Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowe odżywianie - idea i teoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowe odżywianie - idea i teoria. Pokaż wszystkie posty

2018/10/05

Jesień - poradnik użytkownika. Czyli jak podsycać wewnętrzne ciepło i naturalnie wzmacniać odporność.

Zaczyna się sezon jesiennych katarów i przeziębień i zewsząd „wypadają” cytrusy jako niby bogate źródło wit. C. 
Myślałam, że mit ten dawno już upadł, ale rozmawiając z różnymi osobami i przypadkowo wpadając na temat cytrusów i źródeł witaminy C ("wypij szklankę soku pomarańczowego" czy "dodaj cytrynę do herbaty") obserwując rynek (reklamy soku pomarańczowe, pitego codziennie jako źródło wit. C), widzę, że mit ten trzyma się mocno. A  nikt słówkiem nie napomknie o tym, że cytrusy mają właściwości wychładzające organizm, dlatego rosną i są spożywane w ciepłych krajach. Natura jest mądra. 
Chciałabym więc kilka słów w tej sprawie... 

Dużo witaminy C z rzeczy powszechnych i łatwo dostępnych dla każdego z warzywniaka czy swojego warzywnika ma poczciwa natka pietruszki: 180 mg na 100g (kocham i jem garściami niczym królik) 
Pigwa choć przepyszna tylko 15 mg/100g.
Brukselka też ma sporo (94mg/100g) oraz szpinak (64 mg/100g) jak i czerwona papryka (144mg/100g).
Czarna porzeczka również na się czym pochwalić (180-400mg/100g, ale najlepsza to tylko w sezonie chyba, że zrobi się sok lub przecier „na zimno”), owoce dzikiej róży natomiast biją wszystkich na głowę (1800mg/100g) jest jeszcze rokitnik (120-1100/100g w zależności od miejsca występowania). Jeszcze dereń (moja Babcia robi z niego nalewkę) 100-200mg/100g.
Na koniec ciekawostka, korzeń chrzanu jest również bogaty w wit. C (114mg/100g) i jeśli tylko uda mi się dostać świeży, trę sobie do słoiczka, jest o niebo lepszy niż ten sklepowy. 

Chrzan ponadto ma właściwości antybakteryjne i przeciwwirusowe, silniejsze nawet od czosnku. można zrobić zniego syrop na kaszel. tym samym sposobem jakim nasze babcie robiły syrop z cebuli.

I nie zapominajmy o naszym dobru narodowym, kiszonkach, które są przebogate w wit. C oraz najwspanialsze bakterie korzystne dla naszych jelit.

A dlaczego tak ważny jest stan jelit i co to ma wspólnego z naszą odpornością, pisałam już tutaj, polecając dwie bardzo ważne książki, które nadal gorąco polecam. 
Tego nie powie Wam lekarz ani farmaceuta, nie wspomni o tym żadna reklama, bo takie dbanie o odporność kosztuje grosze, jest proste i łatwo dostępne...i skuteczne

 Mam nawet pewną misję, by książki te przeczytało jak najwięcej osób, a potem przekazywało tę wiedzę dalej, innym.










Jeszcze pójdę za ciosem i w ramach jesiennych remediów słówko o napojach. 

O kawie zbożowej, gotowanej, pisałam już tutaj, więc wiecie. 
Herbata malinowa, to też każdy zna (czasem dodaję do niej plasterek imbiru).
Kolejna rzecz, którą zawsze mam w szafce, gdy kończy się lato, to kwiatostan lipy i owoc bzu czarnego. 
Kiedy przemarzniemy na spacerze czy nawet zimny dzień jakoś nas przechłodzi, po prostu potrzeba podnieść wewnętrzną energię. Dlatego tak ważne jesienią i zimą są ciepłe, gotowane posiłki, puchowa kurtka nie wystarczy, można być wychłodzonym wewnętrznie w nagrzanym domu i w puchowej kurtce, trzeba rozpalić w swoim wewnętrznym piecu. W tym celu szczególnie faworyzujemy potrawy duszone, pieczone, warzywne curry, wszelkie krupniki, kasze, gęste zupy jarzynowe, nawet nieco ostrzej przyprawione niż latem.
Lipę i bez parzę razem, w imbryku, popijam jak herbatę, a gdy ostygnie czy zostanie na drugi dzień - podgrzewam (dlatego dobrze sprawdzi się imbryk emaliowany, można postawić go na gaz). 

