2026/05/01

Zupa miłości


Nie ma nic lepszego niż zupa, zupa to czysta miłość na talerzu, ona koi, otulą człowieka miłością poprzez ocieplenie centrum czyli żołądka. Mówi się, że deser pociesza, ale ja uważam, że to zupa tak naprawdę potrafi podnieść na duchu. W ogóle uważam, że my jako domowe kucharki jesteśmy pierwszymi lekarzami naszych rodzin, między innymi poprzez gotowanie zup.  Zawsze kiedy rozkłada mnie jakaś infekcja z gorączką, jak zwykle w takiej sytuacji nie chce się jeść i nawet dobrze przez pierwszą dobę się przegłodzić wtedy organizm nie traci energii na trawienie a na walkę z infekcją. W końcu jednak coś by się zjadło ale jedyne na co wtedy mogę patrzeć to biała bułka z masłem lub ryżanka z marchewką (taka ryżanko-marchwianka będzie też świetna przy grypie żołądkowej gdy brzuszek jest wyjątkowo wrażliwy) Jem taką zupę aż brzuszek nie nabierze ochoty na coś innego, co ma już więcej wyrazistości. Kiedy już dochodzę do siebie ale organizm nie jest gotowy na żadne klasyczne jedzenie, wszystko jest wciąż za ciężkie, za bardzo intensywne jak na wrażliwy po chorobie żołądek. Wtedy gotuję zupę miłości, jak ją nazwałam. Przez ostatnie lata ta zupa często przewijała się przez mój instagram, gotowałam ją regularnie, często pojawiały się pytania o przepis na nią, dziś więc się nim dzielę. To zupa miłości do brzuszka, jelit, całego ciała a nawet dusza tę miłość poczuje. To nadal bardzo lekkostrawna zupa, ale już bogatsza w smaki i aromaty niż zwykła ryżanka z marchwią, bo z dodatkiem indyjskich przypraw, troszkę podobna do kitchari. Może nawet służyć za detoks (choć nie jestem fanką tego słowa) zdarzało mi się jeść ją tydzień z rzędu na każdy posiłek, aż poczułam że wysyciła mi się ochota na takie postne jedzenie. To jest też taka zupa wiosenna bo można dorzucić młodą zieleninę, jaką lubicie. 

ZUPA MIŁOŚCI

3 łyżki ryżu basmati (opłukanego lub namoczonego przez noc)

1 średnia marchew starta na tarce jarzynowej 

1 duży liść jarmużu, porwany na malutkie kawałeczki 

1-2 strączki kardamonu 

2 szczypty kuminu

2 szczypty nasion kopru włoskiego 

malutki kawałeczek kory cynamonu (opcjonalnie)

1 szczypta kurkumy

1-2 plasterki drobniutko pokrojonego imbiru (można zetrzeć na tarce)

1 mała szczypta majeranku 

1 ziele ang

2 łyżeczki masła ghee

Sól do smaku (ja używam soli kamiennej)

masło do podania

W rondlu o grubym dnie rozgrzać ghee, dodać wszystkie przyprawy oprócz imbiru, mieszać aż przyprawy zaczną pachnieć, dodać ryż, mieszać około minuty. Zalać 1/2 l wody, dodać marchew, imbir, odrobinkę majeranku i sól do smaku. Gotować tak długo aż wszystkie składniki będą rozgotowane. Jeśli potrzeba doprawić wedle uznania, odrobina soli, kuminu czy imbiru. Zupa zgęstnieje na drugi dzień, można wtedy dodać trochę wody. Po podaniu na talerz dodaję do zupy plasterek masła. 

Ta zupa wiele przyjmie, zdarzało mi się dorzucać na ghee jeszcze 1-2 goździki, szczyptę nasion anyżu, czarnej gorczycy czy asafetydy na czubku noża, wtedy robi się jeszcze bardziej indyjska ale może też być zbyt bogata na wrażliwy żołądek. Trzeba dostosować przyprawy pod aktualne potrzeby żołądka i naprawdę można zrobić wiele jej wariantów na różne smakowe zachcianki. 

Smacznego!

Brak komentarzy: