Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta i Ciasteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta i Ciasteczka. Pokaż wszystkie posty

2019/03/15

Topielec - łatwe ciasto drożdżowe.




Babcia piekła topielec prawie każdego tygodnia, jesienią i zimą, najczęściej w prodziżu. Ciasto na niedzielę po prostu musiało być. Puchate, pachnące masłem i wanilią.
To takie kojące, proste, domowe, ciasto, idealne do herbatki. 
Nigdzie w jej zeszycie nie znalazłam przepisu, a nie zdążyłam o niego zapytać. Ona piekła z pamięci, a ja odtwarzam je intuicyjnie, na podstawie jej proporcji i sposobu wykonania. 
Od siebie dodałam trochę przeciśniętych przez praskę ugotowanych ziemniaków (3 łyżki), które nadają ciastu wilgotności, nie miałam też w domu 50 g, a jedynie 30 g świeżych drożdży, dlatego mój placek nie jest tak wysoki, a może ona piekła z większej porcji...jednak pachnie i smakuje, prawie, tak jak jej...
Ciasto można przełożyć np. wiśniami z konfitury. 
Jest dobre nawet po kilku dniach od upieczenia.






Topielec - łatwe ciasto drożdżowe

2 jajka i 2 żółtka
50 g świeżych drożdży
1/2 szkl. mleka
150 g masła 
500 g mąki pszennej 
szczypta soli
3/4 szkl. cukru
kilka kropli ekstraktu z wanilii

Drożdże rozczynić z łyżeczką cukru, odrobiną ciepłego mleka i kilkoma łyżeczkami mąki. Odstawić do wyrośnięcia.
Masło rozpuścić w garnuszku, odstawić do przestygnięcia.
Mleko podgrzać.
Do miski wbić jajka i żółtka, ciepłe mleko, wyrośnięte drożdże, mąkę. Wyrabiać ręką, dodając, stopniowo, ciepłe masło. Ciasto uformować w kulę i włożyć do miski z zimną wodą na 10-15 min., do momentu aż wypłynie na powierzchnię.
Wtedy ciasto odsączyć z wody, przełożyć do miski, dodać sól i cukier i wyrobić do połączenia składników.
Ułożyć w foremce wysmarowanej masłem i obsypanej tartą bułką, odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. 
Wierzch wyrośniętego ciasta posmarować roztrzepanym białkiem.
Piec w 175st. C Ok 45 min. lub do suchego patyczka. 
Po upieczeniu i przestudzeniu posypać cukrem pudrem.

Smacznego!






2016/08/09

Gryczana antonówka. Szarlotka.



Lato piękne jak w kalejdoskopie, czasem smutne, piękne deszczem i mokrymi różami, ślimakami, które wędrują nie wiadomo dokąd, potem znów wybucha upałem, skokami mija mi jakoś za szybko.
Staram się chłonąć każdy dzień, łapać chwilę, zwyczajną, która mi się wymyka, po prostu być tu i teraz.
Starym składakiem Babci zjeżdżam codziennie kilometry: targ, sklepy, warzywniak, czy po prostu włoczę się ulicami, patrząc na psy i stare drzewa, światłocienie i niebo, które nieustannie zachwyca. Może trochę zbyt zachłannie próbując nasycić się tym latem na zapas.
A ono się zmienia. Szybko.
Jeszcze tak niedawno zajadaliśmy się czarnymi czereśniami, 5.90 zł za kg, już przemijają maliny i pojawiły się śliwki. Patrzę na to wszystko z jakąś słodko-gorzką poświatą, wszystko przemija tylko tu i teraz, ta chwila, łap ją, jedz ją, wąchaj.
Jak te jabłka, z drzew sąsiadów.
Jedni mają papierówki, drudzy antonówki, chętnie się dzielą: "sąsiedzie chcecie wiaderko jabłek?" Pyta Dziadka, sąsiad.
Dziadek pyta nas "czy chcemy jabłka".
Chcemy!, odpowiadamy chórem z Babcią.
Zawsze chcemy...
Te jabłka nie mają sobie równych, pachną jak stary zapomniany świat, trochę jak starodawne perfumy, żadne targowe jabłka nie pachną i smakują tak upojnie.
Stare drzewa, w starych ogrodach, niektóre zapomniane, ukochałabym je wszystkie, zamykając w szarlotkach, nie przesłodzonych, lekko kwaśnych, takich jak kiedyś...





Gryczana antonówka. Szarlotka. 

Nadzienie:
 1,5 kg antonówek
 1/2 szkl. ksylitolu lub brązowego cukru
 1 płaska łyżeczka cynamonu

Jabłka obrać i pokroić w ćwiartki, dodać ksylitol lub cukier, cynamon, dusić do miękkości,  jabłka nie powinny się rozgotować. Ostudzić.


Ciasto:
100 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę
1 żółtko
1/2 szkl. ksylitolu lub cukru
szczypta imbiru
szczypta soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej lub proszku do pieczenia
1 szkl. mąki pszennej jasnej (lub orkiszowej)
3/4 szkl. mąki gryczanej.

Wszystkie składniki wyrobić wyrobić ręcznie, aż powstaną okruszki.
Foremkę o wymiarach ok. 23x23cm wyłożyć pergaminem, na dno wyspać trochę więcej niż połowę ciasta, lekko docisnąć dłonią.
Foremkę i miskę z resztą ciasta wstawić na 15min. do lodówki, w tym czasie nagrzać piekarnik do 175st.C.
Schłodzony spód podpiec przez 10 min.
Na podpieczone ciasto wyłożyć jabłka, na wierzch wysypać resztę sypkiego, schłodzonego ciasta, piec ok. 45 min. Ciasto jest dość delikatne, dlatego też najlepiej nakładać je szeroką łopatką.

Smacznego!

2016/01/23

Dekadencki tort czekoladowo-kawowy.








