2008/07/28

Czereśnie. Czekolada. Muffinki.




















Niesłychanie popularne na Wyspach.
Nigdy za nimi nie przepadałam, obchodziłam dookoła, obwąchiwałam nieufnie. Nie wyglądały zachęcająco. Dopóki nie trafiłam na ten przepis w jakimś kolorowym dodatku do weekendowej prasy. Czekał parę miesięcy, aż w końcu się zdecydowałam.
Przepis trochę zmodyfikowałam. Wychodzi 14 małych muffinek.
Puszystych, wilgotnych, w sam raz czekoladowych... no i te czereśnie:)
Użyłam mąki pszennej chlebowej, gdyż muffinki były dla mego Miłego, który mąkę razową znosi jedynie w szarlotce, racuchach i omlecie. Myślę jednak, że zyskają, gdy upiecze je się z mąki pszennej razowej lub mieszance zwykłej mąki z razową.
























Czekoladowo - czereśniowe muffinki

250 g mąki (użyłam pszennej chlebowej)
2 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki kakao
5 czubatych łyżek ksylitolu (lub cukru)
szczypta soli
100 g połamanej w drobniutkie kawałki gorzkiej czekolady (użyłam 70% Lindt)
180 g świezych czereśni lub ew. z puszki (w soku naturalnym) (moga byc tez ew. wisnie z kompotu)
1 jajko
100 g kwaśnej śmietany
175 ml mleka
75 g rozpuszczonego masła



Piec rozgrzać do 200C.
Mąkę, kakao przesiać do dużej miski. Dodać sol, ksylitol, wypestkowane i przepołowione czereśnie (jeśli z puszki - można dodać w całości) oraz pokruszona czekoladę.
Wszystko wymieszać, zrobić "studnię" w środku mikstury, do której wlać wcześniej roztrzepane jajko z mlekiem, śmietaną oraz masłem. Wymieszać dokładnie drewniana łyzką, niezbyt długo, tylko aby połączyć składniki.
Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, wypełnić masą.
Piec 12-15 minut lub do "suchego patyczka".

Smacznego!

2008/07/27

Krewetki. Ryz.





















Dzis jest leniwy dzien. Ani zimny ani goracy. Leniwy.
Jeden z takich, ktore spowalniaja a nie mobilizuja do wyjazdu za miasto.
Dzis nic sie nie chce. Ostatnia iskierka nadziei na wydostanie sie spod puszystego koca umarla w momencie, gdy okazalo sie ze w obu wypozyczalniach nie ma "Madagaskaru".
Dzis nie mam ochoty na dlugie stanie przy kuchni.
Labradford mruczy zachecajaco z glosnikow.
Wiec... krewetki, tak.
Szybko.
Pysznie.

Ryz smazony z krewetkami

200 gr ryzu basmati (ok. 1 szklanki)
180 gr (ok. 140 po rozmrozeniu) drobnych, obranych i ugotowanych mrozonych krewetek
2 garscie mrozonego groszku
1 czubata lyzka zmiazdzonego czosnku
2 lyzki tartego imbiru
4 lyzki bulionu warzywnego
1 jajko
1 lyzka oleju sezamowego
2 lyzki oleju z pestek winogron lub slonecznikowego
sol, swiezo mielony pieprz
kurkuma
1/2 limonki


Ryz gotujemy tak jak ryz z kardamonem (patrz: "Tajski patyk. Sataye") lecz bez dodatku kardamonu - jedynie z sola.

Na rozgrzany olej (najlepiej w woku, ale duza patelnia o cienkim dnie rowniez sie nada)z pestek winogron wrzucamy czosnek i imbir.
Gdy przyprawy zapachna dodajemy rozmrozone krewetki, smazymy pare minut na silnym ogniu. Wciaz mieszamy. Skrapiamy lekko sokiem z limonki, oproszamy szczypta kurkumy, dodajemy groszek, po chwili ryz. Nastepnie bulion. Smazyc wciaz mieszajac az bulion zupelnie wyparuje. Ponownie skrapiamy sokiem z limonki, mieszamy i oproszamy odrobinka kurkumy.
W miseczce roztrzepac jajko z olejem sezamowym, polac nim ryz, dokladnie wymieszac i smazyc do momentu, az ryz zacznie byc chrupki.
Doprawic swiezo mielonym pieprzem i sola.
Zdjac z ognia, sprobowac i ew. dosmaczyc sokiem z limonki.





















