/12/24

Życzenia


Świąt pachnących ciepłem, spokojem, radością. 
Spędzonych tak jak chcecie, z tymi, którzy są Wam drodzy.
Zdrowia, pogody ducha i pyszności na świątecznym stole.
Wesołych Świąt!
Patrycja


2012/12/18

"O ziemiańskim świętowaniu" - Boże Narodzenie.

Ilekroć pojawia się temat potraw wigilijno - świątecznych, tego co powinno się na świątecznym stole znaleźć , jedni mówią "tak, to u mnie zawsze jadło się w Wigilię", drudzy "nie, nie znam, tego u mnie nie było, ale było to...".

To wspaniałe móc czytać o tym, co tradycyjne jada się podczas Bożego Narodzenia w różnych domach, w różnych częściach Polski. 

A tradycję, jeszcze dawniejszą niż przedwojenna, mamy przebogatą.
Kiedy czytam opisy dawnych obiadów, kolacji, nie tylko świątecznych, aż kręci się w głowie. 
Niezwykła różnorodność i fantazja.

Weźmy choćby wigilijne ryby. 

Odkąd pamiętam, rybnym królem Wigilii jest karp (którego notabene lubię), ale kiedyś... te liny, sandacze, karasie, szczupaki. Teraz zupełnie zapomniane i niedoceniane. I co tu dużo ukrywać, niezbyt powszechnie dostępne. 
Czytałam ostatnio o tym jak świętowano i jak przygotowywano się do świąt Bożego Narodzenia dawniej. Niezwykle ciekawe, wydały mi się opisy kolacji wigilijnych, w różnych częściach Polski.  Wszędzie niby podobnie, ale jednak i troszkę inaczej. 
Pyszna lektura.
Zacznijmy od wigilii wykwintnej:



i skromnej...




"Ważną czynnością było przygotowanie ozdób na choinkę. Polska tradycja ubierania choinki polegała na wieszaniu na niej ozdób jadalnych: jabłek, pierników, orzechów, cukierków, czekoladek, marcepanków (...) przystrajano je również innymi, niejadalnymi ozdobami, najczęściej wykonanymi samodzielnie. Ozdoby choinkowe zazwyczaj przygotowywały dzieci (...) klejąc je z papieru, kolorowych bibułek, słomek, wydmuszek, paciorków itd., malując je, lepiąc łańcuchy, oraz złocąc jabłka i orzechy"

"Przygotowaniem prezentów zajmowała się (...) zazwyczaj pani domu. (...) Dzieci także mogły przygotowywać prezenty dla rodziców i swojego rodzeństwa. Była jednak zasada, że mogły być to jedynie wytwory własnoręcznie przez nie wykonane"

"Wśród potraw podawanych w Wigilię w domach ziemiańskich w drugiej połowie XIX i pierwszej połowie XXw. były takie, które ze względu na tradycję spożywano zawsze i wszędzie.
Na pewno zaliczają się do nich przede wszystkim zupy, potrawy z ryb i kompot z suszu. 
Znanych mi jest pięć rodzajów zupy wigilijnej podawanej w ziemiańskich domach: 
grzybowa, rybna, migdałowa, barszcz czerwony lub zupa "nic". Często dodatkiem do zupy grzybowej i barszczu czerwonego były uszka, np. z grzybami a do zupy rybnej łazanki. Barszcz czerwony z uszkami stanowił klasyczną zupę już w staropolskiej kuchni i cieszył się największą popularnością"

"Dawniej, w zamożniejszych domach na Wigilię podawano 12 dań rybnych.
Ryby przyrządzano różnie: w galarecie, smażone, wędzone, gotowane i pieczone, w różnych sosach i z dodatkiem innych składników, np. wina, piwa, grzybów, jarzyn, ziół, przypraw itd. oraz w formie wspomnianej już zupy rybnej. Były to w większości ryby słodkowodne, takie jak karasie, karpie, leszcze, liny, okonie, sandacze, sumy, szczupaki i węgorze.
Mogły być to np. karaś w śmietanie, karp w szarym sosie, po polsku w sosie korzennym z jarzynami, po żydowsku ( w sosie z cebuli), wędzony podawany na gorąco, w galarecie, lub smażony w dzwonkach z sałatką z czerwonej kapusty, leszcz smażony nadziewany kaszą gryczaną, lin w śmietanie, w czerwonej kapuście lub z grzybami, okoń z posiekanymi jajkami i oliwą, sandacz w galarecie, smażony, faszerowany, z jajkami lub w jarzynach,  szczupak w szarym sosie, w całku po polsku - czyli z jajkiem, faszerowany w białym sosie, po żydowsku, z szafranem lub w sosie chrzanowym"

"W staropolskich dworach przygotowywano ryby w różnych kolorach (np. pstrągi i karpie na niebiesko, ryby w sosach: żółtym, szarym, białym lub czerwonym), potrafiono nadawać im różne kształty (...) a nawet przyrządzać rybę w całości, która miała jedną stronę pieczoną, drugą smażoną, a środek gotowany"

WIECZERZE WIGILIJNE...