Nie jestem zbytnio słodyczolubna, nie muszę codziennie zjeść czegoś słodkiego, czasem obywam się bez deseru przez całe tygodnie.
Raz na jakiś czas jednak, czy np. na specjalne okazje, lubię upiec coś wyjątkowego, naprawdę rozpustnego, jak ten wilgotny (dzięki dodatkowi maślanki), bardzo, bardzo czekoladowy tort z kawową nutą. 
Jest ciężki, konkretny, bardzo czekoladowy, wilgotny i nie da się go zjeść więcej niż kawałeczek na raz. Na długo zaspokaja ochotę na słodkie i czekoladę.
Przepis Iny Garten lekko zmodyfikowałam. Jest oczywiście bez cukru (którego od ponad dekady nie ma u mnie w kuchni), zamiast deserowej czekolady użyłam gorzkiej 70% (krem nieco rozrzedziłam kawą z wanilią, następnym razem dodam śmietanki kremówki), blaty dodatkowo nasączyłam kawą z wanilią i odrobiną spirytusu, dzięki czemu tort jest wilgotny i mięsisty.
To wykwintny i efektowny wypiek, z którym, jak przy każdym torcie, jest trochę pracy, ale warto.

Polecam!



Tort czekoladowy(Przepis Ina Garten/ Food and Wine)

BLATY:
1 3/4 szkl. mąki pszennej tortowej
1 1/2 szkl. ksylitolu lub fruktozy (w oryg. 2szkl. cikru)
3/4 szkl. kakao (użyłam surowego, nieprzetworzonego kakao)
2 łyżeczki sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
1 szkl. maślanki
1/2 szkl. oleju
2 duże jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (polecam domowy)
1 szkl. świeżo zaparzonej kawy

(uwagi: 1 szkl. amerykańska = 236ml)

Rozgrzać piekarnik do 180st. C
Foremkę o średnicy 23 cm wysmarować masłem, wyłożyć papierem, ponownie wysmarować masłem i lekko obsypać bułką tartą lub mąką, nadmiar wysypać.
W jednej misce wymieszać mąkę, kakao, wybrane słodzidło, sodę, sól i proszek.
W drugiej misce zmiksować jajka, z olejem, maślaną, wanilią.
Do miski z mąką, miksując na średnich obrotach, powoli wlewać miksturę z maślanką. Na koniec stopniowo wlewać kawę, wciąż miksując.
Masę przelać do foremki, piec ok 35-40 min., lub do suchego patyczka.
Po upieczeniu zostawić w foremce przez. 30 min., dopiero wtedy zdjąć obręcz, i wyjąć ciasto na kratkę, do całkowitego ostudzenia.

KREM:

170 g półsłodkiej lub deserowej czekolady, połamanej na kawałki
227g masła (1/2 funta) w temp. pokojowej
1 duże żółtko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (polecam domowy)
3/4 szkl. ksylitolu lub fruktozy zmielone na puder (w oryg. 1 szkl. cukru pudru)
1 łyżka kawy instant

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, odstawić do przestygnięcia.
Masło zmiksować na puch, dodać żółtko i wanilię, miksować minutę. Dodać wybrane słodzidło i miksować przez minutę. Kawę rozpuścić w 2 łyżeczkach gorącej wody i powoli dodawć do masy maślanej, wraz z rozpuszczoną czekoladą, do połączenia składników.

Ciasto podzielić ostrym nożem, na trzy części, przełożyć i udekorować kremem.
Odstawić w chłodne miejsce na ok. godzinę.
Kroić szerokim nożem, zanurzonym we wrzątku i wytartym papierowym ręcznikiem (przy każdym kawałku), wtedy każdy kawałek będzie miał idealne brzegi, a ciasto nie będzie się kruszyć.


Smacznego!



2015/07/13

Ciasto biszkoptowe z owocami lata.


Zaczęło się jakiś rok temu, a może wcześniej.

Te sterty ulotek, reklam, broszur, menu restauracji, w międzyczasie wybory lokalne ("głosuj na mnie!), referendum, sklepowe promocje, wyprzedaże i tony innych, równie "potrzebnych" informacji. Apogeum osiąga, kiedy wyjeżdża się na urlop i po powrocie podłoga w przedpokoju usłana jest jak kolorowy dywan, tak, że ledwo można drzwi otworzyć.

Za każdym razem, gdy zbieram ulotki z podłogi zadaję sobie to samo pytanie, "po co? czy to wszystko jest naprawdę potrzebne, czy te informacje warte są papieru na którym zostały wydrukowane? ja tego nie potrzebuję"

Podobną modę zauważam w spożywczakach czy nawet warzywniaku, jabłka, cukinie, pietruszki, marchewki, równiutko ofoliowane na tacce. Rozumiem delikatne owoce, maliny, brzoskwinie, jeżyny, ale korzeniowe warzywa? A jak się spóźnię i zabraknie pieczarek luzem, to stoję przed tymi w pudełku i naprawdę mam dylemat i ogarnia mnie smutek na ten nasz współczesny i "nowoczesny świat". Kolejne pudełko??

Kiedy to się stało, kiedy nastąpiła ta światowa przemiana, od kiedy to wszystko chcemy opakować w celofanik i położyć na tacce? Nigdy wcześniej, tak jak teraz (czy to w Irlandii, czy w Polsce w warzywniaku), nie muszę się tyle natłumaczyć, że nie, nie chcę papierowej torby, mam swoje bawełniane torby na zakupy. Kiedy wybieram jabłka czy warzywa luzem, przy kasie znów muszę tłumaczyć, że nie chcę by pakowano mi je oddzielnie w foliowy worek. Po to właśnie zabieram je luzem, by nie znosić plastiku do domu. 

Ale i tak nie zawsze to się udaje, choć człowiek bardzo się stara i tak nie jest tego w stanie całkowicie przeskoczyć i nie mam pretensji o opakowania po jogurcie, tego nie kupię luzem. Ale chciałabym móc kupować luzem wszystko co tylko się da i podziwiam tę rodzinę, które produkuje słoik (tak, jeden słoik) odpadów rocznie
Powie ktoś, "nie rozumiem w czym problem, jest przecież recykling". 