P.S. "Madagaskar" przegral. Z "Epoka Lodowcowa 2"
;)

2008/07/24

Razowiec
























Jest ci on!
Pan Chleb.
Chleb nad chleby.
RAZOWIEC.


Zastanawiam się, czemu nie nazwalam tego bloga "Bread&Butter", bo przecież tak naprawdę to moja slabosść codzienna, kawałek dobrego chleba z masłem.
Nie jakiegoś-tam-chleba-z-jakiegoś-tam-sklepu.
Chleba prawdziwego, intensywnego, pachnącego dobra, niepolerowaną maką, na zakwasie, smakującego...chlebem. A, nie podpieczona mdłą watą.
Takiego, po którego kromki skosztowaniu, właśnie z odrobiną masła, mylisz sobie - Tak! Życie jest piękne. A Ty czujesz się znów jak ten szkrab, któremu mama odkrajała pajdę świeżego, chrupiącego chleba przyniesionego prosto z piekarni.
Cóż, czasy się zmieniają, dorastanie boli, a rzeczy udają że są czymś innym niż są.
Choć gdyby zastanowić się nad tym glębiej, pragnienie moje nie jest takie nonsensowne.
Gdyż jak twierdzi Anthony Bourdain* wielcy kucharze, mistrzowie, ludzie którzy mogą wyczarowć sobie w kuchni wszystko czego tylko zapragną, zapytani przez niego co chcieliby zjeść na ostatni posiłek ich życia, najczęsciej wybierali coś prostego, domowego (lecz o nieprzeciętnej jakości rzecz jasna).
I tak, Ferran Adria - grillowane szparagi z oliwą i solą morsąa, Andre Soltner - maślane fettuccine z odrobiną foie gras...
Natomiast Jacques Pepin - dobry kawałek chleba i trochę dobrego masła.
Z czym w ZUPEŁNOSCI się zgadzam.
I takiego chleba powszedniego Wam życzę...


Żytni razowy ze słonecznikiem

Zaczyn:
50g zakwasu żytniego razowego
150g maki żytniej razowej (100%)
300g wody


Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, szczelnie przykryć i zostawić na 12-24 godziny.Po tym czasie zaczyn jest gotowy do użycia.

Ciasto właściwe:

320g zaczynu
280g wody
480g mąki żytniej razowej
10g soli (użyłam Maldon)
50g pestek słonecznika


Do zaczynu dodać wodę i dobrze wymieszać. Dodać mąkę, sól i ziarna.
Krótko (2-3min.) wyrobić dość luźne i lepkie ciasto.
Przełożyć do naoliwionej i wysypanej otrębami, przykryć naoliwioną folią i odstawić w ciepłe miejsce, do wyrośnięcia (ok.28st.C)
Gdy chleb wyrośnie 1/2 cm ponad foremkę, jego wierzch posmarować oliwą, włożyć do pieca nagrzanego do 210st.C, piec 15minut.
Po tym czasie temp. zmniejszyć do 190st.C i piec kolejne 40-45min.
Studzić na kratce ok. 10 godz., kroić po zupełnym ostygnięciu.

Przepis zmodyfikowałam, oryginalny znajduje się tu

* Anthony Bourdain's "Les Halles Cookbook"

2008/07/23

Tajski patyk. Sataye.


Oprocz tajskiego rosolu to drugi ulubiony przysmak, ktory pojawia sie na naszym stole dosc regularnie.
Tajskie mini szaszlyczki, czyli wlasnie sataye. Oprocz potrzeby skompletowania odpowiednich przypraw, sa naprawde malo klopotliwe w przygotowaniu.