"Na Boże narodzenie wypiekano ciasta, ale mnie urozmaicone niż na Wielkanoc. Już w kuchni staropolskiej najważniejsze miejsce zajmowały pierniki i makowce. (...) Wspomnieć tu należy staropolski piernik miodny - wyrobiony z dodatkiem pieprzu i przypraw korzennych, takich jak imbir, cynamon i goździki"

"Na stołach wigilijnych pojawiały się różnorakie alkohole (...) koniaki, likiery, wina tokajskie i francuskie, wódki baczewskiego czy Mikolascha, jarzębiaki i whisky, ale także rozmaite, równie doskonałe, domowe nalewki i starki: cytrynówki, dzięgielówki, jałowcówki przydymione, jarzębiaki, malinówki, miodówki, mleczówki, piołunówki, smordinówki, śliwowice, wiśniaki, ziołówki żołądkowe oraz wina owocowe czy też miód spadziowy"

"Na Kresach Wschodnich powszechnie przyrządzano kutję, zwaną też kucją (...) drugą ważną potrawą kresową był owsiany lub żurawinowy kisiel oraz łamańce"

"W Przyłukach, w Mińskiem, na Białorusi, na początku XXw. uczta wigilija składała się z kutii, zupy grzybowej z uszkami, szczupaka po żydowsku, łamańców oraz kompotu ze śliwek i jabłek suszonych"

"Na Polesiu, w końcu XIXw. (...): kwasek zabielany z uszkami z grzybów, szczupak duży w całku po polsku, czyli z jajkiem, leszcz smażony nadziewany kaszą gryczaną, łamańce z makiem, kompot z suszonych gruszek i jabłek, kisiel z mlekiem makowym i migdałowym do wyboru. Do tego starka i wina czerwone i białe, zwykle krajowe. Herbata i kilka gatunków przeróżnych strucli i moc przywiezionych zwykle z Pińska rozmaitych bakalii"

"Na Wołyniu (...) barszcz z uszkami, różnie przyrządzone ryby, łamańce z makiem, kutia z miodem, orzechami i rodzynkami, kompot z suszonych owoców, a na deser ciasta i bakalie"

"W wielu majątkach Kresów Południowo-Wschodnich (...) barszcz czerwony z uszkami z grzybów lub kwadratami z zastygniętej kaszy tatarczanej, ryby w galarecie i smażone, paszteciki z kapustą, cebulaki, ruskie pierogi, pierogi z kapustą i grzybami, kutia z namoczonej pszenicy i bakalii, a ze słodkości pierniczki i tort orzechowy"

"W Przyłbicach, we Lwowskim: zupa migdałowa albo barszcz z uszkami, krążki z chrzanem, ogromny szczupak w majonezie, na desce, karp po polsku, szczupak po żydowsku, często jeszcze jakaś ryba, tort hiszpański, kutia, bakalie, chłopcy porzeczkowe wino rozlewali w krąg"

"W Hucie, na Podolu, w latach 80. XXw. najpierw serwowano zimne przekąski, tzn. marynaty, grzybki, śledzie marynowane i wędzone, oliwki, domowy kawior ze szczupaka, pierożki i knysze oraz do picia domowe nalewki. Następnie podawano kolejno: barszcz czerwony z uszkami i zupę rybna z pulpetami, szczupaka w majonezie białym i drugiego z żółtym, oba na specjalnych deskach obszytych białym płótnem, ugarnirowane kolorowymi galaretkami i rakowymi szyjkami, "krążki" z masy rybnej osmażanej w bułce, z chrzanem, szczupaka faszerowanego w białym sosie lub okonia z wody z jajami, karpia w miodzie z migdałami i figami, a na koniec dwa rodzaje kutii - ryżową z migdałową orszadą oraz pęcak z pszenicy lub kruche łamańce z miodem i tartym makiem" 

"W Przecławiu, między Rzeszowem a Tarnowem: zupa grzybowa, potem ryba zimna lub ciepła i kulebiak - najlepsza rzecz na świecie, z grzybami, kapustą i grzanym masłem, krążki ze szczupaka, makowiec i kompot z suszonych owoców"

"W Moroczynie, koło Hrubieszowa: różne ryby (smażone filety, karp po żydowsku w galarecie, szczupaki z wody), kapusta z grochem, a na deser kompot z suszonych śliwek i jabłek, kutia z maku, moczonej, obtłuczonej pszenicy i miodu, wreszcie słodycze, makowce i torty"


...i wiele więcej przykładów wigilijnych wieczerzy, z różnych regionów Polski.

Jeśli macie ochotę podzielić się swoimi opisami kolacji wigilijnych, czy może wspomnieniami kolacji wigilijnych Waszych Babć, Dziadków... z przyjemnością o tym poczytam.



Wszystkie cytaty pochodzą z książki:
 "O ziemiańskim świętowaniu. Tradycje świąt Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy"
Tomasz Adam Pruszak
Wydawnictwo PWN 2011

2011/12/23

Pachnie Świętami. Kompot z suszu.




Nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia, bez zapachu kompotu z suszu, nie mogło go więc zabraknąć na moim stole. Tak pachniał świąteczny dom mojego dzieciństwa, tak pachnie Boże Narodzenie do dzisiaj i wszyscy bardzo go lubimy. Ten słodko-dymny, charakterystyczny smak Wigilii i Świąt. Najlepiej przygotować go w wieczór poprzedzający Wigilię, przez noc nabierze mocy i wyrazu.



Wigilijny kompot z suszu
(przepis zgodny z KPP)

250g suszu - śliwki, gruszki i jabłka
2 szczypty cynamonu
2-3 goździki
mała szczypta imbiru
kurkumy na czubku noża
sok z cytryny, ok. 1-2 łyżeczki
do posłodzenia: syrop z agawy, delikatny w smaku miód, brązowy cukier lub co kto lubi

Do 2,5 l gotującej się wody dodać suszone owoce, cynamon, goździki, odrobinę imbiru.
Gotować na średnim ogniu, do miękkości owoców.
Dodać zimnej wody, tyle ile się wygotowało, dodać soku z cytryny, do smaku, oraz odrobinę kurkumy.
Gdy kompot znów zacznie się gotować, wyłączyć, posłodzić wedle uznania i pozostawić na noc lub na ok. 8godz. Wtedy kompot jest najlepszy i nabiera intensywnego smaku.  Następnie przelać go przez sitko do dzbanka, lub innego garnka. Jeśli zostawimy owoce w kompocie, trzeba pamiętać, że po kolejnym dniu stanie się jeszcze mocniejszy, należy go wtedy rozcieńczyć przegotowaną wodą. Kompot jest pyszny zarówno na zimno, jak i ciepło, przed podaniem, można go lekko podgrzać.

