2019/09/12

Babciunio.



Wiele lat temu moja irlandzka sąsiadka powiedziała mi, że dopóki mamy Babcię, jesteśmy dziećmi. Nie ważne ile lat mamy, dla nich jesteśmy dziećmi, a kiedy odchodzą nagle doroślejemy i jest to twarde lądowanie. 
Zrozumiałam to lata później, że dopóki Ona jest, świat jest trochę jakby pod parasolem tej miłości i troski, tego „załóż sweter kiedy idziesz do piwnicy, jest mróz a tam zimno”...a ja zawszę czuję się trochę dziewczynką kiedy Ona na mnie patrzyła i kiedy wtulałam się w jej babciny sweter, pachnący ciepłem domu, dobrem, czułam Jej zapach który był jak najmilszy szal, kojący całe zło tego świata. 
Najgorsze jest to twarde lądowanie, to przejście w bezbabciny świat, w którym nie można potrzymać Jej za rękę, wtulić w zapach jej włosów, zwyczajnie  porozmawiać o wszystkim i niczym ani obcałować licznymi całusami na dzień dobry, które zawsze wywoływały Jej perlisty śmiech. Nie ma wspólnego gotowania, robienia Jej śniadań i ulubionych bułeczek, nie ma naszych rytuałów, oglądania targowych zakupów z aprobatą dla ładnych pomidorów, malin czy kwiatów.  Zostały liczne wspomnienia, przepiękne wspólne chwile, które wyciągam ze szkatułki  serca, kiedy smutno i samotnie bez Niej, mojej bratniej duszy. W tym 
miesiącu mija pół roku bez Niej.
Bez mojego najsłodszego Babciunio.





2019/09/09

„Miłość. Ścieżki do wolności" Nowa książka Agnieszki Maciąg.



Jestem po lekturze najnowszej książki Agnieszki Maciąg „Miłość. Ścieżki do wolności”.
Czytałam ją powoli, dając sobie czas na refleksje, przemyślenia i wchłonięcie reakcji, które we mnie wzbudziła. Jedno wiem z pewnością - ta książka jest niezwykła i cudownie wartościowa. Jednocześnie bardzo praktyczna, często cucąca, zadająca trudne pytania i dająca mądre wskazówki, jeśli tylko chcemy z nich czerpać.

Potrzebna bardzo nam, kobietom, wychowanym w modelu poprzednich pokoleń i wartościach, które ciężar naszej siły i wiary w siebie opierały na akceptacji widzianej w cudzych oczach, cudzych oczekiwaniach, poza nami samymi.
Książka przepełniona różnymi odcieniami miłości, ucząca akceptacji i kochania siebie samej, głęboko. Pokazująca drogę do prawdziwej wewnętrznej siły, spokoju, niezależnej od wyglądu, zamożności, statusu społecznego.
Zapadło mi z niej w głowę takie zdanie „Nie żyję po to aby spełniać cudze oczekiwania”.
Od siebie dodam jeszcze „nikt nie musi rozumieć i akceptować moich decyzji, wystarczy że ja wiem, że są dla mnie najlepszym wyborem”.
Bo jest taka niepisana presja rodzinna, kulturowa, że coś musimy, powinniśmy żyć tak, robić tak, że ciąży nad nami powinność, obowiązek by jako kobiety być takie czy siakie, wedle cudzego, społecznego, widzimisię.
Nic nie musimy, o ile to nie jest nasza w ł a s n a  decyzja. 

Bo nikt naszego życia w naszej skórze nie przeżył i żyć za nas nie będzie. Ważne to czuć, że idziemy we własnych butach, myśląc swoje myśli, a nie cudze ich projekcje. Tylko tyle i aż tyle...  

Dziewczęta, Kobitki moje, polecam tę książkę, gorąco, Waszej uwadze.



2019/09/05

Feta z ziołami marynowana w oliwie.



 

Jestem osobą, która ma taką przypadłość, że kiedy jej jakiś pomysł strzeli do głowy, to musi go spróbować zrealizować  n a t y c h m i a s t. 
Szczególnie, kiedy nowy pomysł jest w zasięgu ręki, bo mózg już szybciutko przeskanował półki, szafki i lodówkę i wiadomo, że ta kulinarna układanka składa się z aktualnie dostępnych w domostwie elementów.
Tak było z tą fetą, na którą przyszła mi ochota podczas oglądania "Przyjaciół".
Ni stąd ni zowąd przyszła mi do głowy taka myśl "a gdyby tak pokroić fetę w kostkę, dodać to i tamto, zalać oliwą i odstawić, to byłoby to pyszne". Wstałam, poszłam do kuchni i zrobiłam. 
Ledwo wyczekałam do dnia następnego, tak bardzo chciałam spróbować.
I niespodzianki nie było. Jest to pyszne, jest to śmiesznie łatwe i przygotowanie (oprócz czasu marynowania) trwa dosłownie trzy minuty. 
Rewelacyjne do wszystkiego - samo jako przekąska, do każdej praktycznie sałaty, do pokrojonych w bardzo grubą kostkę ogórków, pomidorów i cebulki, polane tą aromatyczną oliwą z płatkami czosnku i pomidorów. To się je samo!