Swietne zarowno na cieplo z kardamonowym ryzem (wersja obiadowa) jak i na zimno, tylko z salatka i sosami (imprezy).
Zabieralam je zimne na rozne spotkania, pikniki i zawsze blyskawicznie znikaly z polmiska. Wlasciwie, nie spotkalam nikogo, komu by nie smakowaly. Wyprobowalam wiele przepisow na marynate, zaden samodzielnie nie byl rewelacyjny.
Po wielokrotnych probach i bledach, ta marynata wydaje sie byc najlepsza.
Pare porad ulatwiajacych przygotowania: mieso najlepiej zamarynowac wieczorem i wstawic do lodowki. Moze tam lezakowac do 24 godzin.
Wlozenie imbiru do zamrazarki znacznie ulatwia jego tarcie. Naprawde znacznie:)
Przepis zgodny z KPP oraz MM.

Sataye
1 duza piers kurczaka
1 puszka gestego, tajskiego mleka kokosowego

Marynata do miesa:
2 lyzki mleka kokosowego
2 lyzeczki mielonej kolendry
pieprz
1 spory zabek czosnku
1 duza czerwona papryczka chilli (lub 2 male)
1 czubata lyzka startego imbiru
1 lyzka ciemnego sosu sojowego
sol
odrobina soku z limonki
1/3 lyzeczki kurkumy


Wszystkie skladniki marynaty wymieszac w podanej kolejnosci, nastepnie zmiksowac. Mieso pokroic w nieduza kostke, dokladnie wymieszac z marynata, wstawic do lodowki.
Nadziewac na patyczki do szaszlykow, smazyc luz grillowac.

Salatka
(zrodlo: archiwum wycinkow)

1 zielony ogorek, obrany pokrojony w kostke
1/2 czerwonej papryki, pokrojona w kostke
2-3 lyzki fruktozy (lub cukru)
1/2 cebuli (bialej lub czerwonej, wg uznania)
sol
3-4 lyzki octu z bialego wina
odrobina kurkumy

Wszystkie skladniki wymieszac w podanej kolejnosci, ocet dolewac stopniowo, probowac.
Salatka powinna byc slodko - kwasna, orzezwiajaca.
Najlepsza zaraz po przygotowaniu.

Sos orzechowy
(zrodlo: archiwum wycinkow)

1 prawie czubata lyzka masla z orzeszkow ziemnych
1-2 lyzki mleka kokosowego (tyle aby sos byl srednio gesty)
1 lyzeczka fruktozy (lub cukru)
1 plaska lyzeczka mielonej kolendry
1 plaska lyzeczka zielonej tajskiej pasty curry
1/2 lyzeczki sosu rybnego (Nam Pla)
1/2 lyzeczki pasty z tamaryndy


Wszystkie skladniki sosu wymieszac w podanej kolejnosci dokladnie na gladka mase trzepaczka do sosu.
Mozna przechowywac w zamknietym pojemniku, w lodowce do ok. 5 dni.


Slodki sos chilli
Wymieszac slodki sos chilli z taka iloscia mleka kokosowego aby powstal srednio gesty sos. Dodac ostrego sosu chilli wg uznania. Mozna przechowywac w zamknietym pojemniku, w lodowce ok. 7-9 dni.

Ryz z kardamonem

Ryz basmati plukac pod zimna, biezaca woda az woda bedzie zupelnie czysta.
Dodac 1 plaska lyzeczke mielonego zielonego kardamonu na kazde 1/2 szk. ryzu lub 4-5 duzych zmiazdzonych "straczkow" kardamonu. Zalac zimna woda 2cm powyzej poziomu ryzu, posolic.
Gotowac do momentu az bedzie lekko twardy, prawie dobry, ale jednak jeszcze surowawy (po paru razach naprawde widac to juz "na oko").
Garnek z ryzem szczelnie przykryc pokrywka, owinac kilkakrotnie grubsza scierka kuchenna, zawiazac brzegi (garnek powinien byc opatulony), odstawic na 10-15 minut.
W tym czasie mozna smazyc szaszlyki, przygotowac salatke a naprawde ryz po tym "odpoczynku" jest najlepszy: jedrny, bez odrobiny wilgoci, nieklejacy sie.
Jesli takiego ryzu ugotuje sie za duzo (co mi sie czesto zdarza), jest szybki i niezwykle pyszny sposob jak go wykorzystac na drugi dzien, lub nawet trzeci.
Wpadlam na niego przypadkiem gdy po ostatnim pikniku z satyami zostalo prawie cale jego pudelko.
Ryz polac olejem z pestek winogron (nie oliwa gdyz ma zbyt dominujacy smak), dodac troche majonezu (tylko do smaku), posypac srednio ostrym curry i swiezo mielonym pieprzem, dodac pol puszki czerwonej fasoli -lub cala, w zaleznosci ile ryzu nam zostalo(fasola w naturalnej zalewie, bez soli, cukru, przypraw), doprawic sola (czosnkowo - cebulowa bylaby najlepsza, ale zwykla sol morska rowniez bedzie dobra) , oraz ocet z bialego wina lub japonski ocet ryzowy i odrobinke tymianku. Dokladnie, delikatnie wymieszac aby nie zgniesc fasoli.
Smak jest zaskakujacy. Od tamtej pory przygotowuje te salatke zupelnie nie przypadkowo.