Jeśli macie jakieś sprawdzone napoje, mikstury na rozgrzanie, podzielcie się nimi w komentarzach.

Jeszcze jedna rzecz, ważna, mała ale ważna i prosta: w razie dużego przemarznięcia, czekania w deszczu i na wietrze na przystanku, kiedy stopy i dłonie lodowate, natychmiast po przyjściu do domu należy nagrzać wrzątku i przygotować gorącą kąpiel dla stóp, czajnik postawić obok i kiedy woda stygnie, dolewać gorącej. 
Położenie stóp na grzejniku nic nie da, a taka kąpiel plus pity jednocześnie napar z bzu z lipą, sprawią, że odzyskacie stracone ciepło wewnętrzne. 
Jeśli przemarznięcie i przewianie jest silne, moczenie stóp nawet może zatrzymać potencjalne przeziębienie. Duża dawka wit. C też wtedy nie zaszkodzi. Jak długo moczyć stopy? Aż poczujecie jak ciepło wędruje aż do czubka nosa i całych dłoni, a stopy wyjęte z wody na chwilę nie wychładzają się, ale „trzymają” ciepło. Wtedy stopy osuszyć, założyć cienkie bawełniane skarpetki i na to grube skarpety ze 100% wełny. 

No i zdrowia nam, tej jesieni i zimy! Byle do wiosny.

2013/03/25

Jagody goji, czyli "super foods".


Jagody Goji, chia (nasiona szałwii argentyńskiej) oraz spirulina, należą do tzw. grupy "super foods", czyli pokarmów niezwykle zdrowych, sprzyjających długowieczności, wzmacnianiu odporności, działających antyoksydacyjnie, listę dobroczynnych składników mają długą jak książka telefoniczna.
A mówiąc krótko: są dla nas super dobre i warto któreś z nich włączyć do codziennego menu.
Dziś jagody goji. Znacie, jecie, lubicie?

2010/05/03

Agawa. Syrop a nektar.




Coraz częściej dostaję pytania o różnice pomiędzy syropem a nektarem z agawy, dziś więc będzie o tych różnicach. I jeszcze krótko o samej agawie.
Agawa to meksykański kaktus, z którego pozyskuje się słodki sok, w pełni naturalny, o niskim indeksie glikemicznym. Następnie podgrzewa się go by zagęścić do konsystencji syropu. Syrop i nektar pozyskiwane są z tego samego soku, ale zagęszczane przez podgrzewanie w innej temp. stąd różnica w smaku, konsystencji i barwie.
Z reguły oba produkty różnią się nazwą. Nektar z agawy ("agave nectar") może też być nazywany surowym syropem z agawy ("raw agave syrup") lub surowym ciemnym syropem z agawy ("raw dark agave syrup") zdarza się też, że nazywa się po prostu syropem z agawy ("agave syrup"). Jeśli mamy przed sobą dwie butelki, bez trudu rozróżnimy, o który chodzi. Syrop, w butelce  jasno-złoty lub słomkowy, wylany na biały talerzyk jest niemal przezroczysty, rzadszy, rozlewa się szybciej. Nektar jest ciemno - bursztynowy, gęstszy, rozlewa się wolniej. Teraz smak.
Syrop z agawy jest bardzo delikatny w smaku, neutralny, nieco jak bardzo delikatny w smaku miód lub jasne karmelki, nie zmienia smaku napojów, potraw.
Nektar z agawy, w smaku intensywny, bardziej korzenny, jakby pikantniejszy, przypominający miód gryczany i nieco muscovado.
Smak nektaru, różni się też w zależności od jego producenta.
Oba mają niski indeks glikemiczny, więc polubią je osoby dbające o sylwetkę, te które lub np. alergię na miód. I syrop i nektar świetnie nadają się do słodzenia deserów, placków, naleśników, zup, sosów, herbaty, kawy, kompotu, ciast, budyniu itp. Oba są przepyszne.

2009/09/11

Fruktoza, stevia, agawa.