FETA Z ZIOŁAMI, MARYNOWANA W OLIWIE

1 op. fety (200g)
2 ząbki czosnku
kilka suszonych pomidorów w oliwie
2 szczypty oregano
1 szczypta bazylii
suszona papryczka lub szczypta płatków chilli
oliwa z oliwek

Czosnek obrać, pokroić w plasterki, pomidory pokroić w kostkę, fetę pokroić w średnią kostkę.
W słoiku ułożyć fetę na przemian z czosnkiem i suszonymi pomidorami, warstwy posypać ziołami, zalać oliwą, zakręcić i odstawić w suche i chłodne miejsce. Następnie ćwiczyć cierpliwość, by nie zjeść wszystkiego od razu. Ser jest gotowy do zjedzenia na drugi dzień.

Smacznego!







2019/08/19

Trzy ważne książki, które powienien przeczytać każdy...kto ma ciało.





Lektury, które Wam tu przedstawiam, są to książki, które wywarły na mnie ogromny wpływ, bogate w dawkę wiedzy, którą mam na celu przekazać jak największej ilości osób. Jest to wiedza jeszcze niezbyt szeroko popularna w tzw "mainstreamie", choć zaczyna się silnie przebijać, jest poparta dowodami naukowymi, często zaskakująca, szokująca, lecz przede wszystkim fascynująca.
Tak jak my sami, nasz organizm, ciało i wszystkie procesy, które zachodzą w nas w każdej sekundzie życia. Są to książki, które warte są wydania absolutnie każdej i nawet ostatniej złotówki, gdyż to czego się z nich dowiecie, jest cenniejsze niż pieniądze i będzie procentować przez całe życie, dla Was, Waszych bliskich, będzie motorem do rozwoju. To nasza instrukcja obsługi, praktyczny poradnik użytkownika ciała i umysłu, po której lekturze wiele się zmieni, otworzy się ciekawe okienko do przemyśleń, czasem nawet rozważań filozoficznych.

Kiedy kilka lat temu przeczytałam "Historię wewnętrzną" naiwnie myślałam, że nic już w kwestii jelit i mikrobiomu mnie nie zaskoczy, kiedy to jakiś rok temu trafiłam na książkę "Cicha władza mikrobów", która owo pole poszerzała o wiedzę na temat mikrobioty, czyli flory bakteryjnej całego ciała. Ta książka rozpoczyna się jak powieść przygodowo - kryminalna i trzyma w napięciu do samego końca, po prostu nie chce się wypuścić jej z rąk. Obszerna wiedza jaka jest w niej zawarta dalece wykracza poza ramy pojęcia mikrobioty - mamy tam historię epidemiologi i bakteriologii, historię chorób XXI w., rozszerzenie wiedzy o jelitach, które to odkrywają coraz większą rolę w badaniach nad stanem naszego zdrowia.  Czy wiecie, że pożyteczne mikroorganizmy znajdują się prawie w każdym zakątku naszego ciała, inne w kąciakach ust, inne na języku, inne w pępku i na karku czy między placami stóp, i że są niewykle wyspecjalizowane niczym inżynierzy? I że bez nich praktycznie nie potrafimy funkcjonować?
Jakie mikroorganizmy biorą udział w porodzie naturalnym i jak wpływa na nie poród przez cięcie cesarskie, na dziecko i na matkę, w bardzo szerokim spektrum. Kiedy odkryto istnienie bakterii i ich przenoszenia? W jaki sposób dbać o mikrobiotę, nasz "złoty płaszcz ochronny", co ją uszkadza a co wzmacnia. Czy największe współczesne choroby cywilizaycjne połączone są z jakością mikrobioty, jeśli tak, w jaki sposób? Czy wiesz co antybiotyki mają wspólnego z tyciem i jakie inne czynniki na tycie wpływają, jak nasze sylwetki zmieniły się na przełomie ostatnich dwóch- trzech dekad i dlaczego? Jakie długotrwałe spektrum działania (oprócz leczniczego) posiadają antybiotyki? Czym karmią się dobre i złe bakterie jelitowe i jak to wpływa na nas? Prebiotyki, probiotyki - jakie paliwo dla naszych jelit?  Co to jest transplantacja flory jelitowej i czemu to służy? W jaki sposób zjadanie żywych bakterii może człowieka czynić szczęśliwszym? To tylko ułamek zagadnień jaki porusza ta arcyciekawa książka i uważam, że tak (jak i "Historia wewnętrzna") książka ta powinna być na liście lektur szkolnych. Z pewnością czytana byłaby łapczywie i z wielkim zainteresowaniem, przynosząc długofalowe korzyści, dużo ważniejsze niż znajomość budowy pantofelka.

Kolejna pozycja to książka "LEK", którą dostałam od koleżanki ze słowami, które luźno parafrazując brzmiały "ta książka to petarda, która wyrwie Cię z butów".
I nie myliła się, tylko nie wiedziałam, że to będzie aż taka bomba. Przeleżała swoje, bo jakoś nie mogłam się do niej zabrać, to gruba cegła o temacie dość kontrowersyjnym, często wyśmiewanym czy bagatelizowanym przez środowiska lekarskie, naukowe. A tutaj moimi szanowni Państwo, niespodzianka. Gdyż pozycja ta to udokumentowane, pond dwudziestoletnie, badania naukowe na temat placebo i to pod każdym kątem jaki można sobie tylko wyobrazić.
To nie tylko ta oklepana już "ślepa" tabletka, to potęga słowa, czynu, emocji, empatii. I to taka, że trzeba oczy ze zdumienia przecierać, bo pomimo świadomości, iż są to naukowe  b a d a n i a,  a nie domniemania, naprawdę czasem trudno uwierzyć, do czego zdolny jest ludzki umysł w zarządzaniu ciałem. Książka zbudowana jest na zasadzie gradacji doświadczeń - zaczyna się od przypadków najbardziej lekkich do przyswojenia, by w miarę dalszej lektury, przytaczać doświadczenia o jakich mi się nie śniło. Nasze ciało jest naprawdę zdolne, w wielu aspektach, do samonaprawy, wiele siedzi tylko w naszej głowie i od niej zależy, tylko jak ten przycisk wyzwolić by mogło się to wydarzyć, a jak, wszystkiego dowiecie się z tej książki. To lektura niezwykła, którą czasem trzeba przerwać by sobie to wszystko dobrze przyswoić, ułożyć. Na zachętę podam przykład z badań nad placebo w leczeniu choroby wysokościowej, które przeprowadzano w górach, na wysokości 3,5 tyś. km, w małym ośrodka badawczym we włoskich Alpach. "Chorobę wysokościową powoduje niedobór tlenu, im wyżej się swpinamy, to choć procentowa zawartość tlenu się nie zmienia, powietrze staje się rzadsze, przez co z każdym oddechem do naszych płuc trafia mniejsza ilość tlenu. Niedobór tlenu powoduje takie objawy jak nudności, zawroty i bóle głowy. Narciarzom udającym się na płaskowyż Rosa zaleca się aklimatyzację poprzez rozciągnięcie w czasie podróży na górę, na przykład rozłożenie jej na dwa dni. Ponieważ jednak Benedettiemu zależy na wykorzystaniu w sposób maksymalny wpływu wysokości na organizm człowieka, Davide przybył tu z położonego mniej więcej na poziomie morza Turynu w zaledwie trzy godziny. Davide zostaje podłączony do maseczki z tlenem, monitory urządzeń do których jest podłączony, pokazują, że jego krew powoli  wysyca się tlenem. Prowadzący badania nie zdradza jednak, że maseczka do niczego nie jest podłączona, a zbiorniczek jest pusty, Davide oddycha fałszywym tlenem". I to jest przykład działania placebo z tych najlżejszego kalibru, jaki znajduje się w tej książce, potem robi się coraz ciekawiej...


Ostatnia pozycja, to książka "Holistyczne ścieżki zdrowia", która dużo mi usystematyzowała, z wiedzy, którą już posiadam oraz wiele nauczyła. Ale może to dziwnie zabrzmi, poruszyła mnie i wzruszyła. Również, a może przede wszystkim, ze względu na ogromną dawkę humanizmu i takiej jasnej energii. Książka jest zapisem rozmów, które przeprowadziła Orina Krajewska (córka zmarłej na nowotwór Małgorzaty Braunek) z osobami przeróżnych specjalności, sław i autorytetów w swojej dziedzinie, a to co ich wszystkich łączy to próba odpowiedzi na pytanie - jak nas leczyć, jak dbać by zachować witalność i zdrowie, co i dlaczego jeść, jak udźwignąć psychicznie fakt poważnej choroby i często długiej walki z nią, jak zapobiegać chorobom, jak dbać o siebie holistycznie, o ciało, umysł, serce i duszę, bo ciało to tylko część nas, a umysł, mocje, uczucia, to ważna część tego procesu. To również arcyciekawe badania naukowe, kobitki czy wiedziałyście np. że utrzymanie prawidłowego poziomu selenu we krwi obniża ryzyko raka piersi o dwa-trzy razy? A dla raków pozasutkowych selen obniża to ryzyko o kilkadziesiat razy?
Ta książka jest czułym peanem na cześć dobrostanu człowieka, widzę w niej wielką dbałość by przekazać wiedzę w pigułce, w niezwykle szerokim spektrum, wiedzy osób wybitnych w swoich dziedzinach, z różnych środowisk naukowych i nie tylko, która to wiedza, uwaga, nie wyklucza się wzajemnie, ale w całości pracuje na naszą korzyść. Każdą z tych osób cechuje brak egoizmu, który to egoizm często wyklucza inne metody na rzecz tej jedynie słusznej, w imię zasady, że próbujmy wszystkiego by ratować życie i zdrowie,. Zacytuję na koniec  prof. dr hab. Jana Lubińskiego, jednego z najwynitniejszych genetyków onkologów
"Zakładam, że istnieją rzeczy niewytłumaczalne, poddaję się temu, ale jestem w stanie funkcjonować w częśći wytumaczalnej dla człowieka i jego racjonalnego umysłu"
 "To, że istnieją cuda, dla wielu osób może być krzepiące, prawda?"
"Tak, wiara czyni cuda"
"Naprawdę pan w to wierzy?"
"Widzę, że tak jest Jest tyle rzeczy niewytłumaczalnych, to nawet nie jest wiara, to wiedza. Myślę, że zwykła pokora i skromność człowieka narzucają takie podejście"

Ta książka to ewenement na skalę światową, takiej książki jeszcze na naszym rynku nie widziałam, to pozycja do której się wraca, studiuje ponownie.
Podam listę rozmówców, dodając tylko, że na końcu każdej z rozmów podana jest lista książek, które każdy z nich poleca, jako wartościowe rozwinięcie wywiadu, badania, praktykę ćwiczeń czy przepis.

Wprowadzenie do medycyny integralnej - rozmowa z lek. med. Elżbietą Dudzińską
Rola odżywiania, makrobiotyka na talerzu - rozmowa z Kornelią Westergaard
Potęga aktywności fizycznej - rozmowa z prof. Hiroakim Tanaką
Gdzie leży przyczyna? - rozmowa z dr. Preeti Agrawal
Medycyna konwencjonalna i medycyna alternatywna - rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem
Moc wewnętrznych komunikatów - rozmowa z Levaną Marshal
Cancer coaching czyli podręczny zestaw samopomocy - rozmowa z Anną Borzeszkowską
Geny i ich wpływ na nasze życie - rozmowa z prof. Janem Lubińskim
Tradycyjna medycyna chińska - rozmowa z prof. Li Jie
Historia zielarstwa, najważniejsze zioła zdrowotne - rozmowa z Franciszkiem Rucińskim
Medytacja i podróż w głąb siebie, zdrowie na poziomie duchowym - rozmowa z Andrzejem Krajewskim
Psychologia i duchowość - druga rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem





Jeśli wciąż zadajesz sobie pytanie "czy te książki są dla mnie, czy mnie zainteresują?" odpowiedź brzmi "jeśli posiadasz ciało, to TAK!". Są to również wspaniałe pomysły na podarunek, te książki to wyjątkowe perełki!

2019/05/27

Czyszczenie lodówki, czyli czemu „resztki” są najpyszniejsze.





Piątek, praktycznie pusta lodówka przed sobotnimi zakupami. 

Jem resztki, troszkę tego, garstka tamtego. Nic się nie marnuję. Tak lubię. 
Poza tym niedługo wyjeżdżamy i chcę wyczyścić lodówkę i zamrażarkę do zera. 
W lodówce pustki, a w zamrażarce mam tylko paczkę krewetek, trochę groszku i koperku. Krewetki idą na dzisiejszą kolację, groszek i koperek do marchewki z groszkiem, do kotletów mielonych. To nie to co moja Babcia, której oddzielna mała zamrażarka wyżywiłaby rodzinę przez miesiąc, bez konieczności odwiedzania sklepu. 
A było tam wszystko - szponder na rosół, truskawki na kompot, przeróżna zielenina (koperek, natka, seler), skrzydło indyka na krupnik, udko kurczaka na wywar, pierogi, kilka mielonych czy pudełko leczo, na awaryjny obiad, jagody i grzyby z lata, po świętach zdarzał się kawałek domowego pasztetu czy trochępierogów wigilijnych...Babcia była królową zapobiegliwości, gotowa na każdą okoliczność - niespodziewanych gości, "nie chce mi się gotować" lub kiedy zdrowie nie pozwalało.
 Czy u Was w domach też panowały takie zwyczaje? W moim kult pełnej zamrażarki trzymał się mocno i muszę przyznać, że w wielu sytuacjach taka porcja pierogów czy leczo ratuje awaryjną sytuację w postaci "głodni, a obiadu nie ma".

Tymczasem na talerzu, na liściach mini sałaty rzymskiej: hummus z ogórkiem kiszonym lub solo, niewidoczne na zdjęciu, ale pyszne - resztka tuńczyka z puszki, wymieszana z solą, odrobiną majonezu, balsamico i chilli powder hot (tabasco też się super sprawdzi), plasterki fety z pomidorkami, jajko na twardo ze srirachą i majonezem. I plaster halloumi, podrumieniony na odrobinie oliwy.