Oczywiście, jest i sortujemy wszystkie odpady, plastik i metal tu, szkło tu, papier i tektura tu. Pewnego jednak dnia stanęłam przed pojemnikiem do sortowania, popatrzyłam na tę górę wszystkiego i choć kupujemy i wybieramy naprawdę minimalistycznie, złapałam się za głowę, jak to możliwe produkować tyle wszystkiego? Ja wiem, że to wszystko się przetwarza i może to głupie, ale ja po prostu  n i e  c h c ę  być "producentem" takiej ilości, nie chcę wysyłać tego w świat, po prostu chciałabym skrócić tę drogę, nie dokładając tyle do globalnej góry śmieci. Bo jeśli ktoś widział zdjęcia łachy śmieci wielkości Manhattanu, dryfujące po oceanach, czy ryby z żołądkami pełnymi plastikowych zakrętek czy siatek po sześciopakach, to trochę się w ten recykling wątpi. Te śmieci gdzieś trafiają.
Czytałam ostatnio artykuły na temat uprawy oleju palmowego (który jest składnikiem nutelli czy popularnych tortilla chips) i to jak karczuje się lasy deszczowe, nie zważając na ich florę i faunę, jak wycina się te płuca świata do gołej ziemi, dla kremu czekoladowego i chipsów. Świetnie obrazuje to ten filmik

I rozmyślając o tym wszystkim (bo nie daje mi to spokoju) zadaję sobie głośno pytanie, "czy do tego doszło, że człowiek jest największym szkodnikiem tej planety?" 

Bo żadne inne stworzenie, nie niszczy jej bardziej niż człowiek, żadne inne nie szanuje jej tak mało, z głupoty, wygodnictwa i najczęściej - dla zysku. 
Jak inaczej można nazwać wycięcie parku, wykarczowanie pięknego starodrzewu, wokół osiedla mieszkaniowego...by postawić na tym miejscu supermarket?
Czy inaczej można nazwać opatentowanie nasion GMO i nazwanie ich swoją własnością, monopol na nasiona, który to drenuje i wyjaławia tę planetę na tak wielu płaszczyznach. ale i niszczy rodziny rolników zaangażowane w ich uprawę. Może jestem niezbyt rozgarnięta, ale wydawało mi się, że pomidory, kukurydza etc. nie należą do nikogo, dała je nam matka natura, są za darmo, dla każdego użytkownika tej planety i tylko człowiek mógł wpaść na to by patentować i czerpać korzyści z czegoś, czego nie stworzył.
Chwilę później natknęłam się na artykuł o opuszczonej wiosce rybackiej w Chinach, którą natura zagarnęła i wchłonęła, tak jakby człowiek pojawił się tam tylko na chwilę. Niesamowicie wyglądają domy porośnięte bluszczem i mchem. Bo może tego jeszcze nie rozumiemy, myśląc, że wszystko co na tej ziemi, należy do nas i możemy sobie tym do woli rozporządzać, niszczyć rzeki, lasy, wyjaławiać glebę, opryskami powodować masowe wymieranie pszczół, bez których nie przetrwamy chwili, ale to my tu jesteśmy tylko na chwilę, to wszystko do nas nie należy, my to tylko na chwilę pożyczamy. Świat z cały jego bogactwem natury, istniał  i radził sobie świetnie, zanim pojawił się na nim człowiek i będzie istniał gdy ludzi na nim nie będzie. Opuszczona, rybacka wioska w Chinach jest tego najlepszym przykładem, jeśli człowiek odejdzie, natura świetnie sobie bez niego poradzi, bluszcz pokryje wieżowce, mech wyjdzie z najdrobniejszej betonowej szczeliny, ptaki założą gniazda, pszczoły będą zapylać, a rzeki będą płynąć jak płynęły, tylko będą czystsze. To nie natura potrzebuje nas, tylko my jej.
Bardzo dobrze ilustruje to jeden z moich ulubionych cytatów - "Kiedy uschnie ostatnie drzewo, przestanie śpiewać ostatni ptak, a w rzece umrze ostatnia ryba, ludzie zrozumieją, że nie można jeść pieniędzy"...



Na osłodzenie tego trochę poważnego wywodu, zostawiam Wam przepis na biszkoptowe ciasto z owocami, bardzo łatwe i szybkie do przygotowania, tak łatwe, że można zaangażować w pieczenie dzieci. Gotowe w godzinę, łącznie ze zmywaniem po przygotowaniach.



Dobrego dnia!





Ciasto biszkopotowe z owocami|
Przepis Elizki, z książki "O jabłkach"
250g mąki pszennej
1 1/ 2 łyżeczki proszku do pieczenia
170g ksylitolu (lub cukru pudru)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub ziarenka z jednej małej laski wanili
2 jajka
100 ml mleka (dałam roślinne)
100 g masła, roztopionego i przestudzonego
3-4 garście owoców leśnych lub mieszanych (jagody, porzeczki, maliny, jeżyny, borówki), mogą być też mrożone (przed pieczeniem nie rozmrażać)
masło i bułka tarta, do wysmarowania foremki

Tortownicę o śr. 24 cm wysmarować masłem i obsypać tartą bułką.
Piekarnik nagrzać do temp. 180st.C.
Jajka utrzeć z ksylitolem lub cukrem i wanilią, na kogel-mogel.
Dodać masło, mleko i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Zmiksować do połączenia składników, przelać do tortownicy, posypać owocami. Piec 40-45min., do suchego patyczka.

Smacznego!










2015/04/20

Ciasto migdałowe z rabarbarem i wodą różaną.

Kiedy małymi kulkami ciasta, rozpłaszczonych między dłońmi w cienkie placuszki, wyklejałam dno foremki, pomyślałam, że to świetny przepis na zaangażowanie w pieczenie dzieci.
Ciasto wystarczy wymieszać łyżką, jest miękkie jak plastelina, nie trzeba specjalnej zręczności by pokryć nim dno foremki, można zrobić to jakkolwiek i tak efekt końcowy będzie doskonały.
Rustykalne, szybkie ciasto, z cierpko-słodkim rabarbarem, które na zapieczonych brzegach zamienia się w karmel, bardzo delikatnie pachnący wodą różaną.
Uwielbiam połączenie rabarbaru i wody różanej, tego ciężkiego, lepkiego zapachu, którym wypełnione były bajki o tysiącu i jednej nocy, tak smakuje rabarbar w odwróconym cieście z karmelizowanym rabarbarem i kardamonem. Uwielbiam ją też w zimnym rabarbarowym kompocie, gdzie woda różana jest chłodna, rześka, jak rosa, którą strzepuje się rano z zaspanych w ogrodzie róż.
Woda różana to trochę ruletka, zapach orientu, perfumy do jedzenia, trochę kicz, jednak dozując ją umiejętnie, bawiąc się nią, można trafić w ciekawe smakowe zakamarki.