Dostaję sporo pytań o stevię, fruktozę i syrop z agawy, szczególnie od Mam kilkulatków a nawet mniejszych dzieci, które mają problem z przyswajaniem cukrów, wysokim poziomem cukru we krwi lub/ i historię cukrzycy w rodzinie a ich Mamy szukają alternatywnych źródeł słodyczy dla swoich maluchów.
Postanowiłam więc sprawdzić co to takiego ta stevia i " z czym to się je".

Stevia (Stevia Rebaudiana) to ni mniej ni więcej tylko zioło zwane "słodkim zielem", bardzo popularne w Brazylii i Paragwaju ( mniej więcej tak jak u nas nasza szałwia czy mięta). Znane tam od setek lat, a od ok. 40 lat niezwykle popularne w Japonii, ostatnio również w USA - prowadzono nad nią badania na kilku Uniwersytetach. W Europie stevia nie otrzymała atestu*** mimo, że po 15 latach obowiązkowych badań nie wykazała żadnych skutków ubocznych*. Kupić ją można w Polsce, pod postacią fludiu (koncentrat z liści stevii o najbardziej neutralnym smaku), soku (o posmaku drzewa sandałowego) czy suszonych liści. Ja wybrałam fluid, gdyż jest najbardziej neutralny w smaku. Stevia jest kilkaset razy słodsza od cukru (4-5 kropli osładza kubek herbaty), ma właściwości antybakteryjne jest bogata w naturalne olejki i substancje odżywcze*. Ma lekko mdławy posmak (jeśli próbować ją bez rozpuszczania w płynach), bardzo podobny do słodzika (choć jest w 100% naturalna), ale w przeciwieństwie do niego bezpieczna dla organizmu i dobrze znosi gotowanie, pieczenie etc. Indeks glikemiczny stevii to ok. 5.

W Polsce również znamy słodkie zioło i jest to nasza rodzima lukrecja, którą można dodawać w niewielkich ilościach do zaparzania herbaty czy gotowania kompotu a dostać ją można w każdym sklepie zielarskim. Ma specyficzny, lekko mdławy posmak.

Syrop z agawy to sok pozyskiwany z meksykańskiego kaktusa, ze specjalnej jego odmiany Agave tequilana oraz Agave Salmiana, zupełnie naturalny, przefiltrowany a następnie zagęszczony przez podgrzanie do konsystencji syropu. Jest doskonały niemalże do wszystkiego: sosów, zup, vinegrettów,  napoi, pieczenia ciast, ciasteczek, babeczek i innych wypieków, placków, polewania naleśników, herbaty, kawy kakao, kompotów.
Szczególnie polubią go dzieci, w smaku przypomina delikatny miód o posmaku naturalnych landrynek, jest pyszny, używam go na co dzień. Indeks glikemiczny wynosi 15.

Przy okazji słówko wyjaśnienia w sprawie fruktozy. Pojawiły się informacje, podwyższa poziom cholesterolu i powoduje tycie. Ja osobiście nie zauważyłam tego, postanowiłam jednak podrążyć sprawę i skontaktowałam się z Dominique Bertrand, konsultantką z ekipy Michela Montignac'a. Pani Bertrand odpowiedziała mi, iż  informacje te dotyczą fruktozy pozyskiwanej w Stanach Zjednoczonych, którą robi się tam ze skrobii kukurydzianej. Informację z jaką fruktozą mamy do czynienia można znaleźć u producenta, czasem znajduje się ona na opakowaniu. W moim polskim sklepie znalazłam dwa jej rodzaje: pierwsza sprowadzana Stanów, posiada informację, że pochodzi z zakładu zajmującej się przetwarzaniem kukurydzy (potwierdza to również polski producent) druga jest sprowadzana z Izraela i pozyskiwana z owoców cytrusowych o czym także dowiedziałam się od producenta. Indeks glikemiczny fruktozy wynosi 20.
Jeśli nie jesteśmy przekonani do fruktozy, lub nie znamy jej dokładnego pochodzenia, łatwo zastąpić ją syropem z agawy.