2008/07/22

Szpinak. Lekki lunch.




Ci, ktorzy choc troszke mnie znaja wiedza, ze na drugie imie mam Szpinak:)

Nastapila jednak pewna zmiana: nie jem juz szpinaku codziennie, jak dotychczas bywalo. Jadam go znacznie rzadziej, co nie znaczy, ze lubie mniej.
Penne ze szpinakiem i oliwa dluugo bylo moim ulubionym daniem kolacyjnym.
Usmazony ze smietana i pieprzem genialnie dopelnia smak grillowanej piersi kurczaka.
Tak, szpinak zdecydowanie zyskuje w ascetycznych polaczeniach.
Bedzie o nim pewnie jeszcze nie raz.
Tym razem szpinak swiezy, wersja uproszczona.
Mozna dodac platki parmezanu, pare krazkow czerwonej cebuli oraz cienkie plasterki usmazonej z sola i pieprzem piersi kurczaka - wtedy to solidniejszy posilek.
Lub jeszcze inaczej: na szpinaku ulozyc mini kulki mozarelli, rukole, pomidorki cherry, chrupiace kostki podsmazonego boczku.
W obu wariantach dressing pozostaje bez zmian.
Przepis zgodny z MM.



Lekka salata ze szpinakiem

Porcja na 1 osobe:
3 garscie mlodych lisci szpinaku
kilka pomidorkow koktajlowych
lyzka uprazonych na suchej patelni orzeszkow piniowych
sol, swiezo mielony czarny pieprz

Dressing:
2 lyzeczki oliwy
1 niepelna lyzeczka octu balsamicznego
1/2 zabka czosnku, zmiazdzonego
szczypta soli
1/3 lyzeczki musztardy Dijon
1/2 lyzeczki syropu z agawy lub plynnego miodu
1/3 lyzeczki suszonej bazylii lub lyzka swiezej, posiekanej


Szpinak dokladnie wyplukac, przebrac, oderwac ogonki, osuszyc papierowym recznikiem.
Pomidorki pokroic na cwiartki/polowki, ulozyc na szpinaku.
Oproszyc sola i pieprzem, wymieszac.
Wszystkie skladniki dressingu wlozyc do sloiczka (naprawde to jest najlepszy sposob), potrzasac energicznie przez pol minuty.
Dressingiem polac szpinak, delikatnie wymieszac. Calosc posypac prazonymi orzeszkami.

Jablka.Racuchy.





















Zupelnie inne, niz te, ktore pamietam z dziecinstwa, choc rownie pyszne.
Sa z maki pszenno-razowej, mielonej zarnami (pelnoziarnistej), oraz odtluszczonego kefiru, wiec wszyscy dbajacy o linie moga odetchnac z ulga.
Babcia zawsze powtarzala mi, ze z zadnej innej maki, jak tylko z lekkiej, bialej racuchy nie maja prawa sie udac. Hmm, Babciu? Udaja sie i to jak!
Nie sa oczywiscie takie jak te z maki oczyszczonej, ale mi smakuja bardziej. Tak jak szarlotka na kruchym ciescie razowym - raz sprobuje sie takiej i juz nie ma powrotu do tej na bialej mace - dla mnie jest zbyt mdla, bez wyrazu.
Ale o szarlotce innym razem, dzis racuchy.
Do ciasta na nie dodaje odrobine swiezo mielonego, czarnego pieprzu. Wiele osob pyta mnie, co to takiego sprawia, ze racuchy czy szarlotka maja taki smaczek... to wlasnie ta odrobina pieprzu.
Zapewniam, ze w takiej ilosci nie zdominuje slodkiego smaku a podkresli go.
Pieprz jednak nalezy wybrac starannie, probowac roznych gatunkow, nie kazdy nadaje sie do slodkich potraw.
Mam kilka ulubionych: jeden idelanie pasuje do indyjskiej kremowej zupy pieprzowo - soczewicowej z mlekiem kokosowym (tego nie nalezy mielic w mlynku tylko utluc w mozdzierzu), inny do deserow, jeszcze inny do salat i miesa.