Smacznego!


2011/12/21

Moja ulubiona ryba po grecku.




Wcześniej nie przepadałam za rybą po grecku. Dopóki nie zagościłam w Święta, w domu Rodziców mego Miłego i nie spróbowałam ryby po grecku w wykonaniu jego Mamy. Zupełnie innej od tej, którą znałam do tej pory, bez marchewki, bez włoszczyzny, za to w cudownie lekkim słodko-kwaśnym sosie z cebulką i cukinią, który przygotowuje wcześniej i pasteryzuje w słoikach. Więc spróbowałam, a kiedy spróbowałam, nie chciałam jeść nic innego. Mój zachwyt nad rybą nie pozostał niezauważony i na świąteczne śniadanie ku mojej radości znów ją dostałam. Od tej pory jest to moja ulubiona ryba po grecku. Ciekawostką jest fakt, że Miły za tą potrawą nie szalał tak jak ja (czego nie mogłam pojąć, zajadając się nią w jego domu rodzinnym), kiedy więc przeflancowałam ten przepis na nasze święta, zrobiłam małą porcję... którą musiałam się z nim podzielić. I tak zostało do dziś. Danie to jest pyszne na zimno i ciepło, właściwie jest pyszne zawsze.


Ryba po grecku, moja ulubiona
(przepis zgodny z KPP)

2 małe cukinie, ok. 500g, lub troszkę więcej
2 średnie cebule
świeżo mielony czarny pieprz, sól morska
3 małe ziarenka ziela ang. lub 2 większe
2 małe listki laurowe lub 1 większy
3 czubate łyżeczki koncentratu pomidorowego (nie przecieru!)
4 łyżki octu winnego lub nieco mniej zwykłego
mała szczypta tymianku
4 łyżki ksylitolu, cukru lub płynnego miodu/ syropu z agawy
olej roślinny
ok. 500g ryby o jędrnym, białym mięsie (użyłam dorsza)

Cukinię obrać, pokroić w ćwierć plasterki, przełożyć na durszlak, lekko posypać solą, odstawić na ok 1-2godz., aż lekko zmięknie i puści sok.
Cebulę pokroić w półplasterki, przełożyć na sitko, lekko posolić, odstawić na ok. 1-2 godz.
Rybę podzielić na 5-6 mniejszych kawałków, lekko posolić, odstawić na 1godz., następnie usmażyć na 2 łyżkach oleju roślinnego. Usmażoną rybę przełożyć do naczynia żaroodpornego (jeśli potem zamierzamy ją podgrzać) lub na głęboki półmisek (jeśli zamierzamy jeść na zimno).

Na tę samą patelnię, dodać odrobinę oleju, cukinię i cebulę, poddusić minutę, dodać szczyptę pieprzu, ziele ang., liść laurowy, szczyptę soli oraz pół szklanki zimnej wody. Dusić do miękkości warzyw, powinny być mięciuteńkie, ale jeszcze zachować kształt. Wtedy dodać  koncentrat pomidorowy oraz ocet, dobrze wymieszać, dodać małą szczyptę tymianku i posłodzić. Spróbować czy nie trzeba dosmakować odrobiną pieprzu lub soli. Dusić aż sos się zredukuje i nieco zgęstnieje. Gotowy sos wyłożyć na rybę, powinna być całkowicie przykryta, zostawić do ostygnięcia.

Po 24h ryba jest gotowa do podania, smaki zdążyły się "przegryźć" a ryba idealnie przesiąknąć sosem. Podawać na zimno lub podgrzewać w średnio ciepłym piekarniku, koniecznie przykrywając naczynie folią, lub pokrywką. Pyszne z pieczywem z masłem.

Smacznego!




2011/12/12

Śledzie w sosie musztardowym




W okresie przedświątecznym, szerokim łukiem omijam przepełnione sklepy i galerie. Przemykam gdzieś obok, w spokojniejszy świat, nie migający do mnie tysiącem promocji. Moje święta obchodzą się bez nich świetnie, bo moje święta są ascetyczne, pod każdym względem, takimi je lubię. 
Wigilia to kilka ulubionych dań: pierogi, barszczyk i obowiązkowo śledzie i kompot z suszu. Czasem ryba w galarecie  lub po grecku (z rewelacyjnego przepisu Mamy mojego Miłego). Na deser makowiec lub sernik. W moim domu rodzinnym byłby jeszcze obowiązkowo karp smażony i w galarecie, którego uwielbiam, najlepszy robi moja Babcia. Za to ja, co roku, szukam nowego sposobu na śledzie, bez nich nie wyobrażam sobie Wigilii. Tak jak i bez mandarynek, to dzięki nim dom pachnie świętami. Późnym wieczorem, po kolacji wigilijnej, Dziadek obierał nam mandarynki. Uwielbiam ten zapach rozłupywanej mandarynkowej skórki, pachnie spokojem, świętami.





Śledzie w sosie musztardowym
(przepis zgodny z KPP, przystawka dla 2-3 osób)

3 filety śledziowe matjasy, ok. 200g, wymoczone przez kilka godzin (lub przez noc) w zimnej wodzie lub wodzie z mlekiem, następnie pokrojone na kawałeczki

Sos:
2 łyżki kwaśnej śmietany
tymianku na czubku noża
2 łyżki majonezu
4 łyżeczki średnio ostrej musztardy (np. sarepskiej lub łagodniejszej odmiany Dijon)
2 łyżeczki łagodnej musztardy ziarnistej

Wszystkie składniki sosu dokładnie wymieszać.
Pokrojone na kawałeczki śledzie połączyć z sosem, przykryć szczelnie i wstawić do lodówki, np. na noc.
Śledzie są gotowe po ok. 12 godz.

Smacznego!



2010/12/23

Śledzie w śmietanie.