Każdy z wyżej wymienionych produktów można podawać dzieciom** Do codziennego użytku dla dzieci (słodzenie herbaty, kakao, kompotu, sosów, vinegrettów, polewanie placków, naleśników, klusek, pierożków, owsianki etc.) bardziej wskazany byłby syrop z agawy lub stevia, fruktoza zaś sporadycznie i z umiarem  - tylko tam gdzie nie da się jej zastąpić syropem z agawy np. robiąc karmel czy krem do tortu.
Ja używam ich zamiennie: do ciast (agawa), polewania placków, owsianki (agawa), przygotowywania karmelu (fruktoza), słodzenia napojów czy sosów (agawa).



Ten krótki wpis to mały "przerywnik", jeszcze nie wracam ale bardzo gorąco Was pozdrawiam! Oraz spieszę prażyć się w (jeszcze) gorącym (i wcale nie jesiennym) słońcu:)

* informacje z www.stevia.pl
** według ogólnie dostępnych informacji, jednak ka
żdy produkt wprowadzany do diety dziecka (szczególnie alergicznego), powinien być skonsultowany z pediatrą lub alergologiem
*** to się powoli zmienia, podobno w Niemczech i Anglii jest już w sprzedaży a w Holandii jest fabryka, która ją produkuje

2009/06/20

Napoje (nie tylko) poranne.


























Dostaję mnóstwo maili w sprawie napoju, o którym wspomniałam przy okazji przepisu na owsiankę, dlatego też postanowiłam w końcu zamieścić go.
Receptura napoi pochodzi bezpośrednio od lekarza Medycyny Chińskiej.
Konstrukcja napojów wzmacnia poszczególne organy, na które oddziałuje, dlatego też przestrzeganie kolejności smaków jest bezwględnie konieczne.
Brzmi skomplikowanie a jest bajecznie proste.
Wg Medycyny Chińskiej każdy organ posiada swój szczyt energetyczny tzn. przez określony czas w ciągu doby jego aktywność jest wzmożona. W tym właśnie czasie przeprowadza się terapie lub diagnozuje stan konkretnego organu obserwując objawy (np. podniesiony poziom cukru w godzinach aktywności trzustki - u cukrzyków, brak apetytu w godzinach aktywności żołądka czy śledziony świadczący o ich osłabieniu). Podanie leków, przeprowadzenie terapii (np. refleksoterapia, akupunktura) w szczycie energetycznym danego organu wtedy ma najlepsze działanie. Oczywiście, nie zawsze jest to możliwe, gdyż szczerze wątpię, aby ktoś wstawał między 3-5 rano by przeprowadzić terapię na płuca, lecz pozostaje reszta doby i warto to wykorzystać.
W tych konkretnych porach, konkretny organ ma szczytowe godziny aktywności i wtedy można (terapeutycznie) osiągnąć najwięcej.

Nie wolno zmieniać kolejności smaków. Podane składniki należy dodawać do siebie w podanej kolejności, wymieszać i pić póki ciepłe.
Napój można pić kilka razy dziennie, np. zamiast herbaty lub wymiennie z nią.
Ja piję jeden na czczo by "obudzić" żołądek i raz/ dwa w ciągu dnia.
Proporcje dowolne, wedle uznania.
Przykładowe proporcje to: pół szklanki wrzątku, pól szklanki zimnej wody, mała szczypta suszonego (lub 2-3 cienkie plasterki świeżego) imbiru, 1/2 łyżeczki miodu lub syropu z agawy, kilka/ kilkanaście kropli soku z cytryny.
Można podzielić proporcje na pół i pić pół porcji, można też półtorej porcji, wg uznania.
Imbir suszony można zastąpić świeżym. Radziłabym nie przekraczać ilości pół łyżeczki miodu na jeden napój (szczególnie przy piciu go kilka razy dziennie) i nie przesadzać z cytryną (max. pół łyżeczki na jedną porcję).
Miodu nie można zastąpić cukrem (nawet trzcinowym ani melasą) lecz syropem z agawy (w przypadku alergii na miód, zaburzeń w metabolizmie cukrów etc.)

Sam napój smakuje wyśmienicie. Myślę też, że polubią go dzieci, gdyż smakuje jak najlepsza lemoniada imbirowa:)
Polecam!

Procedura jest dziecinnie prosta:
1. Najpierw zerkamy na zegar, sprawdzając która aktualnie godzina.
2. Potem na "zegar organów" by sprawdzić, który organ jest "czynny".
3. Wtedy wybieramy odpowiedni do danej godziny/ organu napój.