2019/05/22

Szparagi i bzy.




Z tym kojarzy mi się maj.
Jeszcze konwalie, które jako dziecko zbierałam prosto z naszego podwórka, porastały je obficie, jak pachnący dywan. Od wielu lat są dla mnie nieosiągalnym rarytasem, za którego zapachem niezwykle tęsknię. To taki retro zapach, jak frezje. Ktoś pamięta jak szalenie popularne były kiedyś frezje?
Mam ten upojny zapach gdzieś "pod powiekami", tak pachniały imieniny Babci, kiedy co roku  frezje stały w wielu wazonach, w pokoju unosiła się w powietrzu wręcz mgiełka tego zapachu. Zamierzam poszukać ich w kwiaciarni kiedy będę w Polsce, a to już niebawem.

Dziś mam dla Was coś, co roboczo nazywam "łąka na talerzu".
A pod łąką, oliwa, masło klarowane, chrupiące szparagi, pokruszona feta, same dobroci.
Niby proste rzeczy, ale to połączenie jest cudowne.
Choćby to było ostatnie danie jakie zrobicie w tym sezonie szparagowym, koniecznie przygotujcie właśnie je. Można dodać młode ziemniaczki gotowane w mundurkach.
Nie żałować koperku i masła. Ale to wiecie...



SZPARAGI Z FETĄ, JAJKIEM I KOPERKIEM
(porcja dla 1 os.)

1 pęczek szparagów
1 jajko
masło klarowane
oliwa z oliwek
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
ser feta
koperek


Szparagi umyć, odciąć końce, gotować na parze.
Pilnować by się nie przegotowały, mają być bardzo chrupkie.
W tym czasie posiekać koperek.
Na małej patelni rozgrzać oliwę, wbić jajko, gdy będzie prawie usmażone dodać kawałek masła klarowanego (tak, koniecznie, nie pomijać), tak by rozpłynęło się pod jajko.
Ugotowane szparagi wyłożyć na talerz, posypać obficie koperkiem, pokruszyć fetę, delikatnie wyłożyć jajko razem z tłuszczem na którym się smażyło.
Posypać solą i pieprzem i natychmiast podawać.


Smacznego!

2019/04/27

Sałata Cezara




Ubiegłoroczne lato upłynęło pod hasłem "sałata Cezara". No dostałam jakiegoś kota na jej punkcie.
Zajadałam się nią upojnie w cieniu orzecha, kiedy upał taki, że gotować nie ma sensu, a sałata starczy za cały obiad.
Co kilka dni uskuteczniałam rowerowe wyprawy do warzywniaka po świeżą sałatę rzymską, w lodówce czekał słoiczek sardeli w oliwie i ja żwawo ucierająca parmezan na najbardziej aromatyczny sos jaki przyszło mi jeść.
Nigdy specjalnie nie mierzę proporcji jogurtu i majonezu, tego pierwszego należy dodawać stopniowo i tylko do smaku, by zbalansować smak słodki i słony. Z sardelami bym nie szalała, mają intensywny, słony smak umami, który należy dawkować z umiarem. Jeszcze tylko utarty na pył parmezan wieńczy dzieła i już można chrupać polane tym sosem rześkie liście i słodkie jak wisienki pomidorki...



 SAŁATA CEZARA
 (porcja na 2os.)

1 mała sałata rzymska (lub liście z 1/2 dużej)
dwie garście rukoli (niekoniecznie, ale ja lubię)
ok. 10 szt. pomidorków koktajlowych
oliwa z oliwek
sól
świeżo mielony pieprz
parmezan
1 pojedyncza pierś kurczaka

sos:
3 fileciki anchois w oliwie
1 większy lub 2 małe ząbki i czosnku 

ok. 2 łyżek majonezu
ok. 2 łyżeczki jogurtu naturalnego (jeśli ktoś woli wersję bardziej hedonistyczną, pominąć jogurt, dodać więcej majonezu i trochę octu winnego)
ok. 2 łyżki drobniutko startego parmezanu
ok. 1/3-1/4 łyżeczki musztardy Dijon

Sałaty opłukać i osuszyć na durszlaku.

Do moździerza przecisnąć przez praskę czosnek, dodać posiekane fileciki anchois i utrzeć wszystko na gładką masę. 
Dodać majonez, musztardę, jogurt (do smaku, sos nie może być za kwaśny) oraz parmezan, wymieszać i spróbować czy nie trzeba zbalansować smaku kwaśnego (dodać więcej majonezu lub jogurtu/ octu). Odstawić.

Pierś kurczaka przekroić na dwa płaty, rozbić tłuczkiem, posypać solą i pieprzem, odstawić.