Racuchy z jablkami
























1/2 kubka maki pszennej-razowej(mozna zastapic pszenna, wg uznania)
1/2 kubka maki razowej
1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
1/2 lyzeczki sody oczyszczonej
lyzeczka fruktozy (lub cukru)
szczypta soli
2-3 szczypty mielonego cynamonu
2-3 szczypty swiezo mielonego czarnego pieprzu
1 spora szczypta mielonego imbiru
1 szczypta kurkumy
1 jajko
maslanka lub kefir o zaw. tluszczu nie wiecj niz 1% a najlepiej odtłuszczone
2 twardze, soczyste jablka, takie jak na szarlotke (uzylam Granny Smith)
olej z pestek winogron lub slonecznikowy


Make wymieszac z soda, dodac kurkume, wymieszac.
Dodac jajka, fruktoze, cynamon, wymieszac. Dodac imbir, pieprz, wymieszac.
Na koniec sol, oraz proszek do pieczenia. Ciagle mieszajac dolewac kefir do uzyskania konsystencji troche gestszej niz ciasto nalesnikowe..
Dodac jablka pokrojone plasterki, wymieszac i oproszyc kurkuma. Ponownie wymieszac.
Po dodaniu jablek ciasto powinno byc dosc geste, nie moze sciekac z lyzki struzka - w razie potrzeby dodac odrobine maki (po jablkach a przed kurkuma).
Smazyc na niewielkiej ilosci oleju (nie ma potrzeby topienia racuchow w tluszczu, sa rownie pyszne i nie wymagaja lezakowania na papierowych recznikach).
Przepis zgodny z KPP.

AKTUALIZACJA, 29.09.2008:
Moja Babcia (nie bardzo lubiaca make razowa oraz stroniaca od przypraw w deserach) poczestowana przeze mnie racuchami, ktore smazylam przy okazji Dnia Jablka byla bardzo zaskoczona, kiedy powiedzialam jej ze sa w nich oprocz cynamonu i pieprz i imbir i ze cale one sa pelnoziarniste.
Popatrzyla na nie z niedowierzaniem i mowi: Wiesz? Ale one pyszne sa. Musze i ja takie smazyc.
Cala pozostalam w zdumieniu;)

2008/07/21

Po chinsku czyli slodko-kwasna wieprzowina



















Nie powiem pewnie nic odkrywczego, jesli przyznam sie, ze uwielbiam chinskie jedzenie... chinskie, tajskie, malezyjskie.
Wszystkie smaki tych kuchni przyciagaja mnie jak magnes opilki zelaza.
I o ile udalo mi sie poczuc jak w niebie w paru tajskich i malezyjskich restauracjach, o tyle kuchnia chinska "na miescie" zawsze mnie rozczarowywala.
Monstrualne ilosci soli, cukru, zageszczania wszystkiego skrobia (co sprawia, ze ma sie wrazenie, iz wszystko smakuje jak slono-mdly kisiel) powoduje, ze to co zapowiadalo kolacje marzen pozostawilo wrazenie glutaminianowego koszmaru.
Sa takie wieczory, kiedy spieszy nam sie na dobry film i chcemy tylko wyjac parujace danie z pudelka by skrocic ten czas oczekiwania... wtedy wlasnie "chinszczyzna" na wynos jest tym, na co mam ochote.
Coz, przekonalam sie, ze w tej kwestii moge jednak liczyc tylko na siebie;)
Posiadam setki przepisow z roznych, przypadkowych zrodel. Ten ktory dzis wykorzystalam pochodzi z programu BBC "Chinese Food Made Easy".
Przepisy sa faktycznie nie tylko "easy", ale pysznie lekkie i pelne
- nie przykrytych "polepszaczami" - smakow.
Przepis odrobine zmodyfikowalam, raczej technicznie niz skladnikowo.
Zamiast choi-sum mozna uzyc kapusty pekinskiej, wloskiej lub jakiejkolwiek jaka lubimy, nie rezygnowalabym z niej jednak, gdyz swietnie rownowazy smak calego dania.
Ryz jasminowy zamienilam na basmati, jest jedrniejszy i ma szlachetniejszy smak.
Zamiast wina ryzowego (ktorego nie mialam), dalam odrobine japonskiego octu ryzowego, co nie bylo najfortunniejszym posunieciem. To zreszta kwestia indywidualnych upodoban, mi w tym sosie brakowalo rownowagi pomiedzy slodkim a kwasnym, gdyz musialam go doslodzic.
Danie jednak jest pyszne i nijak nie da sie go porownac do tego, co do tej pory uwazalam za kuchnie chinska.
Smacznego!