"ZEGAR ORGANÓW"

5.00 - 7.00 - JELITO GRUBE
7.00 - 9.00 - ŻOŁĄDEK
9.00 - 11.00 - ŚLEDZIONA+TRZUSTKA
11.00 - 13.00 - SERCE
13.00 - 15.00 - JELITO CIENKIE
15.00 - 17.00 - PĘCHERZ MOCZOWY
17.00 - 19.00 - NERKI
19.00 - 21.00 - OSIERDZIE
21.00 - 23.00 - POTRÓJNY OGRZEWACZ
23.00 - 1.00 - PĘCHERZYK ŻÓŁCIOWY
1.00 - 3.00 - WĄTROBA
3.00 - 5.00 - PŁUCA


NAPOJE*


* Kliknij na napoje, aby zobaczyć/ wydrukować je w pełnym rozmiarze

2009/06/07

Cukier... nie krzepi!

Kilka tygodni temu wpadłam na bloga , który zmobilizował mnie aby w końcu napisać o tym, czego na moim blogu nie znajdziecie. O cukrze.
Blog, o którym mowa, bardzo obrazowo trafiając do wyobraźni, pokazuje jak niewiarygodne ilości cukru znajdują się w wielu produktach, które choćby z racji gabarytów nie powinny go w sobie tyle pomieścić (kostka cukru w łyżce keczupu Heinz'a, siedem kostek w malutkim kubeczku jogurtu owocowego!)
Jeśli już trafimy na tego bloga, nie sposób go zapomnieć, sam nagłówek daje wiele do myślenia
"Czy zjadłbyś stos szesnastu kostek cukru?".
Hmm, pomyślmy. "Jasne, że nie!" Odpowie większość. "Trzeba by być niespełna rozumu".
Niezupełnie, trzeba być tylko nieświadomym. Wspominałam już nie raz, że zawsze bacznie przyglądam się temu co wkładam do sklepowego kosza, że groszek czy fasolka w puszcze swą słodycz nie zawdzięczają warunkom w jakich rosły a producentowi, który im tej słodyczy dodał. Cukrem. Polecam lekturę etykiet produktów, które zwykle kupujecie, można się zdziwić. Po latach mam za sobą przegląd wszystkich (i mogę to powiedzieć z czystym sumieniem) artykułów spożywczych, które pojawiają się w prawie każdej kuchni, dlatego też wiem, że niemalże każdy z nich zawiera cukier (lub skrobię, jeśli cukier się nie pojawia), kwestia tylko czy wiemy ILE.
Na początku sprawdzanie etykiet, niosło ze sobą zdziwienie. Nie mogłam znaleźć niemalże niczego, co stanowiłoby podstawy kuchni i spiżarni, co nie zawierałoby cukru (lub skrobii). Gdy robimy zakupy, On mówi "może tu nie ma cukru?" i szuka w spisie składników z nadzieją w oku. Mi (po latach treningu) wyłowienie słowa cukier/ sugar na liście składników zajmuje nie więcej niż 3-4 sekundy;). Teraz już wiem, który przecier/ fasolka/ groszek jest niesłodzony, choć zdarzają się niespodzianki (kiedy np. ciecierzyca oznaczona "sugar free", jest faktycznie sugar free - brak cukru na liście składników - tylko w dużej puszce, podczas gdy już w małej puszce nie - etykieta jest identyczna z przodu, z tyłu, na liście składników jednak cukier się pojawia).
Więc kiedy następnym razem będziecie biec do odprawy paszportowej i zziajani chwycicie z lodówki lotniskowego barku sok pomarańczowy Minute Maid (bo to przecież sok, natura czyli "samo zdrowie", cukru w nim pewnie ze szczypta, dla smaku), który nie wiedzieć czemu pojawia się na każdym lotnisku, często jako jedyny sok, zastanówcie się czy chcecie wrzucić w siebie dwanaście (słownie: dwanaście!) kostek cukru. A kiedy pakujecie dziecku do szkoły/ przedszkola czekoladowe mleko Nesquik'a (bo to samo zdrowie, mleko to wapń -jeśli, ktoś w to jeszcze wierzy - a czekolada to magnez)to miejcie świadomość, że to "samo zdrowie" to czternaście i pół kostki cukru. Hmm.