Ciasto migdałowe z rabarbarem
przepis: Donna Hay, nieznacznie przeze mnie zmodyfikowany

250 g rabarbaru, drobno pokrojonego (dałam więcej ok 350g)
1/4 szkl. suszonej porzeczki (pominęłam)
1/3 szkl. / 60 g cukru kokosowego, ksylitolu lub brązowego cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii ((pominęłam, zamiast tego dodałam 2 łyżeczki wody różanej, aromat róży jest bardzo delikatny, można dodać więcej)
100 g masła, roztopionego
1/3 szkl./ 75 g ksylitolu lub drobnego cukru
1 szkl./ 150g jasnej mąki (pszennej, orkiszowej)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szkl./ 50 g zmielonych orzechów laskowych (użyłam mielonych migdałów/ mąki migdałowej)
1/4 szkl./ 60 ml mleka (użyłam roślinnego)
szczypta soli morskiej
szczypta mielonego imbiru

do podania: śmietanka kremówka i cukier puder do posypania (pominęłam)

Piekarnik nagrzać do 180st. C.
Foremkę o śr. 22cm wysmarować masłem i posypać bułką tartą.
Rabarbar drobno pokroić, posypać brązowym/ kokosowym cukrem, polać wanilią lub wodą różaną, wymieszać i odstawić.
Masło roztopić w rondelku.
Do mąki dodać roztopione masło, mleko, cukier, mielone migdały, imbir, sól, proszek do pieczenia, wymieszać łyżką (nie potrzeba miksera).
Ciasto podzielić na dwie części, połową wykleić dno foremki, wyłożyć rabarbar, wierzch wylepić pozostałym ciastem.
Piec 45-50 min.


Smacznego!



2014/12/11

Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami.

Powoli zbliża się świąteczny czas.
Nie mogę się go doczekać bardziej niż zwykle, gdyż w te święta będę gotować, piec, lepić, ramię w ramię z moją ukochaną Babcią!
Ten czas, myślę, to obieranie warzyw na sałatkę, czyszczenie śledzi, zmywanie, wyrabianie ciasta, znów zmywanie. Te prozaiczne czynności przygotowawcze, te podkuchenne niezbędności, małe, konieczne, nielubiane, żmudne... dla mnie są kwintesencją bycia razem (mam tu na myśli również codzienność).
Oczywiście, Wigilia, świąteczne dni, pięknie nakryty stół, na nim już wszystkie smakołyki w pełnej krasie, my wystrojeni i pachnący, to ważne, piękne chwile.
Ale.
Ale dla mnie to ta kuchenna krzątanina, te tysiące drobnych, zwykłych czynności, to esencja świąt, jak gęsty, ciemny, esencjonalny barszcz, bo wtedy dzieje się to, co ważne. To w tych zabieganych dniach, kiedy w kuchni spędzamy długie godziny, to tam i wtedy, pomiędzy rozbijaniem jajek, obieraniem, siekaniem, miksowaniem, lepieniem, mruczeniem radia, toczą się rozmowy.
Płyną wspomnienia. Wymieniają kulinarne poglądy. Milczy się wcale nie wymownie, milczy się będąc ze sobą w pełni.
I potem, gdy się odsapnie po kolejnym dniu, usiądzie w ciemnej już kuchni, przy herbatce, słucham kolejny raz o ciężkich zimach, jakie to dawniej bywały, przedzieraniu się przez gigantyczne zaspy z sankami, dobrym jedzeniu, pysznej kiełbasie, którą umiał robić jej brat, młodości, o świetnej fryzurze, którą wyczarowała przypadkowa fryzjerka, o wakacjach w Bułgarii i opaleniźnie jak czekoladka...
I czasem tylko patrzę na  jej profil, na piękne dłonie, jak nakręca włosy na wałki, na jej duże okulary, w których wydaje się jeszcze drobniejsza i bardziej krucha, czy stojąc w progu kuchni, niezauważona przez nikogo, obserwuję jej debatę z Dziadkiem, jak filtrują nalewkę z derenia (czy taka dobra? nie za słaba? może jeszcze dolać?) i czuję się po prostu przepełniona szczęściem.
Tyle mi wystarczy.





Zauważyłam też iż przepełniony szczęściem jest ten, kto skosztował tej krajanki piernikowej z marcepanem. Zalecałabym więc usilnie jej upieczenie, sam zapach świeżo zmielonych korzeni, masła topionego z miodem, działa bardzo terapeutycznie i jakoś tak, kojąco.
To chyba najłatwiejszy piernik pod słońcem: ciasto nie musi wcześniej dojrzewać, a gotowa jedynie zmięknąć przez kilka dni w szczelnie zamkniętej blaszanej puszce, stanie się wtedy mięciutkie i rozpływające się w ustach.
Taka puszeczka pachnąca marcepanem i korzeniami to wspaniały pomysł na jadalny prezent.

Polecam!




Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami
źródło przepisu: Bajaderka, forum CinCin
Ciasto:
3 1/3 szklanki mąki pszennej ( 1/2 szkl. mąki pszennej zastąpiłam żytnią razową)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka imbiru
po 1/2 łyżeczki zmielonej gałki muszkatałowej i zmielonych goździków
po 1/4 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu i zmielonego ziela angielskiego
szczypta soli
1/2 szklanki miodu
1 szklanka ksylitolu (lub cukru) - dałam 1/2 szkl.
1/2 kostki masła
1 jajko
drobno posiekane orzechy włoskie (dałam garść)
smażona skórka pomarańczowa (dałam dwie pełne łyżeczki) 

Do przełożenia: powidła śliwkowe i marcepan

Marcepan: 
225g pasty migdałowej* (dałam więcej, całość z poniższego przepisu, pasty było w sam raz)
1/2 szklanki ksylitolu (lub cukru) - dałam troszkę mniej
2 żółtka
1/3 szlanki mąki
1 łyżka mleka
po 1 łyżce soku pomarańczowego i cytrynowego
1 łyżeczka olejku migdałowego (dałam ekstrakt z gorzkich migdałów)

*Pasta migdałowa: 
1 1/2 szklanki migdałów bez skorki (lub gotowych mielonych migdałów)
1 1/2 szklanki ksylitolu zmielonego w młynku do kawy na puder (lub cukru pudru)
1 białko
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
szczypta soli
Zmielić migdały partiami w malakserze lub młynku do kawy, lub gotowe mielone migdały wymieszać z ksylitolowym "cukrem pudrem", następnie reszta składników i wyrobić na gładką masę. Schłodzić dobrze w lodówce, masa musi być zimna przed kolejną obróbką.