W mojej rodzinie wszyscy lubimy śledzie i w moim domu rodzinnym raz w tygodniu przygotowuje się miseczkę śledzi w oleju, bardzo prosto, z cebulką, odrobiną octu i pieprzu. Odkąd mieszkam na Wyspie, śledzie jadam rzadziej, choć nadal bardzo je lubię. W Święta nie mogło ich zabraknąć, przygotowałam je inaczej niż dotychczasowe słodko-korzenne śledzie wigilijne. Tym razem w sosie śmietanowym,  z blanszowaną cebulką. Polecam!




Śledzie w śmietanie
(przepisz zgodny z KPP)

6 filetów śledziowych matjasów (w oleju lub w zalewie solnej)
ocet z białego wina lub jabłkowy 
1 kubeczek kwaśnej śmietany (ok.7-8 łyżek)
1 łyżeczka soku z cytryny
mała szczypta tymianku
2 łyżki majonezu
szczypta nasion białej gorczycy
1 średnia cebula

Śledzie namoczyć przez kilka godzin (lub jeśli bardzo słone np. na noc) w wodzie lub w wodzie z mlekiem.
Namoczone i osączone śledzie, ułożyć w naczyniu o szerokim dnie i skropić octem,
odstawić na ok. 2-3godz, w międzyczasie raz je przemieszać.
Cebulę pokroić w piórka, zblanszować we wrzątku przez ok. 2min i osączyć na sitku.
Gorczycę utłuc w moździerzu.
Śledzie odsączyć, pokroić na kawałeczki, przełożyć do miski, dodać śmietanę, sok z cytryny,
tymianek, majonez, zblanszowaną cebulę i gorczycę, za każdym razem dokładnie mieszając.
Miskę przykryć szczelnie folią i odstawić do lodówki na 24godz (min.12-14godz).

Smacznego!
 


2010/12/05

Świąteczna kapusta. Z grochem.


Dziś zaświeciło słońce. 
W końcu, po ostatnich pochmurnych dniach, przykrytych mgłą gęstą jak mleko, to miła odmiana. Może być zimno, ale gdy świeci słońce, od razu chce się żyć a świat wokół nabiera innych barw. Śnieg prawie stopniał i gdzieniegdzie pokazała się jeszcze zielona trawa. Jest rześko ale słonecznie, pogoda idealna na spacer. A po spacerze, może miseczka pachnącej świętami kapusty z grochem? 
Wkrótce zamieszczę więcej przepisów na świąteczne dania, gdyż Wigilia już coraz bliżej.


Miłego popołudnia!



Świąteczna kapusta z grochem
(przepis zgodny z KPP oraz MM)

Groch:

400g grochu, namoczonego na noc w zimnej wodzie
szczypta kurkumy
1/3 łyżeczki kminku
szczypta cayenne
sól
parę kropli balsamico (lub octu winnego)

Groch odcedzić.
Do 1/2l wrzątku dodać kurkumę, odsączony groch i kminek, wymieszać.
Dodać cayenne, sól, na koniec odrobinę balsamico, wymieszać i gotować groch pod przykryciem,  na małym ogniu, do miękkości. Przykryty pokrywką rondelek można odstawić do lekkiego przestygnięcia (podczas gdy kapusta się gotuje). Groch wchłonie całą wodę, w której się gotował. Jeśli chcemy by kapusta miała bardziej kremową konsystencję, można dolać trochę wrzątku i bardziej rozgotować groch, prawie na krem, wedle upodobania.

Kapusta:

850g kapusty kiszonej
szczypta tymianku i mała szczypta majeranku
20g suszonych podgrzybków (namoczonych 30 min we wrzątku, następnie ugotowanych
i zmiksowanych z kilkoma łyżkami wody, w której się gotowały)
1 duża cebula, pokrojona w kostkę, zeszklona na oleju roślinnym
1/3 łyżeczki kminku
1 liść laurowy, 2 ziarnka ziela ang.

świeżo mielony czarny pieprz i cayenne
sól i sos sojowy
3 czubate łyżki masła
1 łyżka płynnego miodu lub syropu z agawy


Kapustę odcisnąć* (kwas zachować) i pokroić.
Do garnka z kapustą dodać 1/2l wrzątku, tymianek i majeranek, wymieszać.
Dodać zeszkloną cebulę, kminek, zmiksowane grzyby, wymieszać.
Dodać liść laurowy, ziele ang., świeżo mielony czarny pieprz i cayenne (po ok. 1-2 szczypty).
Wymieszać i lekko posolić solą (1płaska łyżeczka) i sosem sojowym (2łyżeczki).
Kapustę gotować do miękkości, mieszając od czasu do czasu. Następnie dodać łyżeczkę kwasu z kapusty i małą szczyptę majeranku, wymieszać. Jeśli kapusta jest za gęsta można dodać trochę wrzątku. Dodać ugotowany groch i dokładnie wymieszać. Dodać 3 solidne łyżki masła i łyżkę agawy lub płynnego miodu, wymieszać i dosmakować pieprzem i cayenne (odrobinę, do smaku) oraz solą i sosem sojowym.
Kapusta powinna być dobrze doprawiona, nie mdła, ale łagodna w smaku.
 Gotować na malutkim ogniu jeszcze ok 20-30min, mieszając od czasu do czasu.
Smacznego!


* jeśli kapusta jest bardzo kwaśna należy, po odciśnięciu i pokrojeniu, włożyć ją do garnka z zimną wodą, zagotować, wodę odlać i potem postępować wg przepisu

2010/08/17

Łosoś i pasztet.