Jednym z rekordzistów jest shake mleczny z McDonald's. Wiele osób kupuje go, bo "zdrowsze od hamburgerów, tylko napój"...a w nim dwadzieścia siedem kostek cukru (sic!).
Polecam zajrzenie na tę stronę oraz czytanie etykiet, na początek na tym, co znajduje się w Waszych kuchniach. Zaskoczenie gwarantowane. I nie chodzi tu tylko o produkty stricte słodkie, takie jak lody czy desery. Chodzi o niemal wszystko.

Jak już wcześniej wspominałam, powodem, dla którego cukier jest szkodliwy, nie jest tylko otyłość czy cukrzyca, choć to są sprawy poważne bo prowadzą do poważnych powikłań, ale powody mające inne skutki. Chciałabym je króciutko wytłumaczyć, aby to uczynić posłużę się słowami autorytetu w dziedzinie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej (której od lat jest wykładowcą) - Claude'a Diolosy:

"Pierwszym działaniem słodyczy jest wzmacnianie. Najpierw konieczne jest jednak wyjaśnienie, co rozumie się pod pojęciem “słodki”. Chodzi przede wszystkim o gotowane ziarna zbóż (jako należące do elementu Ziemi - smak słodki. Jednak w dalszej części wykładu Diolosa zauważa, ze każda cywilizacja miała swoje sposoby na przygotowanie zbóż oraz to, że nasza jest cywilizacją chleba. Ma jednak na myśli i mocno to podkreśla, że jest to chleb z mąki pełnoziarnistej - nieoczyszczonej- i tylko taki, oraz wszelkie kasze, również pełnoziarniste, nieoczyszczone i niepolerowane - przyp. Patrycja)
Słodycz nie ma natomiast nic wspólnego z białym rafinowanym cukrem, który z punktu widzenia chińskiej medycyny zaliczyć raczej trzeba do trucizn.[...]
Oczyszczony biały cukier charakteryzuje się silną energią wychładzającą. Z punktu widzenia medycyny chińskiej trudno taki cukier nazwać produktem żywnościowym. Raczej należałoby go określić jako produkt chemiczny, w zdecydowanej większości przypadków bardzo szkodliwy dla organizmu, gdyż silnie go zakwasza (a to obniża odporność) oraz poważnie osłabiający żywioł ziemi, czyli trzustkę i śledzionę. Ze swej natury biały cukier jest wyziębiający i wytwarzający wilgoć, przekształcającą się w śluz
(który osłabia organy, spowalnia ich funkcjonowanie, w rezultacie upośledza ich działanie - przyp. Patrycja). Jednym z nielicznych przypadków uzasadniających użycie takiego cukru jest słodzenie mocnej miętowej herbaty w klimacie bardzo gorącym i ekstremalnie suchym. Tak właśnie stosują go Arabowie na pustyni" *
Zamiast tego, Medycyna Chińska zaleca używanie (w ilościach rozsądnych i rozwagę w ich spożywaniu - co Diolosa podkreśla, gdyż wie, że Europejczycy i szczególnie Amerykanie mają problem ze słowem umiar): miodu, syropu trzcinowego (oraz cukru brązowego, trzcinowego, nierafinowanego), syropu klonowego, melasy (trzeba mieć na uwadze, że wszystkie one mają jednak wysoki lub bardzo wysoki indeks glikemiczny). Wręcz przeciwnie, nie liczyłabym, że ciastko/ ciasto nawet z mąki pełnoziarnistej, przygotowane wg zasad PP, ociekające miodem czy melasą ale zjadane regularnie, codziennie "pójdzie na zdrowie". Natomiast zjadane rzadziej i niezbyt przesadnie słodkie będzie w sam raz, a słodzone np. odrobiną syropu z agawy będzie właściwie nieszkodliwe.
Kwestia wyboru i umiaru.
Mogę śmiało powiedzieć, że życie bez cukru nie jest gorzkie. Wręcz przeciwnie. Szukajmy słodkiego smaku, nie rezygnujmy z niego. Ale koniecznie ze świadomością czym naprawdę on jest i który słodki jest tym właściwym.