Przygotowanie marcepanu:
Pastę migdałową rozetrzeć z pudrem (cukrem lub ksylitolem, dodać pozostałe składniki i dobrze wymieszać.

Lukier koniakowy: 
1 szklanka cukru pudru (dałam ksylitol zmielony na puder, w młynku do kawy)
3 łyżki koniaku (dodałam również trochę soku z cytryny, koniak można w całości zastąpić sokiem z cytryny czy pomarańczy)

Rozgrzać piekarnik do temperatury 180st. C.
Mąkę przesiać z proszkiem, sodą i solą, dodać posiekane orzechy i skórkę.
Miód, ksylitol (lub cukier) i masło rozgrzać dość mocno (ale nie zagotować) w dużym rondlu, dodać przyprawy korzenne, wymieszać.
Dodawać stopniowo mąkę ciągle mieszając, aż ciasto zacznie odchodzić od ścianek rondla. 
Zdjąć z palnika i lekko przestudzic, dodać jajko i wymieszać.
Przełożyć ciasto na blat i lekko wyrobić podsypując mąką w razie konieczności.
Jeszcze ciepłe podzielić na dwie części - każdą rozwałkować na prostokąt wielkości rozmiarów blaszki. Przenieść jeden placek na blachę wyłożoną pergaminem (użyłam 36x25cm). Zostawiając 1/2 cm margines rozsmarować na cieście masę marcepanową, na marcepanie rozprowadzić równą warstwę powideł śliwkowych. Przykryć druga częścią ciasta, dobrze zlepić brzegi i piec około 25-30 minut.
Wyjąć z piekarnika, lekko przestudzić i jeszcze cieple polukrować. Zostawić odkryte na całą noc. Rano pokroić na małe kwadraciki, przechowywać w szczelnej puszce, w warstwach przełożonych pergaminem. Ciasto po upieczeniu będzie twarde, po ok. tygodniu leżakowania w puszce (może dojrzewać do kilku tygodni, w chłodnym miejscu), stanie się mięciutkie i rozpływające w ustach i z każdym kolejnym dniem będzie jeszcze lepsze. Zalecam schowanie jednej puszki przed zasięgiem domowników, by coś dotrwało do Świąt.

Smacznego!



2014/09/21

Szarlotka śliwkowa.

Ostatni tydzień lata był momentami piękniejszy niż sierpień.
A potem przyszła jesień, z mglistym i zimnym porankiem. Orzeźwiająca i nostalgiczna.
Też piękna.
Na łączce niedaleko domu uschły kwiaty koniczyny, grządki w ogródku zostały zagrabione, jakby symbolicznie podkreślając koniec lata, a ja dzięki uprzejmości sąsiadki, zbieram jabłka z jej ogrodu, gdzie ogromna, 65-letnia kosztela ugina się pod ciężarem owoców, o smaku, którego dziś już ze świecą szukać.


Bo z ogólnodostępnymi jabłkami, nowszych odmian, to mam tak: zjem, ale nie zachwycę się.
Tymczasem z tymi kosztelami mam tak, że na jednym poprzestać nie sposób, są w jakiś sposób uwodzące i każdy kęs jest czystą przyjemnością. Nie sposób się nimi znudzić!
A do tego są takie piękne. Po prostu doskonałe w swej "niedoskonałości".
Dostajemy, lub możemy zbierać, torby, worki wręcz jabłek, od tych, którzy mają stare jabłonie, ale nie dają rady ich przejeść/ przetworzyć, lub nie chcą ich przetwarzać. Cóż, gdybym miała to szczęście posiadać w ogrodzie taką kosztelkę, chyba wybudowałabym sobie pod nią szałas i codziennie dziękowała losowi, i naturze, za ten przywilej.
I, a jakże, dzieliła się tym szczęściem z innymi.
A więc góry jabłek.
Kosztele, malinówki, antonówki. W koszykach, pudełkach, skrzynkach, w sieni, kuchni i garażu. Jemy, gotujemy kompoty, zupę jabłkową (ach!), musy do słoików.
I na potęgę piekę ogromne blachy szarlotek, improwizując z rodzajami ciasta i nadzieniem.
Tym razem śliwkowa, bo cóż, węgierek też mamy zatrzęsienie.
Postanowiłam zrobić szarlotkę marzeń, czyli, cieniutkie, maślane ciasto i duuużo nadzienia, czy może być coś lepszego?


 


Szarlotka śliwkowa
Nadzienie:
2kg jabłek 
1 kg węgierek
1szkl. ksylitolu (lub cukru)
1 łyżeczka cynamonu

Śliwki wypestkować, jabłka obrać, pokroić jakkolwiek. Do garnka z owocami dodać cynamon i ksylitol (lub cukier), dusić do miękkości i zgęstnienia soku, odstawić.

Ciasto:
400 g mąki (pszennej, orkiszowej, wg uznania, można też dodać trochę mąki pełnoziarnistej)
200 g zimnego masła, pokrojonego w kosteczkę
150 g ksylitolu lub cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
szczypta soli
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Mąkę wymieszać, z proszkiem, dodać masło, ksylitol (lub cukier), sól, wanilię, by kawałeczki masła pokryły się mąką. Dodać jajko i wyrabiać palcami (lub przez jakieś 30sek-1min, w malakserze), zagnieść ciasto, podzielić na dwie części, każdą włożyć do plastikowej torebki i jedną schować do lodówki, drugą do zamrażarki, na ok. 30 min.