Ten pasztet powstał trochę przez przypadek i niechcący stał się hitem Wielkanocnym.
Tuż przed świętami kupiłam świeżego łososia, miałam ochotę na pieczone kotlety (wiem, wiem, raczej to niewielknocnie, ale jak pysznie) a w toku przygotowań zupełnie zmieniłam plany.
Łososia ugotowałam w bulionie winno-maślanym (jak na te łososiowe pączki), który jest niezwykle pyszny i zamienia rybę w delicje. Uwierzcie, nawet na tym etapie, tak ugotowany łosoś jest wyśmienity podany z samymi młodymi ziemniakami i właściwie na tym można by skończyć, obiad byłby doskonały.
Ale mi zamarzył się pasztet. Do ryby dodałam ugotowane słodkie ziemniaki, żółtka, chilli i pianę z białek, a to co wyjęłam z piekarnika przeszło moje oczekiwania. Zajadaliśmy się tym pasztetem całe święta i żałowałam, że upiekłam malutką foremkę. Pasztet jest łagodny w smaku, delikatny, mięciutki i mimo, że bez żadnego zagęstnika, świetnie kroi się w cienkie plastry. Pyszny sam lub na świeżym chlebie, koniecznie z sosem chrzanowym lub jogurtowo-majonezowym chilli.
Jedyna jego wada, to to, że troszkę za szybko znika...




Pasztet z łososia
(przepis zgodny z KPP)

50g masła
chilli powder hot
świeżo mielony czarny pieprz
2łyżeczki sosu rybnego (Nam Pla)
2łyżeczki sosu ostrygowego
szczypta soli
3 spore filety z łososia ok. 600-650g (bez skóry i ości)
100ml białego wina
1łyżeczka octu balsamicznego lub z czerwonego wina
kurkuma
2 średnie słodkie ziemniaki (ok.400-450g)
3 jajka

Słodkie ziemniaki obrać i ugotować. Pozostawić do przestygnięcia.
W rondlu o grubym dnie rozpuścić masło, dodać szczyptę chilli, po chwili sos rybny i ostrygowy, dokładnie wymieszać.
Dodać filety łososia, przekrojone na pół, posypać je szczyptą soli, wlać białe wino, po chwili dodać kurkumę (na czubku noża) i potrząsnąć garnkiem, by połączyć składniki sosu. Garnek przykryć.
Rybę gotować na małym ogniu, aż będzie miękka, wtedy zdjąć pokrywkę, płomień zwiększyć na średni i gotować, aż sos lekko zgęstnieje i zmniejszy swoją objętość o połowę.
Rybę pozostawić do przestygnięcia.
Letniego łososia dokładnie rozgnieść widelcem (nie miksować!) wraz z sosem, w którym się dusił (zanim doda się żółtka masa powinna być letnia lub prawie zimna).
Dodać żółtka i dokładnie wymieszać, masa zgęstnieje i stanie się gładka.
Dodać ostudzone słodkie ziemniaki, rozgnieść je widelcem, aż cała masa się połączy.
Masę doprawić do smaku chilli (ok.2szczypty) i świeżo mielonym czarnym pieprzem (ok.1 szczypty) oraz odrobiną sosu rybnego (do smaku), ponownie dokładnie wymieszać, dodać ocet balsamiczny lub winny, wymieszać i dodać odrobinkę kurkumy, ponownie wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę i dodawać do partiami do masy rybnej. Delikatnie wymieszać i przełożyć do lekko natłuszczonej foremki wyłożonej pergaminem. Piec w 180-190st.C przez 1 godz.
Pozostawić w foremce do całkowitego ostygnięcia.
Podawać z sosem jogurtowo-majonezowym chilli i/lub sosem chrzanowym.

Sos jogurtowo-majonezowy z chilli
5 łyżek jogurtu naturalnego
odrobinka kurkumy
2łyżki majonezu
1-2szczypty chilli powder hot
odrobina soli

Wszystkie składniki wymieszać w podanej kolejności.

Sos chrzanowy
4łyżki kwaśnej śmietany
1łyzka jogurtu naturalnego
odrobinka tymianku
1łyżka majonezu
1czubata łyżka chrzanu (lub więcej, w zależności od ostrości chrzanu)
odrobina soli

Wszystkie składniki wymieszać w podanej kolejności.
Sosy można przechowywać w lodówce do ok. 2-3dni.


Smacznego!

2010/04/03

Brzoskwinie. Kokos. Sernik.



Na cieniutkim spodzie, nadziewany brzoskwiniami, z chrupiącą kokosową kruszonką.
Ulubiony sernik mojej Babci.
Receptura i pytania o to ile jajek, ile białek dodać do połowy porcji były cudowną wymówką by dzwonić do Niej kilkakrotnie.
Wiem, że i u Niej i u mnie dom będzie pachniał sernikiem. To kojące.



............................................................................
Sernik jest nie za słodki, lekki i puszysty z chrupiącą, aromatyczną kruszonką.
Przygotowanie go nie zajmie więcej niż godzinę.



Sernik z brzoskwiniami i kokosową kruszonką
(przepis zgodny z KPP)

Spód
1szkl. mąki wymieszana z 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (1szkl.=250ml)
1/4 kostki masła (kostka masła=250g)
2 żółtka
1/3 szkl. ksylitolu/ 1/2 szkl. syropu z agawy (lub cukru)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub 1/2 cukru waniliowego)
szczypta imbiru
mała szczypta soli
1 łyżeczka kwaśnej śmietany
kurkumy na czubku noża

Masło miksować z żółtkami i ksylitolem (lub cukrem), wciąż miksując dodać ekstrakt z wanilii, po chwili imbir na końcu sól. Ucierać do białości. Dodać mąkę z proszkiem do pieczenia, i miksować do połączenia składników, wtedy dodać śmietanę, po chwili kurkumę. Ciastem cieniutko wylepić foremkę wysmarowaną wcześniej masłem i wyłożoną pergaminem (użyłam foremki o wym. 30x26,5x4cm).
Foremkę wstawić do lodówki i w tym czasie przygotować masę serową.