P.S. Chciałam dodać coś jeszcze:
Zdaję sobie sprawę, że pewnie wywołam tym postem lawinę i znajdą się głosy różne ("oj, nie ma co przesadzać, cukier nie jest taki zły" itp.), ale jeśli choć jedna osoba dzięki temu spojrzy inaczej na sok, który kupuje dziecku, zamiast cukru zacznie słodzić herbatę odrobiną ksylitolu a ciasto upiecze na pełnej mące  czy choćby zacznie jeść/ kupować odrobinę bardziej świadomie... będę szczęśliwa:)


* Cytaty pochodzą z książki "Chiny, kuchnia, tajemnice medycyny" Claude'a Diolosy.
** zdjęcia pochodzą z blogu Sugarstacks, umieszczone za zgodą autora.

2008/11/09

Kuchnia Pięciu Przemian. Idea.

Bardzo długo zbierałam się do tego wpisu, gdyż Zasada Pięciu Przemian nie jest dla mnie tylko suchym frazesem. Razem z Medycyną Chińską oraz Ayurvedą uważam ją za fundament, który pozwala nie zagubić się w świecie fast foodu i nie daje ogłupić przez wszystko co pisze się i mówi na temat tzw. "zdrowego odżywiania".
Chciałam przekazać rzetelną informację, nie powierzchowną i łatwą do przełknięcia i...zapomnienia. Daleka jestem od stanowiska - "wiem, że to dość trudne, wiec wybierz sobie jedną rzecz, która ci się spodoba i też będzie dobrze". Niestety, nie działa to w ten sposób.

Wszystko co nas otacza (wiec i my sami) ma dwubiegunową naturę. Te dwa bieguny to jin i jang - są nierozdzielne, współzależne i nawzajem się uzupełniające. Tworzą parę jak kobieta i mężczyzna, niebo i ziemia, czerń i biel, pustka i pełnia, plus i minus, zimno i ciepło.
Jin i jang dotyczy również organizmu człowieka, dzieli organy wewnętrzne na narządy pełne (jin)- wątroba, serce, śledziona, płuca, nerki oraz puste (jang)- woreczek żółciowy, jelita, żołądek, pęcherz moczowy.
Narządy pełne przyswajają, przetwarzają i magazynują energię potrzebną do życia.
Narządy puste odpowiadają za trawienie i wydalanie oraz przekazują energię narządom jin.
Utrzymanie równowagi miedzy jin ijang jest kluczem do harmonii.
Pomaga w tym Zasada Pięciu Przemian(ZPP).

Zasada Pięciu Przemian nie jest żadną nowością, powstała wiele wieków temu z obserwacji przyrody i ludzkiego organizmu, charakteryzuje otoczenie i człowieka żyjącego w danym środowisku, określa pory, klimaty smaki i kolory.

Drzewo
Ogien
Ziemia
Metal
Woda

w teorii Pięciu Przemian symbolizują podstawowe elementy (żywioły).

Żywioły są uszeregowane w nastepującym porządku:

"Drzewo spalając daje Ogień
Ogien tworząc popiół daje początek Ziemi
Ziemia zawiera Metal
Metal daje początek Wodzie

Woda karmi Drzewo"

Nie można pominąć nawet jednego elementu bez zburzenia całego systemu.
Każdemu elementowi przyporządkowany jest odpowiedni smak, wynikający z natury pokarmu - bo nie oszukujmy się, wszystko co wkładamy do ust ma określoną energię.
Tak więc:
Drzewo to smak kwaśny
Ogień - gorzki
Ziemia- słodki
Metal - ostry
Woda
- słony
I tak np.:

kwaśny to kiszone ogórki, cytryny, pomarańcze, chleb pszenny, pszenica, natka pietruszki, jogurt, kwaśna śmietana, maślanka, biały ser

gorzki - kasza gryczana, kawa, tymianek, majeranek, rozmaryn

słodki - kasza jaglana, marchew, dynia, groch, ziemniaki, słodka papryka, buraki, morele, gruszki, maliny, rodzynki, banany, orzechy, kminek, wanilia, ryby słodkowodne, mleko, miód, oliwa, masło, jajka, majonez,cynamon

ostry - czosnek, por, cebula, chrzan, rzodkiewka, chili, imbir, ziele angielskie, liść laurowy, pieprz, kolendra, curry, kardamon

słony - soja, soczewica, orzeszki ziemne, sól, wegeta i "kostki rosołowe", proszek do pieczenia, ryby morskie, owoce morza, sos sojowy, tamari, miso