Wieprzowina słodko- kwaśna
(przepis modyfikowany z BBC
Chinese Food Made Easy")

2 garscie prazonych, solonych orzeszkow ziemnych + dwie szczypty soli
kilka szczypt mielonego bialego pieprzu
1 lyzeczka suszonych platkow chilli
2 poledwiczki wieprzowe
ok. 3 lyzki stolowe oleju z orzeszkow ziemnych
fruktoza
kurkuma

Sos slodko - kwasny
1 (ok. 570 gr)puszka ananasa w soku naturalnym (bez cukru)
1 lyzka frukotzy
szczypta mielonego bialego pieprzu
jasny sos sojowy (dalam ciemny japonski)
3 lyzki stolowe swiezego soku z limonki
szczypta kurkumy


ryz basmati, ugotowany z kardamonem
(w nastepujacej kolejnosci:
ryz, kardamon, zimna woda, sol)
choi sum, lub wloska kapusta ugotowana na parze/zblanszowana
(kolejnosc przemian:
wrzatek, szczypta kminku, wloska kapusta,szczypta imbiru, sol/ sos sojowy, ew. szczypta szuszonej bazylii)



Do miski wsypac 2 szczypty kurkumy, 1/2 lyzeczki fruktozy, wymieszac.
Dodac chili i pieprz, wymieszac.
Dodac orzeszki ziemne i sol, wymieszac.
Wszystko zmielic,przelozyc do szerokiej miski, odstawic.
Poledwiczki rozbic na grubosc ok. 1,5 cm, pokroic w paski, obtoczyc w zmielonych orzeszkach, az mieso dokladnie sie nimi pokryje.
Rozgrzac w woku (lub duzej, glebokiej patelni) olej, smazyc mieso az zbrazowieje. Odstawic w cieple miejsce, zeby odpoczelo.
Ananasa wraz z sokiem zmiksowac z reszta skladnikow, dodajac je w podanej kolejnosci.
Przelozyc do woka/ patelni w ktorym znajduje sie mieso, gotowac pare minut na wolnym ogniu do momentu, az sos zgestnieje.
Podawac z ryzem i zblanszowana kapusta.
Rezygnacja z ryzu czyni to danie zgodne z MM.
Przepis zgodny z KPP.

2008/07/20

Czekolada

Mus czekoladowy. 
Mini tort czekoladowy, ze słonym karmelem.
Owsiane ciasteczka z czekoladą.
Pikantny mus czekoladowo-laskowy.
Suflet czekoladowy. I lody bazyliowe.
Śliwki w czekoladzie. 
Tiramisu
Trufle.

Ciasta



Bułeczki

Bułeczki z tahini.

Śniadania


Brioszki semolinowe maślano-waniliowe
Granola
Gryczane placuszki drożdżowe
Hummus z czerwonej soczewicy.
Keks migdałowo-gryczany
Naleśniki i naleśniki pełnoziarniste.
Omlet biszkoptowy
Owsianka
Pancakes gryczane z karmelizowanymi bananami i orzechami
Pasta z awokado i tuńczyka.
Pasta z awokado i sardynek.
Pasta jajeczna
Pasta z sardynek i twarogu. Awanturka.
Pasta z tuńczyka, z suszonymi pomidorami, tymiankiem i tabasco 
Pasztet sojowy. Pomidorowy.
Racuszki z twarożkiem.
Twarożek na słono i ostro, ze szczypiorkiem.