Blaszkę do ciasta o wym. 27x37cm, wysmarować masłem i wyłożyć pergaminem.
Ciasto z lodówki pokruszyć na dno, następnie wgnieść dłonią, i schować do lodówki na ok.15 min. Piekarnik nagrzać do 170st.C. Spód podpiec przez 10min.
Na podpieczone ciasto wyłożyć ostudzone nadzienie.
Z zamrażarki wyłożyć drugą część ciasta, zetrzeć drobno na tarce jarzynowej, lub mandolinie w plasterki (tak zrobiłam) i tak starte ciasto układać na owocowym nadzieniu.
Piec ok 45 min.
Upieczone ciasto kroić po zupełnym ostygnięciu, kawałki ciasta nakładać szeroką łopatką, jako że ciasto jest cieniutkie, z dużą ilością nadzienia.

Smacznego!




2014/08/14

Szarlotka owsiano-gryczana.

Ostatnio mam wielką ochotę na mąkę gryczaną, przepadam za tym smakiem, dodaję ją niemal do wszystkiego: naleśników, placków chleba, a ostatnio zachciało mi się szarlotki, z tym ziemisto-orzechowym posmakiem i koniecznie z płatkami owsianymi, czułam, że to będzie świetne połączenie. 
Chciałam maksymalnie uprościć jej przygotowanie i wszystkie składniki na spód i kruszonkę przygotowałam w malakserze. Ciasto wyszło wspaniałe, kruszonka sypka i smakująca jak ciepłe, owsiane ciasteczko. W testach organoleptycznych (czytaj: podaję ciasto i nie mówię z jakiej mąki jest robione) nie została wykryta mąka gryczana, za to ciasto bardzo smakowało i zebrało komplementy. Polecam, tym bardziej, że i na targu i u sąsiadów na drzewie widzę pełno antonówek. To świetny czas na szarlotki.





Szarlotka owsiano-gryczana
przepis zgodny z KPP

Nadzienie:
1,5kg jabłek
2 łyżki masła
1/3 szkl. ksylitolu lub brązowego cukru
1 łyżeczka cynamonu (mniej lub więcej - wg upodobania)
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
szczypta soli

Jabłka obrać i pokroić w 1cm kostkę, masło rozpuścić na patelni, dodać ksylitol lub cukier, smażyć, aż powstanie niezbyt gęsty karmel. Dodać cynamon, imbir, sól i pokrojone jabłka, dusić do miękkości, ostudzić.

Ciasto:
100 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę
1 żółtko
1/2 szkl.  ksylitolu lub cukru
szczypta imbiru
szczypta soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1szkl. płatków owsianych (lubię pełnoziarniste, nieoczyszczone, ale zwykłe czy górskie też będą w porządku)
3/4 szkl. mąki gryczanej

Płatki owsiane wsypać do malaksera i zmielić krótko, przez ok. 10-20sek., nie na proszek, tak żeby zostały grubsze kawałeczki (można zrobić to również blenderem ręcznym lub w młynku do kawy). Dodać, imbir, sól, sodę oczyszczoną, mąkę gryczaną, ksylitol lub cukier i zmiksować do wymieszania, 2-3sek. Dodać żółtko i masło, miksować do połączenia składników. Ciasto można też oczywiście wyrobić ręcznie, najpierw siekając nożem mąkę z masłem i resztą składników, potem wyrobić ręcznie, aż powstaną okruszki.
Foremkę o wymiarach ok 23x23cm wyłożyć pergaminem, na dno wyspać trochę więcej niż połowę ciasta, lekko docisnąć dłonią. Foremkę i malakser z resztą ciasta wstawić na 15min. do lodówki, w tym czasie nagrzać piekarnik do 175st.C
Na schłodzone ciasto wyłożyć jabłka, na wierzch wysypać resztę sypkiego ciasta, piec ok. 45 min. Ciasto jest dość delikatne, kruche, ale dobrze kroi się w kwadraty i nakłada szerokim nożem czy łopatką. Kruszonka smakuje jak sypkie owsiane ciasteczko. Pyszne jeszcze lekko ciepłe.

Smacznego!


2014/03/06

Ciasteczka kokosowe.


Obserwując ptaki, zastanawiam się ile z nas potrafi nazwać, rozpoznać choć kilka gatunków. 
A nazwę drzewa po kształcie liści? Czy jeszcze tego uczą w szkołach?
Byłoby świetnie jeśli tak. 
Takie nauki uważam za niezwykle przydatne. Także i takie, które uczą co, kiedy się sadzi i jak założyć własny warzywnik, taką wiedzę uważam, wspaniale byłoby wynieść ze szkoły.

Zrobiono badania, z których wynika, że ponoć  (nie tylko) dzieci rozpoznają kształt logo większości popularnych marek, kiedy wymaże się z nich napis, ale nie potrafią rozpoznać, po kształcie liści, popularnych gatunków drzew (możecie sami sprawdzić jak Wam pójdzie, tutaj). 
Za szczęściarzy uważam osoby, które mają w swojej okolicy lasek, zagajnik, jezioro, park, miejsce w którym można pospacerować, trochę się zgubić i podpatrzeć naturę. Podobno właśnie to ten czynnik, piękne warunki przyrodnicze w pobliżu domu, wpływa na długotrwałe poczucie szczęścia, spełnienia.
Myślę, że jest w tym wiele prawdy.

Aura za oknem wciąż chłodna, ale już coraz przyjemniej, powietrze mniej ostre, wspaniałe na spacer. W sam raz by ubrać się ciepło, wsunąć do kieszeni kokosowe ciasteczko, które skubać można gapiąc się na drzewa, spacerując po parku czy lesie.
Ciasteczka są niezwykłe łatwe i szybkie do przygotowania, z łatwością uformują te ciasteczka dzieci, które można zachęcić do ich przygotowania. Z masy wystarczy uformować kuleczki i ułożyć je na blasze. A potem tylko czekać, aż w domu zacznie upojnie pachnieć.





Ciasteczka kokosowe
z podanej ilości wychodzą dwie blachy ciasteczek
(przepis zgodny z KPP, źródło przepisu tutaj)

100 g miękkiego masła
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 1/2 szkl. wiórków koksowych
1/2 szkl. ksylitolu lub brązowego cukru
szczypta imbiru
szczypta soli
1 szkl. mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

Piekarnik nagrzać do 175st. C
Masło zmiksować z jajkiem, wanilią i ksylitolem (lub cukrem).
Dodać wiórki kokosowe, imbir, sól, i mąkę wymieszaną z proszkiem i sodą.
Zmiksować do połączenia składników.
Z gotowej masy urywać po kawałeczku ciasta i formować kuleczki wielkości orzecha włoskiego, układać na blasze, zachowując niewielkie odstępy.
Piec ok. 10-15min. Przechowywać w słoju lub puszce.