Masa serowa
600g półtłustego twarogu (lub tłustego, wg uznania)
60g miękkiego masła
3 żółtka
3 białka
1/2 szkl. ksylitolu (lub cukru)
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (lub cukier waniliowy)
1 1/2 łyżki mąki ziemniaczanej (lub 1/2 budyniu waniliowego lub śmietankowego)
szczypta imbiru
soli na czubeczku noża
mała szczypta kurkumy
1 puszka (410g) brzoskwiń w soku własnym (bez cukru)

Kruszonka
1 1/2 szkl. wiórków kokosowych
1/4 kostki masła
1/4 szkl. ksylitolu (lub cukru)
mała szczypta imbiru
soli na czubeczku noża
2-3 krople soku z cytryny
kurkumy na czubeczku noża

(Przygotować w ostatniej chwili)
Składniki wymieszać w podanej kolejności, rozdrabniać palcami aż powstaną duże "okruchy".


(piec nagrzać do 170st.C, włożyć ciasto, po 5-10min. zmniejszyć do 160st.C)
Żółtka utrzeć z fruktozą i masłem do białości. Dodać mąkę ziemniaczaną, miksować do połączenia składników i dodać ekstrakt z wanilii. Wciąż miksując dodać szczyptę imbiru, po chwili odrobinkę soli. Dodać twaróg, miksując dodać kurkumę, masa ma być dobrze wymieszana i gładka.
Ubić pianę z 3 białek, dodać do masy serowej i delikatnie wymieszać (np. silikonową szpatułką).
Foremkę z ciastem wyjąć z lodówki. Na cieście ułożyć ósemki brzoskwiń, następnie masę serową i kruszonkę. Piec 1 godz. Jeśli sernik zacznie się zbytnio przypiekać, przykryć wierzch folią aluminiową.

Smacznego!

2009/12/24

Wigilijna grzybowa. I życzenia.




Kochani,

Pięknie dziękuję Wam, za życzenia zostawione w komentarzach, przysłane mailem. Te ciepłe słowa, Wasza życzliwość, obecność, są mi bardzo drogie.
W ten wyjątkowy czas, chciałabym życzyć Wam dużo ciepła.
Tego które promieniuje z uśmiechu, gestu, tych, których kochacie.

Radości. Z bliskości, czasu spędzonego razem i chwil, których wspomnienia będą Was ogrzewać w zimne dni.
Pyszności. By na wigilijnym stole ich nie zabrakło.
Spełnienia. Marzeń, małych i dużych. Planów, które może dopiero się wykluwają.
Zdrowia. Byście byli i mieli przy sobie jak najdłużej tych, którzy są Wam drodzy.
Po prostu. Szczęścia.


Pozdrawiam Was ciepło,
Patrycja





A na "deser", świąteczna grzybowa.





Wigilijna grzybowa

50g suszonych podgrzybków (najlepiej same kapelusze)
1 łyżeczka syropu z agawy (lub fruktozy lub miodu)
1 szczypta kminku
1 średnia pietruszka
1 średni patat (lub marchewka)
1/4 średniej cebuli
1 malutki liść laurowy
1 ziarnko ziela ang.
sól, sól czosnkowo-cebulowa*, sos sojowy (jeśli ktoś lubi - vegeta)
świeżo mielony czarny pieprz
1 łyżeczka soku z cytryny (do smaku)
tymianek
2-3 łyżki kwaśnej śmietany

Grzyby włożyć do garnka z 2-2,5 litrami wrzątku, moczyć 15 minut. Następnie gotować na małym ogniu, pod przykryciem 15-20minut.
Grzyby wyjąć, i odcedzić na sitku. Do gotującego się wywaru dodać, kminek, agawę (lub miód) pietruszkę, patata (lub marchewkę).
Po chwili cebulę, liść laurowy, ziele ang. Następnie dodać 1/2 łyżeczki soli, 1 łyżeczkę sosu sojowego. Dodać sok cytrynowy, odrobinkę tymianku i gotować na średnim ogniu. W tym czasie odsączone grzyby pokroić w jaknajcieńsze paseczki i dodać do zupy.
Gotować pod przykryciem, do miękkości warzyw. Warzywa wyjąć, zupę spróbować, doprawić pieprzem, solą czosnkowo-cebulową i zwykłą. Śmietanę wymieszać z odrobiną wody i dodać do zupy. Zagotować.
Pyszna z domowym makaronem.
Przepis zgodny z KPP oraz MM.

Smacznego!




* używam soli firmy Avena, bez glutaminianu i konserwantów

2009/12/22

Pieczeń świąteczna.



W każdym domu jest najlepszy sposób na pieczeń. Ulubione przyprawy, smaki.
Dziś chciałam się z Wami podzielić moim sposobem.
Idealnie upieczone mięso powinno być soczyste, doskonale miękkie, kruche (ale nie rozpadające się) i dające się pokroić w cieniutkie plasterki.
Pyszne na zimno, do kanapek (np. z konfiturą żurawinową), na ciepło do bigosu, smażonych pieczarek, czy choćby duszonej, słodkiej kapusty.
Podpatrzyłam u Babci obkładanie mięsa połamanymi liśćmi laurowymi, okazało się to świetnym patentem, poszłam więc o krok dalej i zmieliłam liście laurowe na proszek, dzięki temu po upieczeniu są niewyczuwalne.
Mięso należy natrzeć przyprawami przynajmniej 24h przed pieczeniem (10-12h to absolutne minimum), owinąć solidnie w grubą folię aluminiową i schować do lodówki (może tam leżeć do 48h).




Pieczeń wieprzowa

schab karkowy (lub środkowy), o wadze ok. 1-1,2 kg
sól morska, sól czosnkowo-cebulowa*
sok z 1/8 cytryny
1 łyżeczka majeranku
2 szczypty kminku
2 łyżeczki oleju z pestek winogron (lub słonecznikowego)
2 zmiażdżone ząbki czosnku
świeżo mielony czarny pieprz
2 szczypty zmielonych liści laurowych lub 2-3 liście laurowe, połamane na połówki
2 szczypty ulubionego chili (opcjonalnie)

Mięso umyć, osuszyć i dokładnie natrzeć wszystkimi składnikami w podanej kolejności.
Owinąć szczelnie grubą folią aluminiową i wstawić do lodówki na ok. 24h.
Po tym czasie ułożyć w naczyniu żaroodpornym wypełnionym wodą do 1/3 wysokości.
Piec w 190st.C przez ok. 1,5-2h. Kroić po zupełnym ostygnięciu.
Pyszne na zimno i na ciepło.
Przepis zgodny z KPP oraz MM.