Kiedy kurczak się smaży, zetrzeć parmezan w płatki (ilość wedle uznania)

Jeśli pomidorki są większe, naciąć je na krzyż i zalać wrzątkiem, następnie zdjąć z nich skórkę (nie jest to konieczne, ale komfort jedzenia dużo przyjemniejszy) i przekroić na pół, jeśli są małe, pozostawić w całości

W dwóch miskach ułożyć liście sałaty i rukolę.

Piersi kurczaka usmażyć na oliwie, następnie zdjąć z patelni na deskę, pokroić na  mniejsze kawałki.

Na tę samą patelnię dolać trochę oliwy i podsmażyć pomidorki, powinny być podsmażone, ale pozostać w całości.

Usmażone piersi kurczaka ułożyć na sałacie, dodać pomidorki, całość polać sosem i posypać płatkami parmezanu. Podawać od razu.


Smacznego!







2019/03/15

Topielec - łatwe ciasto drożdżowe.




Babcia piekła topielec prawie każdego tygodnia, jesienią i zimą, najczęściej w prodziżu. Ciasto na niedzielę po prostu musiało być. Puchate, pachnące masłem i wanilią.
To takie kojące, proste, domowe, ciasto, idealne do herbatki. 
Nigdzie w jej zeszycie nie znalazłam przepisu, a nie zdążyłam o niego zapytać. Ona piekła z pamięci, a ja odtwarzam je intuicyjnie, na podstawie jej proporcji i sposobu wykonania. 
Od siebie dodałam trochę przeciśniętych przez praskę ugotowanych ziemniaków (3 łyżki), które nadają ciastu wilgotności, nie miałam też w domu 50 g, a jedynie 30 g świeżych drożdży, dlatego mój placek nie jest tak wysoki, a może ona piekła z większej porcji...jednak pachnie i smakuje, prawie, tak jak jej...
Ciasto można przełożyć np. wiśniami z konfitury. 
Jest dobre nawet po kilku dniach od upieczenia.






Topielec - łatwe ciasto drożdżowe

2 jajka i 2 żółtka
50 g świeżych drożdży
1/2 szkl. mleka
150 g masła 
500 g mąki pszennej 
szczypta soli
3/4 szkl. cukru
kilka kropli ekstraktu z wanilii

Drożdże rozczynić z łyżeczką cukru, odrobiną ciepłego mleka i kilkoma łyżeczkami mąki. Odstawić do wyrośnięcia.
Masło rozpuścić w garnuszku, odstawić do przestygnięcia.
Mleko podgrzać.
Do miski wbić jajka i żółtka, ciepłe mleko, wyrośnięte drożdże, mąkę. Wyrabiać ręką, dodając, stopniowo, ciepłe masło. Ciasto uformować w kulę i włożyć do miski z zimną wodą na 10-15 min., do momentu aż wypłynie na powierzchnię.
Wtedy ciasto odsączyć z wody, przełożyć do miski, dodać sól i cukier i wyrobić do połączenia składników.
Ułożyć w foremce wysmarowanej masłem i obsypanej tartą bułką, odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. 
Wierzch wyrośniętego ciasta posmarować roztrzepanym białkiem.
Piec w 175st. C Ok 45 min. lub do suchego patyczka. 
Po upieczeniu i przestudzeniu posypać cukrem pudrem.

Smacznego!






2018/12/18

Prezentownik 2018 - książki kucharskie.




Co roku dostaję pytania o moje rekomendacje dotyczące nowo wydanych książek kulinarnych, co zawsze z przyjemnością czynię. Z roku na rok zauważam ogromne zmiany na naszym rynku wydawniczym, nie musimy już czekać długie lata na tłumaczenia książek ulubionych autorów, teraz często polskie wydanie dzielą od światowej premiery dosłownie miesiące. Ten sezon wydawniczy obfituje w wiele apetycznych pozycji.

 To zaczynamy!









Ależ czekałam na tę książkę!
Jakieś 15 lat temu gotowałam namiętnie z „Wegetariańskiej kuchni włoskiej”, ucieszyłam się więc ogromnie, że Paola Gavin wydała kolejną książkę, tym razem o wegetariańskiej kuchni żydowskiej. „Hazana” to zbiór przepisów kuchni Żydów z całego świata (w tym i z Polski), opisująca korzenie potraw i połączenia między nimi (zależnie od rejonu ich występowania i przynależności do konkretnej społeczności żydowskiej) oraz tradycje świąt żydowskich nierozłącznie związane z konkretnymi daniami. Książka jest przepięknie wydana, okraszona apetycznymi zdjęciami, a ja w stylu gotowania i pisania autorki rozpoznaję to miłe uczucie spotkania się z dawno niewidzianym przyjacielem. Wiem, że będę z tej książki gotować bardzo, bardzo wiele dań.
Kilka przepisów, które wpadły mi od razu w oko to - kapusta faszerowana ryżem, ciecierzycą i rodzynkami, biała fasola w ostrym sosie z Afryki Północnej, słodkie placki z bakłażana, sałatka z buraków z chrzanem kwaśną śmietaną i koperkiem, rosyjski kapuśniak, ryż sefardyjski, musaka z cukinią i ziemniakami...i wiele innych. Książka ma czytelny podział na zupy, przystawki, warzywa, desery, makarony i pierogi, zboża, jaja i znajdziecie w niej 140 wegetariańskich przepisów.