Smacznego!

2013/12/22

Makowiec na okrągło. Na ostatnią chwilę.


Nie masz dużo czasu, maszynki do mielenia maku, ale chcesz upiec makowiec na święta? 
Nie masz wprawy w zwijaniu tradycyjnego makowca, chcesz mieć pewność, że nie popęka i ładnie wyrośnie?
Ten przepis jest właśnie dla ciebie! 
Makowiec ekspresowy, bez przygotowywania rozczynu drożdżowego, z gotowej masy makowej, zwijany w wieniec, pieczony w tortownicy. Opis może wydawać się długi i przez to skomplikowany, ale nic bardziej mylnego: ciasto jest bardzo proste i szybkie do zrobienia, wystarczy tylko trzymać się przepisu, który przeprowadzi was po nim krok po kroku.
Makowiec wychodzi bardzo efektowny, wilgotny, pyszny i pięknie prezentuje się na stole.
Do zrobienia na ostatnią chwilę, nawet w Wigilię.

W tym cieście użyłam dwóch rodzajów mąk: jasnej, mocnej (chlebowej) i pełnoziarnistej, ciasto dzięki temu jest wspaniałe, bogatsze w smaku. Przy użyciu zwykłej mąki pszennej trzeba wziąć pod uwagę to, iż inaczej chłonie ona płyny i konieczne będzie zmniejszenie ilości mleka, w zależności od rodzaju mąki. Ciasto powinno być miękkie, elastyczne, ale nie przelewające się przez dłonie.

Makowiec na okrągło. Ekspresowy.
(przepis zgodny z KPP)

ciasto:
200 ml pełnotłustego mleka
60 g masła
300 g mąki pszennej mocnej (użyłam chlebowej)
100 g mąki pełnoziarnistej (drobnej pszennej lub orkiszowej)
1 op. drożdży instant
szczypta kurkumy
1 jajko
70 g ksylitolu lub cukru  + 1 czubata łyżka syropu z agawy lub płynnego miodu (koniecznie, nie pomijać)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub ziarenka z 1 małej lub 1/2 dużej laski wanilii
szczypta mielonego imbiru
szczypta soli

oraz: 
1 duża puszka masy makowej, 850g (użyłam masy Bakalland)
1 jajko, roztrzepane, do posmarowania ciasta

Mleko podgrzać z masłem, do roztopienia masła, nie gotować.
Do miski wsypać obie mąki, dodać drożdże, kurkumę, ksylitol lub cukier, agawę lub miód, dodać ciepłe mleko z masłem, jajko, imbir i sól.
Miksować na średnim biegu, aż ciasto zacznie odchodzić od ścianek miski i zacznie zwijać się w kulę. Ciasto wyłożyć na natłuszczony blat i krótko wyrobić natłuszczonymi dłońmi.
Ułożyć w lekko nasmarowanej olejem misce, miskę szczelnie przykryć folią lub zawinąć w foliową torebkę, odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 1- 2godz. (w zależności od temp. otoczenia, ciasto powinno prawie podwoić objętość).
Wyrośnięte ciasto, wyjąć na omączony blat, krótko wyrobić, następnie rozwałkować w prostokąt o grubości 2-3mm. Na rozwałkowanym cieście rozsmarować masę makową, ciasto zwinąć w rulon, końcówkę ciasta posmarować roztrzepanym jajkiem (reszta jajka będzie potrzebna do posmarowania wyrośniętego ciasta).
Rulon przełożyć na papier do pieczenia (tak będzie wygodniej go zwijać i przenosić do foremki), przeciąć go na pół, zostawiając na górze nierozcięty kawałek o długości ok. 5cm.
Powstaną dwa długie kawałki, złączone u góry.
Przeplatać je, tak jak plecie się warkocz ( z tym, że tu przeplatamy dwie części) tak by przecięcie z widoczną masą makową było na wierzchu.
Zapleciony rulon łączymy końcami, zakładając jedną pod drugą, powstanie okrągły wieniec, ułożony na pergaminie.
Tortownicę o śr. 28 cm, wysmarować masłem, rozpiąć obręcz, wyjąć dół. Przesuwając po blacie pergamin z makowym wieńcem, zsunąć go na spód tortownicy, jak na tacę.
Wieniec powinien znaleźć się po środku tortownicy. Zamknąć obręcz tortownicy, tak by pergamin wystawał poza obręcz, a boki tortownicy wyłożyć paskami pergaminu.
Ciasto odstawić do wyrastania w ciepłe miejsce na 1godz. Wyrośnięte posmarować roztrzepanym jajkiem. Piec 45-50 min. w 170st. C. Zdjąć obręcz, usunąć boczne paski pergaminu i zostawić makowiec na kratce do całkowitego ostygnięcia.

Smacznego!



2013/09/21

Maślano-śmietankowa tarta jabłkowa.




Tego lata, w największe upały, piekarnik omijałam szerokim łukiem, nie piekłam zbyt wiele.
Gdy nadchodzi jesień natomiast, mam ochotę piec i piec, wypróbować zaznaczane wcześniej przepisy i wymyślać nowe. Pomysły na słodkie bułeczki, chleby pączkują w mojej głowie i znajdą swoje ujście w zimnych, jesiennych wieczorach, spędzanych na pieczeniu, tak współgrającym z aurą za oknem.
Tymczasem jabłka, z cynamonem i kardamonem, w maślano-śmietankowej tarcie brzmią wspaniale. Bo bądźmy szczerzy, czy jest ktoś kto oprze się szarlotce, jabłecznikowi czy tarcie jabłkowej? Do herbatki, np. aromatycznego Earl Greya, na podwieczorek czy deser, będzie w sam raz.