Smacznego!









* używam soli firmy Avena, bez glutaminianu i konserwantów

Żurawina. Nie tylko świąteczna.



Ten, kogo obdarowałam tą konfiturą nie mógł się nadziwić, że żurawina może być tak dobra.
Bo sklepowa, nawet ta najlepsza nie smakowała im tak jak ta domowa.
A pracy z nią tyle co nic.
Mycie, gotowanie, napełnianie słoików, wszystko to nie zajmie Wam więcej niż 60 minut:)
Co bardzo przydatne w tej przedświątecznej gorączce.
Taka żurawinowa konfitura pasuje nie tylko do wszystkich świątecznych, pieczonych mięs, ale i do serów, do chrupiącej kromki chleba z masłem czy panceksów.




Konfitura żurawinowa

2kg żurawiny
1/2 szkl. wrzątku
3/4 - 1kg fruktozy (lub cukru)*
szczypta imbiru lub 1/3 łyżeczki świeżo utartego
szczypta soli


Żurawinę przebrać i dokładnie umyć. Przełożyć do rondla o grubym dnie, dodać wrzątek i gotować, aż zacznie puszczać sok, wtedy zmniejszyć płomień, dodać fruktozę i dokładnie wymieszać. Po chwili dodać imbir na końcu sól. Gotować na średnim ogniu od czasu do czasu mieszając. Konfitura powinna być gotowa po ok. 30 minutach, jeśli jest za rzadka gotować 5-10minut dłużej. Wrzącą konfiturą napełniać wyparzone słoiczki. mocno zakręcić i natychmiast stawiać na zakrętce. Nie wymaga pasteryzowania i na pewno przetrwa do następnych Świąt.
Nie zamkniętą można przechowywać w lodówce do 4-5 dni i podać np. jako ciepły sos do mięsa, lekko podgrzewając ją z odrobiną gorącej wody.
Przepis zgodny z KPP oraz MM.

Smacznego!



* ilość fruktozy (lub cukru) w zależności od upodobań, konfitura powinna być słodko-kwaskowa, ale nie przesłodzona, w tym cały urok żurawiny i trzeba uważać żeby nie zagłuszyć tego jej naturalnego smaku.

2009/12/20

Bigos świąteczny


Najpyszniejszy bigos robi moja Mama.
Czekałam na niego z niecierpliwością w każde Święta. Nadal czekam.
Raz nawet zabrałam go w podróż samolotem;) Ugotowany przez Nią, dla mnie, cieszył smakiem domu, tysiące kilometrów od niego.

Przez lata asystowałam Jej przy jego przygotowaniu - kroiłam i przygotowywałam wszystkie ingrediencje obserwując Ją przy dalszej pracy.
I o ile gotowanie nie jest Mamy pasją, o tyle bigos (oraz pieczone mięsa świąteczne) w Jej wykonaniu to mistrzostwo świata i przyznaję, lepszego nie jadłam.

Nie wiem czy jego sekretem jest duża ilość śliwek, które nadają tę wspaniałą słodycz, czy to, że kapusta zachowuje jędrność będąc jednocześnie ugotowaną idealnie a może spora ilość majeranku, którego sama bym raczej nie dodała...
Faktem jest, że spod Jej ręki zawsze wychodzi bigos
idealny.
Kierując się Jej szczegółowymi wskazówkami, przygotowałam własny, porządkując jedynie składniki wg. KPP. Nic nie udziwniałam, nic nie zmieniałam, bo w Święta pragnę smaków zapamiętanych z domu…


Bigos świąteczny

1kg dobrej, kiszonej kapusty (bez marchewki)
garść suszonych grzybów
150-200g suszonych śliwek, pokrojonych w kostkę
1/2pętka dobrej, wiejskiej kiełbasy (nie za mocno wędzonej)
1/2 kg wołowiny (żeberko/ szponder lub nawet gulaszowej)
1 łyżka kminku
3 płaskie łyżki majeranku
2 szczypty tymianku
pieprz (koniecznie świeżo mielony), sól, sól czosnkowo-cebulowa*
sos sojowy (opcjonalnie), 2 małe ząbki czosnku (opcjonalnie)
olej o neutralnym smaku (z pestek winogron, słonecznikowy)

Do 1/2l wrzątku wrzucić grzyby, moczyć 10min, następnie gotować 15 min.
Wołowinę pokroić w kostkę, obsmażyć na oleju, odstawić.
Kapustę odcisnąć (kwas zachować), niedbale pokroić, włożyć do garnka z zimną wodą, zagotować. Wodę odcedzić . (czynności można powtórzyć, jeśli kapusta jest bardzo kwaśna).
Do kapusty dodać tymianek, majeranek oraz gorącą wodę z gotowania grzybów, wymieszać. Po chwili dodać pokrojone w paski grzyby, wołowinę, kminek oraz śliwki. Posypać świeżo mielonym pieprzem,wymieszać. Można dodać zmiażdżony czosnek. W tym czasie na oleju obrumienić pokrojoną w kostkę kiełbasę, dodać do kapusty i posolić, dokładnie wymieszać. Jeśli sok się wygotuje, dolać zimnej wody. Gotować na małym ogniu 3-4godz. aż śliwki staną się kremowe a kapusta ugotowana, ale jędrna. Dodać łyżeczkę kwasu z kapusty (jeśli kapusta jest mało kwaśna, mdła, stopniowo dodawać więcej kwasu, do smaku),wymieszać, po chwili dodać odrobinkę tymianku i kminku i na koniec dosmakować pieprzem, solą i odrobiną sosu sojowego.
Najlepszy jest po ponownym podgrzaniu, a z każdym następnym staje się jeszcze lepszy.
Przepis zgodny z KPP oraz MM.