Yotama Ottolenghi nie trzeba chyba przedstawiać nikomu, kto choć trochę interesuje się międzynarodową sceną kulinarną. To już ikona i gwarancja zachwytów,a  jego jedzenie jest piękne i zmysłowe. Człowiek, który na zawsze zmienił oblicze kuchni Bliskiego Wschodu, wprowadzając ją niejako do mainstreamu. Jego jedzeniu nie można się oprzeć, a jego styl gotowania ma wielu naśladowców.
On potrafi coś takiego w kuchni, że najpierw się wydaje "acha, no tak, takie proste, zwyczajne rzeczy" a potem doda to i tamto, połączy razem i tworzy się jakiś niewiarygodny mariaż, od którego kręci się w głowie.
Na pytanie "co mam ochotę ugotować z tej książki?" odpowiadam a b s o l u t n i e  WSZYSTKO.
Ale nie pozostawię Was bez apetizera, oto co ugotowałabym już, teraz, natychmiast - paluszki rybne z kokosową panierką, tacos z kotlecikami rybnymi, mango, jogurtem i kminem, brązowy ryż z rumianą cebulką i czarnym czosnkiem, gulasz z soczewic puy i bakłażana, puree z batatów z salsą limonkową, pieczony seler z oliwą i kolendrą, pasta fasolowa z muhammarą, brokuły gałązkowe z sosem czoskowym i fistaszkami, pieczony bakłażan z anchois (rany, jak ja kocham anchois!) i oregano, dorsz w ciecierzycy z harissą, gigli z ciecierzycą i za'atarem, papardelle z harisą (różaną!) czarnymi oliwkami i kaparami. Niech mi ktoś teraz powie, że nie jest głodny ;-)







Kasia i Zosia Pilitowskie, mama i córka, które prowadzą w Krakowie  bar śniadaniowy Ranny Ptaszek, napisały książkę o jajkach.
Jajkach pod każdą postacią i na różne sposoby. Przeplotły to wszystko opowieściami, anegdotkami członków rodziny i przyjaciół, a każda z nich, a jakże, z jajkiem w tle.
Ta książka jest inna, jest inna w warstwie językowej jak również wizualnej, co jest bardzo odświeżające i retro jednocześnie. Jest familiarna a zarazem kosmopolityczna. Trochę jak lekko nieostre czarno - białe fotografie z wakacji w Libii w latach 70-tych, w sztruksowych dzwonach i wielkich okularach, które zadziwiająco płynnie wpisują się we współczesność.
"JAJKO" ma w sobie coś takiego, nieuchwytnego, co trudno opisać.
To też domowe, ciepłe miejsce, gdzie można czuć się swobodnie chodząc potarganym i w ciepłych bamboszach. Czuję się tam trochę jak u siebie i mam ochotę wypróbować wiele z podanych w nim przepisów. Na pierwszy ognień pójdą: jajko po turecku, fuczki, jajka rekonwalescenta, kurdyjska jajecznica, placki z kalafiora, z jogurtem miętowym i czarnuszką, jerozolimski kalafior z jajkami.





"Miska szczęścia" to książka napisana przez psychodietetyczkę i miłośniczkę książek kulinarnych (która założyła nawet księgarnię z książkami wyłącznie kulinarnym) Laurę Osękę.
Koncept książki oscyluje wokół jednego naczynia  - miski, która jest synonimem przytulności i uniwersalności, jedzenia które koi i syci. Wszak w misce zjemy i zupę i makaron, sałatkę czy kaszę.
I taka właśnie jest kuchnia Laury, pełna kasz, warzyw, ciepłych zup i duszonych roślinnych potrawek, z niewielkim dodatkiem serów, jajek czy ryb. 
Niezwykle bogata w zioła i warzywa wszelakie, oparta absolutnie na sezonowości (potrawy podzielone są ze względu na pory roku) i naszych rodzimych warzywach i owocach. To kuchnia świeża, aromatyczna i lekka, i domowa, oparta na smakach dzieciństwa, i z lekkim twistem. Co bym z niej zjadła? Pieczony kalafior z kaszą, gulasz z selera, ziemniaków i fasoli, ziemniaki ze szpinakiem, miska z buraczkami i szparagami (oraz halloumi), wędzony pstrąg z burakami, miska lunchowa z pierwszą kiszoną, sałatka ze śledzia na słodko, placki ruskie, zapiekana brukselka, bigos z czerwonej kapusty (z fasolą), krem z pieczonych buraków z chrzanem,






Najnowsza książka królowej kuchni i zmysłowego jedzenia, Nigelli Lawson.
"Przy moim stole. Świętowanie codzienności" to esencja jej stylu gotowania - nonszalanckiego, prostego, kojącego jedzenia karmiącego wszystkie zmysły (jest masło, śmietana i wszystko co hedonistyczne). Na wskroś domowego, nie wymagającego specjalnych umiejętności, bo jak mawia Nigella "życie jest skomplikowane, ale gotowanie wcale nie musi takie być". Jedzenia, które jest nośnikiem historii i wspomnień, które spaja ludzi przy wspólnym stole, nie onieśmiela a otwiera. Potrawy w książce płyną bez wyraźnego nurtu i podziału, jak apetyt na smaki, które pojawiają się bez ładu i składu, ale za to jak życie toczy się swoim naturalnym i przypadkowym rytmem. Nie ma określonych ilości porcji, bo jak mawia autorka "szczodrość jest mi bliższa, bo jestem przekonana, że nas uszczęśliwia. I w kuchni i poza nią".
Jakże się z tym i ja zgadzam!
Z tej książki mam ochotę na: ryż z kurkumą, kardamonem i kminem, duszone warzywa po marokańsku, tłuczone ogórki z rzodkiewką, pikantna salsa z pieczonych warzyw, hummus z miso (sic!), kaczka pieczona ze skórką pomarańczową, imbirem i sosem sojowym, gulasz wieprzowy z suszonymi śliwkami, oliwkami i kaparami, łatwe lody truflowe, pudding toffee,












Samar Khanafer, znana z programu Masterchef wydała swoją drugą książkę "Szafran, mięta i kardamon". Samar to pół Libanka, pół Polka, która w swoim gotowaniu łączy tradycje dwóch kuchni, polskiej i libańskiej, które przeplatały się w jej domu rodzinnym, a potem ewoluowały w jej dorosłym życiu, w którym gotuje dla męża i ich malutkiej córeczki, Mii.
Filarem najnowszej książki Samar są zioła i przyprawy, które znamy bardzo dobrze i takie których używamy rzadziej, w nieoczywistych połączeniach.
Książka jest podzielona na działy - kolendra, kumin, mięta, tymianek, natka pietruszki, sumak, szafran, kardamon, cynamon, anyż, gałka muszkatołowa, wody kwiatowe - a każdy z nich zawiera przepisy na dania zawierające określone zioła lub przyprawy.
I tak, wybierając:
gałkę muszkatołową możecie zrobić: gulasz z soczewicy i szpinaku, coleslaw z brukselki, grillowaną sałatę rzymską z sosem tuńczykowym. sumak: wiosenny fattoush, ryba w pesto z sumaku, tatar rybny z sumakiem, natka pietruszki: pesto pietruszkowe, kafta drobiowa, mięta: surówka z białej kapusty, miętowa pasta z bobu, sałatka z bakłażanem i soczewicą, manouche z hummusem, pomidorkami i miętą, kumin: muhammara, kafta w sosie z daktyli i ciecierzycy, bliskowschodni coleslaw z kalafiora, krem z marchwi z harissą i chrupiącą ciecierzycą, brukselka pieczona w zielonej harissie, kolendra:
kafta rybna, makloubeh, pasta z pieczonej dyni, gratin ze słodkich ziemniaków z pistacjowym dukkah, krakersy z ciecierzycy z dukkah, daktylowy sos BBQ.
We wstępie znajduje się spis przepisów podstawowych na przyprawy, przetwory i sosy: np mieszankę siedmiu przypraw libańskich, ras el hanout, dukkah, taratour, kiszone cytryny oraz kalendarz sezonowości owoców i warzyw.






Bartek Kieżun, znany jako Krakowski Makaroniarz, to smakosz i erudyta, zakochany we Włoszech. Nie tylko jedzeniu, ale sztuce, tradycji, architekturze.
Książka ta, wizualnie, przypomina mi sentymentalne publikacje z lat 70-tych, trochę jak zdjęcia w sepii, o stylistyce nonszalanckiej, trochę retro, gdzie historia regionu i korzenie dania niezwykle silnie zaznaczają swoją obecność. Autor owszem, podróżuje by jeść, ale również, a może wszystkim, by patrzeć, chłonąć, słuchać, uczyć się. Książka podzielona jest na miasta/ miejsca, a każdy przepis okraszony jest historią, anegdotami i przyrzekam, sama nie wiem co smaczniejsze, danie czy poprzedzający je wstęp, który połyka się równie łakomie jak wyśmienite tiramisu.
A co by tu zjeść? Np.: torta di limone, porchetta, spaghetti alla carbonara (niby każdy wie, ale jednak o dobry przepis niełatwo), cacio e pepe (jw), pasta alla norma, raviolo con uovo, arancini, insalata polpo, peposo.

Na deser polecam wywiad z autorem, tutaj.