Linki

Polskie:

Zagraniczne:

Nie kulinarne, około kulinarne,
poniekąd fotograficzne:


Artykuł "Fotografia analogowa" w Monitor Magazine, styczeń/ marzec 2013
Felieton i przepis w magazynie kulinarnym KUKBUK (grudzień/ styczeń 2012/ 2013)
Magazyn Moda na Ślub, publikacja przepisów, dział kulinarny, wrzesień 2010
RTE Radio 1, The Tubridy Show, audycja "Food & Culture" 10.03 2010
Cykl "Blog tygodnia" na Gazeta.pl, dział Ugotuj to, 08.02.2010
Publikacja artykułu "Ciemna strona mleka" w magazynie Spa Houses, luty 2010
Publikacja artykułu "Kuchnia Pięciu Przemian" w magazynie Spa Houses, styczeń 2010
Artykuł "Kuchnia internetowa" na portalu iWoman, grudzień 2009
Artykuł "Blogi smak" w Magazynie Twój Styl, maj 2009

2008/07/19

Truskawki. Chłodnik.























Tak się złożyło, że narodziny Trufli przypadły na sezon truskawkowy i mój pobyt w Polsce. Kocham truskawki miłością ślepą! Tęsknię za nimi już odkąd zaczyna się na nie sezon przeczuwając rychły jego koniec i kolejny rok czekania. Truskawki w grudniu to juz nie-to-sa-mo. Może jeszcze zamrożone latem, z których robię mus, przyprawiają o lekkie drżenie, które na chwilę daje nam złudzenie, iż za oknem ogród pachnie upałem.
Truskawki na Wyspach nawet w sezonie nie mają ani szczypty tego smaku i uroku jakie posiadają polskie, zgodzi się ze mną każdy, kto miał nieprzyjemność kosztować tych pierwszych i rozkosz smakowania tych drugich (szczególnie zrywanych prosto z krzaka w ogrodzie dziadków, dzieciństwo zdecydowanie ma smak truskawkowy).
Klasyczne połączenie ze śmietaną zna każdy. Durszlak truskawek + miseczka smietany i odpływałyśmy z D. na długie chwile;) Miksowane z zimnym kefirem i słodzikiem orzeźwiają.
Posypane świeżo mielonym pieprzem i pokropione balsamico zaskakują: pasują zarówno do lodów waniliowych jak i mięsa z grilla ( wtedy należy dodać do nich bardzo dojrzałych pomidorków cherry, pokropić balsamico z najlepszą oliwą extra virgin i ew. dosmaczyć miodem gryczanym i świeżą bazylią).
Przełożone plastrami bardzo zimnego białego sera, polane musem ( sporą garść truskawek + ew. taka sama ilość borówek miksujemy z kopiastą łyżką śmietany/ gęstego jogurtu, dosładzamy czym kto lubi: ciemnym miodem,fruktozą oraz kroplą esencji waniliowej)zdecydowanie umilają upalny podwieczorek w cieniu orzecha.
Jednak moim zdecydowanym faworytem jest chłodnik truskawkowy, smak mojego dzieciństwa, od lat niezmienny.

Chłodnik truskawkowy

30 dkg(lub nieco więcej)truskawek
4 goździki
szczypta mielonego cynamonu
szczypta soli
fruktoza (lub cukier)
3 łyżki kwaśnej, gęstej śmietany 22%
parę kropli soku z cytryny


Do 1,5-2 litrów wrzątku dodajemy w odstępach 1 minutowych:
cynamon, fruktozę, goździki, sól, truskawki, sok cytrynowy.
Gotujemy na średnim ogniu aż truskawki będą miękkie. Dodajemy śmietanę, gotujemy 2-3 minuty. Chłodzimy i miksujemy.
Chłodnik musi być bardzo zimny. Najlepszy z fusilli ugotowanym al dente.
Przepis zgodny z KPP oraz MM.

Smacznego!