Smacznego!



* używam soli kamiennej firmy Avena, bez konserwantów, glutaminianu i żadnych dodatków





2008/12/26

Francuskie paszteciki z kapustą i grzybami.


























Jeśli przypadkiem zrobicie zbyt dużo farszu do wigilijnych pierogów i gdzieś w zamrażarce zapodzieje Wam się rolka francuskiego ciasta.. zróbcie paszteciki.
Zajmie to ok 5-6 minut, nie licząc czasu pieczenia.
Świetnie się mrożą, podgrzane w piecu są chrupiące.
Idealne ze szklaneczka gorącego barszczu. W sam raz na Święta. Lub jako ciepła przystawka w sylwestrowa kolacje.
Smacznego!


Francuskie paszteciki z kapustą i grzybami

nadzienie jak do pierogów wigilijnych (tym razem dodać jajko)
1 rolka ciasta francuskiego
kurkuma
1 żółtko lub całe jajko


Ciasto francuskie rozmrozić zgodnie z instrukcją.
Pokroić na prostokąty, nakładać farsz i zwijać w ruloniki. Ułożyć na blasze, lekko oprószyć kurkumą, wierzch posmarować roztrzepanym żółtkiem lub całym jajkiem.
Piec w 200-220 st.C do zrumienienia.

Przepis zgodny z KPP (przy zastosowaniu przepisu na farsz)


2008/12/23

Sernik wiedeński

































Kiedy bylam mala dziewczynka swiat skladal sie z rytualow.
Powtarzalnosci.
Swieta zawsze pachnialy, smakowaly tak samo. Nastroj co roku inny - w swej esencji dawal poczucie bezpieczenstwa.
Uwielbialam to oczekiwanie, gdy tuz po kapieli, ubrana w odswietna sukienke stalam obok choinki wypatrujac w oknie Tej gwiazdki. Po przedswiatecznym rwetesie w koncu w domu panowala cisza, drzaca, oczekujaca. Odswietna.
Doroslam. Niewiele sie zmienilo. I moge byc pewna, ze zawsze kiedy przyjade do domu, bedzie pachnial tak samo, powietrze bedzie naladowane tym czyms co daje mi spokoj a ja bede w tej samej ciszy czekala na Te gwiazdke.
Polamiemy sie oplatkiem, jak zwykle wzrusze sie za bardzo. Bez pospiechu zjemy kolacje, prezenty pod choinka nie kaza sie spieszyc... Doroslosc docenia oczekiwanie, wie ze im dluzsze tym wieksza radosc.
A gdy wszyscy juz pojda, gdy Dziadek obierze nam na deser miseczke najslodszych wybranych, wyszukanych przez Niego na targu mandarynek, bedziemy siedzialy z Babcia w polmroku, patrzac na roziskrzona choinke i padajacy snieg. Bedziemy rozmawialy ciuchutko. Albo po prostu sobie pomilczymy.

Na Boze Narodzenie zawsze byl makowiec. Lub sernik. Lub makowiec i sernik.
Sernik byl zawsze ascetyczny. Niewiele skladnikow, najwyzsza ich jakosc.
Pachnial arakiem i rodzynkami. Odkad ledwo siegalam blatu lubilam obserwowac jak Babcia polewa go ciepla czekolada i posypuje posiekanymi orzechami.
Z biegiem czasu, zmieniala sie perspektywa a ja widzialam wiecej i blizej.

Kiedy bylam mala dziewczynka swiat skladal sie z rytualow. Powtarzalnosci. Swieta zawsze pachnialy, smakowaly tak samo...



Sernik wiedenski mojej Babci


1/2 kg poltlustego, zmielonego twarogu
1 szkl. ksylitolu (lub cukru)
1 czubata lyzka maki ziemniaczanej
6 lyzek stopionego masla
1 szczypta kurkumy
1/3 lyzeczki imbiru w proszku
4 jajka
rodzynki
1 lyzeczka olejku arakowego
3-4 krople(nie wiecej!) aromatu cytrynowego
szczypta soli


Piec rozgrzac do 180 st.C.
Zoltka utrzec starannie z ksylitolem lub cukrem, olejkiem arakowym oraz aromatem cytrynowym.

Ser ucierac mikserem, dodac kurkume, dokladnie wymieszac.
Wciaz miksujac dodac utarte z fruktoza lub cukrem zoltka oraz maslo po 1 lyzce.
Dodac make ziemniaczana, dokladnie wymieszac.
Nastepnie dodawac do masy serowej piane z bialek i delikatnie mieszajac lyzka dodawac:
rodzynki
imbir
szczypte soli
Gdy bialka polacza sie z masa serowa od razu przelewac do tortownicy wysmarowanej maslem i posypanej tarta bulka.
Piec ok. 45 minut.
Po tym czasie ostroznie uchylic piekarnik, pomiedzy drzwi wlozyc drewniana lyzke i pozostawic sernik do ostygniecia.
Wtedy przygotowac polewe:

na parze rozpuscic 100 gr najlepszej gorzkiej czekolady (uzylam 70% Lindt)
z 4 czubatymi lyzkami masla(gestosc polewy zalezy od rodzaju uzytej czekolady i nalezy ja modyfikowac iloscia masla, do uzyskania pozadanej konsystencji)
Masa polewac sernik, mozna tez posypac siekanymi orzechami wloskimi.
Smacznego!

Przepis (nieznacznie zmodyfikowalam - dodajac brakujace smaki) jest zgodny z KPP.
Nie sadzilam, ze uda mi sie wiernie odtworzyc ten smak...a jednak.
Pierwszy kes i poczulam jakbym wrocila do czasow gdy mialam 5 lat...