Zapamiętanie wszystkiego może stanowić przynajmniej na początku problem, ale są tabele, które grupują wszystkie pokarmy wg. smaków - i ja do nich zerkam, gdy nie jestem pewna lub nie pamiętam. Poza tym po jakimś czasie, zaczyna się rozumieć naturę większości pokarmów intuicyjnie.

Zasada PP (oprócz akupunktury, ziołolecznictwa) jest częścią medycyny chińskiej, która rozpatruje człowieka nie jako zbior elementów takich jak serce, mózg, wątroba, lecz jako całość. Nie tylko ciało ale i psychikę. Jak system naczyń połączonych, które mają na siebie wzajemne oddziaływanie.
Prosty przykład: czyż ze zdenerwowania, stresu, które należą do sfery emocji (nie ciała) nie boli nas żołądek, głowa lub nie pojawiają się dolegliwości jelitowe? Chyba tak, łatwo się przekonać obserwując studentów przed egzaminem.
Poznanie i umiejętne korzystanie z zasady PP, która jest niczym innym jak zrozumieniem i naśladowaniem cyklu natury (której jesteśmy częścią) sprawia nie tylko to, że nie płyniemy pod prad własnej siły życiowej, ale wzmacniamy ją.
Pożywienie przygotowane wg PP można porównać do dobrania odpowiedniego paliwa do odpowiedniego silnika. Np. jeśli jesteśmy diesel'em, to służy nam tylko ropa - na innym paliwie silnik zatrze się (przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie "nakarmiłby" diesela benzyną, prawda?) Ale na właściwym będzie "chodził" jak burza. I oto właśnie chodzi:)
Przyglądając się bliżej zasadom Pięciu Przemian okazuje się, że są one wyjątkowo logiczne.
Czyż korzystne jest jedzenie lodów i picie zimnych napojów zimą? Czy latem chodzimy w puchowej kurtce? Czy zupa z torebki jest naprawdę tak energetyczna jak ta gotowana na prawdziwym ogniu, z ziołami i warzywami? Czy jedzenie owoców cytrusowych, picie z nich soków (które w krajach tropikalnych sprawdzaja się, gdyż mają właściwości silnie wychładzające organizm) w naszym klimacie, szczególnie jesienią i zimą, jest racjonalne? Na to wszystko zwraca uwagę ZPP.
Przez lata korzystałam z ZPP okazjonalnie, byly okresy dłuższe, gdy tak gotowalam, były okresy sporadyczne. Na początku nie jest to łatwe, potrzeba też dojrzałosci i zrozumienia, nie tylko zasad ale i idei. Cierpliwości. Jak wszystko, co wartościowe, nie przychodzi od razu.
Ale naprawdę, JEST warte tego czasu.
Proponuję prosty eksperyment, który mi otworzył oczy, właściwie to zapalił mi wielki neon, rozjasniąjący mi wszelkie wątpliwości i sprawiający, że drogi moje i ZPP nie rozejdą się juz nigdy.
Pomyślcie czy jest coś, po zjedzeniu czego czujecie się źle, Wasz żołądek nie jest w stanie tego strawić?
Weźcie przepis, pogrupujcie wszystkie składniki wg przemian (smaków) i przygotujcie raz jeszcze, tym razem w kolejności PP, jesli trzeba dodając brakujące smaki.
Zaskoczenie gwarantowane!
Po pierwszym takim "odkryciu" nie mogłam się oprzeć i sprawdzałam kolejne i kolejne potrawy, przerabiając je wg PP. Zawsze działa.
Pomijam fakt, że dzieki ZPP czujemy sie świetnie jak nigdy wczesniej.
Czego i Wam życzę:)

Korzystałam z książek: "Gotowanie wg Pieciu Przemian" Barbary Temelie, "Kuchnia, Chiny, medycyna", Claude'a Diolosy, Anny Ciesielskiej "Filozofia zdrowia" (z której pochodzi cytat)