Maślano-śmietankowa tarta jabłkowa

Ciasto:
(przepis i wykonanie lekko modyfikowane, autor Signe Johansen "Scandilicious baking")
110 g miękkiego masła
110 g ksylitolu lub brązowego cukru
1 średnie żółtko
75 ml słodkiej śmietanki (zaw. tł. ok 36%)
imbiru na czubku noża
1/4 łyżeczki soli
2 łyżeczki proszku do pieczenia
250 g mąki
szczypta kurkumy

Masło krótko utrzeć mikserem, na średnim biegu, z ksylitolem lub cukrem, dodać śmietankę, żółtko, imbir, sól i proszek do pieczenia. Gdy mada się połączy dodać mąkę i kurkumę, krótko zmiksować, aż stanie się gładka. Wyłożyć na blat, zagnieść formując walec, podzielić go na dwie części, mniej więcej 2/3 i 1/3, każdą włożyć między płaty folii (np. do dużej torebki foliowej) i rozpłaszczyć dłońmi, lub wałkiem, formując płaskie placuszki. Wstawić do lodówki na 1godz. W tym czasie przygotować nadzienie.

Nadzienie:
(przepis własny, zgodny z KPP)
ok. 1kg kwaskowych, twardych jabłek (u mnie wyszło mniej-więcej 1140g)
szczypta kurkumy
125 g ksylitolu lub brązowego cukru
35 g masła
1 łyżeczka cynamonu
50 g rodzynek
zawartość 4 łupinek kardamonu utartych w moździerzu
szczypta soli


Jabłka obrać ze skórki i zetrzeć na tarce, lub w malakserze, w plasterki.
Na dużej patelni roztopić masło, dodać cynamon, utarty kardamon, odrobinę soli, utarte jabłka, ksylitol lub cukier, małą szczyptę kurkumy. Dusić, co jakiś czas mieszając. Kiedy jabłka puszczą sok, dodać rodzynki. Dusić, aż jabłka zmiękną, a sok odparuje, odstawić do przestudzenia.

Gdy nadzienie jest gotowe, formę do tarty, o śr. ok. 23 cm (można w ciut większej, np. 26cm), wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Większy placuszek ciasta wyjąć z lodówki, zostawić na 3-4 minuty, żeby lekko zmiękło i rozwałkować (między dwoma kawałkami folii, w której się chłodziło) na grubość 3mm.
Zdjąć jedną warstwę folii, ciasto przełożyć do formy, zdjąć drugą warstwę folii, wyłożyć nią formę, delikatnie dociskając palcami, nadmiar ciasta wystającego poza boki tarty (jeśli zostanie, w zależności od wielkości foremki, wykorzystać je potem do przykrycia nadzienia) obciąć nożem, do poziomu foremki. Na ciasto wyłożyć przestudzone nadzienie, z lodówki wyjąć drugi, mniejszy placuszek, rozwałkować między dwoma kawałkami folii, wykrawać z niego foremką dowolne kształty (u mnie serduszka) i układać na nadzieniu. Posmarować roztrzepanym białkiem. Piec 60 min. w 170st. C. Studzić w foremce, na kratce.


Smacznego!

2013/06/28

Odwrócone ciasto z karmelizowanym rabarbarem i truskawkami, z kardamonem i wodą różaną.


"Czekając na lato" - tak można by podsumować to co się dzieje u mnie za oknem.
Przeprosiłam się ze swetrem i pod kocem pochłaniam kolejną książkę lub oglądam powtórkę "Rodziny Soprano".
Weekendowy wypad chyba też poczeka na lepszą pogodę.
Jeśli będziecie potrzebować jakieś ciacho do herbatki, na weekend, to mam dla Was coś pysznego. Do tego szybkiego i łatwego: ciasto będzie gotowe do pieczenia w czasie, w którym rozgrzewa się piekarnik. 
Zamiast rabarbaru mogą być same truskawki, albo morele lub mieszanka jabłek i gruszek.

Dobrego weekendu Wam życzę!



Odwrócone ciasto z karmelizowanym rabarbarem i truskawkami, 
z kardamonem i wodą różaną
(przepis zgodny z KPP)

Najpierw nastawić piekarnik na 170st. C. Gdy się nagrzeje, ciasto będzie gotowe do pieczenia.

Karmelizowane owoce:
3-4 łodygi rabarbaru
ok. 8 truskawek
3 łyżki ksylitolu lub brązowego cukru
3 łyżki masła (jeśli karmel będzie bardzo gęsty, można dodać jeszcze kawałeczek masła)
imbir, sól morska
ziarenka z 3szt. kardamonu, utarte w moździerzu
3 łyżeczki wody różanej

Ksylitol lub cukier rozpuścić powoli na patelni, uważać, żeby nie przypalić!
Dodać masło, kardamon, odrobinkę imbiru, soli morskiej. Gdy masło się rozpuści (jeśli karmel jest bardzo gęsty, można dodać jeszcze trochę masła) i całość zacznie lekko bulgotać, dodać rabarbar, truskawki, wymieszać i poddusić aż rabarbar i truskawki lekko zmiękną, pod koniec dodać wodę różaną, patelnię zdjąć z ognia i odstawić. 
Tortownicę o śr. 18-20cm, wysmarować masłem, wyłożyć papierem, boki papieru pozostawić poza tortownicą, boki tortownicy obsypać bułką tartą. Skarmelizowane owoce z karmelem przełożyć łyżką na dno tortownicy. Na patelni zostanie trochę karmelu z sokiem, który puściły owoce, można dodać do niego kilka łyżek słodkiej śmietanki kremówki (36%tł.), zagotować, przelać do dzbanuszka i taki karmelowy sos podać do ciasta.

Ciasto:
2 jajka
130g  miękkiego masła
1/2 szkl. (niepełne) ksylitolu lub brązowego cukru
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
imbiru na czubku noża
mała szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 pełna szklanka mąki pszennej, "z czubkiem"
2 czubate łyżeczki gęstego jogurtu naturalnego

Masło ubić z ksylitolem lub brązowym cukrem, aż stanie się puszyste.
Wciąż miksując dodawać po jednym jajku, imbir, sól, jogurt, proszek do pieczenia.
Dodać mąkę i miksować krótko, tylko do połączenia składników.
Ciasto wyłożyć na owoce, piec 45min. 
Po upieczenia odwrócić "do góry nogami", studzić na kratce. Pyszne jeszcze leciutko ciepłe. 
Podawać samo lub z powstałym sosem karmelowym, lub z kleksem kwaśnej śmietany.

Smacznego!